Cywilizacja

Prorok na polskiej ambonie. Jan Paweł II z Bogiem się nie wadził, chociaż – jak wszyscy – nie potrafił Go pojąć i wyrazić

Pocałunek ojczystej ziemi był najwymowniejszym i najkrótszym kazaniem patriotycznym Jana Pawła II. Tak to kazanie przemawiało, że trzeba było podjąć próbę jego dyskredytacji, ośmieszenia. Uczynił to Marek Siwiec, sekretarz stanu w Kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego. Czy podważył wartość tego wyjątkowego kazania? Wręcz przeciwnie. Uwydatnił!

Poniższy tekst jest fragmentem eseju opublikowanego w kwartalniku „Nowy Napis” #2, który właśnie opuścił drukarnię.

Powszechnie mówi się o wyjątkowości Jana Pawła II, w rozmaitych aspektach, między innymi jako kaznodziei. Nawet kontrowersyjny teolog niemiecki Hans Küng, krytyk pontyfikatu polskiego papieża, nie odmawia mu talentu: „Jest to człowiek obdarzony wielką charyzmą, który mając dar zjednywania sobie publiczności, potrafi w godny podziwu sposób zaspokajać tęsknotę mas za autorytetem moralnym i wzorem do naśladowania, o jaki tak trudno we współczesnym społeczeństwie”.

A tak charakteryzuje Jana Pawła II jako mówcę aktor Andrzej Seweryn: „Pełne słowo. Słowo docierające do słuchacza. Poczucie czasu, rytmu. Zaangażowanie. Umiejętność zwieńczania fragmentów wypowiedzi. Wiadomo, kiedy koniec, kiedy początek. Nawiązywanie kontaktu z ludźmi, do których mówi, a nie tylko wygłaszanie. W aktorstwie jest to samo. Ja muszę mieć kontakt z widzem”. Papież osiągnął mistrzostwo w przemawianiu zwłaszcza do licznej publiczności, był doskonałym psychologiem tłumu.

Na styl i jakość kazań Jana Pawła II, a także na cały pontyfikat, rzutowała jego wyobraźnia artysty. Rzeczywiście Karol Wojtyła miał zapewne przymioty dobrego kapłana i bogatą osobowość, ale nie zapominajmy, że na wszystkich etapach swego życia był także artystą – poetą, dramaturgiem, aktorem. Jako kaznodzieja i aktor, w obręb słów włącza bardzo wymowne gesty. Znosi granice między kodem sensu stricto językowym a pozajęzykowym:
Jan Paweł II na warszawskim lotnisku Okęcie rozpoczął pierwszą pielgrzymkę do ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Fot. PAI-Foto.pl/ullstein bild via Getty Images
„Przybywam do Ojczyzny. Pierwszym słowem, wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach, był pocałunek tej ziemi: ojczystej ziemi. […] Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską”.

Jakie najlepsze kazanie o Polsce usłyszeliśmy na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat? W takim aksjologicznym rankingu na pierwszym miejscu postawiłbym kazanie nie usłyszane, ale ujrzane, zobaczone. Ponawiane co kilka lat i ciągle aktualne. Właśnie ucałowanie ojczystej ziemi podczas pielgrzymek do Polski Jana Pawła II – najwymowniejsze i najkrótsze, pozawerbalne kazanie patriotyczne.

Tak to kazanie, będące wymownym gestem, przemawiało, że trzeba było podjąć próbę jego dyskredytacji, ośmieszenia. Uczynił to Marek Siwiec – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Czy podważył wartość tego wyjątkowego kazania? Wręcz przeciwnie. Uwydatnił!

A wracając do rankingu. Jakie kazanie umieściłbym na drugim miejscu? Również polskiego papieża. Kazanie będące jedną z najważniejszych wypowiedzi w historii polskiego kaznodziejstwa – na placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 roku, ze słynnymi słowami: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”.

Prorocza treść tej frazy i czas jej wygłoszenia stał się w zbiorowej wyobraźni początkiem końca komunizmu. Niemal równo dziesięć lat później, 4 czerwca 1989 roku, odbyły się w Polsce pierwsze częściowo wolne wybory do Sejmu oraz całkowicie wolne do przywróconego Senatu. Zwycięstwo odniosła w nich „Solidarność”.

Z patriotycznej ambony

Po pierwszej pielgrzymce papieskiej do Polski w czerwcu 1979 roku ks. Józef Tischner niezwykle nobilitująco wypowiadał się o Janie Pawle II, o jego ewangelicznym przesłaniu wpisanym w kontekst chrześcijaństwa oraz w dzieje naszego narodu – zwłaszcza w zmagania o ład moralny:

Czy w Watykanie stosuje się „stalinowskie metody”?

300 studentów podpisało protest, gdy z Instytutu Jana Pawła II zwolniono dawnych wykładowców, a z programu nauczania usunięto teologię moralną.

zobacz więcej
„Jan Paweł II jest pierwszą postacią we współczesnym katolicyzmie, a może nawet w chrześcijaństwie w ogóle. Jest następcą Piotra – człowiekiem, który samą swą obecnością każe nam myśleć o Ewangelii, który przywołuje przed nasze oczy niezwykłe sceny i krajobrazy sprzed dwóch tysięcy lat, który z niezwykłą mocą wewnętrznego przekonania wypowiada słowa, jakich nie mógłby wymyślić człowiek. Kraj nasz na te kilka dni stał się jakby częścią dawnej Galilei, Samarii, Judei. Dlatego trzeba mocno podkreślić: obecność Jana Pawła II wśród nas zaowocowała przede wszystkim modlitwą. Takiej modlitwy polskie niebo jeszcze nie widziało. Wszystko inne już było, może na mniejszą skalę, ale było. Ale na tym nie koniec. Jan Paweł II stał się dla nas również symbolem, który kazał myśleć o dziejach naszego narodu. Jego osoba wyrosła z historii – szczególnej historii. Jej rdzeniem okazują się dzieje polskiego etosu. Za plecami Jana Pawła II uobecniała się nam tysiącletnia walka o ład moralny na tej ziemi”.

Kazania podejmujące kwestie ojczyzny i narodu są kazaniami patriotycznymi. Mają one w kaznodziejstwie polskim długą i rozbudowaną tradycję. Wpisują się w nią tacy kaznodzieje jak: Piotr Skarga, Fabian Birkowski, Tomasz Młodzianowski, Jan Paweł Woronicz, Hieronim Kajsiewicz, Antoni Szlagowski, Stefan Wyszyński, Karol Wojtyła (Jan Paweł II), Józef Tischner, Jerzy Popiełuszko. Szczytowym osiągnięciem w gatunku kazań patriotycznych są Kazania sejmowe ks. Piotra Skargi, które łączą w sobie dwie tradycje: kazania pokutnego i politycznego.

Kazania patriotyczne dawne i obecne stanowią jeden z najważniejszych obszarów polskiego kaznodziejstwa. Zdaniem księdza Pasierba polska ambona jest najbardziej patriotyczną amboną chrześcijańskiego świata. Emocjonalność, podniosłość, wspólnota przeżycia, sakralizacja pamięci, kult wielkich postaci historycznych, aksjologiczne odwoływanie się do dewizy „Polak-katolik”, romantyczne myślenie o narodzie – to tylko wybrana specyfika ojczyźnianych narracji. Podstawowym celem kazań patriotycznych jest kształtowanie w słuchaczach postawy miłości do ojczyzny.

Zresztą bez odniesień do tradycji trudno wygłosić kazanie o Polsce. Tradycja jako wartość, jako pole wspólnoty komunikacyjnej i aksjologicznej, kształtuje się i trwa bez względu na polityczną argumentację, niekiedy wbrew decyzjom polityków, choć polityczne poparcie bez wątpienia może wpływać na reakcję społeczności (zarówno pozytywnie, jak i negatywnie).
Jan Paweł II odprawił mszę 2 czerwca 1979 na Placu Zwycięstwa (dziś: Piłsudskiego) w Warszawie. Fot. Getty Images/ Bettmann / Contributor
Jan Paweł II „w szczególny sposób rozwija chrześcijańską teologię narodu. Jego teologia narodu opiera się przede wszystkim na teologii historii. W rezultacie otrzymujemy bardziej teologię historii narodu niż struktury narodu”. Mamy uwypuklony związek narodu, jego istnienia, z Chrystusem. Polski papież patrzy na pojedynczego człowieka poprzez pryzmat narodowej wspólnoty:

Nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, jaką jest naród. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa.

Chrystus staje się kluczem do zrozumienia człowieka i narodu. W rozumieniu narodu, oprócz historii i ojczyzny, wielką rolę odgrywa kultura. Według Jana Pawła II kultura polska jest dobrem, na którym opiera się życie duchowe Polaków. Ona wyodrębnia nas jako naród. Naród to wspólnota duchowej, zbiorowej pracy, której owocem jest kultura:

„Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę według tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła”.

Papież w szeroki sposób rozumie naród. Ujmuje go jako wspólnotę duchową łączącą wszystkie pokolenia Polaków. Podobnie – jako na wspólnotę ducha – patrzył będzie na jednoczącą się Europę:

Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru [berlińskiego – J.S.], tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent – mur, który przebiega przez ludzkie serca? […] Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jeszcze jest daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”.

Głęboki namysł nad słowem

Wojtyła z tekstów modlitewnych wybiera słowa i je tłumaczy wiernym, nieraz sięga do etymologii. Uaktualnia ich znaczenie, wchodząc w przestrzeń egzystencjalną moralnego wartościowania:

„Maryjo, Królowo Polski,
jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!
Co to znaczy: «czuwam»?

Jan Paweł II nie wzywał do powstania przeciwko komunistom

Prof. Antoni Dudek: Ludzie zrozumieli, że to katolicy w Polsce są w większości, a nie komuniści.

zobacz więcej
To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszyć, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni”.

Ten kaznodzieja dla uwyraźnienia problemu stosuje emocyjne udobitnienia, dodatkowo z gradacją siły nacisku: „Nie. Nie!”. W duchu personalizmu, stawiając na pierwszym miejscu człowieka, podchodzi do zagadnień ogólnych. Zgrabnie operuje zawartością semantyczną przywoływanych słów. Dlaczego w jego kazaniach znajdujemy dużo refleksji i medytacji nad słowem? Między innymi należy w tym widzieć zwrot ku Bogu, który jest Słowem, wprawdzie odwiecznym, ale właśnie słowem. Wojtyła już w młodzieńczym Renesansowym psałterzu ogromną rolę przypisuje słowu. Mówi o jego boskim pochodzeniu, mocy płynącej wprost od Boga:

„w słowach są moce, jest hyr idący, / jest błogosławieństw i przekleństw władza – / i wiem, że słowem ogarnę, strącę, / albo sam legnę trupem na głazach / i w pierś mi motłoch wszczepi swój kancerz. / Przeto się uczę wieczornej mowy, / psalmów pokutnych, izraelowych (Słowo – Logos). Słowo ma moc zbawczą, stało się Ciałem, przyjęło bosko-ludzką naturę w osobie Jezusa Chrystusa: „W Słowie się stało nasze zbawienie, / co wrosło w boskie i ludzkie progi (Słowo – Logos)”.

W kazaniach Wojtyła, podobnie jak w poezji, sięga do głębi znaczeń słów. Eksponuje maksymalizm poznawczy i etyczny, gruntowny namysł nad ukrytymi sensami.

W kazaniach Karola Wojtyły możemy zauważyć pewną ewolucję. Otóż przed okresem papieskim były one bardziej zakorzenione w kaznodziejskiej tradycji. O ich specyfice tak mówi Mieczysław Maliński – przyjaciel papieża:

„Jak byłem katechetą w liceum rabczańskim, przyjeżdżał [Wojtyła – J.S.] do Rabki na wielkanocne rekolekcje przez sześć lat. Rok za rokiem. Bo jak pytałem dziewcząt i chłopców, kogo chcą mieć za rekolekcjonistę, odpowiadali – Wojtyłę. On był wykładowcą, a więc miał taki styl, że kazanie było bardziej wykładem. Ale przez ten wykład przebijał się jego osobisty duch, zaangażowanie w to, co mówił. I chociaż kazanie było podobne do wykładu, przeżywał je osobiście i prawdziwie dzielił się tym, co odkrył, co przeżył, czym się zachwycił, czego się przestraszył”.
Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski w czerwcu 1997. Fot. Bernard Bisson/Sygma via Getty Images
Wojtyła z czasem od tej formy zobiektywizowanej przechodzi do bardziej refleksyjnej, medytacyjnej. W rozmaitych formach wypowiedzi, nie tylko kaznodziejskiej, i w języku mówionym, i pisanym słowem posługiwał się w piękny sposób, znał jego wagę. Również przez pryzmat języka patrzył na świat i go opisywał używając kategorii lingwistycznych. Na przykład prawo moralne porównuje do gramatyki.

W świetle teolingwistyki język ludzki staje się ucieleśnieniem języka Boga, który objawia swoją prawdę „zniżając się” przedziwnie do naszego poziomu, zgodnie z logiką Wcielenia. Papież mówił dynamicznie, dopiero gdy był starszy i cierpiący, wtedy zauważamy w jego języku mniej dynamizmu. Ale nawet gdy mówił ciszej, to i tak wypowiadane przez niego słowo żyło, pulsowało, mieniło się barwą. Przywracał słowom dawne znaczenia.

Wojtyła wchodzi w dialog nie tylko horyzontalny – ze słuchaczami, ale i horyzontalno-wertykalny (również ze sferą sacrum). Wtedy szczególnie mamy do czynienia z obecnością sytuacji medytacyjnych, zwłaszcza w zakończeniach kazań, przyjmujących formę modlitwy. W jednym z nich jest takie zakończenie: „Teraz więc od Niej [Maryi – przyp. J.S.] pożyczmy słów i aby zakończyć dzisiejszą pielgrzymkę kapłańską, wyśpiewajmy Magnificat”. Charakterystycznym zakończeniem kazań są właśnie sekwencje modlitewne.

U Wojtyły medytacja to nie jest coś przynależne tylko jego kaznodziejstwu. To również cecha rozbudowanych utworów poetyckich – poematów-traktatów, na przykład Pieśni o Bogu ukrytym i Pieśni o blasku wody, Tryptyku rzymskiego, którego druga część ma „medytacyjny” tytuł: Medytacje nad Księgą Rodzaju na progu Kaplicy Sykstyńskiej oraz utworów dramaturgicznych – zwłaszcza takowy charakter ma Promieniowanie ojcostwa i Przed sklepem jubilera, którego podtytuł przecież brzmi: Medytacja o sakramencie małżeństwa przechodząca chwilami w dramat.

W historii literatury pięknej znajdziemy taki gatunek wypowiedzi, jakim są „medytacje” (w liczbie mnogiej). Występuje on w trojakiej formie. Po pierwsze, to gatunek prozatorski w literaturze późnego średniowiecza funkcjonujący pod nazwą „rozmyślań” o nacechowaniu pasyjnym (na przykład Rozmyślania przemyskie). Po drugie, w romantyzmie „medytacjami” nazywano liryki o charakterze refleksyjnym. Po trzecie, w obrębie dyskursu filozoficznego takie określenie stosowano w tytułach rozpraw filozoficznych (na przykład Medytacje o pierwszej filozofii Kartezjusza).

Czy Franciszek pozbawi Jana Pawła II świętości? Nadchodzi „dewojtylizacja” Kościoła

Wierność nauczaniu polskiego papieża coraz częściej jest w Watykanie uznawana za akt nieposłuszeństwa wobec obecnego biskupa Rzymu.

zobacz więcej
Papieskich medytacji z żadną z powyższych trzech form nie sposób bezpośrednio wiązać, bowiem u Jana Pawła II mamy do czynienia bardziej z medytacyjną metodą podejścia do biblijnego tekstu niż z medytacyjną formą wypowiedzi w sensie gatunkowym. Papież mówiąc homilię czy kazanie, sam nieraz określa swoją wypowiedź jako medytację, rozważanie. I zachęca do medytacji, do namysłu odbiorcę, z którym stara się nawiązać bliższy kontakt chociażby przez użycie apostrof jako ważnych formuł oralnych. Tworzy bardzo angażujące odbiorców struktury wypowiedzi. Oto fragment kazania z wykorzystaniem do tego celu sekwencji pytań:

„Jak żyjecie, drodzy Bracia i Siostry? Jak żyjemy wszyscy? Czy horyzont naszego życia nie zamyka się w tym tylko, ażeby «urządzić się w świecie»? Czy nie oddajemy temu światu naszej ludzkiej istoty bez reszty?”.

Dialog miłości i siła autorytetu

Ulubionym środkiem oratorskiej ekspresji papieża jest pytanie retoryczne. Szczególnie często stosuje powtórzenia, przeważnie w zakończeniach kazań. Szybko wchodzi w interakcje z otoczeniem. W kazaniach, zwłaszcza wygłaszanych podczas pielgrzymek do Polski, buduje kategorie bliskości i ważności, wykorzystując napisy na transparentach pielgrzymów, przez co dowartościowuje słuchaczy i zbliża do siebie, a wypowiedź kaznodziejską wzbogaca o spontaniczność.

Mamy znakomitą umiejętność nawiązywania dialogu z odbiorcą, zjednywania go. W sukurs kaznodziei przychodzi jego niesamowity zmysł obserwacyjny – widzi i słyszy oraz na gorąco tę swoją obserwację włącza w strukturę wypowiedzi. Zwłaszcza ujmuje tym ludzi młodych. Dochodzi również humor sytuacyjny:

„Widzę, a jeszcze bardziej słyszę, że jest was tutaj dzisiaj znaczna część. Kto wie nawet, czy nie większość. Sądząc po sile głosu, byłoby tak pół na pół. Przeważnie widzę młode twarze. Albo mi się tak wydaje, albo rzeczywiście to są młodzi, albo się wszyscy w Polsce tak gwałtownie odmłodzili. Poza tym na chorągiewkach pokazują napis Elbląg, więc przypuszczam, że też są z Elbląga. Bo chyba nie wymyślili tego, żeby zwodzić Papieża. Zresztą prima aprilis już minął”.

Papież mówi do wszystkich, a jednocześnie do każdego z osobna – personalistycznie i ewangelicznie. W jego wypowiedziach kaznodziejskich słowa klucze to: Bóg, wiara, nadzieja, prawda, miłość, spotkanie, człowieczeństwo… Ma ulubione zwroty i słowa: „Cóż powiedzieć?”, „pragnę”, „szczególny”, także charakterystyczne podwójne przeczenie.
Jan Paweł podczas mszy w Nowym Jorku. Fot. REUTERS/Gary Hershorn
Stosuje wyrażenia metaforyczne oparte na doświadczeniach znanych człowiekowi, zrozumiałe, wyraźnie określone. Czy często używał metafor? Tutaj zdania są podzielone. Katarzyna Leszczyńska twierdzi, że tak, Jan Miodek, że nie. Moim zdaniem w kazaniach Jana Pawła II występuje raczej umiarkowana liczba metafor. Chyba najczęściej spotykane i najważniejsze metafory to: „wyobraźnia miłosierdzia” i „cywilizacja śmierci”.

Mocą swego urzędu mógłby nakazywać, ale on często unika trybu rozkazującego i zamiast nakazywania prosi, nakłania słuchacza do przyjęcia określonych postaw moralnych. Nie nakazuje jak zwierzchnik, ale jak brat zwraca się z prośbą, a gdy używa imperatywu, często przyporządkowuje go pierwszej osobie liczby mnogiej. W zakres powinności włącza więc i siebie samego. W kazaniu wielkopostnym postuluje i zachęca poprzez powtarzanie powinnościowego „trzeba”:

„Idziemy […] w kierunku Święta Zmartwychwstania. Trzeba, ażeby nasze serca dojrzały do tego momentu. Trzeba, ażebyśmy «skosztowali, jak dobry jest Bóg». […] Trzeba, ażebyśmy coraz lepiej rozpoznawali, jak bardzo miłuje nas Chrystus”.

Papież ma ogromny autorytet. I właśnie z racji na autorytet mówcy, nieraz instrumentalnie wykorzystywano jego kazania: „Był tak wielką postacią, że każda opcja ideologiczna czy polityczna usiłowała wykorzystać jakieś strzępki jego wypowiedzi, kazań” [ – mówił prof. Krzysztof Dybciak]. Wypowiedzi kaznodziejskie Jana Pawła II oddziałały kształtująco na świadomość odbiorców. I należy się spodziewać, iż ich wpływ nie będzie ograniczał się do jednego tylko okresu historycznego. Chociaż dopiero przyszłość pokaże w pełni, czy nadal nie stracą zdolności oddziaływania i nie ulegną zapomnieniu. Zasięg ich oddziaływania był (i nadal w jakiś sposób jest poprzez przywoływanie) niewspółmiernie większy niż innych kaznodziejów. Cóż, Jan Paweł II był [znów, cytując prof. Dybciaka] nie tylko znakomitym kaznodzieją, ale kimś wpływającym na losy świata:

„współautorem głównego procesu cywilizacyjnego przełomu wieków – przynajmniej na Zachodzie, bo nie należy zapominać, iż koniec komunizmu to sprawa przyszłości dla ponad miliarda Chińczyków i milionów poddanych w paru innych marksistowskich dyktaturach – a mianowicie przejścia od społeczeństw rządzonych przez ideologie (a dokładniej: grupy twórców i dystrybutorów ideologii) do społeczeństw rządzonych przez systemy masowej komunikacji głównie wizualnej („obrazkowej"), przenoszonej przez media elektroniczne. Można ten proces historyczny przełomu tysiącleci nazwać skrótowo »zastąpieniem ideokracji przez ikonokrację”.

Liberalne salony dorabiają gębę św. Janowi Pawłowi II

Dziennikarka katolickiego „Tygodnika Powszechnego” (!) przywołuje dziś zasadę „rozdziału państwa i Kościoła”, przyjętą w Konstytucji PRL w roku 1952, czyli w czasach stalinowskich.

zobacz więcej
Swoim autorytetem mówca może utrwalić uznane dotąd za niepoprawne sposoby użycia języka, na przykład określenie „na przestrzeni” w znaczeniu „w ciągu”. Jan Miodek zauważył: „Należałoby mówić: «w ciągu pięciu lat», a u papieża jest wszystko «na przestrzeni» (tych klęsk na przestrzeni stuleci było wiele). Można powiedzieć, że papież nie jest w zgodzie z normą. Ale on to lubi. Ten błąd zresztą nie irytuje, a wyszukiwanie nieznacznych potknięć byłoby czepialstwem”.

Językowe odsłanianie sensu

Ten sam mówca, ale już jako poeta, w Tryptyku rzymskim pyta i odpowiada, kim jest Bóg:

Kimże jest On? Niewypowiedziany. Samoistne Istnienie.
Jedyny. Stwórca wszystkiego.
Zarazem Komunia Osób.
W tej Komunii wzajemne obdarowywanie pełnią prawdy,
dobra i piękna.
Nade wszystko jednak – niewypowiedziany.

Jan Paweł II z Bogiem się nie wadzi, chociaż – jak wszyscy – nie potrafi pojąć i wyrazić Go w pełni. Bóg u Wojtyły jest jako sine qua non istnienia świata, jako coś, bez czego nie może funkcjonować i człowiek, i cały świat. Taki On jest i w poezji, i w kazaniach, chociaż w kazaniach mniej filozoficzny, bardziej osobowy, bliski.

Ulubionym zabiegiem składniowym i najczęstszym chwytem retorycznym Wojtyły jest powtarzanie pojedynczych słów albo całych sekwencji, co przydaje słowom ekspresji, ale i zmusza odbiorcę do skupienia i wytężonego namysłu nad sensem wypowiedzi. Są metajęzykowe passusy, ze szczególnym namysłem nad jednym lub kilku słowami i relacjach semantycznych między nimi.

W stylu dominują składniowe środki stylistyczne: powtórzenia wyrażeń przyimkowych, spójników, partykuł. Wojtyła bardzo często zaczyna zdanie lub równoważnik zdania od „i”: „i oto…”, „i dlatego…”, „i kiedy…”, „i chociaż…”, „i skoro…”, „i trzeba…”, „i niech…”, „i możemy…”, „i otóż…”i tu…”, „i co…”. To znamiona stylu addytywnego (dodającego). Jest on charakterystyczny dla żywej, ekspresyjnej mowy.

Co ciekawe, w kazaniach Wojtyły – paradoksalnie – występuje chyba mniejsza abstrakcyjność i intelektualizacja języka niż w jego poezji. Dochodzi do głosu uczuciowość i duża modalność, czyli nasycenie piętnem subiektywizmu, co jest ewenementem w tradycji przemówień papieskich. Czasowniki modalne wyrażają chęć, pragnienie, wolę, powinność.
Portret świętego papieża Polaka w Sanktuarium Jana Pawła II w Krakowie. Fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images
Częstym słowem papieża jest już wspomniany czasownik „pragnę”. Jan Paweł II mówi całym sobą. Dochodzą pogoda, humor, żart. Jego język kaznodziejski jest po części językiem kreacyjnym, nieraz słowem poetyckim. To język religijny, a więc nawiązujący do symboli.

W kaznodziejstwie Wojtyła jest czasem bardziej poetą niż w swej twórczości sensu stricto poetyckiej czy dramatycznej. Jego język nie tylko opisuje, ale także – według rapsodycznej idei – ukazuje, odsłania, wprowadza w świat – czyniąc słuchaczy uczestnikami i świadkami rozgrywających się w tym świecie wydarzeń.

Słowo ma moc twórczą i w pewnym sensie stwórczą, gdyż jest słowem wyznania własnej wiary i dania osobistego świadectwa oraz dialogu ze światem. Znaczy ono nie tylko swoim brzmieniem, ale i zamilknięciem.

Zdaniem Anny Karoń-Ostrowskiej „moc słowa Jana Pawła II nie leży w adekwatności i bogactwie języka czy w pięknie retoryki, ale w jego autentyczności”. Takie wartościowanie jest zbyt kategoryczne. Sądzę, że i w jednym, i w drugim. Ale na pewno dawanie świadectwa, wymiar egzystencjalny, pochylenie się nad człowiekiem jest tym, co wspólne u Wojtyły jako kaznodziei, poety, filozofa i teologa.

* * *

Chrystus nie pisał, tylko mówił. W Biblii tylko raz spotykamy Jezusa, kiedy coś pisze na piasku. Kaznodzieja również mówi (głosi) kazanie. W mówieniu jest większa otwartość niż w różny sposób ograniczonej – chociażby kartką – strukturze tekstu. Kazanie wychodzi poza tekst. Jako utwór oralny ma większą otwartość na audytorium. Z kolei audytorium ma wpływ na mówcę.

Za kilka lat wiersze Herberta, Miłosza i Szymborskiej nie będą zrozumiałe

Czy Polacy staną się masą etniczną pozbawioną elit? Ambitna literatura jest na straconej pozycji.

zobacz więcej
Jan Paweł II – tym razem jako autor encykliki – twierdzi, że jednak „swoim ograniczonym i historycznie ukształtowanym językiem człowiek potrafi wyrazić prawdy, które przekraczają ramy zjawiska językowego. Prawda bowiem nigdy nie może być zamknięta w granicach czasu i kultury”. Autor tych słów także w swoich kazaniach usiłuje użyć jak najpełniej języka, chociaż był świadomy jego ograniczoności, do ekspresji trudnych prawd i sensów, zwłaszcza dotyczących Transcendencji.

Jacek Łukasiewicz już w 1987 roku pisząc o kaznodziejstwie Jana Pawła II, stwierdzał, że „homilie papieskie ogromnie wpłynęły na zmianę publiczności literackiej, a przez to i na literaturę. […] wpłynęły na język, a przez to i na dzieła literackie”. Zauważmy więc, że nie tylko literatura wpływa na kazania, ale i odwrotnie!

Polski papież postawił wysoko poprzeczkę polskim kaznodziejom. „Ta poprzeczka jest prawie niemożliwa do sforsowania”. Rzeczywiście, trudno przeskoczyć. Ale inni kaznodzieje mogą podpatrywać kaznodziejstwo Karola Wojtyły i przez to podnosić poprzeczkę przy głoszeniu własnych kazań, ciągle patrząc, jaka jeszcze jest odległość względem papieskiej poprzeczki. Nie będzie przesadą, gdy Karola Wojtyłę-Jana Pawła II umieścimy wśród czołowych kaznodziejów drugiej połowy dwudziestego wieku.

– Ks. Jerzy Sikora

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest duchownym katolickim, poetą, krytykiem literackim, profesorem nadzwyczajnym w Katedrze Literatury XX Wieku Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ks. Sikora to członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, autor ośmiu książek poetyckich, książki prozatorskiej oraz monografii naukowych (m.in. „Twórczość kaznodziejska ks. Józefa Tischnera. Studium literacko-homiletyczne”). Laureat Nagrody Brata Alberta, Nagrody Literackiej im. Józefa Czechowicza, Nagrody i Medalu Zygmunta Glogera.

Powyższy tekst ukazał się kwartalniku kulturalnym „Nowy Napis. Liryka. Epika. Dramat” #2 (publikacja za zgodą pisma, tytuł od redakcji Tygodnika TVP).
Wyd. Instytut Lliteratury
W najnowszym numerze „Nowego Napisu” znajdziemy także m.in.

• Odpowiedź na pytanie: czy naprawdę istnieją i komu są potrzebne kulturalne "pokolenia".
• Analizę poetyckich debiutów dekady
• Tekst dramatu Wojciecha Tomczyka „Wielka improwizacja”
• Analizę tegoż dramatu autorstwa Łukasza Kucharczyka
• Teksty prozatorskie Marcina Bałczewskiego oraz Macieja Bieszczada


A wraz z kwartalnikiem trzy tomy analiz literackich:

• "Topika, tren i tło" (Dorota Heck o poezji Wojciecha Wencla)
• "Postacie kobiecości" (Zbigniew Chojnowski o poezji Kazimiery Iłłakowiczówny)
• "Moralna strona ludzkiego bytu" (Katarzyna Szewczyk-Haake o twórczości Józefa Wittlina
Zdjęcie główne: Jan Paweł II w czerwcu 1979 na Jasnej Górze. Fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.