Felietony

Nehrebeton, czyli sztuka wycinanek. Jak z Tadeusza Mazowieckiego zrobić ojkofoba

Mamy do czynienia z rewolucją, z kopernikańskim przewrotem, po którym wspólna lektura wierszy nigdy już nie będzie tym samym! Wykreślenie niewygodnej pointy otwiera nas na niespotykaną dotąd wolność interpretacji i przesłań. Nie tylko zresztą Zbigniewa Herberta.

To nie jest tak, że dawne wiersze nieruchomieją i – jak chciał ten, z którego wszyscy poeci polscy – „cukrują się”. Nie, zawsze można tchnąć w nie nowe życie, odczytać je na nowo. Czasami udaje się to uczonym filologom, dostrzegającym przeoczoną dotąd aluzję. Czasami olśnienia takiego doznaje ktoś kto po raz pierwszy sięga, zamiast po komiks, po cienki tomik.

Najczęściej jednak ten cud ożywienia wiersza dokonuje się za sprawą wielkich aktorów – tak, jak stało się to w ubiegły czwartek za sprawą pani Anny Nehrebeckiej, recytującej podczas odsłonięcia popiersia Tadeusza Mazowieckiego jeden z najbardziej znanych i podziwianych wierszy Zbigniewa Herberta: „Rozważania o problemie narodu”.

Nie sposób ukazać wielkości dokonania pani Anny bez przypomnienia oryginału. Pochodzący ze „Studium przedmiotu”, trzeciego z kolei tomu wierszy wydanego po „odwilżowym” debiucie wiersz Herberta jest mistrzowski, nie powinien znużyć nikogo. Przeczytajmy go raz jeszcze:
Popiersie Zbigniewa Herberta odsłonięto w październiku 2006 r. w krakowskim Parku im. Henryka Jordana. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Z faktu używania tych samych przekleństw
i podobnych zaklęć miłosnych
wyciąga się zbyt śmiałe wnioski
także wspólna lektura szkolna
nie powinna stanowić przesłanki wystarczającej
aby zabić
podobnie ma się sprawa z ziemią
(wierzby piaszczysta droga łan pszenicy niebo plus pierzaste obłoki)

chciałbym nareszcie wiedzieć
gdzie kończy się wmówienie
a zaczyna związek realny
czy wskutek przeżyć historycznych
nie staliśmy się psychicznie skrzywieni
i na wypadki reagujemy teraz z prawidłowością histeryków
czy wciąż jesteśmy barbarzyńskim plemieniem
wśród sztucznych jezior i puszcz elektrycznych

prawdę mówiąc nie wiem
stwierdzam tylko
istnienie tego związku
objawia się on w bladości
w nagłym czerwienieniu
w ryku i wyrzucaniu rąk
i wiem że może zaprowadzić
do pośpiesznie wykopanego dołu
więc na koniec w formie testamentu
żeby wiadome było:
buntowałem się
ale sądzę że ten okrwawiony węzeł
powinien być ostatnim jaki
wyzwalający się
potarga



Nad „Studium przedmiotu” pochylały się dziesiątki filologów pierwszej ligi, od Jana Błońskiego, przez Barańczaka i Krynickiego, po Bohdana Zadurę. Wszyscy dostrzegali w tym tomie jedyne w swoim rodzaju, herbertowe zestrojenie ironii i czułości, bunt wobec komunałów – i dokonany ostatecznie wybór wierności. Mówiąc tytułami świetnej, dwutomowej biografii poety pióra Andrzeja Franaszka, która ukazała się w ubiegłym roku – ten tom leży w pół drogi, niejako na przełęczy między młodzieńczym niepokojem a „Panem Cogito”.

Zachęcała wojsko do buntu. Nosi przy sobie szczoteczkę, bo boi się aresztowania. Szańce Marii Nurowskiej

W kukłę nielubianego polityka wbija szpileczki. Deklaruje: „Nie chce mi się żyć w takiej Polsce, bezmyślnej i okrutnej! Nie ma się gdzie przed nią schować”.

zobacz więcej
Na tej przełęczy umieścić można również „Rozważania o problemie narodu”. Herbert kwestionuje w tym wierszu pozorną oczywistość więzi narodowej, która miałaby jakoby z siłą zaklęcia łączyć użytkowników tych samych przekleństw i wyznań. - Co niby wynika z tych samych lektur, narzuconych arbitralną wolą szkoły? – pyta wściekły, drwiąc ze wszystkich Pimków tego świata. – Dlaczego czułostkowo malowany mazowiecki pejzaż (wierzby piaszczysta droga łan pszenicy – notabene, czy nie jest to zarazem droga którą Jaś i Małgosia chodzili do szkoły z późniejszego o wiele lat wiersza „17 września”?), wcale przecież nie wyjątkowy – pierzaste obłoki kłębią się nad wszystkimi siedmioma kontynentami Ziemi, wierzby rosną od Chin po Kalifornię – miałby zobowiązywać do czegokolwiek: wysłuchiwania leśnych dziadków, nieprzyjmowania podejrzanych zaszczytów, zepsucia swoim veto miłej towarzyskiej popijawy pod niebem Kalifornii?

Powiedzmy to serio: nie sposób w racjonalny sposób wskazać iunctum, związku między doznaniami wspólnymi dla całej wspólnoty (wiącha i wierzba, wiersz przerabiany w szkole i oglądane w przedszkolu kreskówki, zwycięski mecz i płonący w rocznicę znicz) a powinnościami, które miałyby z nich wynikać. Herbert celnie podważa podobne złudzenia, rodem jak z przydługiej akademii ku czci.

Potem jednak, wytrawny fenomenolog, stwierdza najchłodniej, jak może, że jakiś związek najwidoczniej jednak istnieje: dla jednych objawia się od w bladości (wzruszenia), dla innych w czerwienieniu (stadnych emocji). Na końcu jednak – jak nieraz w wierszach Herberta – pojawia się sprawa ostateczna: pospiesznie wykopany dół.

I wreszcie pointa – herbertowska, tak swoista dla „Studium przedmiotu”, gdzie dopiero ostatni wers lub strofa nadają właściwy sens całości! Więc – pisze poeta (przy tym więc będziemy trwać z całym uporem zacietrzewionego filologa, bo jest to słowo kluczowe, pokazujące, że pointa wiersza wynika z wcześniej przywołanego obrazu pospiesznie wykopanego dołu!!) – więc na koniec deklaracja: tak, bawił mnie zbytni patos patriotów i narzucanie przez nich jako dogmatu wierności, do której trzeba dojść samemu. Tak, buntowałem się.

Ale (drugie kluczowe słowo) pozostawiam, pisze poeta, w formie testamentu (poważna sprawa) tę jedną wskazówkę. Ten nieracjonalny, śmieszny, zakrwawiony (hm) węzeł powinien (jest w tym, przyznajmy, sugestia pewnej zasady czy normy) być ostatnim, jaki należy zerwać. Może nigdy. Może warto jednak przy nim, niewygodnym, pozostać – właśnie ze względu na ten dół, głucho brzmiący w konkluzji tylu Herbertowych wierszy (lecz ta jedyna której strzeże / liczba najbardziej pojedyncza / jest tutaj gdzie cię wdepczą w grunt / lub szpadlem, który hardo dzwoni / tęsknocie zrobią spory dół).
Anna Nehrebecka (pierwsza z prawej) podczas uroczystości posadzenia Dębu Pamięci z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, w warszawskim Ogrodzie Saskim, w alei przy Grobie Nieznanego Żołnierza w październiku 2018 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Tyle Herbert. A teraz Anna Nehrebecka. Zasłużona aktorka i radna Miasta Stołecznego Warszawy podczas wspomnianej już ceremonii odsłonięcia popiersia Tadeusza Mazowieckiego przeczytała całe „Rozważania…”: rytmicznie, przejrzyście, pięknie.

Całe? Nie! (jak mógłby napisać René Goscinny). Wielka aktorka w brawurowej szarży interpretacyjnej urywa tekst oryginału na wątłe cztery wersy przed konkluzją, pozostawiając słuchaczy z następującym przesłaniem:


więc na koniec w formie testamentu
żeby wiadome było:
buntowałem się



Jest to posunięcie przełomowe: zamiast mozolnego ważenia racji, zdzierania oleodrukowych obrazków (wierzby piaszczysta droga łan pszenicy) i ostatecznego wyboru (wyboru i nakazu, jeśli poważnie potraktować słowo „testament”) wierności wobec okrwawionego węzła – mamy jasność: buntowałem się. Przeciw obrazkom. Są jakieś pseudo-wspólnoty, przeżycia historyczne – ale wszystko to dość wątłe i dyskusyjne, i bunt, odrzucenie tych węzłów okazuje się jedynym rozsądnym wyborem.

Proszę, przeczytajcie powyższy wiersz raz jeszcze, bez ostatnich czterech wersów: prawda, jakim pięknym staje się wówczas manifestem oświeconej, wyrastającej na gruncie estetycznym ojkofobii?
Nie bójmy się wielkich słów: mamy do czynienia z rewolucją, z kopernikańskim przewrotem, po którym wspólna lektura wierszy nigdy już nie będzie tym samym! Wykreślenie niewygodnej pointy otwiera nas na niespotykaną dotąd wolność interpretacji i przesłań. Nie tylko zresztą Herberta.

Wyobraźmy sobie choćby, by nie nużyć już czytelników zbyt długimi cytatami, jak świetnie i świeżo zabrzmiałby znany czterowiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, gdyby – w interpretacji Anny Nehrebeckiej, u stóp jakiegoś innego popiersia – stał się kiedyś trójwersem:


Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca.



I już! Czy tak opisana „Miłość” nie staje się bardziej prostolinijna, logiczna, spójna? Nie widziała – więc jest trochę bledsza, no tak, i bardziej małomówna. Ok., takie bywają perypetie emocjonalne. Po co do tego jakieś konkluzje, jakieś pointy, w dodatku absurdalne – bo przecież wiadomo, nieprawdaż, że bez powietrza nie można na dłuższą metę normalnie funkcjonować, wie to każdy maturzysta.

Nawet jelenie wiążą mnie z polskim losem

Jan Polkowski o krótkowzroczności i cynizmie Zachodu.

zobacz więcej
A tak przecież można ze wszystkim! Z każdym wierszem! Przyznam, że marzy mi się spektakl – spektakl, a później płyta – na którym można by wysłuchać wielu, wielu wierszy, którym Anna Nehrebecka nadałaby nową, autorską wymowę, ucinając ostatni, zupełnie zbyteczny i zaciemniający wymowę utworu rym czy strofę.

Ba, można by osobno wydać zbiór takich niepotrzebnych point, swoistą antologię: powstałby z tego – czy nie posuwam się w swoich marzeniach za daleko? - osobny gatunek literacki, który można by, wzorem starożytnych, nazwać od imienia twórcy: NEHREBETON. Wyobraźmy sobie, proszę, bodaj pierwsze strony tego zbioru:


Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom

Lecz widać można żyć bez powietrza!

Bądź wierny
Idź

Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono

I żadnych skoków pisków na początek



Oczywiście, w obliczu dokonania tej rangi (kto w naszych czasach mógłby powiedzieć o sobie, że stworzył nowy gatunek literacki? Jakiś Joyce może, a i on ściągał od poprzedników) nie zabraknie głosów ludzi zawistnych. Nie wykluczam nawet podejrzeń, że wybitna radna i aktorka, wbrew swoim dotychczasowym sympatiom i afiliacjom, zapragnęła zadać morderczy sztych pamięci Tadeusza Mazowieckiego.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Fot. PAP/Reprodukcja Jakub Grelowski
Ostatecznie nie tylko wygłosiła swój nehrebeton podczas uroczystości odsłonięcia popiersia wybitnego polityka, lecz i zadeklarowała, skończywszy deklamację „Ja myślę, że pan premier Mazowiecki buntował się nie na darmo”.

Jak to? Pierwszy premier niepodległej Polski, człowiek niewątpliwych zasług, który latami pracy dla Polski i „Solidarności” chwalebnie zmazał potknięcia młodości – miałby być ojkofobem, którego głównym celem w życiu miałoby kwestionowanie pojęcia wspólnoty, unieważnienie „okrwawionego węzła” polskości?

To teza tak absurdalna, że nie postawił jej żaden z najbardziej zażartych krytyków Okrągłego Stołu i dokonań gabinetu Mazowieckiego, a przecież takich krytyków – bardziej i mniej wyważonych - nie brakuje.

Stanowczo odrzucam myśl, by pani Anna Nehrebecka, przez całe życie człowiek sztuki, tak zaangażowała się w spór czysto polityczny – a jeszcze po stronie krytyków premiera Mazowieckiego! Jeśli jednak odrzucimy taką hipotezę, żywe pozostaje pytanie o genezę rewolucji literackiej, która dokonała się na naszych oczach przed tygodniem. Myślę – choć jest to, oczywiście, tylko hipoteza – że, jak w tylu innych olśnieniach, które dały początek przełomowi artystycznemu czy naukowemu, mamy do czynienia z połączeniem lat pracy i przebłysku natchnienia, może zbiegu okoliczności, który pozwala dostrzec jaśniej istotę rzeczy.

Podręczniki szkolne pełne są brodatych anegdot o Archimedesie wyskakującym z okrzykiem „Eureka” z kąpieli i Newtonie, wybudzonym z poobiedniej drzemki spadającym jabłkiem: wiemy jednak, że nie byłoby prawa, mówiącego o objętości wypieranego płynu ani reguł opisujących siłę grawitacji, gdyby nie wieloletni namysł obu tych wielkich mężów.

Pani Anna Nehrebecka od lat 60. tworzyła autorskie programy recytatorskie, wiersz polski nie ma przed nią tajemnic: kto jednak może wykluczyć, że ostatecznym impulsem, który dał początek herbertowskiego nehrebetonowi, było sklejenie się kartek zaczytanego tomiku?

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 12 września 2019 r. w Warszawie odsłonięto popiersie Tadeusza Mazowieckiego. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Olga Tokarczuk zakładniczką polityki? Gratulacje od...
Autorka „Biegunów” wpisuje się w kanoniczny nurt kultury polskiej, którego źródła sięgają romantyzmu. Bliższe jej są „czucie i wiara” niż „mędrca szkiełko i oko”.
Felietony Najnowsze wydanie
Boks
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zwycięzcy
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zaśpiewała z Wojciechem Waglewskim, studiuje psychoseksuologię
Łukasz Orbitowski: Życie to pasmo cierpień, przy których nieudany koncert ma rangę pieszczoty
Felietony Poprzednie wydanie
Historia, wedle żydowskiej narracji, jest jak western. Są dobrzy...
Norman Davies został zakrzyczany, kiedy zaoponował przeciw tezie o tym, że Polacy biernie patrzyli na Holokaust. Czy lobby żydowskie zablokowało jego karierę naukową w USA?