Kultura

Uzależniony od Bugu i feromonów stodoły. Ze ściągawką od mamy

To już nie jest pejzaż, lecz podział świata. Dosłowny i symboliczny – bo w świetle można upatrywać pozytywów, a w ciemności – złych sił.

Uwiecznia ludzi starych i Bug. Zaczyna na podlaskiej wsi, kończy w wielkomiejskim zgiełku Warszawy

Zdawało mi się, że malarstwo w Polsce się skończyło. Nagle ta płynąca rzeka mnie olśniła – mówi Andrzej Dobosz o twórczości Stanisława Baja.

zobacz więcej
W (przed) wyborczym obłędzie nieraz zapominamy, co naprawdę ważne. Na szczęście są tacy, którzy nie mają problemów ze wskazaniem egzystencjalnych priorytetów. Nauczycielem w tej kwestii jest pewien artysta.

Stanisław Baj

Rocznik 1953. Prawdę o świecie czerpie z najwcześniejszych doświadczeń.

Urodzony w niewielkiej nadbużańskiej wsi Dołhobrody (podania mówią, że nazwa wywodzi się od brodów na rzece Bug, który rozlewa się tu szeroko po płytkim korycie), pierwszy skok „ku miastu” zrobił w 1968 roku do Zamościa i tutejszego (słynnego) Liceum Sztuk Plastycznych, następnie (w latach 1972 – 78) studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Na swej Alma Mater zaczął samodzielnie (tuż po dyplomie został asystentem profesora Ludwika Maciąga) prowadzić Pracownię Rysunku, od 1982 roku. Tę pracę kontynuuje do dziś.

Dla wielu ukoronowaniem akademickiej kariery byłoby sprawowania funkcji prorektora do spraw dydaktycznych, czego Baj dostąpił przez dwie kadencje (2006 – 2013). Ale Staszka ten honor nie tyle cieszył, co obciążał. Bez żalu go pozostawił, plasując się jako „zwykły” profesor ASP, co pozwala na prowadzenie trybu życia, jaki artyście najbardziej odpowiada.

U reżysera

Obecna wystawa Staszka Baja (a miał ich dotychczas ponad setkę) „Światło i woda” odbywa się w stołecznej galerii aTAK.

Może ktoś pamięta dawny aTAK – przedsięwzięcie finansowane przez biznesmena i kolekcjonera sztuki Krzysztofa Musiała. Pierwsza galeria pod tym szyldem funkcjonowała od 2007 roku przy Krakowskim Przedmieściu, nieopodal Uniwersytetu Warszawskiego. W 2016 roku zniknęła ze stołecznej galeryjnej mapy, by teraz odrodzić się przy Mazowieckiej, po sąsiedzku z Domem Artysty Plastyka.
„Z pamięci”, odcinek 23. Andrzej Dobosz o twórczości Stanisława Baja
Lokalizacja nietypowa dla galerii: na czwartym piętrze kamienicy przy Mazowieckiej 11, w prywatnym mieszkaniu Jerzego Grzegorzewskiego, legendy polskiego teatru. Reżyser stworzył sobie w warszawskim mieszkanku muzeum, gromadząc taką liczbę zabytkowych mebli i przedmiotów, że prawie brakowało miejsca dla domowników. Właściciel tego osobliwego, eklektycznego zbiorowiska obiektów zmarł 14 lat temu. Większość rzeczy znalazła miejsce w muzeach, jednak duch Grzegorzewskiego nawet w ogołoconym mieszkaniu pozostał.

Wydaje mi się, że Grzegorzewski byłby zadowolony z repertuaru wystawowego w jego locum. Pokazywane są gatunki klasyczne (obrazy na płótnie, rysunki) o zdecydowanie kontemplacyjnym charakterze. Poprzednio prezentowano tu dzieła Jacka Sempolińskiego (o czym pisaliśmy), obecnie Stanisława Baja.

Zlekceważyli karierę i pieniądze. Zabarykadowani przed światem

Każda Noc Muzeów dla wszystkich galerii jest mobilizacją. Jedne szykują wystawową niespodziankę, inne urządzają spokojne wernisaże, jeszcze inne – spektakularne finisaże.

zobacz więcej
Co ciekawe, pomimo pewnych trudów, jakie trzeba sobie zadać, by odnaleźć galerię, nie brak widzów. Bo ludzi ciągnie do sztuki mądrej i szczerej; pięknej, ale nie dekoracyjnej.

Pustelnia z sosnowych bali

Wracając do Staszka Baja: jest uzależniony.

Od Bugu.

Bez niego – tłumaczy jak każdy narkoman – nie potrafi funkcjonować. Musi go sobie coraz to aplikować, w stałej dawce. Toteż kiedy tylko może, ucieka z Warszawy. W każdy luźniejszy czas rusza do Dołhobrodów. Tamże zaszywa się w starej stodole z sosnowych bali, gdzie urządził pracownię. Tu wdycha zapach pozostawiony przez poprzednie pokolenia, zapach życia skoordynowanego z naturą. Stodolane feromony wprawiają go w stan malarskiej gotowości. Wyzwolony z miejskich miazmatów, udaje się nad rzekę Bug, do uroczyska-rozlewiska. Tam ma pustelnię i święty spokój, którego nie zakłócają telefony, bo komórki tu nie mają zasięgu.

W stodole-pracowni atmosferę robią ręcznie wykonane narzędzia, przechodzące z pokolenia na następne. Wszystkie cechuje surowy, lecz wyrafinowany w swej prostocie kształt. Taki samorodny design, podpowiedziany przez instynkt i wiekami sprawdzoną funkcjonalność. Świadectwa chłopskiej potrzeby estetycznej.

Wśród tych utensyliów Baj maluje. Na ścianach wiesza pamiętające przedwojenne czasy uzdy i uprzęże – rzeczy niezbędne w epoce, gdy na wsi najważniejszym zwierzęciem był koń, żywy traktor. Przez konia chałupa Bajów została skrócona i przerobiona na stajnię. Bydlątka musiały być jak najbliżej ludzi, żeby nikt ich nie ukradł – to przecież one stanowiły „bankową” gwarancję bytu.

Obok sztalug artysty stoją dzban z suchymi kwiatami, lampa naftowa, obrazek ze świętym Józefem, patronem od dobrej roboty i dobrej śmierci. W kącie kołowrotek, pod ścianą zabytkowa maszyna do szycia marki singer.

– Matka szyła wszystko sama, nawet buty na zimę, z filcu – wspomina malarz. – Sama też przędła nici lniane czy wełniane, z których potem wyrabiała pasiaste chodniki zwane tu dywanami. Robiła je na potrzeby rodziny i dla sąsiadów. Paletę barwną znajdowała w przyrodzie. Wybierała kolorystyczne gamy typowe dla różnych sezonów. To wspaniałe abstrakcje! Służą mi za kolorystyczne podpowiedzi do obrazów. Taka ściągawka od mamy.

Nad rozlewiskiem

W Dołhobrodach Baj jest u siebie. Nad Bugiem czuje się poza czasem.
W stodole-pracowni atmosferę robią ręcznie wykonane narzędzia, przechodzące z pokolenia na następne. Obok sztalug artysty stoją dzban z suchymi kwiatami, lampa naftowa, obrazek ze świętym Józefem, patronem od dobrej roboty i dobrej śmierci. W kącie kołowrotek, pod ścianą zabytkowa maszyna do szycia marki singer. Fot. kadr z programu „Z pamięci”, odc. 23 poświęcony twórczości Stanisława Baja – printscreen
Tamże kolekcjonuje światło. Chwyta je farbą na płótnach, szybko, jak najszybciej. Obserwuje blask na rzece Bug o różnych porach dnia, w rozmaitych pogodach. Najbardziej fascynuje go blask w sensie metafizycznym, a także jako walor malarski: jasność odbijająca się od wodnej tafli, lśnienie, skontrastowane z wchłaniającym wszystko, matowym roślinnym mrokiem.

Baj z uporem atakuje ten sam motyw, impresyjnie, szybko. Postępuje jak ponad sto lat temu Paul Cézanne, obsesyjnie powtarzający wątek góry Świętej Wiktorii w rodzinnym Aix, czy Claude Monet, w nieskończoność powracający do motywu nenufarów w swym ogrodzie w Giverny.

Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie

Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.

zobacz więcej
Warto przypomnieć, że pionierzy malowania i życia w naturze pojawili się dwa pokolenia przed impresjonistami, we Francji lat 30. XIX wieku. Już wtedy barbizończycy (nazwa wywodzi się od miejscowości Barbizon w pobliżu Fontainebleau) uznali miasta za siedliska zła, skażone degeneracją moralną i kapitalistycznym wyzyskiem. Znaleźli azyl niezbyt daleko od Paryża, ale daleko od cywilizacji. Żyjąc w „niecywilizowanych” warunkach, jak inni mieszkańcy wioski, w całości oddawali się twórczości.

W ślad za barbizończykami ruszyli impresjoniści. Niektórzy amatorzy natury i naturalności opuszczali metropolie na długie miesiące, nawet lata. To przypadek Vincenta van Gogha, który doznał olśnienia w gorączce południowej Francji, czy Władysława Ślewińskiego, którego malarsko rozgrzała zimna Bretania oraz charyzmatyczna osobowość Paula Gauguina. Baj wybrał rozlewisko rzeczne, w okolicach którego urodził się, wychował i które stanowi dlań niewyczerpywalne źródło inspiracji.

Objawione nad Bugiem

W przeciwieństwie do impresjonistów, nasz artysta nie przepada za pełnią lata ani gorączką słonecznych dni. Jego ulubiona aura to półmrok zmierzchu lub świtu; dni mroczne, kiedy słońce ledwie się przedziera przez chmury, a woda jaśnieje białym metalicznym blaskiem. – Z rzeką jak z kobietą – uważa artysta. – Im bardziej nieodgadniona, tym ciekawsza. Dlatego wciąż ją portretuję.


Co znamienne – z biegiem lat artysta coraz bardziej odrealnia nadrzeczne widoki. Wciąż są to pejzaże z Bugiem w roli głównej; rzeka, zakole, nadbrzeże, zarośla, na pozór ten sam nadbużański krajobraz. Jednak zaszła zmiana.

Miejsce dawnych panoram zajęły ciasne kadry. Fragmenty widoków, doprowadzone do abstrakcji. Jeszcze bardziej ascetyczne w kolorach, niż wcześniejsze kompozycje, prawie jednobarwne. Gdyby nie poprzednie obrazy, trudno byłoby domyślić się, co obecne prace przedstawiają.

Baj sprowadził naturę do dwóch materii o kontrastowych własnościach. Podzielił płótna osią na dwie niemal równe części. Z jednej strony – jasna, śliska połać rzeki; z drugiej – skłębiony, tajemniczy mrok zarośli.

To już nie jest pejzaż, lecz podział świata. Dosłowny i symboliczny – bo w świetle można upatrywać pozytywów, a w ciemności – złych sił.

A wszystko objawione nad Bugiem…

Kto ciekaw tych wizerunków – są do wglądu do końca roku w galerii aTAK. Kto spragniony wyciszenia – polecam.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Stanisław Baj„ Światło i woda” – wystawa w galerii aTAK przy ul. Mazowieckiej 11 lok. 38 w Warszawie, czynna do 31 grudnia 2019 roku.
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kronikarz epok Gomułki i Gierka. Jerzy Gruza i jego telewizja
Wydawał mi się wieczny. A powinienem mieć świadomość, że w tych fantazyjnych szalikach, kapeluszach, nonszalanckich strojach, wiecznym być nie może.
Kultura Poprzednie wydanie
„Parasite”: dyskomfort dla liberalnych elit
Korea Południowa jawi się jako kraj Trzeciego Świata. Możliwości awansu społecznego są zablokowane.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Policjantka z „Blondynki”, żona policjanta w „Ojcu Mateuszu”,...
Opowieść o kobiecie porzuconej przy ołtarzu, a potem bujającej się pomiędzy nadzieją, wyznaniami spóźnionych miłości, buntem przeciw miałkości facetów, pogodzeniem się z własnym losem.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Żył w zmysłowym oczadzeniu. Nienasycony
W jego obrazach odnajduję nieustającą potrzebę krzesania twórczego ognia – pisze Monika Małkowska.
Kultura wydanie 31.01.2020 – 7.02.2020
Szybki Łukasz z miasta trucizny i sztyletu
W tej okrutnej epoce Kain zabijający Abla był tematem jak najbardziej naturalnym, podobnie jak Tarkwiniusz gwałcący Lukrecję.