Cywilizacja

To nie jest taka prosta gra… Kiedy sędzia przestaje być „powietrzem”

Po golu zmiana stron, rzut karny z dowolnego punktu boiska położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki jak w rugby – bez poprzeczki. Cóż to za dziwny sport? Piłka nożna, której przepisy stopniowo zmieniają się od 150 lat.

Mówi się, że najbardziej dramatyczne skutki powoduje błąd sapera. Ale sędzia piłkarski ma niewiele lepiej. O jego błędzie rozmawiają często miliony osób, i łatwo może stać się obiektem hejtu i powszechnej nienawiści. Do tego futbol wciąż się zmienia, a przepisy – choć w głównych założeniach niezmienne od ponad 150 lat (!) – też ewoluują. Dziś przeciętny kibic często nie rozumie boiskowych decyzji arbitra, technologia VAR rozprzestrzenia się w szybkim tempie, a za gwizdek coraz częściej sięgają... kobiety.

Zawodnicy się hamują

Niedawno na ustach kibiców z całego świata znalazła się niespodziewanie Stephanie Frappart. I nie chodzi o słynną modelkę, aktorkę, czy żonę znanego piłkarza. Francuzka została przez UEFA wyznaczona do sędziowania prestiżowego meczu o Superpuchar Europy, pomiędzy ostatnim zwycięzcą Ligi Mistrzów – Liverpoolem, a triumfatorem Ligi Europy – Chelsea Londyn. Tym samym pierwszy raz w historii kobieta, razem z dwiema asystentkami, prowadziła decydujące spotkanie męskich drużyn o któryś z europejskich pucharów.
Sędzia Stephanie Frappart po czas Superpucharru Europy między drużynami Liverpoolu i Chelsea w sierpniu 2019 roku. Fot. Action Images via Reuters/John Sibley
– Mam nadzieję, że umiejętności i poświęcenie, które Stephanie pokazywała podczas całej swojej kariery, aby osiągnąć ten poziom, będą inspiracją dla milionów dziewcząt i kobiet w całej Europie. Powinno im to pokazać, że nie ma żadnych barier – podkreślił prezydent UEFA, Słoweniec Aleksander Ceferin. Pomysł UEFA pozytywnie skomentował też trener Liverpoolu, Niemiec Juergen Klopp. – Decyzja, by kobieta sędziowała bardzo ważny mecz, jest mądra. To pierwszy raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni – mówił przed spotkaniem.

Filigranowa, mierząca ledwie 164 cm 35-latka spisała się podczas meczu w Stambule rewelacyjnie. W upale dotrzymywała kroku piłkarzom przez 120 minut gry (Liverpool wygrał dopiero w rzutach karnych), podejmowała słuszne decyzje, a widać też było, że zawodnicy nieco się przy niej hamują.

Zresztą o jej formę fizyczną można było być spokojnym, bo Frappart od dawna trenuje z mężczyznami i wcale od nich nie odstaje. Francuzka na szczyt wspinała się stopniowo. W 2014 roku była pierwszą kobietą, prowadzącą mecze w Ligue 2, czyli drugiej lidze francuskiej, a w kwietniu 2019 roku zadebiutowała w Ligue 1. Od tego sezonu będzie prowadzić w niej spotkania regularnie.

Sama podkreśla, że największą frajdę sprawia jej fakt, że zawodnicy często zapominają, kto prowadzi mecz i zwracają się do niej „panie sędzio”. Czyli nie widzą różnicy.

Atleta z gwizdkiem

Ale Francuzka nie jest pierwszą przedstawicielką płci pięknej, która zaistniała w męskich rozgrywkach pod egidą UEFA. Już w 2003 roku jeden z meczów eliminacji ówczesnego Pucharu UEFA prowadziła Szwajcarka Nicole Petignat. Również w innych krajach Starego Kontynentu możemy znaleźć panie sędzie. Od 2017 roku mecze niemieckiej męskiej Bundesligi prowadzi policjantka z Hanoweru Bibiana Steinhaus (prywatnie partnerka znanego nad Wisłą angielskiego arbitra Howarda Webba, który prowadził mecz Austria – Polska w Wiedniu na Euro 2008, zakończony remisem 1:1 po rzucie karnym dla gospodarzy w ostatniej minucie). Rolę asystenta sędziego podczas spotkań angielskiej Premier League pełni z kolei Sian Massey-Ellis.

W Polsce najlepszą obecnie sędzią jest Monika Mularczyk ze Skierniewic, która do tego roku znajdowała się nawet w grupie Elite UEFA. 39-latka sędziowała już mecze II ligi mężczyzn (czyli trzeciego szczebla rozgrywek). I też, podobnie jak jej koledzy, jest wysportowana.
Sędzia Szymon Marciniak na Euro 2016 podczas meczu Islandii z Austrią w czerwcu 2016 w Paryżu. Fot. Paul Gilham/Getty Images
Zresztą obecnie profesjonalnym sędziom ogólnie bliżej jest do sportowych cyborgów, niż panów z brzuszkiem, jakich oglądaliśmy na boiskach jeszcze kilkanaście lat temu. Dziś arbiter, często nawet 20 lat starszy od zawodników, musi dotrzymać im kroku. A przecież gra jest coraz szybsza. Nie dziwi więc, że np. najlepszy polski sędzia Szymon Marciniak wygląda prawie jak atleta. – Pojawiam się w siłowni pięć razy w tygodniu, czasem cztery, bo gdy mam ciężki trening biegowy, wtedy odpuszczam – mówił przed laty w rozmowie z onetem.

Ważna jest też odpowiednia dieta, bo podczas meczu organizm sędziego może spalić nawet 2,5 tysiąca kalorii. Kiedyś, gdy gra była bardziej statyczna, a sędzia głównie truchtał, byłoby to nie do pomyślenia.

Ucywilizować prostacką dyscyplinę

Ale pojawienie się kobiet z gwizdkiem, czy atletycznych arbitrów to tylko część zmian we współczesnym futbolu, o których nie śniło się pewnie twórcom przepisów gry w piłkę nożną. A te powstały bardzo dawno temu. Autorzy wszystkich publikacji o historii piłki nożnej są zgodni: ojczyzną nowoczesnego futbolu jest Anglia. To tam, już w 1848 roku spisano pierwsze, nieformalne jeszcze zasady gry.

Miało to miejsce w uniwersyteckim Cambridge, gdzie młodzi ludzie chcieli nieco ucywilizować prostacką dyscyplinę, jak wówczas myślano o piłce nożnej. Większym poważaniem cieszyły się bowiem jeździectwo, tenis, czy krykiet. Piłka zaś polegała bardziej na przenoszeniu piłki np. z jednej części miasta do drugiej, a w grze uczestniczyły tłumy osób. To miało się niedługo zmienić.

Na sformalizowanie przepisów czekano jednak aż 15 lat. Gdy nad Wisłą trwało wciąż powstanie styczniowe, a młodzi ludzie myśleli głównie o walce z Moskalami, w pewnym londyńskim... pubie doszło do historycznego, jak się okazało porozumienia. 26 października 1863 roku we Freemason’s Tavern na Great Queen Street spotkali się przedstawiciele 12 stołecznych i okolicznych klubów piłkarskich, aby porozmawiać o ujednoliceniu i uporządkowaniu zasad gry.

Inicjatorem spotkania był Ebenezer Cobb Morley, sportowiec, a potem działacz; pierwszy sekretarz powstałego na tawernowym spotkaniu Angielskiego Związku Piłki Nożnej (The Football Association), a potem jego prezes. Dziś uważa się go za ojca angielskiej federacji i nowoczesnego futbolu. Morley mógł na własne oczy zobaczyć, jak szybko rozwijała się piłka nożna, szczególnie na początku XX wieku, bo zmarł dopiero w 1924 roku, mając 93 lata.
Pierwsze przepisy gry w piłkę nożną spisane w roku 1863 przez Ebenezera Cobba Morley'a pokazano na wystawie w angielskim Narodowym Muzeum Piłki Nożnej w Manchesterze. Fot. Wikimedia/Adrian Roebuck
A jesienią 1863 pasjonaci futbolu spotykali się wielokrotnie, aby 8 grudnia uchwalić pierwsze na świecie formalne przepisy gry w piłkę nożną. Oryginalny tekst zachował się do dnia dzisiejszego i jest przechowywany w zbiorach FA (czyli angielskiej federacji). Przepisy sprzed 156 lat składały się z 13 artykułów. Opisano w nich wymiary boiska (maksymalna długość boiska to 200 jardów, a minimalna szerokość to 100 jardów – 1 jard do 0,91 m), podano też, jak mają wyglądać bramki (dwa słupki w odległości 8 jardów od siebie, jeszcze bez poprzeczki).

Gra miała być rozpoczynana od środka boiska, a przeciwnik nie mógł się zbliżyć na odległość 9 jardów, dopóki piłka nie została zagrana. Co ciekawe po stracie gola miała następować... zmiana stron boiska. Tak jak dziś grę wznawiała drużyna, która gola straciła. Gol z kolei padł wtedy, gdy piłka minęła słupki bramki. Wysokość nie miała tu znaczenia, co rodzi od razu skojarzenia z rugby. Aut wyrzucano tylko pod kątem prostym do linii bocznej, a zawodnik na murawie nie mógł pod żadnym pretekstem i w żadnej sytuacji brać piłki do rąk.

Upuszczenie na boisko

Oczywiście nie wszyscy od razu podporządkowali się FA i nowym przepisom. Wiele klubów wciąż grało według zasad z... rugby. Jeszcze w 1873 roku ledwie 30 klubów piłkarskich rywalizowało w myśl nowych standardów. To jednak szybko zaczęło się zmieniać, a pomogły w tym, powołane przez FA w 1872 roku rozgrywki o Puchar Anglii – najstarsza obecnie klubowa rywalizacja na świecie. Zespoły rywalizujące o trofeum musiały rzecz jasna robić to w myśl nowych przepisów.

Z XIX wieku warto przytoczyć jeszcze jedno wydarzenie. 2 czerwca 1886 roku powstała Międzynarodowa Rada Piłkarska, czyli słynna International Football Association Board. Początkowo radę tworzyło po dwóch przedstawicieli z federacji angielskiej, walijskiej, szkockiej i irlandzkiej. Dziś IFAB składa się z ośmiu członków: czterech z FIFA i po jednym ze związków założycielskich. Dlaczego to tak ważne ciało? Jako jedyne zajmuje się tworzeniem oraz nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną i bez jego zgody nie wolno dokonywać żadnych zmian w regułach gry.

A te wciąż nieco się zmieniają, choć główne punkty są niezmienne od dziesiąci. Na przykład dopiero w 1888 roku pojawił się w przepisach „rzut sędziowski”. Sędzia mógł wtedy wznowić grę np. po kontuzji zawodnika, przez wyrzucenie piłki na boisko. W 1914 uściślono, że ma to się odbywać przez upuszczenie futbolówki na boisko.

Piłka nożna nie dla kobiet?

Polskie kadrowiczki grały bez nazwisk na strojach i koszulki prały w domu, a najlepszą zawodniczkę roku nagrodzono… voucherem na kurs gotowania. W tym czasie na świecie damski futbol się rozwijał.

zobacz więcej
Również słynny przepis o „spalonym” ma bogatą historię. Początkowo, w myśl przepisów z 1863 roku, gdy gracz atakujący na połowie przeciwnika kopnął piłkę do przodu, każdy jego kolega z drużyny, który znajdował się bliżej linii końcowej, był poza grą, więc wszyscy musieli się pilnować, aby podczas akcji ofensywnej być cały czas w jednej linii na boisku. To było jednak niezbyt fortunne, więc już po trzech latach zmieniono przepis: teraz napastnik mógł otrzymać podanie, jeśli miał przed sobą minimum trzech rywali.

W 1925 roku zmniejszono liczbę rywali do dwóch, czyli napastnik mógł otrzymać podanie, mając przed sobą np. tylko jednego obrońcę i bramkarza. To znacząco podniosło liczbę goli, która tylko w jednym sezonie wszystkich angielskich lig wzrosła z 4,7 tys. w 1925 roku do 6,3 tys. w 1926 toku. W 1990 doszło do ostatniej modyfikacji, która obowiązuje do dziś: napastnik w momencie podania nie musi mieć przed sobą dwóch rywali, a może być na równi z przedostatnim. Tak powstała znana obecnie „linia spalonego”.

Karny tylko po interwencji kapitana

Również np. rzut karny nie znalazł się w przepisach gry od razu, a te z 1863 roku w ogóle nie przewidywały takiego rodzaju kary za przewinienia. Niecałe 10 lat później pojawił się rzut wolny pośredni, m.in. za zagranie piłki ręką. Wszystko zmieniło się w 1890 roku, a za pomysłodawcę rzutu karnego uważa się irlandzkiego przedsiębiorcę i bramkarza klubu Milford FC Williama McCruma. Biznesmena, który po godzinach ganiał za piłką, często frustrowało, że obrońcy bezkarnie faulują napastników, albo zagrywają piłkę ręką, przez co jego kolegom trudniej jest trafić do bramki. Jako działacz irlandzkiej federacji piłkarskiej zgłosił pomysł, aby wszystkie przewinienia w obrębie 11 metrów od bramki karać rzutem karnym, wykonywanym z dowolnego miejsca, ale 11 metrów od linii bramkowej.

Irlandzki Związek Piłki Nożnej pozytywnie odniósł się do pomysłu McCruma i postanowił niezwłocznie wprowadzić przepis o rzucie karnym. Musiał mieć jednak zgodę wspomnianej wcześniej, a istniejącej już rady International Football Association Board. Anglicy początkowo szydzili z nowego wynalazku, trochę dlatego, że sami na niego nie wpadli.

Głosowanie nad nowym przepisem odłożono do następnego roku. I jak często bywa w takich sytuacjach, szybki powrót do nowej idei spowodowało życie, a ściślej dwa głośne skandale w Pucharze Szkocji i Pucharze Anglii. W meczach ćwierćfinałowych tych rozgrywek na przełomie 1890 i 1891 roku doszło do sytuacji, gdy akcje bramkowe były przerywane przez obrońców wybijaniem piłki ręką. Rzecz jasna bezkarnie...
Działacze nie czekali długo z decyzjami i 2 czerwca 1891 roku oficjalnie wprowadzili rzut karny do przepisów gry. Jeszcze wtedy nie ze stałego punktu, a dowolnego, ale 11 metrów od linii bramkowej (pamiętajmy, że wtedy... nie było jeszcze pola karnego! To pojawiło się dopiero w 1902 roku; wtedy też wprowadzono punkt karny). Sędzia nie dyktował też „jedenastki” od razu, a dopiero po interwencji kapitana drużyny.

Pierwszy w historii rzut karny w rozgrywkach angielskich podyktowano 14 września 1891 roku na stadionie w Wolverhampton, gdzie gracz miejscowych Wolverhampton Wanderers, niejaki Billy Heath, pokonał bramkarza Accrington. W 1896 roku zniesiono wymóg, aby to kapitan zgłaszał sędziemu prośbę o rzut karny.

Polska prekursorem

Dopiero w 1970 roku oficjalnie wprowadzono z kolei przepis, dzięki któremu zwycięzcę pucharowego meczu może wyłonić seria rzutów karnych. Wcześniej przy remisach, spotkania powtarzano, a w ostateczności rzucano monetą, aby wskazać triumfatora.

Tak było jeszcze wiosną 1970 roku, gdy Górnik Zabrze toczył pamiętne boje z włoskim AS Roma w półfinale nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów. Po dwóch remisach zorganizowano na neutralnym terenie trzeci mecz, a gdy i tu padł remis, sędzia rzucił monetą. W ten sposób to zabrzanie awansowali do wielkiego finału. Mówi się, że te wydarzenia miały spory wpływ na decyzję IFAB.

Pierwszą dużą piłkarską imprezą z seriami rzutów karnych po nierozstrzygniętej dogrywce było Euro 1976 w Jugosławii. W finale imprezy Czechosłowacja właśnie po rzutach karnych wygrała z Niemcami, a do historii przeszedł Czech Antonín Panenka, który decydującego gola zdobył po lekkim, technicznym strzale z jedenastu metrów.

Na mundialu serie rzutów karnych pojawiły się w 1978 roku, w Argentynie. Co ciekawe jednym z prekursorów we wprowadzaniu serii jedenastek była... Polska. PZPN, wtedy jeszcze nieoficjalnie, prowadził je do rozgrywek o Puchar Polski już w 1964 roku.

Sporą zmianą dla piłkarzy i kibiców było też... wprowadzenie kartek, którymi arbitrzy mogli karać zawodników. Żółte i czerwone kartoniki pojawiły się pierwszy raz na mundialu w Meksyku, w 1970 roku, a ich pomysłodawcą był angielski arbiter Ken Aston. Kolory zaczerpnął zaś z sygnalizacji świetlnej, a zaczął o tym myśleć po mundialu w Anglii, w 1966 roku, gdy boiskowi rozjemcy upominali słownie piłkarzy, albo stosowali kary czasowe. Było to jednak zupełnie nieczytelne dla kibiców, a i piłkarz nie do końca wiedział, na co może sobie pozwolić.

Gdy komputer piłkę kopie... O każdym szczególe meczu polskiej ligi najpierw dowiadują się Niemcy

Podczas każdego meczu Ekstraklasy pracuje trzech operatorów. Jeden ma specjalny „pad”, jak do konsoli Playstation i oznacza piłkę. Pilnuje jej posiadania i tego, czy piłka jest w grze, czy poza grą.

zobacz więcej
Eksperci zaczynają się gubić

Ostatnio największą rewolucją w piłkarskich przepisach było prowadzanie systemu VAR, czyli Video Assistant Referee (po angielsku: sędzia asystent wideo). Szkolenia sędziów z nowych regulacji zaczęły się w 2016 roku, a system zadebiutował w oficjalnej imprezie FIFA w 2017 roku, podczas MŚ do lat 20 w Korei Południowej.

I tu również Polska była prekursorem zmian, bo VAR pojawił się u nas zaraz po koreańskim turnieju, na starcie sezonu 2017/18. Polska ekstraklasa była trzecia w Europie po niemieckiej Bundeslidze i włoskiej Serie A, gdzie zaczęto korzystać z powtórek wideo. Na mundialu system miał swój debiut w 2018 roku, w Rosji.

Dziś doszło do sytuacji, że czasem przepisy są tak skomplikowane, iż nawet eksperci sędziowscy zaczynają się w nich gubić. Wiele kontrowersji wiosną 2019 roku wzbudziła sytuacja z meczu na szczycie ekstraklasy pomiędzy Lechią Gdańsk a Legią Warszawa. Na początku spotkania legionista Artur Jędrzejczyk podczas wślizgu zatrzymał ręką piłkę zmierzającą do jego bramki. Sędzia Daniel Stefański podyktował początkowo rzut karny, ale po wideoweryfikacji zmienił decyzję. Pytanie brzmiało, czy obrońca zagrał ręką umyślnie, czy był to przypadek. Większość komentatorów uznała, że sędzia się pomylił i powinien być rzut karny, a nawet wykluczenie gracza Legii, ale nie wszyscy. Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, gdy prezes PZPN Zbigniew Boniek mówił o błędzie, a szef Kolegium Sędziów bronił Stefańskiego. – Na podstawie obrazu telewizyjnego uznałem decyzję Daniela Stefańskiego za nieprawidłową. Ale dzień później analizując sytuację, obejrzałem zapis kamer, które on miał do dyspozycji, i uważam, że decyzja o braku karnego była słuszna – mówił w mediach. Podobne zdanie miał jeden z najlepszych przed laty sędziów na świecie, Niemiec Markus Merk, dla którego też decyzja o braku karnego była prawidłowa. – Dlaczego? Dlatego, że ręka znajduje się na ziemi, w tej sytuacji służy tylko do podtrzymania ciała – podkreślił. Jednoznacznie jednak tej sytuacji nie dało się rozstrzygnąć.

Wolne będą szybsze

A jakie zmiany w przepisach zaszły przed sezonem 2019/20? Jedna dotyczyła zagrania ręką napastnika, który strzela bramkę. Do tej pory sędzia mógł rozważać, czy było to zagranie przypadkowe, czy umyślne. Dziś nie ma już wątpliwości: każde dotknięcie piłki ręką przez strzelca skutkuje brakiem gola. Z kolei żółtą lub czerwoną kartkę może zobaczyć już nie tylko rezerwowy piłkarz siedzący na ławce, ale też trener, czy członek sztabu szkoleniowego (oczywiście wciąż arbiter może od razu wyrzucić szkoleniowca na trybuny za niesportowe zachowanie).
Ciekawa zmiana dotyczy też rzutu monetą przez sędziego przed rozpoczęciem gry. Do tej pory zwycięzca losowania wybierał połowę gry, na której piłkarze zaczną mecz, a przegrana drużyna dostawała piłkę i zaczynała zawody. Teraz kapitan, który wygra losowanie, będzie mógł zdecydować, czy woli wybrać połowę, czy zacząć mecz.

A zmiana dotyczy też... samych zmian: do tej pory, piłkarz przy korzystnym wyniku, aby ukraść trochę czasu, często przy zmianie zawodników maszerował wolno przez całe boisko do ławek rezerwowych. Teraz musi opuścić plac przez najbliższą linię boczną lub końcową.

Szybciej mogą być też wykonywane rzuty wolne. Zawodnicy nie muszą czekać z wykonaniem stałego fragmentu gry, aż sędzia po faulu pokaże winowajcy kartkę. Mogą teraz wykonać rzut wolny od razu, a kartka zostanie pokazana później.

Sam sędzia natomiast przestanie być „powietrzem”. Dotychczas, jeśli uderzyła go piłka, grę kontynuowano. Teraz, jeśli po takim wydarzeniu futbolówkę przejmie drużyna przeciwna, gra będzie przerywana i wznawiana rzutem sędziowskim. Taką sytuację kibice mogli zobaczyć chociażby podczas niedawnego meczu Legii z Glasgow Rangers w rundzie play off Ligi Europy. Gdy po uderzeniu piłki w sędziego szkoccy piłkarze ją stracili, rozjemca zawodów przerwał grę.

Jak zatem widać piłka, to nie jest taka bardzo prosta gra...

– Piotr Wilczarek

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Pisząc tekst korzystałem m.in. z opracowania Lubelskiego Centrum Dokumentacji Sportu przy UMCS w Lublinie.
Zdjęcie główne: Sędzia Roger Dilkes ściśnięty pomiędzy walczącymi o piłkę graczami Tottenahamu Darrenem Andertonem i Norwich City Garym Megsonem podczas meczu Pucharu Anglii 23 stycznia 1993 roku. Fot. REUTERS/Action Images/ Roy Beardsworth
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.