Cywilizacja

Kardynałowie Franciszka. Hierarchowie z Polski bez czerwonych kapeluszy

Franciszek rządzi Kościołem silną ręką i nie zamierza dyskutować z tymi, którzy są krytyczni wobec jego wizji rzeczywistości. Ich miejsce ma być na marginesie Kościoła.

Kilka dni temu media obiegła informacja o „niespodziewanych” nominacjach kardynalskich. Franciszek zaofiarował czerwony kapelusz trzynastu nowym duchownym, co oznacza, że na najbliższym konklawe liczba kardynałów z prawem do wyboru nowego papieża wzrośnie do 128 (bł. Paweł VI sugerował, że nie powinno być ich więcej niż stu dwudziestu, ale liczbę tę przekraczał także św. Jan Paweł II).

Wśród głosujących większość stanowić już będą kardynałowie wybrani przez Franciszka (będzie ich 67, 42 wskazał Benedykt XVI, a 19 św. Jan Paweł II). I mogłoby to nie mieć zasadniczego znaczenia, gdyby nie fakt, że – w odróżnieniu od swoich poprzedników – Franciszek prowadzi bardzo jednoznaczną politykę nominacji kardynalskich.

Kapelusze otrzymują (poza biskupami misyjnymi z odległych miejsc) głównie entuzjaści polityki migracyjnej, dialogu międzyreligijnego i duszpasterskich reform obecnego pontyfikatu. Ten, kto w tych sprawach ma inne zdanie, szansy na nominację nie ma.

Entuzjaści gejów i islamu

Wystarczy przyjrzeć się najnowszym nominacjom, by to dostrzec. Zacznijmy od kardynałów „z bliska”. Jednym z nich został arcybiskup Matteo Zuppi, metropolita Bolonii. Postać to niesłychanie barwna, jako młodzieniec uciekł z domu, by zostać księdzem, potem związał się ze Wspólnotą Sant’Egidio, wspierał bezdomnych, Romów, migrantów i stał się znany jako „duszpasterz ulic”.
Arcybiskup Bolonii Matteo Zuppi w Koleglium Kardynalskim będzie zabiegał o zbliżenie Kościoła ze środowiskami homoseksualnymi. Fot. Stefano Montesi - Corbis/ Getty Images
Jednocześnie arcybiskup jest jednym z najostrzejszych krytyków polityki migracyjnej Włoch, atakuje obecne władze, a włoska prawica mówi o nim, że jest bardziej lewicowy, niż obecni włoscy komuniści.

Jakby tego było mało metropolita Bolonii zasłynął jako autor wstępu do książki o. Jamesa Martina SJ, która wzywa Kościół do zmiany biblijnej doktryny w sprawach homoseksualizmu. Amerykański jezuita powitał zresztą nominację Zuppiego z entuzjazmem i uznał ją za kolejny dowód progejowskiej zmiany zachodzącej w Kościele.

Identyczne polityczne poglądy ma inny nominat, jezuita, arcybiskup Luksemburga Jean-Claude Höllerich, który nie tylko ostro i bezlitośnie atakował Donalda Trumpa i jego doradców, ale także uznał, że „europejscy populiści grają w złą grę” wykorzystując obawy ludzi dotyczące imigracji i bezpieczeństwa. Jego zdaniem „dramat migrantów w Europie jest hańbą starego kontynentu”. Abp Höllerich jest także gorącym zwolennikiem głębokich reform, jakie mają zajść podczas synodu na temat Amazonii.

Obraz stanie się pełny jeśli do kompletu dodamy jeszcze o. Michaela Czerny’ego (także jezuitę), który jest podsekretarzem ds. migrantów i uchodźców w Kongregacji ds. Integralnego Rozwoju Ludzkiego, a przy okazji głębokim zwolennikiem przyjmowania uchodźców w Europie i radykalnym krytykiem każdego, kto ma jakiekolwiek wątpliwości w tej sprawie.

Ale to nie wszystko. Wśród wybranych na kardynałów w tym rozdaniu są również gorący zwolennicy dialogu z islamem, którzy od dawna nie zauważają żadnych jego wad, czy najmniejszych z nim problemów.

Znakomitym przykładem takiej nominacji jest kardynalski kapelusz dla arcybiskupa Michaela Louisa Fitzgeralda (Ojca Białego), który przez lata kierował Papieską Radą ds. Dialogu Międzyreligijnego, i który został przez Benedykta XVI zdjęty z tego urzędu (jak się wydaje dlatego, że poprzedni papież chciał bardziej realistycznej oceny islamu) i skierowany do nuncjatury w Egipcie.

Innym mocno pro-islamskim hierarchą wśród nowych kardynałów jest biskup Miguel Angel Ayuso Guixot, który jest współautorem słynnej i mocno krytykowanej deklaracji podpisanej przez papieża i wielkiego imama Al-Azhar,.

Franciszkowe kolegium

Byłoby oczywiście fałszem ocenianie nowych nominacji wyłącznie z perspektywy poglądów politycznych i teologicznych nowych kardynałów. Jest także faktem, że Franciszek prowadzi politykę radykalnego zdecentralizowania kolegium kardynalskiego, mianowanie do niego hierarchów z odległych stron. Tam razem także większość z nowych kardynałów to ludzie misji, z „dalekich stron”, którzy reprezentować mają w kolegium nowe, mniej europejskie czy szerzej mniej zachodnie spojrzenie.
Kanadyjski jezuita o. Michael Czerny krytykuje każdego, kto ma wątpliwości w sprawie przyjmowania uchodźców. Fot. Günther Ortmann/ullstein bild via Getty Images
I akurat z tym kierunkiem trudno się nie zgodzić. Serce Kościoła od dawna nie bija ani w Europie, ani w świecie zachodnim, a najwięcej katolików jest w krajach misyjnych. Ich myślenie, odczuwanie, pobożność powinny być reprezentowane w Kolegium Kardynalskim.

To umiędzynarodowienie i decentralizacja mają też tłumaczyć, dlaczego Franciszek odszedł od tradycji mianowania na kardynałów metropolitów najważniejszych stolic biskupich Europy czy Stanów Zjednoczonych. Jest jednak w tej sprawie jedno „ale”. Tak się bowiem składa, że tradycja ta sprawiała, iż do Kolegium za czasów bł. Pawła VI, św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI wchodzili także hierarchowie, których wizja Kościoła była zdecydowanie odmienna niż ówczesnych papieży.

Teraz, dzięki temu, że każda nominacja jest osobistą decyzją papieża, na którą nie ma wpływu żadna tradycja, skład kolegium staje się wyłącznie franciszkowy, a to jest niebezpieczne dla Kościoła i przyszłego konklawe, bowiem skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste wpływy i podziały w Kościele.

Amerykanie z opcji postępu

Świetnie widać to na przykładzie Kościoła w Stanach Zjednoczonych, który jest bardzo mocno podzielony. Mniej więcej czterdzieści procent z hierarchów prezentuje tam opcję postępową, otwartą na zmiany wprowadzane do doktryny i duszpasterstwa przez Franciszka, i jest bardziej skupiona na walce z homofobią, globalnym ociepleniem i Donaldem Trumpem, niż na obronie życia i sporze z ideologią LGBTQ+, ale sześćdziesiąt procent to hierarchowie ze starej szkoły, dla której watykańska interpretacja „Amoris laetitia”, w zgodzie z którą można udzielać Komunii Świętej rozwodnikom w ponownych związkach jest nie do zaakceptowania.

Wierni są podzieleni podobnie jak pasterze, ale… kapelusze kardynalskie otrzymują wyłącznie hierarchowie z opcji postępu. I tak kardynałami są już Joseph Tobin (znany z tego, że zaprosił środowiska LGBTQ do swojej katedry, nie zauważył dziwnych relacji kard. Theodore’a McCarricka z klerykami, a także z postulatu zmiany nauczania Kościoła w sprawie oceny moralnej homoseksualizmu), Blaise Cupich, który coraz bardziej otwarcie kwestionuje konieczność mocnego wspierania obrony życia, a zapisy dotyczące przystępowania do Komunii Świętej zawarte w „Amoris laetitia” interpretuje tak szeroko, że obejmuje nim nawet pary tej samej płci, czy Kevin Farrell, były Legionista Chrystusa, były biskup pomocniczy u McCarricka i wielki zwolennik liberalizacji nauczania Kościoła.
Arcybiskup Filadelfii Charles Chaput nie ma co liczyć na stanowisko kardynała. Publicznie wyrażał wątpliwości w sprawie komunii dla rozwodników, więc Franciszek go zwyczajnie nie lubi. Fot. Michael Bryant/Philadelphia Inquirer/Tribune News Service via Getty Images
Nie zostali natomiast kardynałami ci hierarchowie, którzy publicznie wyrażali wątpliwości w sprawie komunii dla rozwodników czy sugerowali, że zmiany w tej sprawie są niezgodne z Ewangelią (by wymienić tu tylko arcybiskupa Charlesa Chaputa, który wprawdzie jest metropolitą kardynalskiej Filadelfii, ale którego Franciszek osobiście nie lubi).

Polacy zbyt konserwatywni

Z tego samego powodu, jak się zdaje, nie ma nowych kardynałów z Polski. Regułę tę potwierdza wyjątek, jakim jest czerwony kapelusz dla papieskiego jałmużnika Konrada Krajewskiego, tak się bowiem składa, że jest to kardynał kurialny, który popiera wszystkie reformy Franciszka, co niekoniecznie da się powiedzieć o hierarchach w Polsce. Oni także, jak Chaput, nie będą kardynałami, bowiem ich poglądy są zbyt „konserwatywne” dla obecnego papieża. To zachwianie równowagi (choć oczywiście nie wszyscy nowi kardynałowie mają takie same poglądy) jest, jak się zdaje, strategią, która ma pomóc utrzymać papiestwo w rękach zwolenników głębokiej reformy. Już teraz nominowani przez Franciszka kardynałowie stanowią 52 procent wszystkich elektorów. Najbardziej znanych młodszych przeciwników „duszpasterskiej reformy” na najbliższym konklawe raczej nie będzie, co może ułatwić wybór kolejnego reformatora na urząd papieski.

Oczywiście konklawe rządzi się własną logiką, nie wszystko da się na nim zaplanować, a część z purpuratów, także tych wskazanych przez Franciszka, wcale nie jest tak otwarta na zmiany, jak się dziś wydaje. Nie ulega jednak wątpliwości, że Franciszek zrobi wszystko, by jego następca nie dokonał odwrotu od zaproponowanej obecnie linii.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Bazylika Św. Piotra, 28 czerwca 2017. Fot. Riccardo De Luca/Anadolu Agency/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.