Rozmowy

Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską

TVP Wilno to będzie ogromny krok do przodu. Choć przyznaję, że powinien być uruchomiony co najmniej 20 lat wcześniej. Wówczas sytuacja na Wileńszczyźnie zapewne wyglądałaby zupełnie inaczej – mówi Robert Mickiewicz, redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego” i prezes Zrzeszenia Mediów Polskich na Litwie.

Polacy przeciw Litwinom. Zapomniane powstanie w Sejnach

Do miasta przyjechał litewski premier. Podjudzał miejscową ludność, nie przebierając w słowach, wzywał do wypędzenia Polaków za pomocą siekier czy wideł.

zobacz więcej
Tygodnik TVP: Na Litwie żyje około 200 tysięcy Polaków. To najliczniejsza mniejszość narodowa w tym kraju. Głównie zamieszkuje rejony wileński i solecznicki. 17 września Telewizja Polska uruchamia kanał TVP Wilno, który będzie nadawany w języku polskim. Znajdą się w nim codzienny program informacyjny oraz audycje publicystyczne dotyczące polskich spraw, kultury, tradycji czy historii. Mieszkańcy Wileńszczyzny czekają na taką ofertę?

ROBERT MICKIEWICZ: Na Litwie mamy obecnie pełną paletę polskich mediów: radio, prasę codzienną, portale internetowe, tygodniki oraz miesięcznik. Mamy też własny program w TVP Polonia oraz w litewskiej telewizji publicznej, ale to są krótkie audycje, raz na tydzień. Dlatego myślę, że nowy kanał zapełni pewną lukę na naszym rynku medialnym.

Docelowo ma to być codzienny program, który będzie opowiadał o tym, co się dzieje na Litwie z polskiego punktu widzenia. Będzie docierał tam, gdzie inne telewizje nie docierają bądź nie chcą docierać. Pokaże, kim jesteśmy, nasze lokalne imprezy, nasze środowisko. Wierzę, że będzie to odważna ekipa, rejestrująca i prezentująca różne aspekty naszego życia, które czasami nie są łatwe. Mówienie o trudnych sprawach wzmacnia społeczeństwo, stajemy się przez to bardziej odporni. To nas bardziej zjednoczy.

Nowy kanał TVP to będzie ogromny krok do przodu. Choć przyznaję, że powinien być uruchomiony co najmniej 20 lat wcześniej. Wówczas sytuacja na Wileńszczyźnie zapewne wyglądałaby zupełnie inaczej.

Zaufanie do telewizji jest tu wciąż bardzo duże. Wielu mieszkańców Wileńszczyzny regularnie ją ogląda. Tyle że często oglądają rosyjskie programy telewizyjne, które oprócz rozrywki przemycają wiele treści propagandowych. Ludzie są na nie podatni.

Czyli polskie media są potrzebne na Litwie nie tylko po to, aby podtrzymywać tożsamość narodową Polaków, ale też odkłamywać rzeczywistość podawaną przez propagandę rosyjską.

Wileńszczyzna to żywy organizm. Kiedy w 2014 roku doszło do zajęcia Krymu przez Rosjan, społeczeństwo na Litwie było mocno spolaryzowane, co było spowodowane oddziaływaniem rosyjskiej propagandy. „Kurier Wileński” przyjął jednoznaczne, krytyczne stanowisko wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie. Otrzymałem mnóstwo telefonów od Polaków z Wileńszczyzny z pretensjami, dlaczego popieramy Ukraińców. Ich zdaniem Rosjanie słusznie zajęli Krym. Tak właśnie mieli sprane mózgi przez telewizję rosyjską. Tego nie można lekceważyć w sytuacji, w której Rosja ma również swoje interesy na Litwie.
Występ zespołu pieśni i tańca Wileńszczyzna. Fot. Marian Paluszkiewicz
Mamy szeroki dostęp do mediów litewskich. Jednak litewscy dziennikarze bardzo rzadko opowiadają o Polakach. A dla nas ważne jest, aby mówić o naszej historii, naszych korzeniach. I tu polski punkt widzenia niekoniecznie może być zbieżny z litewskim. Również dziennikarze mieszkający w Polsce pisząc o Wileńszczyźnie, nie znają dogłębnie naszych realiów. I mam nadzieję, że nowy projekt TVP Wilno będzie przywiązywał dużą wagę do tego, aby tę sytuację zmienić – mówić, jaka jest prawda. Lepiej późno niż wcale. Jesteśmy gotowi wspierać nowy kanał.

Status społeczny i zawodowy Polaków na Litwie powoli zmienia się na lepsze. Coraz częściej można ich spotkać choćby wśród elit politycznych. Polacy mają swoich przedstawicieli w litewskim rządzie. To oznacza, że ich pozycja jest coraz mocniejsza i trzeba się z nimi liczyć?

Od kilkunastu lat Polacy co pewien czas sprawują jakieś ważne stanowisko w litewskim rządzie, w strukturach rządowych. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin jest obecnie w koalicji rządzącej. W nowym rządzie premiera Sauliusa Skvernelisa przedstawiciele polskiej partii kierują dwoma istotnymi resortami: Rita Tamaszuniene objęła resort spraw wewnętrznych, a Jarosław Narkiewicz – resort transportu. Polacy również pełnią ważne funkcje w samorządzie w polskich regionach czy w samym Wilnie.

Tym samym ludzie się przekonują, że nie tylko Litwini mogą robić karierę polityczną, że i wśród nas ktoś może być ministrem, posłem czy merem. Można również zauważyć, że Litwini otwierają się na Polaków, rośnie zaufanie do nas. Skoro możemy pełnić takie odpowiedzialne funkcje w państwie, świadczy to o naszych kompetencjach.

Mam nadzieję, że Polacy będą sobie dobrze radzić w rządzie. To będzie zależało od ich sprawności, ale też i od sytuacji politycznej. Mają na to rok. Później odbędą się wybory parlamentarne. Jednak to, że zostaliśmy zaproszeni do współrządzenia, uświadamia Litwinom, że jesteśmy pełnoprawną częścią społeczeństwa. I teraz wiele zależy od nas samych, co potrafimy zrobić. Mam nadzieję, że dużo. Naszym rodakom w rządzie szczerze kibicuję.

Ubolewam jednak, że wciąż mało jest polskich nazwisk wśród managerów dużych litewskich koncernów czy wśród naukowców.

Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku Polacy byli najsłabiej wykształconą społecznością na Litwie. Czy dużo się zmieniło od tego czasu? Rośnie nowe pokolenie, dla którego priorytetem są studia?

Palmiarki z Wileńszczyzny przygotowują się do tradycyjnego Jarmarku Kaziukowego. Fot. Marian Paluszkiewicz
Sytuacja się poprawia, ale to powolny proces. Nadal większość Polaków jest słabo wykształcona. Jeszcze przed pięcioma laty pod względem poziomu wykształcenia zajmowaliśmy przedostanie miejsce na Litwie. Na ostatnim miejscu była społeczność cygańska.

Źródeł tego problemu trzeba szukać w latach 40. ubiegłego wieku, gdy jedna część inteligencji polskiej została unicestwiona przez Sowietów, druga zaś wyjechała bądź uciekła z Litwy w obawie przed represjami. Zostały osoby mieszkające na wsi, bez wykształcenia. A polityka władz sowieckich nie sprzyjała temu, aby Polaków przyjmować na studia. Brakowało przychylności. Zresztą w rodzinach, w których nie było inteligencji, rodzice nie przywiązywali większej wagi do wykształcenia. Dlatego teraz mamy taką niedobrą sytuację. Tego się nie da zmienić z dnia na dzień. Musi minąć kilkadziesiąt lat, aby odrobić straty. Wykształcenie kosztuje, a Polacy nie są na tyle zamożni, aby sfinansować dziecku studia płatne bądź za granicą.

Cieszy nas to, że w Wilnie została uruchomiona filia Uniwersytetu w Białymstoku. To pomaga w dalszym kształceniu. Osoby bardziej operatywne, otwarte studiują w Polsce, zakładają tam rodziny i zostają. Wybierają Polskę, bo jest dla nich atrakcyjnym krajem z perspektywami. Jest krajem przodków, gdzie łatwo się zaadoptować. Niemal każda rodzina na Wileńszczyźnie ma krewnych w Polsce. Brak granic jeszcze bardziej motywuje ich do wyjazdu.

Dla społeczności polskiej na Wileńszczyźnie nie jest jednak dobrze, że wykształceni, młodzi Polacy nie wracają. Nie robią kariery tutaj i nie zasilają wileńskich kadr.

W ciągu ostatnich dekad Polacy walczyli o swoje prawa jako mniejszości narodowej: prawa do języka oraz do ochrony kultury, w szczególności zagwarantowanie możliwości korzystania z języka polskiego w urzędach i w życiu publicznym.

Każdy, kto ma obywatelstwo litewskie, ma te same prawa. Ale jako mniejszość narodowa postulowaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach wiele ważnych spraw takich, jak zachowanie szkolnictwa polskiego na Litwie w obecnym kształcie czy pisownię polskich nazwisk. Częściowo zostało to uregulowane. Na przykład można już na domach zawieszać dwujęzyczne tabliczki z nazwą ulicy. Mogą być jednak używane jako tablice dekoracyjne (śmiech). Kiedyś były zabronione i w sytuacji złamania zakazu urzędników samorządowych, Polaków karano wysokimi grzywnami.
Maturzyści ze szkół polskich w Wilnie tańczą Poloneza na placu Ratuszowym. Fot. Marian Paluszkiewicz
W okolicach dworca kolejowego i autobusowego w Wilnie można zobaczyć mikrobusy, w których za szybą są podwójne napisy miejscowości: po polsku i litewsku. To zasługa samorządów, które są zarządzanie przez Polaków. Widzimy więc takie drobne akcenty polskie w Wilnie.

Nadal nie można jednak zapisywać w dowodach osobistych swoich nazwisk w oryginalnym brzmieniu. Litewska konstytucja na to nie pozwala. Prawnicy toczą spory, uważają, że są jakieś luki w obowiązujących przepisach. Ale jak na razie nic nie udało się przeforsować w tej sprawie, bo język litewski jest jedynym oficjalnym językiem urzędowym.

Oczywiście mamy możliwość pobierania nauki w języku polskim od przedszkola do uniwersytetu. Są polskie szkoły podstawowe oraz gimnazja czy wspomniana wcześniej filia Uniwersytetu w Białymstoku. Na początku września było ponad 12 tysięcy uczniów w polskich szkołach. Do I klasy szkół podstawowych poszło ponad tysiąc uczniów.

To, co nas jednak niepokoi to przeszkody w dalszym, swobodnym pobieraniu nauki. Reforma szkolnictwa z 2012 roku była silnym ciosem w polskie szkolnictwo. Ujednolicono egzamin maturalny z języka litewskiego dla mniejszości narodowych i uczniów szkół litewskich. Wcześniej Litwini uczyli się według swojego programu, a mniejszości narodowe według swojego. Polacy uczyli się w szkole litewskiego, ale nie jako języka ojczystego. W domu nie rozmawiamy przecież po litewsku. I teraz po ujednoliceniu matury mamy dramatyczną sytuację na egzaminie. Sporo osób z mniejszości narodowych nie jest w stanie go zdać z języka litewskiego. Automatycznie uniemożliwia im to ubieganie się o bezpłatne studia na Litwie.

Ale czy z samego faktu bycia obywatelem Litwy nie wynika niepisany obowiązek znajomości języka litewskiego?

Oczywiście, musimy znać ten język. To naturalne jak się mieszka w innym kraju, lecz system składania egzaminu maturalnego jest dla nas nie do przyjęcia. Powinno więc tu być jakieś kompromisowe rozwiązanie. I, rzecz jasna, jest na to nadzieja. Mamy Polkę, Jolantę Urbanowicz, która w litewskim rządzie jest wiceministrem oświaty, nauki i sportu. To wybitna specjalistka. Wcześniej pracowała przy przygotowywaniu zadań egzaminacyjnych i ich ocenie. Pracowała też w Polskim Narodowym Centrum Egzaminacyjnym na Litwie, w różnych placówkach oświatowych. Ma dobre pomysły na to, aby Polacy nie byli tak krzywdzeni.

Czy Polacy odczuwają antypolskie nastroje na Litwie? Szczególnie w sytuacji podsycania ich przez część litewskich mediów, władz czy stowarzyszeń. Raz po raz padały zarzuty dotyczące roszczeniowej postawy Polaków i ich rzekomego separatyzmu.
Litewskie drogi Potopu
W ostatnich latach, kiedy toczyła się ostra walka o prawa mniejszości narodowych, nie podobało się to Litwinom. Rzeczywiście byliśmy postrzegani jako społeczność roszczeniowa, która żyje w swoim świecie, nie integruje się. Litewskie media trochę to podkręcały, zarzucając nam, że domagamy się zbyt dużo od litewskich władz. To był stereotyp, ale dość skuteczny. To często zamykało Polakom ścieżki awansów czy karier.

Konflikty polsko-litewskie były widoczne też na poziomie politycznym. Na przykład dotyczyły zwrotu ziemi w Wilnie wartej wiele setek milionów euro. Mieszały się wątki ekonomiczne, bo to była bardzo droga ziemia, i wątki narodowe, bo litewscy urzędnicy nie chcieli zwracać ziemi Polakom. Ta ziemia była oddawana w różny sposób Litwinom i to wywoływało napięcia. Mówiono, że Litwini wywłaszczają Polaków. Proces zwrotu ziemi się skończył. Polacy nie są zadowoleni z tego, jak to zostało przeprowadzone. Wiele polskich rodzin zostało skrzywdzonych, ale Polacy głównie mieli pretensje do litewskich polityków. Na poziomie zwykłego obywatela nie ma wrogości między Polakami i Litwinami. Każdy z nas ma znajomych, sąsiadów czy przyjaciół Litwinów. Są mieszane rodziny. Nie czujemy się wyobcowani. Te relacje są całkiem dobre.

Jako dziennikarze polskiej gazety kontaktujemy się również z litewskimi politykami i nigdy żaden z nich nie odmówił nam komentarza. Podam taki przykład: prezydent elekt Litwy podczas swojego wieczoru wyborczego nie odebrał telefonu od naszej redakcyjnej koleżanki. Oddzwonił rano, przepraszając, że nie mógł rozmawiać ubiegłej nocy. I na gorąco skomentował swoje zwycięstwo. Już wcześniej mieliśmy z nim dobry kontakt, bo był naszym ekspertem w dzienniku od spraw gospodarczych.

Czy młodzi Polacy radzą sobie z dostosowaniem się do reguł społeczeństwa wielokulturowego przy jednoczesnym zachowaniu polskiego dziedzictwa?

Wileńszczyzna potrafi się zaadaptować do współczesnych trendów, a jednocześnie zachować swoją tradycję i kulturę polską. I to jest wysiłek polskich mediów i organizacji kulturalnych. Jesteśmy silnie przywiązani do kultury ludowej. Praktycznie każda szkoła ma swój zespół ludowy. W litewskim show-biznesie jest sporo gwiazd z najwyższej półki polskiego pochodzenia, które tego nie ukrywają. Nawet się tym szczycą, że wyrosły na krakowiaku czy piosence „Hej sokoły”. I są bardzo pozytywnie odbierane przez litewskie społeczeństwo. Młode pokolenie się na nich wzoruje.

Sekcja rosyjska to było kłębowisko żmij. Ktoś kiedyś nalał koleżance kleju do butów

Litewska poetka: Unia Lubelska była koniecznością, ponieważ i Litwa, i Polska widziały niebezpieczeństwo w ekspansji Rosji. Mogła ochronić oba państwa. Dopóki były razem, stanowiły siłę.

zobacz więcej
W polskich domach nadal mówi się w ojczystym języku. Być może inaczej jest w rodzinach mieszanych, ale generalnie jest duże przywiązanie do naszego dziedzictwa. Wiara katolicka też jest wciąż żywa. Księża Litwini są zadowoleni, gdy trafiają do polskich parafii, bo Polacy chodzą regularnie do kościoła. W czasie okupacji sowieckiej, Kościół skupiał ludzi wokół siebie, bo była w nim wolność. To była jedyna wolna struktura na Litwie w tamtym okresie.

Z moich prywatnych obserwacji wynika, że młode pokolenie Polaków potrafi pogodzić w pewnym sensie swoją polskość i asymilację. Kiedy studiują na uczelniach litewskich, ich otoczenie nagle staje się tylko litewskie. Na co dzień muszą kontaktować się w języku litewskim. Tak samo, gdy idą do pracy do litewskich firm. Ale to, że znają wiele języków i mają szersze spojrzenie na świat sprawia, że są coraz bardziej atrakcyjni dla pracodawców. Nasi absolwenci świetnie sobie radzą na litewskim rynku pracy. Nie słyszałem, aby ktoś miał problem z tego powodu, że jest Polakiem.

Raz jeszcze muszę jednak podkreślić, że polska inteligencja na Litwie to wciąż wąska warstwa społeczna.

My jako redakcja próbujemy budować więzi z polskim biznesem w Polsce, ułatwiać naszym rodakom start w pracy. Jednym z takich przełomowych momentów mogłoby być otwarcie w Wilnie polskiego lub polsko-litewskiego banku. Były już prowadzone takie rozmowy, ale stwierdzono, że to nie będzie opłacalne. Uważam jednak, że jest potrzebne myślenie w tym kierunku. To byłby impuls do nawiązania silniejszych więzi z ojczystym krajem. Polska jest poważnym graczem gospodarczym, Litwini to widzą i doceniają.

A pan czuje się na Litwie jak w swojej ojczyźnie?

Dziadkowie pochodzą z Białorusi. Mój ojciec ukończył studia medyczne w Wilnie i został na Wileńszczyźnie. Tu się urodziłem, więc moją ojczyzna jest Litwa. To dla mnie naturalny stan, mimo że dobrze czuję się też w Polsce. Na Wileńszczyźnie można być Polakiem. Są miejscowości na Wileńszczyźnie, gdzie niemal sto procent ludności jest narodowości polskiej, natomiast w samym Wilnie są różne narodowości i trzeba każdego traktować z szacunkiem. Osobiście nigdy nie spotkałem się z niechęcią ze strony Litwinów, nawet w sytuacji, kiedy ukazywały się nieprzychylne wobec nich artykuły w mojej gazecie. Cenię ich i rozumiem.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Polakom na Litwie udało się wywalczyć prawo do dwujęzycznych tabliczek z nazwami ulic. Na zdjęciu: ulica Warszawska w Wilnie. Fot. REUTERS/Andrius Sytas
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nawet po Katyniu uważał, że trzeba rozmawiać z Sowietami
12 grudnia opublikowano tzw. Listę Ładosia – spis ponad 3,2 tys. Żydów, dla których polscy dyplomaci w Szwajcarii przygotowali latynoamerykańskie paszporty, próbując ratować ich przed Holokaustem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Agnieszka Romaszewska: Polacy muszą włączyć się we wspólne...
Szefowa TV Biełsat rozważa, czy Białorusini mogą zarazić się etnicznym szowinizmem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Reżyserki, etyczki, ministry… Najbardziej irytuje mnie gościni
Gombrowicz ironizował, że pisarka to gorszy rodzaj pisarza. A kiedy Wisława Szymborska dostała Nobla, w niektórych artykułach w uznaniu jej zasług pisano, że należy ją nazywać poetą, nie poetką.
Rozmowy wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Polska czerpie niemałe przychody z bitcoina. Czy nad Wisłą są...
Będziemy płacili librą Facebooka albo walutą chińską. Chyba, że powstanie narodowy pieniądz cyfrowy.
Rozmowy wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Szeptuchy odwracają uroki, huculskie voodoo zabija wiedźmy
Znam mnóstwo zaklęć, więc znajomi czasami proszą mnie o pomoc. Jedna koleżanka powiedziała, że dzięki mnie zaszła w ciążę – opowiada etnolog badająca magię ludową.