Historia

Powstanie, które umocniło przyjaźń z Rosją

Na wieść o zbliżających się sowieckich czołgach rozpoczął się zryw przeciw znienawidzonemu niemieckiemu najeźdźcy. Siły połączyli ludowcy, synowie przedwojennej elity i komuniści. Samoloty z Londynu zasypywały walczących dostawami broni i amunicji. Amerykańscy i brytyjscy instruktorzy lądowali na spadochronach i uczyli zakładać ładunki wybuchowe. Armia Czerwona, mimo gigantycznych ofiar, parła z pomocą. Powstańcy jak równy z równym ścierali się z bandytami od Dirlewangera. Stolica walczyła przez dwa miesiące…

Czy to wizja zwycięskiego Powstania Warszawskiego toczącego się w alternatywnej rzeczywistości historycznej? Nie: to sceny ze zrywu, który rozpoczął się w miesiąc później niż nasze powstanie, również zakończył się przegraną (choć nie hekatombą) – i również stał się wydarzeniem podstawowym dla świadomości narodowej w drugiej połowie XX wieku.

Mowa o zrywie tak wyjątkowym i tak powszechnym, że nie określa się go w ościennym kraju przez odwołanie do chronologii (jak „styczniowe” czy „listopadowe”) ani geografii (jak „wielkopolskie” czy „śląskie”): to po prostu Słowackie Powstanie Narodowe. Jest jeszcze jedna różnica: tamten zryw pozostawił wśród Słowaków uczucie gorącej wdzięczności wobec Rosji-wyzwolicielki: uczucie, które współczesna Rosja ochoczo kultywuje.

Nie wplątani w spór z Sowietami

Lato 1944 było w Europie, jeśli spojrzeć na nią z punktu widzenia historii politycznej, nie tylko czasem gigantycznych ofensyw przeciw III Rzeszy, lecz i czasem odwracania sojuszy na niespotykaną skalę. Elity wielu krajów, które przyjęły rolę satelitów lub sojuszników Berlina, zwykle nie tyle ze względu na fascynację ideologią nazizmu co lęk przed katastrofą, która stała się udziałem Polski, uświadamiały sobie właśnie, że postawiły na niewłaściwego konia.
Słowaccy powstańcy jadą na front. Fot. PAP/CTK
A nawet, jeśli był on do któregoś momentu właściwy, czas na zmianę wierzchowca, by nie znaleźć się po stronie przegranych i nie doświadczyć zemsty ani sądu. Tylko jak to zrobić, żeby nie wychylić się przedwcześnie i nie narazić się na gniew ciągle potężnego Führera?

W przypadku krajów położonych najdalej od teatru działań zbrojnych i najmniej skompromitowanych czasem wystarczyło, jak w przypadku Portugalii, delikatne przesunięcie akcentów. Gdzieniegdzie, tam gdzie komuniści zapuścili najgłębsze korzenie, dojść musiało do wojny domowej, jak w Grecji czy licznych państewkach powstałych w granicach przedwojennej Jugosławii. Finlandia i Rumunia wywinęły się jak spod noża – piruetem i woltą dokonaną w ostatniej chwili. Na Węgrzech ten zamiar się nie powiódł, i władzę od 1944 przejęli okrutni, nie ustępujący w niczym nazistom strzałokrzyżowcy. A na Słowacji?

Ścisłe grono polityków otaczających księdza Józefa Tiso nie miało ruchu – choćby ze względu na swoje okupacyjne dokonania i czynny udział w Zagładzie. Zresztą w przypadku Słowacji o jakikolwiek manewr było niełatwo: rzadko zaludniona, z niewielkim potencjałem przemysłowym i surowcowym, z armią ograniczoną do roli niemieckich sił pomocniczych, o krok od rozszerzonych granic Trzeciej Rzeszy, miała tak naprawdę jeden atut: jako nominalny sojusznik wolna była od poważniejszych sił niemieckich na swoim terytorium.

I drugi atut: emigracyjni politycy słowaccy i czechosłowaccy nie byli wplątani w żaden koszmarny spór z Sowietami, jak to zdarzyło się Polakom: przez cały okres wojny byli z ostentacyjną życzliwością przyjmowani w Moskwie – a co za tym idzie, również w Londynie i Waszyngtonie.

Obsadzić przełęcz

Edvard Beneš, doświadczony polityk i premier czechosłowackiego rządu na uchodźstwie nie zamierzał wypuścić inicjatywy z rąk, tym bardziej, że miał podstawy by obawiać się słowackich resentymentów wobec „dominującej Pragi”, które odegrały swoją rolę w czechosłowackim dramacie 1938-39. Zdołał więc przez emisariuszy dotrzeć do „swoich ludzi” w armii słowackiej, demokratów, którzy ocaleli przed represjami, ba, komunistów, na Słowacji wyjątkowo chętnych idei „władz koalicyjnych” – i doprowadzić do powstania podziemnej Słowackiej Rady Narodowej. Na przełomie 1943 i 1944 postanowiono o przyszłym zrywie – i o poparciu dla rządu Beneša.

Ziemie „zagrabione przez polskich podpalaczy i terrorystów” znowu słowackie. Trzeci agresor

Pierwszego dnia inwazji Słowacy i Niemcy zajęli wiele podhalańskich miejscowości, m.in. Jaworzynę, Niedzicę, Zakopane i Nowy Targ.

zobacz więcej
Zadanie przygotowania kadr, zasobów i planów powstania przypadło podpułkownikowi Jánowi Golianowi, zasiadającemu w Sztabie Generalnym słowackich sił zbrojnych. Zdołał wiele: przygotował schematy organizacyjne, zgromadził zapasy amunicji, ba, doprowadził do tego, że dwie najlepiej uzbrojone dywizje zmechanizowane wraz z całym kluczem lotnictwa (72 maszyny!) zostały zdyslokowane w okolicach Prešova w północno-wschodniej Słowacji, gdzie słychać już było pomruk nadchodzącego frontu.

Zadanie było proste: na wiadomość o zbliżaniu się bratniej Armii Czerwonej obsadzić Przełęcz Dukielską, co pozwoli dobrze nam znanym armiom Iwana Koniewa i Andrieja Greczki przekroczyć bez strat Karpaty i zalać cały Basen Naddunajski.

Czego zabrakło? Na pozór – subordynacji, choć wiedza o przywiązaniu Kremla do realizowania wyłącznie własnych scenariuszy każe raczej podejrzewać intrygę. Dość, że partyzanci sowieccy działający na terenie Słowacji, wbrew wcześniejszym uzgodnieniom o współpracy, zaczęli atakować Niemców na własną rękę – już to w celu sprowokowania represji, już to osłabienia oporu.

Rozpocznijcie wypędzanie!

Kiedy 28 sierpnia zaatakowania konwój niemiecki wycofujący się z Rumunii, zabijając 24 żołnierzy a przy okazji raniąc wiele ewakuowanych kobiet i dzieci, dla Berlina stało się oczywiste, że kolejny sojusznik okazuje się co najmniej zagrożony destabilizacją. W połączeniu z wiedzą wywiadowczą o szykowanym spisku było to dość, by następnego dnia, 29 sierpnia, Wehrmacht rozpoczął okupację sojuszniczej Słowacji.

Na wiadomość o tym Ján Golian czym prędzej wydał niezbyt zakonspirowany rozkaz radiowy: „Rozpocznijcie wypędzanie!”. Część oddziałów rozpoczęła – ale na przykład dowodzący dwoma wyżej wspomnianymi doborowymi dywizjami płk Viliam Talský podniósł w powietrze wszystkie maszyny i – przeleciał na sowiecką stronę, doraźnie doposażając sojusznicze lotnictwo, ale pozbawiając dywizje dowództwa.

W chwili, gdy Słowacy utracili element zaskoczenia, inicjatywę i doborowe oddziały (już 5 września obie dywizje poszły bez oporu do niewoli) losy zrywu wydawały się przesądzone. Jan Golian zdołał wprawdzie 30 sierpnia rankiem wziąć szturmem Bańską Bystrzycę, ogłaszając ją tymczasową stolicą kraju, partyzanci doraźnie kontrolowali 2/3 obszaru Słowacji – ale w połowie września przeszli do defensywy.
Prezydent Słowacji Jozef Tiso składa podziekowania oddziałom, które walczyły przeciw Słowackiemu Powstaniu Narodowemu. Fot. Sovfoto/Universal Images Group via Getty Images
Nadzieję pokładano jeszcze w odsieczy radzieckiej: wojska gen. Koniewa ugrzęzły jednak w niesłychanie krwawej „Operacji wschodniokarpackiej” – i na Przełęczy Dukielskiej, gdzie zginęło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy.

Mimo wzięcia dwóch lotnisk, na których lądowały samoloty transportowe i komandosi czechosłowaccy z jednostek sformowanych w ZSRS – powstańcy nie mieli szans w walce z dwoma dywizjami Waffen SS, grenadierami i oddziałami Dirlewangera. W niecałe dwa miesiące od wyzwolenia, 27 października, padła Bańska Bystrzyca. 1 listopada dowództwo wydało rozkaz przejścia do walki partyzanckiej.

Nie udało się osłonić nawet dowódców, pułkownika (a po nominacji nadanej z Londynu przez Beneša już generała!) Jana Goliana ani Rudolfa Viesta: obaj zostali schwytani przez Niemców i zamordowani. Sztab partyzancki trwał w Niżnych Tatrach, ale o poważniejszych sukcesach nie sposób było mówić aż do wiosny. Liczbę zabitych i zaginionych podczas powstanie i jedynej słowackiej okupacyjnej zimy łącznie ocenia się na kilkanaście tysięcy.

Słowacja kultywuje pamięć braterstwa broni

Sierpniowy zryw ocalił honor Słowaków, pozwolił im uważać się za członków koalicji antyhitlerowskiej i stał się jednym z najważniejszych wydarzeń cementujących słowacką pamięć zbiorową. Co ciekawe, jest też jednym z fundamentów szczególnych relacji rosyjsko-słowackich, zażyłych mimo traumy interwencji sowieckiej w roku 1968 i wydarzeń ostatnich lat. Muzeum Słowackiego Powstania Narodowego w Bańskiej Bystrzycy jest ulubionym celem wypraw motocyklowych osławionych „Nocnych Wilków”, które przed trzema laty zorganizowały nawet w pobliskich lasach obóz oferujący szkolenie paramilitarne dla młodzieży, nawiązujący do wojennego braterstwa broni.

Tegoroczne, jubileuszowe obchody Powstania zaszczycą wiceprzewodniczący Dumy Piotr Tołstoj i inni wysocy rangą politycy, a słychać, że premier Słowacji Peter Pellegrini w czerwcu zaprosił na nie samego Władimira Putina. O jego wizycie nie ma na razie mowy – w październiku zorganizowana za to zostanie w Moskwie międzynarodowa konferencja naukowa poświęcona „Znaczeniu Słowackiego Powstania Narodowego w zwycięstwie nad nazistowskimi Niemcami”.

Politycy rosyjscy już dziś w wielu wystąpieniach podkreślają, że Słowacja korzystnie wyróżnia się na tle szeregu państw ościennych: kultywuje pamięć braterstwa broni, otacza czcią cmentarze – i ani w głowie jej burzenie pomników wdzięczności Armii Czerwonej.

– Bohdan Miś

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Zwiad słowackiego oddziału partyzanckiego "Stalin" podczas Powstania Narodowego. Fot. PAP/CTK
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.