Historia

Słynny pisarz, homoseksualista, wróg demokracji. Gdy nie powiódł się zamach stanu, popełnił samobójstwo

Głosił poglądy nacjonalistyczne, a nawet ksenofobiczne, ale nie przeszkadzało mu to zabiegać o popularność na Zachodzie i utrzymywać tam liczne przyjaźnie. Jego tokijski dom był w stylu śródziemnomorskim, a on sam ubierał się często po hollywoodzku: w hawajską koszulę, ciemne okulary i czarne spodnie.

– Kiedy spoglądam w siebie na przestrzeni ostatnich 25 lat, zadziwia mnie pustka. Nawet nie wiem, czy żyłem – mówił latem 1970 roku japoński pisarz Yukio Mishima. Kilka miesięcy później, w towarzystwie czterech mężczyzn ze swojej grupy paramilitarnej wjechał na teren garnizonu wojskowego Ichigaya w centrum Tokio. Skrępowali dowódcę placówki, gen. Kanetoshiego Mashitę, potem Mishima przemówił do żołnierzy, których kazał zgromadzić na placu.

Skrytykował powojenny pacyfizm w Japonii. Wezwał do powstania wojskowego, by przywrócić boski status cesarza. Po trzykrotnym okrzyku „Niech żyje cesarz!”, Mishima wrócił do gabinetu generała i tam popełnił seppuku. Zaraz po nim to samo uczynił jeden z jego towarzyszy, Masakatsu Morita. Był 25 listopada 1970 roku, godzina 12:20. Media, o których obecność Mishima zadbał wcześniej, informowały o zajściu na bieżąco.

Mishima w chwili śmierci miał 45 lat, był najsłynniejszym pisarzem w Japonii, kilka razy otarł się o Nagrodę Nobla. W kraju wybuchła dyskusja o faktycznych motywach jego czynu. Czy istotnie był to wyraz fanatyzmu, z którego Japończycy nigdy się nie wyleczyli?

A może chodziło o miłosne spełnienie homoseksualnej relacji łączącej Mishimę z Moritą? Mówiono też o słabnących mocach twórczych pisarza i jego niezgodzie na upływ czasu. Dla jeszcze innych był to ostatni akt performera, od dzieciństwa zafascynowanego śmiercią, który z własnego życia uczynił teatr.
Mishima z balkonu przemówił do żołnierzy, których kazał zgromadzić na placu. Wezwał do powstania wojskowego, by przywrócić boski status cesarza. Fot. Getty Images/Bettmann
W przyszłym roku minie 50 lat od tej śmierci. Dyskusja odżyje więc zapewne na nowo. Sam Mishima niedługo przed odejściem mówił żonie: – Nie szkodzi, że nie jestem rozumiany. Za 50 albo 100 lat zrozumieją.

Pierwsze doświadczenie seksualne

Naprawdę nazywał się Kimitake Hiraoka. Jego matka twierdziła, że o finale życia jej syna przesądziło jego wczesne dzieciństwo. Niedługo po urodzeniu Kimitakego zabrała do swojego domu babka, Natsu – to w jej pokoju spędził większość z pierwszych 12 lat życia. Miał wtedy ograniczony kontakt nie tylko z rodzicami i dwójką młodszego rodzeństwa, ale i z rówieśnikami. Babka pozwalała mu się bawić jedynie z trzema spokrewnionymi dziewczynkami.

Natsu, wywodząca się ze słynnej samurajskiej rodziny, miała trudny, władczy charakter, z wiekiem coraz bardziej niestabilny. Być może to z tego powodu jej ojciec wydał ją za dziadka Mishimy, który co prawda ukończył słynny Uniwersytet Cesarski w Tokio i piastował wysokie funkcje w biurokracji, pochodził jednak z chłopskiej rodziny, która do połowy XIX wieku nie miała nawet nazwiska. Dla Natsu był to mezalians i zapewne jeden z powodów jej zgorzknienia. W dorosłym życiu Mishima, także w twórczości, odwoływać się będzie do swoich samurajskich korzeni, ukrywając chłopskie pochodzenie dziadka.

Nadwrażliwy chłopiec od dzieciństwa nauczył się instynktownie odczytywać nastroje babki. Znosił jej wymagania, histerie, noce przerywane spazmatycznym krzykiem, tworząc swój wewnętrzny świat fantazji. Według jednej z teorii dominujący cień babki i brak kontaktu z chłopcami w dzieciństwie leżały u podstaw jego homoseksualnych skłonności.

Matka miała uzasadnione powody, by czuć niechęć do teściowej, której nie potrafiła się przeciwstawić. Ale czas spędzony z babką wpłynął też na artystyczny rozwój Mishimy. To u niej w pokoju godzinami przeglądał albumy ze sztuką japońską i europejską, od niej słuchał opowieści o kabuki, literaturze i rodzinnych koneksjach z szogunatem Tokugawy.

Babka zadba też, by Kimitake poszedł do szkoły dla arystokratów, którym formalnie nie był. Będzie to dla chłopca powodem kompleksów, ale wyostrzy też jego samoświadomość i umożliwi postrzeganie ról społecznych jako rodzaju aktorstwa. Potem ułatwi mu to w życiu nakładanie różnych masek.
Yukio Mishima w stroju samuraja w roku 1970. Fot. Keystone/Getty Images
Z tego wczesnego okresu warto wspomnieć jeszcze pierwsze doświadczenie seksualne Mishimy. Podniecenie wywołał u niego obraz męczeńskiej śmierci św. Sebastiana autorstwa Guido Reniego. Krótko przed śmiercią Mishima sam pozwoli się sfotografować w podobnej pozie. Ekscytacja pięknem kojarzonym ze śmiercią i męskim ciałem, któremu zadawany jest ból, będzie stale obecna w jego życiu i twórczości.

Nie przeszedł na uproszczoną ortografię

Donald Keene, wybitny znawca literatury Japonii wymienia Mishimę jako ostatniego z wielkich pisarzy tego kraju. Nie każdy się z tym zgodzi, ale na pewno nie można odmówić mu wszechstronności i pracowitości. Oprócz powieści i opowiadań pisał też sztuki teatralne, scenariusze filmowe, wiersze i publicystykę. Jego dzieła zebrane liczą 36 tomów.

Mishima mógł być jednak ostatnim z plejady wielkich prozaików, którzy od Restauracji Meiji, gdy Japonia po latach izolacji otwarła się na świat, boleśnie zmagali się z dylematem, jak łączyć nowoczesność, wtedy kojarzoną z Zachodem, i rodzimą tradycję, której istotne elementy odchodziły już do przeszłości.

Pustkę, która powstała, niektórzy wypełniali chrześcijaństwem, inni marksizmem, byli i tacy, którzy po okresie fascynacji Zachodem stawali się ultranacjonalistami. Niejeden nie radząc sobie z psychicznym rozdarciem w nowych czasach, popełniał samobójstwo. W tym sensie Mishima, którego najważniejsze dzieła powstały już po 1945 roku, uosabiał napięcia starszej generacji. Z jednej strony podkreślał swoje przywiązanie do japońskiej klasyki i jako jeden z nielicznych pisarzy po wojnie nie przeszedł na uproszczoną ortografię. Równocześnie od wczesnych lat chłonął zachodnią literaturę: starożytnych Greków, romantyków, Rilkego, twórców fin de siecle'u aż po sobie współczesnych autorów.

Co więcej, o ile w ostatniej dekadzie życia coraz dobitniej głosił poglądy nacjonalistyczne, a nawet ksenofobiczne, o tyle nie przeszkadzało mu to zabiegać o popularność na Zachodzie i utrzymywać tam liczne przyjaźnie. Lubił wydawać przyjęcia dla zagranicznych gości, których zabawiał biegłą angielszczyzną.

Jego tokijski dom był w stylu śródziemnomorskim, a on sam ubierał się często po hollywoodzku: w hawajską koszulę, ciemne okulary, czarne spodnie.

Który Mishima był prawdziwy? Sam pisarz nie ułatwiał odpowiedzi na to pytanie: „To, co ludzie odbierali jako pozy, było w istocie potrzebą ekspresji mojej prawdziwej natury. A to, co uważano za moją istotę, stanowiło maskaradę.”

Chcę widzieć czerwoną krew

Andrew Nathan, autor jednej z biografii Mishimy twierdzi, że miał on tylko jeden temat: siebie, swoją fascynację śmiercią i swoje seksualne obsesje. Te, zapewne bolesne, przypadłości są jednak uniwersalne, a nie specyficznie japońskie. Jako Japończykowi łatwiej było mu swoje tematy ubierać w rodzimą tradycję: kabuki, teatr No czy samurajskie historie.
Yukio Mishima w filmie "Czarna jaszczurka" (黒蜥蝪) z 1968 roku, nakręconym według jego własnej sztuki teatralnej. Fot. Marc GANTIER/Gamma-Rapho via Getty Images
Ale czerpał też z Zachodu, mówiąc o sobie, że jest romantykiem czy dandysem w stylu Baudelaire'a. Premierę filmu „Patriotyzm” na podstawie swojego opowiadania urządził w Paryżu. Młody oficer popełnia w tym filmie seppuku, ale tłem muzycznym dzieła jest muzyka Wagnera.

Kiedy po 1945 roku japońscy pisarze podejmują tematy społeczne i rozrachunki wojenne, Mishima wydaje częściowo autobiograficzną powieść „Wyznanie maski”. Pisze ją, by „pozbyć się swoich demonów”. Z tego czasu pochodzi też jego wypowiedź: – Jestem zdesperowany, by zabić człowieka. Chcę widzieć czerwoną krew. Ktoś pisze historie miłosne, bo nie ma wzięcia u kobiet, a ja, by nie skończyć z karą śmierci.

Mishima nigdy publicznie nie przyznał się do homoseksualizmu, ale w „Masce” taki literacki coming out ma miejsce. Pocałunek bohatera z narzeczoną pozostawia go zimnym. W pewnym momencie obydwoje trafiają na potańcówkę, mężczyzna dostrzega półnagiego chłopaka i czuje się obezwładniony przypływem swoich „krwawych, brutalnych wizji”. Zapomina o dziewczynie. „W tej chwili coś we mnie pękło z wielką siłą. Jakby piorun rozłupał żywe drzewo. Struktura, którą z całym wysiłkiem budowałem kawałek po kawałku, rozsypywała się.”

Nieco symulował chorobę

Od połowy lat 50. pojawia się nowy Mishima. Ten wątły dotąd mężczyzna zaczyna regularnie chodzić na siłownię, zalicza lekcje boksu, kendo, siada za sterami samolotu odrzutowego. Swoją muskulaturę będzie dumnie prezentował na nieskończonej ilości zdjęć, plakatów, a nawet w filmach, grając gangstera.

Dla części krytyków pozostał skandalizującym ekshibicjonistą, którego zachowanie niewiele ma wspólnego z japońską tradycją. On sam mówił jednak o kulcie ciała i o tym, że przez mięśnie oraz fizyczną akcję, dotyka rzeczywistości niedostępnej przy pisaniu literatury.

Wydaje się jednak, że przynajmniej z początku wysiłek fizyczny miał też dla pisarza wymiar terapeutyczny. Komentując samobójczą śmierć innego słynnego autora, Osamu Dazai, który przez lata zmagał się ze swoimi demonami, Mishima uważał, że skazy jego osobowości „można było uleczyć zimnymi prysznicami, siłownią i regularnym trybem życia”.

Potem traktuje już ciało jako niezbędne narzędzie w swoim planie. „Byłem przywiązany do romantycznej wizji śmierci, ale to wymagało klasycznych proporcji ciała jako wehikułu. (...) Ten impuls nie mógł być spełniony, bo nie miałem ku temu fizycznych warunków”.
Yukio Mishima w marcu 1970. Fot. Mario De Biasi\Mondadori Portfolio\Mondadori via Getty Images
Mishima stawał się teraz współczesnym samurajem i wyznawcą boskości cesarza. Choć Japończycy przyzwyczaili się już do kolejnych wybryków pisarza, jego ewolucja w stronę militaryzmu mogła być jednak zaskoczeniem. W końcu w czasie prawdziwej wojny został wykluczony z poboru ze względu na stan zdrowia. Pisał potem, że nieco symulował chorobę, wspominając ulgę, gdy po decyzji lekarza biegł co sił w nogach do stacji kolejowej. Oddział, do którego miał wstąpić, został zmasakrowany na Filipinach.

Teraz coraz częściej powtarzał, że tylko w czasie wojny miał poczucie życia naprawdę: „Od końca 1943 roku śmierć dla wszystkich młodych była nieuchronną rzeczywistością.” „Nie było innego sposobu na życie, niż śmierć”. Itd. To poczucie zagrożenia będzie starał się na różne sposoby odtwarzać.

Lata 60. były burzliwe w Japonii. Kontrowersje budziła pacyfistyczna konstytucja i podporządkowanie kraju Ameryce. Na ulice wychodziły setki tysięcy ludzi, zdarzały się zamachy na polityków i wydawców gazet.

Lewica chciała strzec konstytucji i trzymać się z daleka od wojen prowadzonych przez USA. Prawica uważała, że kraj powinien mieć własne wojsko, a nie jego namiastkę w postaci Sił Samoobrony.

Kulminacja niepokojów przypadła na wiosnę 1960 roku, gdy przedłużeniu podlegał traktat wojskowy z USA. Premier Japonii Nobusuke Kishi podał się wtedy do dymisji, a prezydent USA Dwight Eisenhower musiał odwołać wizytę w Tokio.

Krytykował demonstrantów Praskiej Wiosny

Mishimie było bliżej do prawej strony sceny politycznej, ale oczekiwał więcej niż tylko zmiany pacyfistycznej konstytucji. Czerpiąc z shintoistycznej mitologii, stworzył figurę „cesarza kulturowego” tożsamego z japońskością. Zarzucał zdradę urzędującemu monarsze Hirohito, który wyrzekł się po wojnie swojej boskości. Tym samym śmierć kamikaze i innych żołnierzy oddających za niego życie stała się bezsensowna.

Zdaniem Mishimy pacyfistyczna i demokratyczna Japonia po 1945 roku utraciła swoją tożsamość. Japończycy przeobrazili się w „sprzedawców tranzystorów” i „ekonomiczne zwierzęta”, które żyją bez wielkiej idei, bez transcendencji, ślepo kopiując Zachód. Kupno nowej lodówki, pralki czy samochodu przesłania tylko dręczącą ich pustkę.

Takie opinie o społeczeństwie nie były wtedy w Japonii, wśród artystów, publicystów, nawet części polityków, odosobnione. Tyle że poza skrajną mniejszością, remedium nie widzieli oni w przywracaniu cesarskiej boskości i bushido – „drogi bojownika”, który „żyje śmiercią”. A o tym mówił Mishima.

Z wiary w „czystość motywu” i konieczność bezinteresownego oddania życia za ideę, potrafił on wyciągać niepokojąco daleko idące wnioski. Demonstrantów Praskiej Wiosny krytykował na przykład za to, że nie polegli w starciu z czołgami Układu Warszawskiego.
Yukio Mishima na czele oddziału Tatenokai. Fot. Mario De Biasi/Mondadori via Getty Images
W 1967 roku Mishima wstąpił do Sił Samoobrony (japońskiej armii złożonej z cywilów). Najsłynniejszy pisarz kraju przez 46 dni, w randze szeregowca, biegał szczęśliwy z karabinem pod górą Fuji. Niedługo potem powołał paramilitarny oddział Tatenokai (Stowarzyszenie Tarczy) złożony głównie z nacjonalistycznych studentów. Grupę liczącą niecałe sto osób połączyła przysięga krwi. Mishima uszył im mundury, razem ćwiczyli i zastanawiali się, jak czynem ratować Japonię.

Pierwszy plan zakładał walkę z przeważającymi siłami lewicy i – zapewne męczeńską – śmierć. Gdy jednak okazało się, że przy końcu lat 60. temperatura sporu politycznego w kraju zaczyna opadać i Japończycy godzą się z powojennym porządkiem, Mishima podejmuje decyzję o tym, aby popełnić seppuku. Przygotowuje się do tego czynu przez wiele miesięcy. Kończy ostatnią powieść, reguluje sprawy wydawnicze i spadkowe. Żegna się „na dłuższy czas” z przyjaciółmi. Nadchodzi 25 listopada 1970 roku.

Nieskończenie męcząca zasada rządów większości

Pozostaje pytanie o wpływ domniemanego homoseksualizmu na polityczne poglądy Mishimy i na drogę, jaką potoczyło się jego życie. Intymna relacja pisarza z Masakatsu Moritą, który odebrał sobie życie tego samego dnia, nie została potwierdzona, choć biograf pisarza Henry Scott-Stokes utrzymuje, że istniała.

Morita nie wykazywał wcześniej homoseksualnych skłonności. Jego intymny związek z duchowym mistrzem – Mishimą – można uznać jednak za prawdopodobny. W samurajskiej tradycji, którą Mishima starał się ożywić, relacje uczuciowe i seksualne między starszym wojownikiem a jego uczniem nie były tabu. Opiewano je jako oparte na prawdziwym braterstwie, honorze i lojalności. A Morita był zapatrzony w historię oraz w swojego sławnego i charyzmatycznego przywódcę.

Czy da się homoseksualizmem wytłumaczyć elitaryzm Mishimy i jego niechęć do demokracji? W powieści „Zakazane kolory” znaleźć można wypowiedź bohatera: „Dochodził do wniosku, że społeczeństwo jest rządzone przez zasadę heteroseksulaności, nieskończenie męczącą zasadę rządów większości”.

Ruchy gejowskie kojarzy się zwykle z lewicowością i progresywizmem. Istnieje jednak część tej społeczności, wcale niemała, która swoje sympatie polityczne lokuje dokładnie w przeciwnym miejscu, skłaniając się ku formom autorytarnym czy faszystowskim. Poczucie, że są mniejszością budzi w nich (jak w powyższym cytacie) instynktowną niechęć do demokracji.
Yukio Mishima i jego czterej towarzysze kilka dni przed zajęciem przez nich ganizonu wojskowego w Tokio. Pierwszy od lewej Masakatsu Morita, w środku siedzi Mishima. Fot. Getty Images/Bettmann
W Republice Weimarskiej na przykład, wśród członków Ligii Praw Człowieka, głównej organizacji homoseksualistów tego okresu, co trzeci popierał Hitlera – przynajmniej do czasu zanim się on przeciw nim nie zwrócił. Maksym Gorki ironizował nawet: „Usuńcie homoseksualizm, a faszyzm zniknie”.

Guru skrajnej prawicy

O śmierci Mishimy dyskutowano dużo intensywniej na Zachodzie niż w Japonii, analizując ją często przez pryzmat fascynacji Orientem. Dosłownie brano opowieści pisarza o samurajskiej duszy i boskości cesarza, choć popularne były też opinie o agresji wywołanej tłumieniem homoseksualizmu.

Japończycy, po chwilowym szoku, woleli o wszystkim zapomnieć. Dość mieli słuchania o swoim fanatyzmie zwłaszcza, gdy wojenne wspomnienia były wciąż świeże. Gospodarka rosła w ekspresowym tempie, większość ludzi zaczynała korzystać z komfortowego życia.

Gest Mishimy odbierano jako anachronizm albo jako kolejny, tym razem tragiczny, wygłup bardzo utalentowanego narcyza. Żołnierze, do których przemawiał z balkonu chwilę przed samobójstwem, wołali: „złaź!”, „nie zgrywaj bohatera!”

Rzetelną dyskusję utrudniała też postawa wdowy, skwapliwie cenzurującej wzmianki o homoseksualizmie Mishimy. Miał funkcjonować w Japonii jedynie jako wybitny pisarz oraz dobry mąż i ojciec, którym skądinąd podobno był.

Nacinali im skórę za uszami, żeby krew powoli ściekała. Gotowali żywcem w gorących wulkanicznych źródłach

Zadali mu trzy pytania: czy nie ma żony, czy czci Matkę Bożą i czy jest w jedności z Białym Ojcem.

zobacz więcej
Przez lata wspominano Mishimę tylko przy okrągłych rocznicach śmierci. Spotykają się wtedy również członkowie jego oddziału, dziś już starsi panowie. Skrajna prawica przylepia czasem na swoje czarne furgonetki emblematy pisarza.

Od 1970 roku sporo się w jednak Japonii zmieniło. Skończył się szybki wzrost gospodarczy, a wraz z nim optymizm Japończyków. Kraj, choć wciąż zamożny, od trzech dekad zmaga się ze stagnacją. Powszechny jest niepokój o losy społeczeństwa starzejącego się i pełnego ludzi samotnych. Wracają pytania o sens powojennego modelu, nadmiernie forsującego wzrost PKB.

Od lat 90. książki Mishimy znowu są wydawane.

Znany reżyser Takeshi Kitano mówi dziś, że „nikt lepiej nie oddał bagna, w jakim się znaleźliśmy niż Mishima”. Poeta Mutsuo Takahashi widzi to inaczej. Dla niego Mishima całe życie zmagał się ze swoim nihilizmem i w jego postaci dostrzega egzemplifikację dzisiejszej kondycji japońskiej młodzieży: „desperacko szukającej sensu życia, dryfującej do świata (wirtualnej?) fantazji.”

Być może przed 50. rocznicą śmierci Mishimy jest zatem czas, by raz jeszcze z dystansu spojrzeć na tego człowieka. Być może warto nawet, ostrożnie przemyśleć na nowo niektóre z jego diagnoz.

– Piotr Bernardyn

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Cytaty i dane pochodzą z art. „A Thing for Men in Uniforms”, J.Kirchick, The New York Review of Books, 14.05.2018
Zdjęcie główne: Yukio Mishima osobiście szkolił członków swojej paramilitaranej organizacji. Fot. Fot. Getty Images/Bettmann
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Co mają wspólnego indyjscy bramini i Bałtosłowianie?
Język – co było wiadomo od ponad 200 lat – i geny – co wiadomo od dziś. Mają bowiem wspólnego ojca.
Historia Najnowsze wydanie
Dlaczego Piłsudski nie pomógł rozbić bolszewików?
Carski generał podkreślał, że czuł się przez Polaków zdradzony.
Historia Poprzednie wydanie
Warszawskie plotki o koreańskiej Normandii
W Górach Bielawskich mieli „mordować ludność i brać krew dla rannych na Koreę”.
Historia Poprzednie wydanie
Na łasce Hitlera, na pastwie Stalina. Pokojowe okaleczenie
Ribbentrop przekazał Rumunom, że jeśli ZSRR wystąpi z żądaniami terytorialnymi, to powinni ustąpić.
Historia wydanie 19.06.2020 – 26.06.2020
Młody Karol Wojtyła
Polskość opartą na chrześcijaństwie uważał za „siłę ogromną, królestwo ducha”.