Cywilizacja

Im ktoś bardziej wulgarny, tym więcej ma lajków i pieniędzy. Celebryci walczą w klatce

Gdy powstały organizacje, które skupiają się wyłącznie na walkach celebrytów od razu stały się belką w oku środowiska MMA. – Nie wymyślili niczego nowego. Ograniczanie się wyłącznie do zawodników, którzy reprezentują sobą bardziej mainstream niż branżę, bardziej popularność niż umiejętności, nie jest odważne ani nowatorskie. A że stoi za nimi społeczność? Mają taką społeczność, jakich zawodników… – mówił Maciej Kawulski, współwłaściciel KSW.

W sobotę, 26 października, odbędzie się kolejna gala, podczas której w klatce zmierzą się internetowi celebryci.

To nie była zwykła konferencja prasowa. To był absurd. W jego apogeum głos zabrała ubrana w skąpą panterkę Monika Esmeralda Godlewska, celebrytka znana z kontrowersyjnego duetu wokalnego („Siostry Godlewskie”). Wtórowała jej różowa od stóp po czuprynę Marta Linkiewicz, lat 22, określająca się jako „patoinfluencerka”. O niej z kolei zrobiło się głośno na przełomie 2015 i 2016 roku, gdy razem z koleżanką opowiadały z dumą w mediach społecznościowych, że po koncercie amerykańskich raperów (zespół Rae Sremmurd) w warszawskim klubie Proxima, dostały się do ich autokaru i uprawiały z nimi seks.

Godlewska i Linkiewicz nie przypadły sobie do gustu. Najpierw wybiło więc szambo inwektyw, totalny rynsztok, a późnej, w jego oparach w ruch poszły butelka i szklanka z wodą, przelatujące nad głowami pozostałych uczestników konferencji.

Kolejna konferencja odbyła się miesiąc później i miała podobny przebieg. Choć tym razem panie przygotowały bardziej oryginalną amunicję – rzucały w siebie kurzymi jajami i… kaszanką.

Trzecie, ostatnie już stracie odbyło się w klatce, która miała kształt oktagonu. Walka trwała niecałą minutę i przypominała bójkę przed budką z piwem. Gdy Linkiewicz siedząc na Godlewskiej, biła ją po głowie – sędzia szybko przerwał walkę – w łódzkiej Atlas Arenie wybuchła euforia.

W sieci i w realu

Pierwszy obrazek pochodzi z konferencji przed galą Fame MMA 3 –organizacji powstałej w 2018 roku i promującej tzw. freak fighty, czyli walki celebrytów. Drugi obrazek to walka właściwa obu pań, która odbyła się 30 marca.
Jedna z konferencji przed walką Moniki Esmeraldy Godlewskiej i Marty Linkiewicz. Fot. Print screen YouTube/Sporty Walki MMA, Kickboxing, Grappling
Jeśli chodzi o freak fighty, to w Polsce można już mówić o pewnym zjawisku czy nawet modzie. Na pewno wśród młodzieży, bo to ona jest głównym odbiorcą. Transmisje na YouTube z konferencji prasowych przed walką Godlewska vs. Linkiewicz, według danych APY News (serwis informacyjny o YouTube), oglądało na żywo, w szczytowym momencie – 200 tys. osób (w przypadku pierwszej konferencji i – 240 tys. (drugiej). Tym samym dwukrotnie został pobity rekord oglądalności na żywo na polskim YouTube. Dotychczasowy wynosił 108 tys. widzów.

Jedna z konferencji przed ostatnią, czerwcową galą Fame MMA 4, miała (ogółem) ponad 3 mln wyświetleń. W dodatku na gale przychodzą tysiące ludzi. Wojciech Gola, jeden z właścicieli organizacji i jej twarz medialna, zdradził w jednym z wywiadów, że na galę Fame MMA 3 w Łodzi sprzedano ponad 10 tys. biletów. Walki celebrytów można obejrzeć również w internecie – na platformie FAMEMMA.tv. Transmitowane są w systemie Pay Per View (cena 20 zł).

W czerwcu w Zielonej Górze z kolei odbyła się pierwsza gala konkurencyjnej organizacji FFF (Free Fight Federation), która była transmitowana na głównej antenie Polsatu oraz na Polsat Sport Fight. Oglądało ją średnio 1,5 mln widzów. A w szczytowym momencie – ponad 2,2 mln.

Arkadiusz „Pan” Pawłowski, lat 30, który na Fame MMA jest konferansjerem, w rozmowie z Tygodnikiem TVP przekonuje, że na walki celebrytów przychodzi nie tylko młodzież. – Patrząc po trybunach, widzę ludzi w różnym wieku. Są osoby, które po prostu interesują się sportem, widać to np. po ich bicepsach czy kalafiorach na uszach (chodzi o uraz, trwałą deformację małżowiny usznej. Jest ona charakterystyczna przede wszystkim dla adeptów sztuk walki, takich jak zapasy, brazylijskie jiu-jitsu, gdzie np. zakłada się chwyty na głowę, ale też często ociera się o matę. Pod wpływem tego ocierania czy mocnego chwytu, uszy się deformują; małżowina uszna przypomina wtedy kwiat kalafiora. Od razu można więc poznać, że ktoś uprawia sporty walki - przyp. red.). Przychodzą też całe rodziny. Ale nie ma co ukrywać, że sporą grupę stanowią aktywni użytkownicy YouTube, czyli właśnie ludzie młodzi. Oni mają na to najwięcej czasu i najbardziej tym żyją – mówi.

Rosyjskie sztuki walki. Koń trojański imperium Putina

Nowe koncepcje i praktyki wojny hybrydowej.

zobacz więcej
Pawłowski prowadzi konferencje prasowe i gale. Słowem, robi show. Potrafi to robić i ma doświadczenie. Choć ukończył amerykanistykę na Uniwersytecie Gdańskim, na co dzień jest komikiem (Kabaret Pod Napięciem i Grupa Kamerowani). Jest również współzałożycielem pierwszej polskiej organizacji pro-wrestlingu (Do or Die Wrestling), czyli zapasów zawodowych, na wzór amerykańskiej WWE (World Wrestling Entertainment).

Z przymrużeniem oka

Bohaterami gal Fame MMA są youtuberzy, instagramerzy, raperzy. Osoby znane przede wszystkim z wirtualnego świata. Walki, tak samo jak w organizacji FFF, odbywają się na zasadach MMA (mieszanych sztuk walki), a celebryci przygotowują się do nich pod okiem profesjonalnych trenerów. Klucz doboru zawodników jest prosty – muszą być popularni. Liczy się zasięg w sieci: lajki, subskrypcje, wyświetlenia. Zawodnicy mają budzić emocje.

W walce wieczoru gali FFF Paweł Trybała, znany z kontrowersyjnego, emitowanego przez MTV programu „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”, pokonał nie darzonego sympatią przez publiczność, choćby za gołosłowność i nieokazywanie rywalom szacunku, pięściarza Marcina Najmana; na gali wystąpił też m.in. kulturysta Radosław Słodkiewicz, który przegrał z bratem Mariusza Pudzianowskiego – Krystianem, ostatnio twórcą muzyki disco polo; z kolei biznesmen Greg Collins (tak naprawdę Grzegorz Chmielewski) musiał uznać wyższość tancerza i uczestnika pierwszej edycji „You Can Dance” Rafała Kryli.
Klucz doboru zawodników jest prosty – muszą być popularni. I Adrian Salamon jest popularny. Jego transmisje na YouTube mają średnio od kilkuset tysięcy do ponad miliona wyświetleń. Fot. Print screen wideo ze strony Fame MMA.
Popularnym „freak fighterem”, budzącym raczej powszechną sympatię wśród młodzieży, jest np. Adrian Salamon, znany jako „Medusa”. W sieci zaistniał dzięki żartobliwym telefonom. Wykonywał je, podając się m.in. za małą dziewczynkę Gabrysię Bąk (symulując jednocześnie głos dziecka) albo za staruszkę Janinę. Tym sposobem wkręcał m.in. przedszkolanki i opiekunki do dzieci, dzwonił do gabinetu dentystycznego, zamawiał kebab czy jedzenie z KFC. Jego transmisje na YouTube mają średnio od kilkuset tysięcy do ponad miliona wyświetleń. A wideo, w którym Gabrysia dzwoni po pizzę, wyświetlono 4,5 mln razy.

– Kiedy zacząłem się w to zagłębiać, kilka postaci wzbudziło we mnie ciekawość, np. Don Kasjo (Kasjusz Życiński), którego cenię za szczerość i autentyczność. Choć trudno tu znaleźć kogoś, kto w ogóle nie wzbudza kontrowersji – przyznaje Arkadiusz Hnida z Giżycka, lat 21, który na co dzień pisze o MMA na portalu Sporty-walki.org.

Mieszane sztuki walki to od dawna jego pasja. W dzieciństwie jego idolami za sprawą filmów „Kickboxer” i „Rocky” byli Jean-Claude Van Damme i Sylvester Stallone. Poszukiwanie informacji o MMA – różnych organizacjach, zawodnikach – zajmuje mu nawet, jak twierdzi, 7-10 godzin dziennie.

Marzą o masowych gwałtach, stworzeniu rasy panów, a przynajmniej – o samobójczym zamachu

Nigdy wcześniej udręki nastolatków nie były przedmiotem troski fachowców od terroryzmu, bezpieczeństwa narodowego i demografii, a tak dzieje się w przypadku ruchu incelsów. Pryszczaci snują pełne nienawiści fantazje.

zobacz więcej
Walkami celebrytów natomiast zainteresowali go znajomi. Hnida mówi, że ogląda je z przymrużeniem oka. Po prostu poprawiają mu humor. Poza tym są tam postacie, które odbiera pozytywnie, jak wspomniany Don Kasjo czy Lil Masti (Aniela Bogusz; do niedawna prowadziła kanał na YouTube, jako „SexMasterka”). Ale są też osoby, których zachowanie jest dla niego wręcz odrażające, np. Marty Linkiewicz.

– Okej, dziewczyna może w jakiś sposób stara się zmienić in plus, ale to, z czego jest kojarzona, jej kontrowersyjne zachowanie, będzie się za nią ciągnęło przez całe życie. Nie przeszkadza mi, że występuje na galach, ale nigdy nie będę jej traktował poważnie. Zresztą sama na taki odbiór zapracowała – tłumaczy Hnida.

„Normalny gość”, który bije matkę

W ogóle walki z udziałem patostreamerów budzą szczególne kontrowersje. Jak nazwa wskazuje to osoby, które lansują się na różnego rodzaju patologiach, prezentując wyjątkowo obrzydliwe treści. Ich transmisje na YouTube (tzw. streamy) to seanse chamstwa, agresji i pijaństwa.

Najpopularniejsi patostreamerzy, którzy walczyli w oktagonie to Marcin Krasucki, znany jako „Rafonix” i Daniel Zwierzyński, ps. „Magical”. Pierwszy podczas jednej z transmisji urządził wraz z kolegami poszukiwania młodego internauty, który zamieścił w sieci informacje o jego miejscu zamieszkania. Gdy doszło do konfrontacji, Rafonix uderzył internautę. To również było emitowane na żywo. Patostreamer usłyszał za to niewielki wyrok w zawieszeniu.
Daniel Zwierzyński (z prawej) chciał ponoć pójść w stronę sportu. Nie wyszło. Pozostał patocelebrytą, przynajmniej na razie. Fot. Print screen z wideo z jego walki ze strony Fame MMA.
Drugi, „Magical” zasłynął z transmisji, prowadzonych ze swojego toruńskiego mieszkania, gdzie mieszka razem z matką alkoholiczką (niekiedy publicznie przez niego wyzywaną i poniżaną), z jej konkubentem, a także młodszym bratem. Wspólnie urządzali oni libacje, wypełnione bluzgami i awanturami, określanymi jako „dymy”; przygotowywali też – i opróżniali – „kociołek menelixa”, czyli garnek ze zmieszanymi alkoholami.

W styczniu Daniel Zwierzyński i jego matka publicznie pochwalali atak nożownika na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W maju Zwierzyński trafił na 82 dni do więzienia za pobicie. Początkowo miał wykonywać prace społeczne, ale się z nich nie wywiązywał. Tłumaczył się, że nie mógł ich wykonywać, gdyż na gali Fame MMA 2, w czasie walki z „Rafonixem”, doznał poważnego złamania nogi.


– Włos jeży się na głowie… Jak coś takiego może być upowszechniane? – nie może się nadziwić prof. Zbigniew Dziubiński, kierownik Katedry Nauk Humanistycznych i Społecznych AWF w Warszawie. – Młodzież oczywiście kocha zjawiska, które dalece wykraczają poza pewne wzory i normy kulturowe. Ale czym innym jest „młodzież chciałaby”, a czym innym stwarzanie im warunków do praktykowania. I do upowszechniania takich postaw: takiego luzu, tego, że nie ma żadnych norm, nic nas nie obowiązuje, że jedyną zasadą jest brak zasad – mówi socjolog.

Według niego, patrząc z perspektywy społeczeństwa tradycyjnego czy też nowoczesnego jest to zjawisko oburzające, ponieważ w negatywny sposób oddziałuje na formowanie się osobowości młodego człowieka.

– Patrząc z perspektywy społeczeństwa ponowoczesnego: to norma. Tak się dzieje we wszystkich obszarach życia społecznego. W dodatku na pewne procesy i zjawiska nie mamy wpływu. Nie zatrzymamy ich. Natomiast z mojego punktu widzenia, czyli człowieka ukształtowanego w społeczeństwie, gdzie był względny ład i porządek, gdzie obowiązywały pewne wzory i normy kulturowe, tego rodzaju zjawiska budzą smutek. Młodzi ludzie są kształtowani w nieodpowiednim klimacie. Przenoszą potem te mocne doświadczenia na różne obszary swojego życia: do szkoły, do swoich środowisk rówieśniczych, bo z ich punktu widzenia jest to fajne, modne, popularne – tłumaczy prof. Zbigniew Dziubiński.
Organizatorzy walk celebrytów i patocelebrytów nie zgadzają się z krytyką. Twierdzą, że promują zdrowy styl życia. I ograniczają zjawisko patostreamów.

– „Rafonix” obecnie nie jest patostreamerem. Cały hype przeniósł się w stronę sportu. Daniel „Magical” mówił mi: „Chcę z tym skończyć [z patostreamami – red.], zająć się treningami”. A że złamał nogę? Miałem łzy w oczach po tym wypadku. Bardzo go lubię; on robi show, ale to normalny gość. Było mi przykro, bo chciał pójść w kierunku sportu. A przez to złamanie zaczął znowu pić i wrócił do starych nawyków – tłumaczył Wojciech Gola na kanale „Lekko nie będzie” na YouTube (mimo starań nie udało się nam z nim skontaktować).

Może Gola, mówiąc o „normalnym gościu”, nie widział transmisji – prowadzonej już po drastycznym złamaniu przez Zwierzyńskiego piszczela – podczas której „Magical” bił swoją matkę kulą ortopedyczną?

Takie pokemony, a zarabiają krocie

Historia freak fightów w Polsce swój początek bierze w grudniu 2009 roku. Na gali KSW (organizacja MMA; pełna nazwa to Konfrontacja Sztuk Walki – red.) Mariusz Pudzianowski szybko odprawił z kwitkiem Marcina Najmana. Walka, którą obejrzało 6 mln widzów, przyczyniła się do popularyzacji mieszanych sztuk walki w naszym kraju.
Od tego wszystko się zaczęło. Strongman Mariusz Pudzianowski walczy z bokserem Marcinem Najmanem. Fot. PAP/Leszek Szymański
W kolejnych latach na galach MMA występowali m.in. kulturysta Robert Burneika, tancerz erotyczny Dawid Ozdoba czy były piłkarz – znany z boisk ekstraklasy – Jacek Wiśniewski. W ostatnim czasie wiele emocji budziły walki rapera Pawła „Popka” Raka (vel. „Król Albanii”) i aktora Tomasza Oświecińskiego. Ich pojedynki przyciągają na gale MMA (i przed telewizory) liczną publikę.

Marek Ozimek z Warszawy, lat 24, gale Fame MMA zaczął oglądać z ciekawości. Na co dzień sam trenuje MMA w jednym ze stołecznych klubów. – Ponieważ trenuję, byłem ciekawy, jak w klatce poradzą sobie osoby, które kojarzę ze świata wirtualnego. Wiadomo, jest tam kilka osób, które prezentują patologiczny styl życia, ale można też znaleźć kilka pozytywnych osób, jak AdBuster (Marek Hoffman – red.) – mówi Ozimek, który ostatnio obronił licencjat z bezpieczeństwa narodowego na Wojskowej Akademii Technicznej.

AdBuster w sieci znany jest jako pogromca reklam. Na swoim kanale sprawdza, czy popularne reklamy mówią prawdę.

Gdy powstały organizacje, które skupiają się wyłącznie na walkach celebrytów (zwłaszcza Fame MMA) dla środowiska MMA od razu stały się belką w oku. – Nie wymyślili niczego nowego. Ograniczanie się wyłącznie do zawodników, którzy reprezentują sobą bardziej mainstream niż branżę [MMA – red.], bardziej popularność niż umiejętności, nie jest odważne ani nowatorskie. A że stoi za nimi społeczność? Mają taką społeczność, jakich zawodników… – mówił rok temu na youtubowym kanale „Duży w maluchu” Maciej Kawulski, współwłaściciel KSW.
Według znacznej części środowiska MMA gale celebrytów i cała otoczka wokół nich mają negatywny wpływ na wizerunek mieszanych sztuk walki. Ale… Gdy nie wiadomo o co chodzi… No właśnie.

Kwestia finansów jest niezwykle bolesna m.in. dla niektórych profesjonalnych zawodników MMA, którzy czują się niedoceniani. Popularność, a co za tym idzie również oglądalność, przekładają się na gaże.

– Niech tamci robią, co chcą. Jeżeli jest na to popyt, to dlaczego mam tego komuś zabraniać? Szkoda jedynie, że profesjonalni zawodnicy trenują dwa razy dziennie, tracąc przy tym zdrowie, a zarabiają grosze. I ludzie nie chcą ich oglądać. A takie… pokemony, które trenują od święta albo wcale, które dadzą gówno, a nie dobrą walkę, dostają za to ogromne pieniążki – mówił z żalem w głosie, w rozmowie z portalem myMMA.pl, Daniel Omielańczuk, czołowy zawodnik wagi ciężkiej w Polsce.

Do tej kwestii odniósł się też niedawno Marcin Różalski, były mistrz KSW w wadze ciężkiej, który w 2018 roku zawiesił rękawice na kołku. Po zakończeniu kariery miał okazję komentować jedną z gal Fame MMA. – Zaletą Fame MMA są pieniądze, jakie dostają zawodnicy. Te kwoty są horrendalne. Gwarantuję, że gażę, jaką dostała jedna z zawodniczek za występ na gali Fame MMA… Że takich pieniędzy nie dostaje za swoje walki nawet Mateusz Gamrot, mistrz dwóch kategorii wagowych KSW, prospekt i fenomen na skalę światową – skomentował w jednym z wywiadów Różalski, mając zapewne ma myśli wspomnianą wcześniej Martę Linkiewicz.

I dodał, że stricte sportowe organizacje MMA powinny się wstydzić, iż nie są w stanie zapewnić swoim czołowym zawodnikom honorariów na podobnym poziomie.
Czy walki celebrytów czeka świetlana przyszłość? Organizatorzy nie mają wątpliwości. Wszystko na to wskazuje, że czeka nas więc jeszcze wiele ciekawych doznań. Fot. Print screen wideo z jednej z gal ze strony Fame MMA.
Właściciele Fame MMA – a jest ich czterech: Wojciech Gola, który sam jest celebrytą (wystąpił w pierwszej edycji programu „Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”), znany youtuber Michał „Boxdel” Baron, a także mniej medialni biznesmeni Rafał Pasternak i Krzysztof Rozpara – na temat honorariów zawodników rozmawiać nie chcą. Starają się utrzymać je w tajemnicy.

Jednakże czasem zdarza się, że któremuś z celebrytów coś się wymsknie. Na przykład Sylwester Tkocz, znany jako „Bystrzak”, patostreamer prowadzący zakrapiane alkoholem transmisje na YouTube, zdradził, że za występ na Fame MMA 2 otrzymał 19 tys. zł; po odliczeniu podatku i kary za niestawienie się na ceremonii ważenia zostało około 14 tys. zł. Ale nie należy on do grona czołowych, najbardziej rozpoznawalnych twarzy organizacji.

Piotr Witczak, czyli „Bonus BGC” – znany m.in. z tego, że zwymiotował podczas wywiadu na YouTube, zatytułowanego „Lufa pytanie”, w trakcie którego pił wódkę – chwalił się publicznie, że za walkę z youtuberem „TAXI Złotówą” (Szymon Wrzesień), łącznie z wpływami od sponsorów, zainkasował ponad 50 tys. zł.

Z kolei w mediach plotkarskich pojawiły się spekulacje, że gaże Moniki Godlewskiej i Marty Linkiewicz oscylowały w granicach 50-100 tys. zł. Według niektórych głosów, Linkiewicz zarobiła powyżej 100 tys. zł – ale to tylko spekulacje.

Łatwa droga do sławy

Wojciech Gola kilkakrotnie zwracał uwagę, że Marta Linkiewicz ma wśród polskich użytkowników – obok Roberta Lewandowskiego – największe zasięgi na Instagram Stories (narzędzie na Instagramie, pozwalające na publikowanie zdjęć i krótkich relacji wideo, które znikają po 24 godzinach – red.). A łącznie ma obecnie na Instagramie milion obserwujących.

– Marta trenująca do walk dwa razy dziennie, powiedziała: „Wojtek, dziękuję wam, bo nie chcę wracać do trybu życia, jaki kiedyś powadziłam”. Gdy te kilkaset tysięcy osób, codziennie śledzących Martę, które patrzyły na to, jak kiedyś piła alkohol, nagle zobaczy, że ona uprawia sport, prowadzi zdrowy tryb życia… Przypuszczam, że to także są ludzie, którzy lubią się napić, poimprezować; możliwe, że wielu z nich to łobuzy. Jest szansa, że pod wpływem przemiany Marty również oni się zmienią. Ona pokazuje im zupełnie inne życie – przekonywał Gola.

We współczesnym świecie wydaje się obojętne czy uprawiamy seks z żoną, czy z własnym psem

Wojna przeciw porządkowi. Od Rousseau, przez KGB, po LGBT. „Teoria spiskowa” prof. Aleksandra Nalaskowskiego.

zobacz więcej
– Jeden z zawodników, zanim do nas trafił, ważył ponad 150 kg i był pogrążony w ciężkiej depresji. Teraz ma cel w życiu, pozytywne nastawienie i cieszy się niezłym zdrowiem. Fame MMA dało mu drugie życie – wtóruje w rozmowie z Tygodnikiem TVP Arkadiusz Pawłowski.

Tomasz Duda, psycholog społeczny z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego do walk celebrytów ma chłodny stosunek. – Media całkowicie porzuciły edukację, kształtowanie postaw i żerują na najniższych instynktach, takich jak seks czy agresja. To najlepiej się sprzedaje. Młodzi ludzie są najmniej odporni na taką manipulację. Często im się wydaje, że skoro celebryci są znani, to jest to bardzo dobra droga do sławy, łatwych pieniędzy, uznania – mówi psycholog.

Na dodatek takie zjawiska, jak moda na walki celebrytów, budują w młodych ludziach przeświadczenie, iż kontrowersyjne zachowanie i postawy są normą albo czymś, za co dostaje się nagrodę. – To prosta psychologia behawioralna: im ktoś jest bardziej wulgarny, kontrowersyjny czy wręcz patologiczny, tym większy zyskuje poklask. Młodzi ludzie uczą się, że jeżeli też tacy będą, to również czeka ich chwała – podsumowuje Tomasz Duda.

Pawłowski zapytany, w którym miejscu, oczami wyobraźni, widzi organizację Fame MMA za kilka lat, bez zastanowienia odpowiedział: Sky is the limit. – Jest wiele znanych osób, które mogłyby zawalczyć. Przy dotychczasowych galach, został uchwycony zaledwie mały rąbek świata youtuberów. Wydaje się, że boom na freak fighty będzie coraz większy. Wraz z nim będzie rosło Fame MMA. I będą pojawiali się nowi celebryci, znani nie tylko z YouTube.

Dotychczas w walkach celebrytów brali udział youtuberzy, instagramerzy, tancerze, kulturyści, raperzy… Kto zatem będzie następny? Aktorzy? Dziennikarze? Może politycy? – No tak. Wszyscy czekają na rewanż Janusz Korwin-Mikke vs. Michał Boni – żartuje Pawłowski.

Ale może to wcale nie żart?

– Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.