Kultura

Obrzucano ich obelgami, wyśmiewano, a obrazy kupowano z litości. Gwiazda antysystemowców

Spełniała się jako żona i matka, wierzyła, że macierzyństwo i rodzina są najważniejsze. Jej starsza siostra Edma, ponoć bardziej utalentowana, gdy wydano ją za oficera marynarki, zakończyła romans ze sztuką. Potem żałowała tej dezercji. „Nie smuć się z powodu malarstwa. Sądzę, że nie jest ono warte ani jednej łzy” – pocieszała ją Berthe.

Początki były przykre. „Tej młodej osoby nie bawi malowanie mnóstwa zbędnych szczegółów. Nanosi na płótno tyleż długich pociągnięć pędzlem, ile ma palców u ręki i sprawa jest załatwiona!” – kpił jeden z paryskich dzienników. Istotnie, obrazy panny Morisot przypominają sporządzone naprędce szkice, zwiastuny dzieł, których wykonania autorka z sobie tylko znanych przyczyn zaniechała. Publiczną prezentację „półproduktów” uważano w tamtych czasach nie tylko za faux pas, lecz za sprzeniewierzenie się misji artysty – upartemu dążeniu do doskonałości. Jedyną okolicznością łagodzącą była płeć malarza. Kobiety są z natury kapryśne i niezdecydowane – orzekli znawcy. Zresztą, czegóż można oczekiwać od amatorki, która wpadła w złe towarzystwo?

Koledzy Berthe, złośliwie nazywani „impresjonistami” na żadną taryfę ulgową liczyć nie mogli. Podczas aukcji zorganizowanej w marcu 1875 roku w Hôtel Drouot, publika wyśmiała ich i obrzuciła obelgami. Prace, karygodnie odbiegające od akademickich kanonów, kupowali, powodowani litością, znajomi. Tego dnia za około sto franków można było zostać właścicielem płótna Moneta, Renoira czy Sisleya. Najmniej ucierpiała ambicja Morisot. Co prawda jakiś gbur wyzwał ją – córkę prefekta – od ulicznic, ale z aukcji wyszła bogatsza o 480 franków i o pewność, że maluje nie gorzej od mężczyzn.

Tajemnica małopolskiej szopy

Z czasem kryteria oceny się zmieniły. Obrazy niegdysiejszych ulubieńców salonu przeniesiono do muzealnych magazynów, by zyskać miejsce dla dzieł artystów, którzy odważyli się rzucić wyzwanie systemowi. Bunt stał się wartością przeliczalną na pieniądze i to spore. Sześć lat temu jedno z „niedokończonych” malowideł Morisot zlicytowano za prawie 11 milionów dolarów. Dzisiaj cena byłaby jeszcze wyższa, zważywszy na furorę, jaką zrobiła w Ameryce retrospektywa twórczości „pierwszej damy impresjonizmu”. Teraz można ją obejrzeć w Paryżu, w asyście wielojęzycznego tłumu, oblegającego dawny dworzec d’Orsay.
Aż jedenaście razy Berthe Morisot pozowała swojemu późniejszemu szwagrowi Édouardowi Manetowi. Fot. Imagno/Getty Images
Dynamiczny styl i dążność do naśladowania natury łączy naszą bohaterkę z Piotrem Michałowskim. Polak z przyczyn rodzinnych odrzucił pokusę kariery we Francji. Tworzył w zupełnej izolacji, tylko garstka wtajemniczonych wiedziała, że szanowany ziemianin, społecznik i urzędnik wysokiej rangi, w szopie w Krzysztoforzycach tworzy dzieła, wyprzedzające epokę. Michałowski umarł, gdy Berthe była jeszcze dzieckiem, a pierwsza publiczna prezentacja jego dzieł w roku 1894 wywołała nie lada sensację. Znawcy zachodzili w głowę, jakim cudem malarz samouk, który ledwie liznął formalnego wykształcenia, mógł się stać nowatorem? Ano właśnie dlatego.

Anioł z pędzlem

Romantyczny stereotyp przymierającego głodem artysty nie pasuje także do panny Morisot. Autorka „Polowania na motyle” wywodziła się ze sfer, którym obce były finansowe troski. Tak samo jak Michałowski, nie musiała sprzedawać swoich prac. W feralnej aukcji wzięła udział, by zademonstrować solidarność z wykluczonymi kolegami. Być może intuicja podpowiadała jej, że w środowisku kontestatorów łatwiej pozbędzie się piętna amatorki.

Żaden z impresjonistów nie ukończył Akademii Sztuk Pięknych (choć kilku próbowało). Dla kobiet drzwi tej szacownej instytucji w ogóle były zamknięte. XIX-wieczni Francuzi, wzorem przodków, akceptowali salonowe lwice, korzystali z usług prostytutek, kucharek, praczek i krawcowych, hołdując zarazem przekonaniu, że miejsce porządnej kobiety jest w domu, przy dzieciach. Pan Morisot okazał się nad wyraz nowoczesny: oprócz angielskiej guwernantki, zafundował córkom dodatkowe lekcje gry na pianinie i rysunków, a nawet pracownię malarską w ogrodzie.

Dziewica spod Pleszewa

Jej babka od romansów nie stroniła. Poczęła siedmioro dzieci, a każde z innym ojcem. Wnuczka nie interesowała się mężczyznami, w końcu wyszła za mąż, ale małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane.

zobacz więcej
Brak formalnego wykształcenia wyszedł Berthe na dobre. Uniknęła indoktrynacji. Studentom wpajano bowiem, że o wartości dzieła decyduje wzniosłość tematu, swobodna ekspresja to grzech niemal śmiertelny, zaś najszlachetniejszych tematów dostarczają Biblia, grecko-rzymskie mity i historia. W epoce społecznego i ekonomicznego przewrotu była to postawa skrajnie anachroniczna. Sztuka musiała uwolnić się z gorsetu, zmierzyć się z nowoczesnością, zrezygnować z poprawiania natury i natrętnego moralizowania.

Rewolucja odrzuconych i tak miała łagodny charakter. Przejawiała się bardziej w formie, niż w treści. Cóż wywrotowego było w malowaniu wschodu słońca, ukwieconej łąki czy klientów podparyskiej gospody? Zresztą, każdy z artystów ciągnął w inną stronę. Sukces ostatecznie ich poróżnił. Morisot, porównywana do anioła, wpływała łagodząco na skorych do kłótni i obmowy kolegów, zapraszała ich do domu na wspólne kolacje. Ideałom ruchu pozostała wierna do końca życia, co dało historykom sztuki asumpt do nazwania Berthe „jedyną prawdziwą impresjonistką”.

Towarzysze walki

Przed obejrzeniem wystawy warto złożyć wizytę w Musée Marmottan – Monet, gdzie po śmierci artystki trafiło wyposażenie jej mieszkania, łącznie z obrazami i grafikami. Morisot kolekcjonowała płótna swoich mistrzów: Camille’a Corota, który przekonał ją do rozstawiania sztalug w plenerze i Édouarda Maneta, którego modelką była aż jedenaście razy. Z pozowaniem skończyła po ślubie, lecz jako malarka wciąż używała nazwiska panieńskiego. Biografów kusi hipoteza, że Eugène Manet był dla niej mężem zastępczym, a naprawdę kochała jego sławnego brata. Dowodów na to brak, choć zaginięcie listów, jakie Berthe i Édouard musieli przez lata do siebie pisać, daje do myślenia.
Autor „Śniadania na trawie” odegrał – nie końca świadomie – rolę tarana, rozbijającego uświęcone tradycją estetyczne zasady i hierarchie. Płynął pod prąd oczekiwań i przyzwyczajeń krytyków i publiczności. Do zbuntowanej młodzieży zachował jednak dystans. Gdy Edgar Degas zaprosił Morisot na pierwszą wystawę impresjonistów w 1874 roku, skandalista Manet radził przyjaciółce, by trzymała się od tego projektu z daleka. Nie posłuchała. Zawsze była ambitna. Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard wchodząc w rolę mentora, „poprawił” jeden z jej obrazów.


Impresjoniści nie traktowali Berthe tak protekcjonalnie. Claude Monet i Auguste Renoir byli jej rówieśnikami, zdarzało się, że razem spędzali rodzinne wakacje. Ta bliskość zostawiła ślad w ich sztuce, zaś po śmierci przyjaciółki panowie skrzyknęli się, by zorganizować wystawę jej dzieł (choć i tym razem nie obeszło się bez kłótni). Tekst do katalogu napisał symbolista Stéphane Mallarmé. „Czarodziejka, której dopełnione dzieło w opinii kilku wielkich nowatorów uznających ją za towarzysza walki, wytrzymuje porównanie z każdym z nich i włącza się wybornie w historię malarstwa epoki” – podsumował zmarłą.

Nie płacz, Edma

Morisot była pierwszą, lecz nie jedyną damą impresjonizmu. Z antysystemowcami kolaborowały również Amerykanka Mary Cassatt, pochodząca z Bretanii Marie Braquemond i Eva Gonzalès, córka znanego pisarza. Obrazy pierwszej miały opinię „zbyt ładnych”, druga pod naciskiem męża zazdrośnika porzuciła malarstwo sztalugowe na rzecz zdobienia porcelany. Eva, wyróżniana przez Maneta (co wywołało zazdrość Berthe) żyła krótko. W kręgach feministycznych pojawił się ostatnio postulat, by do „czterech muszkieterek” dokooptować Victorine Meurent, której głównym tytułem do sławy było nagie pozowanie do „Olimpii” i „Śniadania na trawie”. Odkryto bowiem, iż bezpruderyjne dziewczę zdołało wystawić w Salonie kilka obrazów własnego autorstwa. Tylko co w tym zaskakującego? Drogę od modelki do artystki pokonała wszak największa żeńska legenda Montmatre’u – Suzanne Valadon.

Fałszywy mit Leonarda da Vinci

Był niesłowny i niesolidny, nie dokończył nawet portretu „Mony Lisy”. Swoimi odkryciami nie chciał dzielić się z innymi, a wymyślone przez niego maszyny były niepraktyczne.

zobacz więcej
Od paryskich gryzetek naszą bohaterkę dzieliła przepaść, nie tylko socjalna. Berthe miała klasę, której brakowało wulgarnym i szukającym pociechy w alkoholu muzom impresjonistów. Skryta i małomówna, wrażliwą naturę ujawniała jedynie w listach do przyjaciół i zapiskach w dzienniku. Wynika z nich, że często wątpiła w swoje umiejętności, a za młodu zmagała się z anoreksją.

Kuratorzy wystawy z Musee d’Orsay chcą widzieć w Morisot przede wszystkim artystkę. Sęk w tym, że ona sama miała inne priorytety. Spełniała się jako żona i matka, wierzyła, że macierzyństwo i rodzina są najważniejsze. Jej starsza siostra Edma, ponoć bardziej utalentowana, gdy wydano ją za oficera marynarki, zakończyła romans ze sztuką. Potem żałowała tej dezercji. „Nie smuć się z powodu malarstwa. Sądzę, że nie jest ono warte ani jednej łzy” – pocieszała ją Berthe. Sama jednak ani myślała wyrzec się życiowej pasji.

Bielszy odcień bieli

Po młodszej z sióstr Morisot pozostały 423 obrazy, za życia wystawiła tylko 131. Pozbawione narracji, próbują uchwycić mijającą chwilę. Są „niczym okno otwarte na otaczający świat” – mawiała przyjaciółka Berthe, rzeźbiarka Marcello. Ten świat był mały. Artystka rzadko i niechętnie opuszczała Paryż. Jej upodobanie do okien, balkonów, werand, tarasów, oranżerii i ogrodów zimowych można tłumaczyć charakterystycznym dla impresjonizmu kultem efektów świetlnych. Ale mówi też coś o epoce, w której kobiety, zamknięte w domach, podglądały życie przez uchyloną firankę.
Jej starsza siostra Edma już jako madame Pontillon była inspiracją Berthe. Ten portret też wyszedł spod pędzla młodszej siostry. Fot. Universal Images Group via Getty Images
Według twórców wystawy Morisot zacierała granicę między wnętrzem i zewnętrzem, publicznym i prywatnym, rozpoczętym i zakończonym. Jej styl – energiczny i zarazem subtelny, działa na wyobraźnię. Amerykańska krytyczka sztuki Linda Nochlin sformułowała tezę o „stymulujących dwuznacznościach”. Wydaje się jednak, że dopatrywanie się w tej sztuce drugiego dna jest stratą czasu. Autorka „Kołyski” portretowała dzieci i kobiety, z mężczyzn – jedynie własnego małżonka. Czy z tego powodu mamy oskarżać ją o androfobię? 20 razy malowała rytuał damskiej toalety. To wystarczy, by podejrzewać że miała lesbijskie skłonności?

Berthe mieszała farby z bielą dla uzyskania efektu świetlistości. Próbowała różnych technik, zwykle z dobrym skutkiem. Niektórzy twierdzili, że jest najlepszą akwarelistką od czasów Watteau i Fragonarda (z tym drugim była zresztą skoligacona). „Miała zwyczaj malować w jadalni, leżąc obok płótna, chowając pędzle i paletę do kredensu, gdy zapowiadano niespodziewanego gościa” – wspominał jeden ze znajomych. Z wiekiem pierwsza dama impresjonizmu wzbogaciła paletę kolorów i zaczęła przywiązywać większą wagę do rysunku.

„Sny są życiem – a marzenia są prawdziwsze niż rzeczywistość: w nich zachowujemy się jak nasze prawdziwe ja. Jeśli dusza istnieje, zawiera się w marzeniu” – napisała w liście do Mallarmé. Takie rozważania były już w guście nadchodzącego wieku XX. Morisot go jednak nie doczekała. Pielęgnując zagrypioną córkę, nabawiła się zapalenia płuc. W epoce, która nie znała antybiotyków, równało się to wyrokowi śmierci. W akcie zgonu w rubryce „zawód” urzędnik napisał: „bez zawodu”.

– Wiesław Chełminiak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawa „Berthe Morisot 1841-1895” w Musée d’Orsay (Paryż, rue de Lille) jest czynna do 22 września. Źródło: Musée d'Orsay/YouTube
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Nagroda imienia „Kobusza” – od Piotra Zaremby dla…
Nie opowiadajcie bajek, że wszystko co po Janie Kobuszewskim, to podróbki. Zdarzają się bowiem brylanty.
Kultura Poprzednie wydanie
Nobel dla Tokarczuk i Handkego – królewski figlik Gustawa XVI
Nad Wisłą spora część populacji nie lubi noblistki nie za splątanie losów Markiza w „Podróży ludzi Księgi”, lecz za dredy.
Kultura wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
A mógł pozostać Szalonym Kapelusznikiem z posiwiałą plerezą...
Z hipisowskich lat zachował otwarte podejście do ludzi. Potem wessała go polityka, choć sam woli określać to jako obywatelską powinność.
Kultura wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Przerysowywał, robił małpy. I był cudowny. Zmarnowany Chaplin...
W pamięci zapisał się jako wyśmienity aktor komediowy, choć nigdy nie doczekał się wielkiej roli w filmie. Stał się natomiast mistrzem epizodu i legendą telewizyjnego dowcipu.
Kultura wydanie 27.09.2019 – 4.10.2019
Skazani na historyczne kino grające na emocjach?
„Legiony” i „Piłsudskiego” oglądałem z przyjemnością, choć oba filmy zatrzymały się przed bardziej dogłębnym roztrząsaniem polskiej historii.