Cywilizacja

Drugie życie teologów wyzwolenia. Synod ekologów

„Nie ma jednej prawdziwej religii, a niechrześcijańskie religie, takie jak pogańskie wierzenia amazońskich Indian, też mogą zbawiać” – czytamy w dokumencie wieńczącym spotkanie w Bogocie, które miało przygotować Synod dla Amazonii. Dokument kończy się modlitwą do „Boga – Ojca i Matki życia”. Wśród jego sygnatariuszy można znaleźć co najmniej cztery osoby bezpośrednio zaangażowane w przygotowanie synodu.

O Amazonii z powodu pożarów lasów tropikalnych było ostatnio głośno, ale wszystko wskazuje na to, że znów trafi na czołówki gazet. 6 października, w Rzymie rozpoczyna się zwołany przez papieża specjalny Synod dla Amazonii, budzący – szczególnie wśród krytyków pontyfikatu Franciszka – coraz większe wątpliwości.

Ten wyjątkowy zjazd biskupów, bo poświęcony sprawom jednego regionu, jest oczkiem w głowie papieża. Franciszek ma nadzieję, że na synodzie uda się znaleźć model skutecznej ewangelizacji Amazonii, która zatraciła już niemal katolicki charakter. Według niektórych szacunków, nawet 80 proc. jej mieszkańców dołączyło do armii zielonoświątkowców, od lat konsekwentnie przeobrażającej Amerykę Łacińską w kontynent protestantów. Jednak nie tylko o ewangelizację chodzi. Plany obrad synodu są znacznie bogatsze.

Bezbożni Latynosi. Ten region zawsze był twierdzą skrajnie antykościelnej masonerii

Katolicka Ameryka Łacińska to mit. Wolnomularze stoją u fundamentów wszystkich niemal rewolucji niepodległościowych (co często znaczyło także antykatolickich) w całym regionie.

zobacz więcej
Papież chce też rozmawiać o panującej w Amazonii biedzie i o ekologii. Zgodnie z przedstawionym już publicznie presynodalnym dokumentem roboczym (Instrumentum Laboris) pt. „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i dla ekologii integralnej”, stanowiącym podstawę do debat, biskupi będą dyskutować m.in. o deforestacji Amazonii, handlu narkotykami, zagrożeniach dla bioróżnorodności tego regionu, o globalnym ociepleniu i o projektach gospodarczych zagrażających środowisku.

Dialog z szamanami

Papieskie plany nie wszystkim się podobają. Krytycy Franciszka zwracają uwagę, że papież odchodzi od nauczania Jana Pawła II i że stał się właściwie rzecznikiem międzynarodowych organizacji ekologicznych, bo bardziej niż o zbawienie dusz wiernych dba o przyrodę. A na dodatek otacza się ludźmi, którzy jeszcze w latach 70. zdecydowali się zastąpić Ewangelię marksistowską walką klas. Te obawy zdaje się potwierdzać brazylijski apostoł teologii wyzwolenia, dominikanin Carlos Alberto Libânio Christo, znany jako brat Betto. Mówi on wprost, że Kościołowi chodzi dziś nie tyle o ewangelizację, ile o obronę rdzennych mieszkańców Amazonii i otaczającego ich środowiska naturalnego.

To oczywiście podoba się lewicy, bo papież krytykuje coraz częściej gospodarkę opartą na osiąganiu zysku za wszelką cenę (także za cenę losu najsłabszych, np. amazońskich Indian). Z drugiej jednak strony, taka antykapitalistyczna retoryka i koncentrowanie się na materialnych potrzebach człowieka budzą poważne obawy konserwatywnych katolików. Tym bardziej, że na synodzie – jak alarmują hierarchowie już wcześniej spierający się publicznie z Franciszkiem, m.in. kardynał Raymond Burke i biskup Athanasius Schneider – zanosi się też na próbę zniesienia celibatu. Pretekstem ma być brak kapłanów, z którym boryka się Amazonia (rozciągająca się na terenach 9 krajów). Obu hierarchom nie podoba się też pomysł zastąpienia nawracania na chrześcijaństwo dialogiem międzyreligijnym: na początek z amazońskimi szamanami.

Gra wokół lasów deszczowych

Październikowy synod niepokoi także rząd brazylijskiego prezydenta Jaira Bolsonaro, który niedawno musiał się bronić przed oskarżeniami o sprowokowanie katastrofy ekologicznej w Amazonii. Po pojawieniu się na Twitterze wpisu prezydenta Francji Emanuela Macrona o „płonących płucach świata”, niemal wszystkie gazety i telewizje informowały o rzekomo najbardziej katastrofalnej skali pożarów. Manipulowano przy tym danymi i publikowano nieprawdziwe zdjęcia.
Prezydent Jair Bolsonaro musiał się bronić przed oskarżeniami o sprowokowanie katastrofy ekologicznej w Amazonii. Protesty przeciwko niemu odbywały się nawet w Lizbonie. Fot. Horacio Villalobos#Corbis/Corbis via Getty Images
Dlatego prezydent Bolsonaro spodziewa się po synodzie, na którym zostanie m.in. przedyskutowana sprawa zagrożeń dla puszczy, nowej fali krytyki, a to może mieć dla Brazylii poważne, polityczne konsekwencje. Bo – jak przekonuje – europejskimi politykami krytykującymi brazylijski rząd za niszczenie Amazonii nie powoduje wyłącznie troska o ekologię. Jego zdaniem, wokół lasów deszczowych toczy się też geopolityczna gra.

Wciąż ważą się losy porozumienia handlowego Mercosur-Unia Europejska (które nie zostało jeszcze ratyfikowane przez Parlament Europejski), wprowadzającego m.in. brazylijską wołowinę i drób na rynek Starego Kontynentu, co nie może podobać się właśnie Francji, tak krytycznej wobec Bolsonaro.


Ale co ważniejsze, Brazylia obawia się, że pod pretekstem ochrony środowiska zostanie osłabiona jej kontrola nad bajecznie bogatą w cenne minerały Amazonią. Niepokój Bolsonaro budzi to że synod będzie miał większy oddźwięk niż jego niedawne wystąpienie w ONZ w obronie praw Brazylii do Amazonii, tym bardziej, że choć jego rząd zabiegał o prawo wysłania na synod do Rzymu swojego obserwatora, Watykan powiedział: nie.

Czy papież i biskupi świadomie zaangażowali się więc w nie swoją geopolityczną grę? Według kardynała Burke'a nie jest to w tej chwili najważniejsze pytanie związane z synodem. W grę wchodzi bowiem, według niego, przede wszystkim przyszłość Kościoła, bo zagraża mu rozłam i herezja.

Atak na fundamenty wiary

Na początku września kardynał Burke wspólnie z Athanasiusem Schneiderem, biskupem pomocniczym z Astany (obaj znani są z krytyki doktrynalnego zamieszania, które według nich wprowadza do Kościoła obecny papież) wezwali wszystkich katolików do modlitwy i pokuty w intencji rozpoczynającego się 6 października Synodu dla Amazonii. Modlitewna krucjata miała trwać od 17 września aż do przedostatniego dnia synodu – 26 października, a wierni mieli się modlić o to, żeby hierarchowie zebrani w Watykanie nie zatwierdzili teologicznych błędów zawartych według kardynała Burke'a i biskupa Schneidera w Instrumentum Laboris.

Kardynałowie Franciszka. Hierarchowie z Polski bez czerwonych kapeluszy

Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.

zobacz więcej
Ich zdaniem najgroźniejsza z punktu widzenia przyszłości Kościoła jest zasygnalizowana w dokumencie możliwość zniesienia celibatu poprzez dopuszczenie wyświęcania na księży żonatych mężczyzn – sprawdzonych katolików, tzw. „viri probati”. Hierarchom nie podoba się także promowanie dialogu międzyreligijnego, który w zamyśle autorów dokumentu ma niemal zastąpić tradycyjną ewangelizację. Są też przeciwni stawianiu na pierwszym miejscu ekologii, a nie człowieka.

Do krytyków dokumentu przygotowującego do synodu należy też niemiecki biskup diecezji Essen, Franz-Josef Overbeck, który na łamach portalu katolische.de stwierdził, że październikowe obrady spowodują rozłam w Kościele. W podobnym tonie skrytykował Instrumentum Laboris także kardynał Walter Brandmüller, wybitny historyk Kościoła, przez ponad dekadę kierujący Papieskim Komitetem Nauk Historycznych. W rozmowie z austriackim portalem kath.net powiedział: „trzeba z całą stanowczością stwierdzić, że Instrumentum Laboris stoi w sprzeczności z nauczaniem Kościoła w decydujących kwestiach i dlatego należy go zakwalifikować jako dokument heretycki. To atak na fundamenty wiary w sposób, który do dziś nie był uważany za możliwy.”

Jego zdaniem na Synodzie dla Amazonii zostanie podjęta nie tylko próba zniesienia celibatu, ale także wprowadzenia kapłaństwa kobiet, którym zezwoli się na początek na sprawowanie posługi diakona. Według kard. Brandmüllera, autorzy Instrumentum Laboris zachowują się tak jakby nigdy nie było jednoznacznego stwierdzenia Jana Pawła II, że Kościół nie ma władzy, aby udzielać kobietom sakramentu kapłaństwa.

Kardynał kwestionuje też sens poświęcania synodu takim kwestiom jak: gospodarka, polityka czy ekologia i konkluduje, że aż 3/4 dokumentu dotyczy spraw niezwiązanych z Ewangelią i Kościołem.
Krytycy synodu zwracają uwagę, że brakuje refleksji nad fenomenem ekspansji zielonoświątkowców. Na zdjęciu: czerwcowy marsz dla Jezusa zorganizowany po raz 27. w San Paolo przez jedną z brazylijskich wspólnot ewangelikalnych. Fot. Fabio Vieira/FotoRua/NurPhoto via Getty Images
Równie krytyczny jest hiszpański misjonarz José Luís Azcona, emerytowany biskup prałatury Marajó, czyli regionu obejmującego dziesiątki wysepek w delcie Amazonki, który w rozmowie z katolickim serwisem ACI Prensa dziwi się, że w Instrumentum Laboris zabrakło refleksji nad fenomenem ekspansji zielonoświątkowców. Jak przekonuje, brazylijska Amazonia (do Brazylii należy największa część tego regionu) już dawno nie jest katolicka. Azcona nie rozumie też strategii stawiania na równi Ewangelii z rdzennymi kulturami Amazonii.

Synodalne plany nie podobają się też wielu świeckim katolikom. Wierni związani z konserwatywnym, brazylijskim Instytutem Plínio Correa de Oliveira e Voz da Família, domagają się od biskupów uszanowania wizji Amazonii zamożnej i dostatniej, w której rdzenni mieszkańcy nie zostaną zamknięci w gigantycznym zielonym slamsie – jak tego chcą ekolodzy – podzielonym jedynie na plemienne getta. Oskarżają też autorów Instrumentum Laboris o związki ze zwolennikami teologii wyzwolenia i neomarksistowskimi antropologami.

To poważny zarzut. Wystarczy przypomnieć wieloletnie zmagania JP II z kapłanami rewolucjonistami (Instrukcja o niektórych aspektach teologii wyzwolenia, Kongregacja Nauki Wiary, 1984 rok) z Ameryki Łacińskiej, którzy próbując pomóc najbiedniejszym bezkrytycznie przyjmowali filozofię marksistowską, nie dostrzegając, że to prosta droga do ustroju totalitarnego.

„Pogańskie wierzenia też mogą zbawiać”

Katolickie media ujawniają coraz więcej szczegółów dotyczących organizacji synodu. Okazuje się, że najważniejszą rolę w przygotowaniu październikowego zjazdu biskupów w Rzymie mieli duchowni, którzy albo kiedyś wspierali teologię wyzwolenia, albo mieli bliskie kontakty z rządzącą do niedawna Brazylią lewicą (Partią Pracujących Luiza Inácio Luli da Silva).

Wybrali kariery w lewicowych rządach. Księża zafascynowani Marksem

To jest raczej akt miłosierdzia wobec 94-letniego kapłana niż zmiana stanowiska w sprawie nurtu teologicznego, który Kościół wielokrotnie już potępiał.

zobacz więcej
Za redakcję oficjalnych publikacji związanych z synodem, a więc także dokumentu, który zostanie opracowany na jego zakończenie i wyznaczy Kościołowi kierunki zmian, jest odpowiedzialny franciszkanin, biskup Cláudio Hummes. Jeszcze w latach 70. zbliżył się on do byłego prezydenta Brazylii, Luli dawniej działacza związkowego i założyciela komunizującej partii Partii Pracujących (PT). Hummes do dziś bierze udział w spotkaniach organizowanych przez PT i wcale tego nie ukrywa.

Z kolei, sekretarz brazylijskiego episkopatu, Leonardo Urlich Steiner, zdecydowany obrońca idei synodu, ma związki z opartą na komunistycznej ideologii teologią wyzwolenia, która rozkwitała w Ameryce Południowej w czasach, kiedy w Europie Wschodniej szalał totalitaryzm. Mentorem Steinera był sam Pedro Casaldáliga, hiszpański duchowny, który od lat 70. posługiwał w Brazylii i którego nazywano wtedy „żyjącym Che Guevarą”. Nie ukrywał podziwu dla rewolucji kubańskiej i dla sandinistów w Nikaragui. Steiner objął po nim w 2005 roku prałaturę Sâo Félix do Araguaia w stanie Mato Grosso, którą w Brazylii uważa się powszechnie za centrum teologii wyzwolenia.

Casaldáliga był jednym z najbardziej znanych kapłanów rewolucjonistów, dlatego nosił pierścień sporządzony z nasion palmy tucum, występującej w Amazonii, który już od czasów Cesarstwa Brazylii symbolizował związek z najuboższymi, rdzennymi mieszkańcami tego kraju. Zachowało się zdjęcie, na którym widać jak Casaldáliga przekazuje taki pierścień swojemu następcy Steinerowi.

W przygotowanie Instrumentum Laboris byli też zaangażowani inni duchowni i myśliciele znani ze wspierania teologii wyzwolenia. Według serwisu LifeSiteNews.com, na treść dokumentu mieli wpływ postępowi teologowie związani z organizacją Amerindia, uczestniczący w kwietniowym spotkaniu w Bogocie w Kolumbii, które było częścią procesu przygotowawczego do synodu. Nie dziwi więc, że w wieńczącym spotkanie podsumowaniu czytamy: „nie ma jednej prawdziwej religii, a niechrześcijańskie religie, takie jak pogańskie wierzenia amazońskich Indian, też mogą zbawiać”. Jest też wezwanie do rezygnacji z patriarchalnej organizacji Kościoła na rzecz dowartościowania roli kobiet.
Widok bazyliki św. Piotra w czasie mszy celebrowanej przez papieża Franciszka dla uczestników XV Synodu Biskupów. Fot. Claudio Peri/via REUTERS
Dokument z Bogoty kończy się modlitwą do „Boga – Ojca i Matki życia”. Co ciekawe, wśród jego sygnatariuszy można znaleźć co najmniej cztery osoby bezpośrednio zaangażowane w przygotowanie synodu, m.in. brata Paolo Suessa, który według serwisu LifeSiteNews.com, jednego z głównych autorów Instrumentum Laboris.

W czasach Franciszka odwrót od krytyki i zwalczania teologii wyzwolenia zainicjowanej przez JPII i kontynuowanej przez papieża Benedykta XVI, jest coraz bardziej widoczny. Niedawno, portugalskie media obiegła wiadomość o tym, że nowy biskup Funchal, stolicy Madery, zezwolił na sprawowanie posługi kapłańskiej zawieszonemu od 40 lat księdzu Juniorowi Martinsowi, nazywanemu na wyspie „czerwonym kapłanem”. Od lat 70. jawnie wspierał on teologię wyzwolenia, a po zawieszeniu w obowiązkach duszpasterskich zrobił polityczną karierę w portugalskiej Partii Socjalistycznej. Powrót do kapłaństwa Junior Martins zawdzięcza podobno nowomianowanemu przez Franciszka, pochodzącemu z Madery kardynałowi José Tolentino Mendonça, który znany jest w Portugalii ze swoich postępowych poglądów. Popiera m.in. feministyczną teolog, siostrę Marię Teresę Forcades, która zasłynęła obroną prawa do aborcji.

Jak widać dla Kościoła idą nowe czasy.

– Anna Gwozdowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.