Kultura

Ucieczka od Izraela

Po ulicach Paryża chodzi w pomarańczowym płaszczu będącym znakiem obcości, jak gwiazda Dawida w czasie niemieckiej okupacji...

Odbierając nagrodę Złotego Niedźwiedzia na tegorocznym festiwalu w Berlinie reżyser Nadav Lapid powiedział, że jego film „Synonimy” wywołał skandal w Izraelu, bo uznano, że reżyser dopuścił się zdrady swojego kraju. Przypominają się podobne reakcje w Polsce, również autora tego tekstu, na berlińskie nagrody dla „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej i „Pokotu” Agnieszki Holland. Czyżby w Berlinie polowano nie tylko na Polaków, ale też na Żydów? Nie. Nagrodzono bogactwo intelektualne treści ujęte w bardzo filmową formę.

Seksualne fascynacje reżysera

Mamy okazję chłodnego sprawdzenia na obcym materiale, na ile można sobie pozwolić dystansując się wobec własnej tożsamości narodowej. Z dobrym skutkiem. Lapid odpowiada na zarzuty, że to przede wszystkim triumf kina. Również moim skromnym zdaniem dał świetny popis myślenia kamerą, co każe wiele wybaczyć. Gdy nasze artystki światowej sławy zdobędą się na dzieła takiej klasy, również trzeba będzie z nimi się pogodzić.
Reżyser Nadav Lapid (w środku) z Tomem Mercierem (Yaov) i Louis Chevillotte (Carroline) po wręczeniu statuetki "Złotego Niedźwiedzia" podczas festiwalu w Berlinie w lutym 2019 r. Fot. REUTERS/Fabrizio Bensch
Reżyser i zarazem autor scenariusza opowiada o swej młodzieńczej próbie porzucenia żydowskiej tożsamości i przekształcenia się we Francuza. Dwadzieścia lat temu uciekł do Paryża nie mogąc wytrzymać atmosfery w ojczyźnie.

Tamte wydarzenia to inspiracja dla fabuły, która dzieje się współcześnie i kipi od znaczeń. Młody bohater trafia do pustego mieszkania. Jest puste, gdyż podobnie chce ogołocić wnętrze swojej duszy, by następnie urządzić po francusku. Bierze natrysk, a ktoś kradnie mu wszystkie rzeczy. Yoav wybiega nagi z mieszkania i daremnie dobija się do drzwi sąsiadów z prośbą o pomoc.

Ogołocony z resztek ojczyzny wraca do łazienki i zamarza w wannie. Ratuje go chłopak i dziewczyna mieszkający piętro niżej. Po symbolicznej śmierci Yoav powraca do życia gotów zostać Francuzem. A skoro język jest duszą kultury, to przestaje mówić po hebrajsku. Chodząc po Paryżu wkuwa francuskie wyrazy bliskoznaczne, a najgorsze obelgi rzuca pod adresem Izraela.

Sąsiedzi – Émile i Caroline – są oczarowani muskularnym chłopakiem. W ten sposób wyraża się biseksualna fascynacja reżysera. W pierwszych minutach opowieści ze smakiem pokazuje nagie ciało Yoava eksponując wydatną męskość. Takie ekspozycje pojawiają się w filmie kilka razy.

Intymna przyjaźń rodzi romans z Caroline i platoniczne uczucie z Émilem. Widać i słychać, że jest silne jak łomot, kiedy Yoav całym ciałem dobija się do jego drzwi. Jednak nie dochodzi między nimi do fizycznego zbliżenia. W filmie oglądamy stosunek zastępczy. Nasz bohater przyjmuje dla pieniędzy pracę modela. Trafia do fotografa – pornografa. Ten nakazuje samogwałt homoseksualny, który filmuje tabletem. Wymusza także, by Yoav wykrzykiwał sprośności po hebrajsku.

To podwójna zdrada kraju – raz przy odmowie mówienia w ojczystym języku, dwa – przy chwilowym powrocie do języka w haniebnym kontekście, dla pieniędzy. Reżyser rzuca tu rodakom kolejne wyzwanie; hebrajski jest nie tylko językiem państwowym, ale także sakralnym. Taką miał główną funkcję w diasporze.

Jestem Izraelczykiem, więc mam obowiązki izraelskie?

Lapis mierzy wysoko. Nagrywanie orgazmu nawiązuje do słynnej sceny z „Powiększenia” Michelangela Antonioniego, kiedy fotograf ma sesję zdjęciową z piękną modelką. Widzimy metaforę stosunku seksualnego, długi obiektyw aparatu jest symbolem fallicznym.

Ale w „Synonimach” tablet oczywiście nie ma fallicznego obiektywu. To zręcznie podsuwa myśl, że Francuz jest impotentem, jak dzisiaj jego naród. Niegdyś penetrujący Afrykę, Azję, Amerykę – obecnie poddaje się kolonizacji przez imigrantów ponieważ wymiera.

Lobby izraelskie w USA

Krzysztof Kłopotowski: Były prezydent Jimmy Carter też usłyszał, że „przejdzie do historii jako nienawidzący Żydów”. A żaden inny prezydent USA nie zrobił więcej dla bezpieczeństwa Izraela, niż on.

zobacz więcej
Dlatego na drugim spotkaniu fotograf daje chłopakowi do włożenia mundur Legii Cudzoziemskiej. Przypomina czasy, kiedy Francja była mężna. Dziś reprezentuje ją znudzony mieszczańskim życiem Émile, jego rozwiązła dziewczyna Caroline i bezpłodny acz elegancki pornograf.

Yoav ma im do zaoferowania nie tylko siebie, ale także ciekawe historie, które chętnie opowiada. Tak przejawia się nie tylko o talent narracyjny Żydów wykształcony przez wieki na interpretacji Tory. Izraelczyk ma o czym opowiadać, bo jego egzystencja jest ciekawsza w państwie zagrożonym „zepchnięciem do morza” przez islamskich sąsiadów.

Gdy Émile z trudem pisze pierwszą powieść, Yoav tryska anegdotami i daje je w prezencie przyjacielowi. W końcu jednak odbiera je, gdy zaczyna rozumieć, że nic więcej nie ma. Przejawia się tu troska reżysera o własną tożsamość. Jeżeli nie chce być Izraelczykiem, a nie może zostać Francuzem, to musi pozostać przynajmniej narratorem.

W Izraelu powstał nowy typ żydowskiego mężczyzny. W przeciwieństwie do lękliwych Żydów w diasporze, jest odważny i walczy z bronią w ręku po stronie kraju i rodaków na świecie. Nie jest tępym zabijaką; to czuły dla bliskich i wrażliwy mąż, ojciec i towarzysz broni. Wszakże dyszy żądzą walki.

Stąd dziwna scena w biurze Betaru. Po przywitaniu lider organizacji bojówkarskiej rzuca się na jednego z kandydatów do przyjęcia w jej szeregi. Biją się na biurku, spadają na podłogę, gdy wtem kończą walkę wracając do przyjaznej postawy. Kandydat zdał egzamin do bojówki. Nadaje się tym bardziej, że ma pewien przydatny obyczaj: przedstawia się nieznajomym w miejscach publicznych jako Żyd, a komu się to nie podoba, ten dostaje w pysk.

Yoav też miał być taki. Odbył obowiązkową służbę wojskową, dostał medal za odwagę, lecz utracił duszę. Dlatego uciekł i nie chce nawet rozmawiać z ojcem, który przybył do Paryża, żeby go ściągnąć do domu? „Ponieważ jestem Izraelczykiem, to rzekomo mam izraelskie obowiązki?” – niemal słychać, jak dziwi się reżyser.

Chinki śpiewają „Marsyliankę”

Postać ojca, nauczyciela historii, wyraża izraelski etos pamięci, walki i pracy dla kraju. Autor filmu stanowczo to odrzuca. Nawet symbolicznie obala granice Izraela, kiedy wpuszcza tłum z ulicy na teren ambasady.
Od lewej: Tom Mercier (Yaov), Quentin Dolmaire, (Emile) oraz Louis Chevillotte (Carroline) w "Synonimach" Nadava Lapida. Fot. materiały prasowe
Yoav chce się naturalizować we Francji. Lekcja wychowania obywatelskiego to obraz duchowego wyjałowienia. Nauczycielka wykłada imigrantom główne zasady liberalnego państwa gdzie panuje wolność obyczajowa i wolność od religii. Mówi wprost, że Boga nie ma, nie licząc się z faktem, że może urazić uchodźców z tradycyjnych społeczeństw.

Następnie Chinki śpiewają „Marsyliankę”. Yoav też śpiewa, lecz zwraca się do innych, pragnąc pobudzić ich do buntu rewolucyjnym tekstem hymnu. Nagle wygłasza afirmację nadziei, która przetrwała wieki i pozwoliła się odrodzić Izraelowi. Kontrapunktem sceny jest nasz bohater podziwiający w nocy ogrom oświetlonej katedry Notre Dame. Taki mały, a wykrzykuje Francuzom, że przybył im na ratunek, bo wielki naród umiera.

Głównego bohatera gra wschodzący gwiazdor Tom Mercier. Oszczędnie używa środków aktorskich. Widz może nań rzutować swoje wyobrażenia. Jego głównym kapitałem jest ciało klasycznego posągu oraz twarz dziecka z przeszłością. Po ulicach Paryża chodzi w pomarańczowym płaszczu będącym krzyczącym znakiem obcości, jak gwiazda Dawida na rękawie w czasie niemieckiej okupacji. Podąża za nim trzymana w ręku kamera. Obraz drży jakby w rozterkach duszy Izraelczyka Nadava Lapida, który chce być – jako człowiek – czysty.

– Krzysztof Kłopotowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Tom Mercier w "Synonimach" Nadava Lapida. Fot. materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Aston Martin o słowiańskim sercu. Polski ślad w filmach o Bondzie
Dokąd trafił zaginiony samochód agenta 007?
Kultura Najnowsze wydanie
Kariera towarzysza Robesona: negro spiritual dla Stalina
Czy CIA zlikwidowała czarnoskórego gwiazdora?
Kultura Poprzednie wydanie
Wielki polski aktor już nie stanie na teatralnych deskach? Żegna...
„Janek Kos” chce zrezygnować ze scenicznych występów.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie sprzedał się. Założyciel kultowego polskiego zespołu nie żyje
Gdybym nie został gitarzystą, to byłbym milicjantem. Żeby się wyżyć – mówił.
Kultura Poprzednie wydanie
W PRL jej obrazy powielano masowo, nie pytając o zgodę
Pocztówki, talerzyki, płyty… Straciła nad tym kontrolę, otrzymując grosze za wykorzystanie dzieł.