Historia

Pierwsi przyjęli natarcie Armii Czerwonej. NKWD ścigało ich z szczególną zajadłością. Obrońcy wschodnich granic

Ogólna dyrektywa Naczelnego Wodza, marszałka Rydza - Śmigłego, aby z bolszewikami nie walczyć na ogół nie była respektowana. Zdarzało się, że nieliczne strażnice dawały się oszukać Sowietom, że przychodzą jako sojusznicy i – bez walki rozbroić. Przeważnie jednak walczono. Wysunięte placówki broniły się tak długo, jak mogły.

„U Polski bram straż trzymać mam...” . Tak zaczynał się hymn Korpusu Ochrony Pogranicza, formacji wojskowej stworzonej specjalnie do obrony granic wschodnich II Rzeczypospolitej. Etatowo miała liczyć 26 tysięcy żołnierzy, w latach 30. osiągnęła stan 23 tysięcy.

Oficerowie byli oddelegowani do KOP z innych jednostek na kilka lat, podoficerowie służyli tam na stałe, a żołnierz był – tak, jak w całym Wojsku Polskim – z poboru. O wojskowym charakterze formacji stanowiła nie tylko podległość służbowa – oprócz Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, także Ministerstwu Spraw Wojskowych – ale także cięższe uzbrojenie w porównaniu z kolegami ze Straży Granicznej, którzy strzegli tzw. granicy wersalskiej (Niemcy, granica morska, Wolne Miasto Gdańsk, Czechosłowacja, Rumunia ). KOP pilnował granicy ryskiej (Litwa, Łotwa i ZSRR), która, choć nieco krótsza, stawiała strzegącym o wiele większe wymagania.

Co drugi dzień atak

Granica wschodnia ustalona w Traktacie Ryskim, 18 marca 1921 roku, była uznawana przez ZRSS tylko formalnie. Realnie bolszewicy starali się destabilizować Kresy, testując siłę nowego państwa i czekając na możliwość rewanżu za przegraną wojnę 1920 roku. Mogli liczyć na współdziałanie nacjonalistów ukraińskich, w mniejszym stopniu białoruskich. Za to na terenach gęsto zamieszkanych przez ludność białoruską lepiej przyjmowała się idea komunistyczna. ZSRS wspierał zarówno bliskich ideologicznie, jak i odległych dywersantów, terrorystów i bandytów. Cel był wspólny – tzw. „samostanowienie” Kresów, aż do oderwania ziem wschodnich od Polski.

Przez pierwsze lata granicy wschodniej strzegła policja, ale nie dawała rady. Od podpisania Traktatu Ryskiego do połowy 1924 roku zanotowano 260 wypadów z terytorium ZSRS na ziemie polskie. Dokonywały ich grupy terrorystyczne i rabunkowe, ale zdarzały się też regularne jednostki Armii Czerwonej, a grupami cywilnych interwentów dowodzili niejednokrotnie oficerowie sowieccy w czynnej służbie.
Krytyczny był rok 1924. Przyniósł 209 napadów i zamachów, czyli częściej, niż co drugi dzień. Pewnej lipcowej nocy trzydziestoosobowa grupa uzbrojona w broń ręczną i maszynową napadła na miasteczko Wiszniew w powiecie wołożyńskim. Podczas starcia zginął tamtejszy komendant powiatowy policji.

Opinię publiczną w kraju zaalarmował atak na Stołpce, który w nocy z 3 na 4 sierpnia przypuściła dobrze uzbrojona (także w granaty) prawie 150 (niektóre źródła podają 50) - osobowa grupa dowodzona przez oficera radzieckich wojsk pogranicznych. Granatami obrzucona została komenda Policji Państwowej, podpalono dworzec i starostwo, ale – przede wszystkim – z wiezienia uwolniono dwóch przywódców Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Śmierć poniosło 9 osób, w tym siedmiu policjantów. W reakcji na to zdarzenie władze państwowe zdecydowały o powołaniu Korpusu Ochrony Pogranicza.

To, że ta decyzja była słuszna okazało się niebawem. 24 września 40 osobowa banda, również dowodzona przez oficera pograniczników, zaatakowała pociąg pod Łunińcem. Obrabowano i znieważono pasażerów, w tym biskupa, wojewodę, senatora i komendanta okręgowego policji. Wojewoda poleski i komendant policji zostali wychłostani.

Postrach bandytów

O tym, że KOP był potrzebny i działał aktywnie świadczą statystyki z pierwszego roku działania – 5000 zatrzymanych przy nielegalnym przekraczaniu granicy, 89 udaremnionych napadów z bronią w ręku i 51 uzbrojonych i czekających na sygnał zza granicy band wykrytych po polskiej stronie.

Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny

W przeciwieństwie do zachodnich rejonów kraju, na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów.

zobacz więcej
W następnym roku bolszewiccy pogranicznicy porwali dwóch oficerów KOP. Po negocjacjach jeden z nich powrócił do kraju. Od tego momentu nacisk terrorystyczny ze strony ZSRS na Polskę zauważalnie zelżał. Ile było w tym zasługo KOP (oprócz koniecznej obrony, wywiad i prewencja), a ile spowodowała zmiana politycznych priorytetów na Kremlu, trudno dociec. KOP do wybuchu wojny spełniał swoje zadania nakreślone w pierwszym rozkazie pierwszego dowódcę:

„Na ziemiach umęczonych długoletnią wojną zapanował znowuż gwałt i terror. Cichy, pracujący w pocie czoła mieszkaniec wsi i miast nie jest pewny dnia ani godziny. W tych warunkach cała ludność Województw Kresowych spogląda na żołnierzy KOP, jako na swoich właściwych obrońców. Żołnierze, nie możecie tego zaufania stracić. Musicie stać się naprawdę obrońcami biednej, żyjącej w ciągłej obawie o swoje życie i mienie ludności. Musicie wierną i wytrwałą służbą zapewnić ludności ład i spokój, zagwarantować bezpieczeństwo. Imię wasze, imię żołnierza Korpusu powołanego do ochrony granic musi być z ufnością i szacunkiem wymawiane przez całą ludność, a jednocześnie być postrachem dla bandytów.”

Kino, teatr i broń maszynowa

Żołnierze KOP byli wychowywani w tradycji rycerzy kresowych stanic I Rzeczypospolitej. Kultem otaczana była postać Szymona Mohorta, który zginął w walce z nacierającymi na granice Polski Rosjanami w 1792 roku jako blisko stuletni starzec. Mohort jest bohaterem poematu Wincentego Pola, ale ten przedrozbiorowy strażnik granic żył naprawdę.

Sami żołnierze także wychowywali kresową ludność do polskości. Służyły temu wojskowe domy kultury dostępne dla miejscowych. Przy końcu działalności KOP dysponował 50 projektorami filmowymi, w ciągu sześciu lat filmy w placówkach KOP obejrzało 300 tysięcy cywilnych widzów. Ponad 200 tysięcy widzów mogło obejrzeć u pograniczników przedstawienia teatralne. Z dobrowolnych składek żołnierzy powstawały wiejskie świetlice, domy ludowe i szkoły, a świetlice żołnierskie walczyły z dużym na Kresach analfabetyzmem.
KOP był wyposażony – poza bronią ręczną – w broń maszynową, artylerię, z czasem powstały kompanie saperów i kilkanaście szwadronów kawalerii. Pod koniec lat 30. zaczęto budować umocnienia i to spowodowało okresową służbę trzech myśliwców w ramach KOP. Przeganiały rosyjskie samoloty, które chciały podejrzeć budowę. Jak na możliwości II RP już w latach 30. było to dobrze wyposażone technicznie wojsko. Wzmianki z lat 20. mówią o gołębiach pocztowych, czy dotrwały do wojny, czy wystarczył telefon, telegraf i radio – nie wiadomo. Psy meldunkowo-śledcze były z pewnością przydatne dłużej.

I „Grot”, i Raginis

Poborowych KOP rekrutował z centralnych i zachodnich dzielnic kraju. Miejscowym nie ufano – byli podatni na nacjonalizm ukraiński lub agitację komunistyczną. Jak się okazało po 17 września 1939 roku, ludność kresowa o innej niż polska przynależności etnicznej miała niewiele wspólnego z państwem polskim.


Wielu oficerów Wojska Polskiego przeszło przez KOP. Służba w Korpusie na gorącej granicy była uważana przez władze wojskowe za bardzo przydatną w ich formowaniu. Podczas wojny obronnej i później w Siłach Zbrojnych na Zachodzie oficerowie z kilkuletnia praktyką w KOP sprawdzali się znakomicie.

Gen. bryg. Ludwik Kmicic - Skrzyński we wrześniu 1939 r. był dowódcą Podlaskiej Brygady Kawalerii, w KOP zastępca dowódcy i inspektor formacji konnych; gen. dyw. Zygmunt Bohusz-Szyszko w kampanii norweskiej 1940 r. dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, w latach 1934-1938 był zastępcą dowódcy KOP; gen. dyw. Stefan Rowecki w czasie okupacji komendant główny AK, pseudonim „Grot” w latach 1935-1938 dowodził brygadą KOP „Podole” w Czortkowie; gen. bryg Nikodem Sulik we wrześniu 1939 r. dowódca pułku KOP „Sarny” w maju 1944 r., podczas bitwy o Monte Cassino dowodził 5 Kresową Dywizją Piechoty. Oficerem KOP był także dowódca bohaterskiej obrony Wizny, kapitan Władysław Raginis.

Zignorowany rozkaz Naczelnego Wodza

Wiosną i latem 1939 roku wielu żołnierzy i sporo sprzętu przeniesiono na zachodni front spodziewanej wojny. Na Kresach pozostało 16 tysięcy żołnierzy, czyli mniej więcej 8 na kilometr granicy, głównie rezerwistów i to oni 17 września przyjęli jako pierwsi i właściwie na początku jedyni natarcie 500 tysięcy żołnierzy pierwszego rzutu Armii Czerwonej.

Ogólna dyrektywa Naczelnego Wodza, marszałka Rydza- Śmigłego, aby z bolszewikami nie walczyć na ogół nie była respektowana. Zdarzało się, że nieliczne strażnice dawały się oszukać bolszewikom, że przychodzą jako sojusznicy i – bez walki rozbroić.

Mord w Mokranach, czyli marynarski Katyń

Przed zakończeniem wojny obronnej Polski, Sowieci z zimną krwią zamordowali oficerów i podoficerów Flotylli Pińskiej.

zobacz więcej
Przeważnie jednak walczono. Wysunięte placówki broniły się tak długo, jak mogły i potem starały wycofać do centrum kraju. Niektórym jednostkom KOP strzegącym na północy i południu granic państwa udało się, po walkach z bolszewikami, przedostać się na Litwę, Łotwę i do Rumunii.

W rejonie umocnionym nad rzeką Słuczą na Polesiu przez dwa dni zatrzymywał bolszewików pułk „Sarny” dowodzony przez ppłk. Nikodema Sulika. Gdy dalsza walka groziła okrążeniem, pułk wycofał się i dołączył do sił głównych KOP pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika - Ruckemanna. Te siły, około 4 tysiące żołnierzy, 28 września 1939 roku wypędziły z miejscowości Szack oddziały Armii Czerwonej. Tego samego dnia jednak Polacy wycofali się wobec dysproporcji sił z ponownie nacierającymi bolszewikami.

1 października w okolicy miejscowości Wytyczne generał Ruckemann rozformował oddziały. Żołnierze w małych grupach przedzierali się w głąb kraju, unikając sowieckiej niewoli. Tak zakończyła się historia bojowa Korpusu Ochrony Pogranicza, który mimo szczupłych sił walczył z najeźdźcami ze wschodu dopóki to było możliwe.

Wielu oficerów KOP walczyło w wojnie polsko – bolszewickiej. To i sam fakt służby na granicy uniemożliwiającej działania dywersyjne z ZRSR powodowało, że NKWD ścigało ich z szczególną zajadłością. Wielu oficerów KOP zostało rozstrzelanych w Twerze i Miednoje. Pierwszy dowódca KOP, generał Henryk Minkiewicz - Odrowąż przeszedł w stan spoczynku w 1934 roku, gospodarował w Jamnie w okolicy Brześcia nad Bugiem. Sowieci go odnaleźli i rozstrzelali w Katyniu.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.