Cywilizacja

Do czego służy ojciec, czyli patriarcha pilnie poszukiwany

Większość dzieci z kultur zbierackich, rolniczych i pasterskich jest społecznie, emocjonalnie, poznawczo i moralnie kompetentna bez względu na to, czy ojcowie są bliscy, czy zdystansowani. Jeden z badaczy przez 35 lat mieszkał wśród czułych łowców Aka i zdystansowanych hodowców Ngandu; dzieci z obu grup sprawiały wrażenie bardziej pewnych siebie, zaradnych i kompetentnych niż maluchy w porównywalnym wieku z USA.

„Dzieci z wolnego wybiegu”. Czyli powrót do wychowania paleo

Skąd się biorą niezależne, ciekawskie i samodzielne kilkulatki?

zobacz więcej
Jak zachowuje się ojciec idealny? Jeśli wierzyć popularnym autorytetom wychowawczym – jak Pigmej Aka – „Ojcowie Aka poświęcali 47 proc. dnia, nosząc dzieci lub mając je na długość ramienia, a trzymając maluchy na rękach, częściej niż matki tulili je i całowali”, opisuje Barry S. Hewlett, który badaniom tej społeczności poświęcił ponad trzydzieści lat życia. Opisuje ich zachowanie jako czułe, wspierające i pomocne; niekiedy dawali nawet dziecku possać pierś.

Antropolodzy traktują Pigmejów i inne współcześnie żyjące pierwotne plemiona zbieracko-łowieckie jak „żywe skamieliny”, pozwalające zajrzeć w przeszłość i poznać funkcjonowanie najdawniejszych ludzkich społeczności. A ponieważ właśnie w takich społecznościach upłynęło 90 proc. naszej historii, czyli setki tysięcy lat, uchodzą one za wzorcowe pod względem rodzaju diety, stylu życia czy organizacji społecznej.

20 procent ojców idealnych

Uważniejsze przyjrzenie się „dzikim plemionom” ukazuje jednak obraz mocno skomplikowany i niejednoznaczny. Nawet u wspomnianych Aka uderza ogromne zróżnicowanie: do grona idealnych ojców można zaliczyć tylko 20 procent mężczyzn, w dodatku tych o niższym statusie. Ilość czasu, jaki poświęcają dzieciom, też bywa bardzo różna: od dwudziestu procent do… dwóch procent dziennie (albo 8 godzin tygodniowo) – czyli tyle, ile współcześni amerykańscy ojcowie. Jednak już najbliżsi sąsiedzi Aka, wojownicy Efe, dziećmi zajmują się sporadycznie. Skąd różnica? Naturalnie stąd, że Aka polują z sieciami, a Efe z łukiem.
Antropolodzy traktują Pigmejów i inne współcześnie żyjące pierwotne plemiona zbieracko-łowieckie jak „żywe skamieliny”, pozwalające zajrzeć w przeszłość. Fot. Getty Images
Przekrojowe badania wykazały ogromną zmienność, jeśli chodzi o podział obowiązków między małżonkami. Decydującą rolę odgrywają bowiem wymagania środowiska. Jeśli przedstawiciele obu płci wspólnymi siłami zarabiają na utrzymanie – jak u Aka, gdzie kobiety naganiają zwierzynę mężczyznom rozciągającym sieci – panowie bez oporów uczestniczą w „damskich” obowiązkach. Jeśli lepiej sprawdza się inny model, równie chętnie przeobrażają się w zdystansowanych patriarchów.

Wygląda na to, że „dawne dobre czasy” odróżnia od współczesności głównie brak ideologicznego zacięcia.

U Aetów z Filipin ojciec najwięcej czasu spędza na opiece nad dziećmi w początkowych latach małżeństwa, kiedy nie ma jeszcze córek, które by go w tym wyręczyły. Natomiast u Hadza z południowej Afryki i jukatańskich Majów (choć jedni są myśliwymi, a drudzy rolnikami) jest wręcz przeciwnie: ojciec szczególnie wiele czasu spędza „w pracy”, kiedy żona opiekuje się niemowlęciem. I jeszcze jedno: wraz ze zmianą warunków życia również zwyczaje ulegają zmianie. Odkąd do Majów dotarły maszyny rolnicze i uprawa ziemi stała się mniej absorbująca, ojcowie wykorzystują dodatkowy czas również na kontakty z potomstwem.

Co pozostaje niezmienne, to wyraźny podział zadań na kobiece i męskie w obrębie małżeństwa. Jak się tłumaczy, stabilizuje to związek i przynosi korzyść obu stronom, pośrednio zwiększając szanse przetrwania potomstwa.

Strategiczna inwestycja

Mimo różnorodnych form, jakie przyjmuje opieka ojcowska, posiada ona kilka cech odróżniających ją od zachowań matczynych. Współcześni i historyczni ojcowie generalnie mniej czasu od kobiet poświęcają bezpośredniej opiece nad potomkiem, szczególnie jeśli w okolicy jest ktoś, kto ich może wyręczyć (np. krewne żony). Wyjątek stanowią sytuacje publiczne, kiedy są przy tym widziani.

Dlaczego? Jak tłumaczą biologowie ewolucyjni, wkład ojcowski ma charakter inwestycji strategicznej: chodzi nie tyle o potrzeby dziecka, ile o zademonstrowanie potencjalnym partnerkom swoich zalet jako „człowieka rodzinnego” albo o zmniejszenie ich obciążeń, by mogły urodzić kolejne dzieci.

Zjadał płazy, gady, larwy owadów i padlinę. Człowiek jest wszystkożercą

Marek Konarzewski, biolog: Nadal gustujemy w wędlinach tzw. dojrzewających, gdzie pracują enzymy uruchamiane po śmierci organizmu zwierzęcego.

zobacz więcej
Wbrew pozorom wcale nie jest to głupia strategia: bezpośredni udział ojca w opiece nad dzieckiem w wielu społecznościach nie ma większego wpływu na szanse przetrwania malucha. Rola ojca polega na zapewnianiu środków utrzymania oraz przekazywaniu dziecku pozycji społecznej, szczególnie jeśli potomstwo dziedziczy po rodzicach ziemię lub stada. I w wielu wypadkach nie zastąpią jej wysiłki kobiecej części rodziny. U australijskich Martu np. chłopcy mający ojców wcześniej przechodzą inicjację, co oznacza szybsze wejście w dorosłość i większe szanse na odniesienie życiowego sukcesu.

Nawiasem mówiąc, szczególnie dobitnie ten mechanizm występuje w społecznościach, które gromadzą bogactwo – czyli historycznie rzecz biorąc, w pasterskich i rolniczych (w odróżnieniu od zbieracko-łowieckich, gdzie istnieją wręcz mechanizmy pozbywania się nadmiaru dóbr, np. przez rozdawnictwo). Zebrane zasoby wymagają obrony, w efekcie mężczyźni zyskują przewagę jako właściciele, a z czasem tworzą struktury klanowe. Kobiety nie są wstanie przełamać tej dominacji, nawet gdy to one dostarczają większość kalorii z pożywienia.

W Afryce na przykład jest to najbardziej rozpowszechniony model. A ponieważ tam właśnie prowadzono większość badań antropologicznych w wieku XIX i XX, uznano go za wzorcowy. Stąd, jak twierdzi Hewlett, wziął się wizerunek ojca-surowego patriarchy – i skromna liczba badań poświęconych zagadnieniu ojcostwa w innych odmianach.


Co na to dzieci? Wszystko wskazuje na to, że nie przeszkadza im, czy dorastają pod władzą tyrana, czy też czułego opiekuna. „Prowadzone przez Hewletta badania i obserwacje dzieci w najróżniejszych kulturach afrykańskich oraz ustalenia etnografów badających łowców-zbieraczy z całego świata sugerują, że większość dzieci z kultur zbierackich, rolniczych i pasterskich jest społecznie, emocjonalnie, poznawczo i moralnie kompetentna bez względu na to, czy ojcowie są bliscy, czy zdystansowani. Wspomniany autor przez 35 lat przemieszkał wśród czułych łowców Aka oraz zdystansowanych hodowców Ngandu; dzieci z obu grup sprawiały wrażenie bardziej pewnych siebie, zaradnych i kompetentnych niż maluchy w porównywalnym wieku z USA”.
W niektórych społecznościach w Tybecie do dziś praktykowana jest poliandria, kiedy jedna kobieta wychodzi za mąż za kilku braci. Tak jak 40-letnia Tybetanka Cai Zhuo, która poślubiła dwóch braci: Gamę Sangdinga i La Wena. Fot. China Photos/Getty Images
Hewlett wyjaśnia przytomnie, że w kulturach tradycyjnych dziecko w każdej chwili ma do dyspozycji gromadę czujnych i troskliwych dorosłych, nie jest więc zdane tylko na uczucia rodziców. Inaczej niż współczesne, żyjące w izolacji rodziny, które wsparcie emocjonalne mogą czerpać jedynie od swoich członków.

Niestety, nawet najwięksi entuzjaści powrotu do źródeł nie palą się do powrotu do „plemiennej” egzystencji i życia w zamkniętych społecznościach liczących plus minus trzydzieści osób.

Monogamia lepsza dla… mężczyzn

Do tej pory mowa była o jednym ojcu, lecz również to nie jest na świecie regułą. W (nielicznych, przyznajmy) społecznościach, m.in. w Chinach i w Tybecie do dziś praktykowana jest poliandria, kiedy to jedna kobieta wychodzi za mąż za kilku braci. Np. w Tybecie ma to związek ze szczególnie trudnymi warunkami życia. Rodzina, w której jeden mąż zajmuje się gospodarstwem i uprawą roli, a drugi np. handluje w miasteczku, prosperuje znacznie lepiej, a dodatkowo taki system zapobiega dzieleniu gospodarstwa między kilku synów.

Po co dziecku książka?

Jestem zwolenniczką sytuacji, w której ludzie robią to, do czego mają talent, w czym są dobrzy. Tymczasem rzadko zdarza się, by pisarz występował w filmie lub śpiewał, a odwrotnie – zbyt często - mówi Ewa Świerżewska.

zobacz więcej
U południowoamerykańskich Indian Ache instytucja ojca jest w zasadzie honorowa: kobiety nie mają stałych partnerów, a mianem tym obdarzany jest każdy mężczyzna, z którym matka utrzymywała stosunki intymne w okresie bezpośrednio przed ciążą. Paradoksalnie bardzo wyraźnie ukazuje to ważność ojcowskich inwestycji: każdy dodatkowy zaangażowany „ojciec” oznacza dla dziecka większe szanse na przeżycie i zajęcie wyższej pozycji społecznej.

W historii ludzkich społeczeństw znacznie częściej jednak występował układ odwrotny: jak wskazują porównawcze zestawienia, poligynia, czyli posiadanie więcej niż jednej żony, praktykowane jest (i było na przestrzeni dziejów) przez aż 85 procent z nich.

Czyżby system idealny? Niekoniecznie. Wielożeństwo silnie wzmaga rywalizację między mężczyznami, co ma całe mnóstwo przykrych konsekwencji, również dla ojców i dzieci, i to na wielu poziomach. Według opublikowanej w 2012 roku rozległej analizy pod kierownictwem Josepha Henricha z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, znacząco podwyższa liczbę gwałtów, porwań, morderstw, napadów, rozbojów i oszustw. Jak precyzyjnie wyliczono, o 16 proc. zmniejsza szanse przeżycia dziecka, wiąże się z gorszym stanem jego zdrowia i ogólnym zaniedbaniem, większym prawdopodobieństwem wykorzystania, a nawet przypadkowej śmierci.

Ale nie służy też większości ojców. „Społeczeństwo poligyniczne” w praktyce to nie układ, gdzie każdy mężczyzna ma dostęp do wielu kobiet. Raczej taki, gdzie nieliczni, najwyżej stojący w hierarchii mogą sobie pozwolić na utrzymanie haremów, a przeciętny zjadacz chleba płci męskiej – w najlepszym razie na jedną żonę, o ile w ogóle stać go na małżeństwo.

W tym kontekście zaskakująco atrakcyjnie brzmią naukowe argumenty Laury Fortunato, antropolog z Uniwersytetu Oksfordzkiego, o długofalowych zaletach monogamii dla mężczyzn. Krótko mówiąc: małżeństwo z jedną żoną to same korzyści. Po pierwsze, zapobiega rozproszeniu majątku i pozwala zwiększyć liczbę potomków w przyszłych pokoleniach. Po drugie, zwiększa pewność ojcostwa, bo w bliższym związku kobieta czuje się bardziej zobowiązana do wierności.

Nic tylko się żenić.

– Hanna Pasierska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Ważniejsza bibliografia:

• B.S. Hewlett, „Intimate fathers: The nature and context of Aka Pygmy paternal infant care, University of Michigan Press, 1993.
• B.S. Hewlett, S.J. Macfarlane, “Father’s roles in hunter-gatherer and other small-scale cultures”, w: M.E. Lamb (red.) “The role of the father in child development”, Wiley, 2010.
• L. Fortunato, “Evolution of marriage systems”, w: J.D. Wright (red.) “International encyclopedia of the social and behavioral sciences”, Oxford, Elsevier, 2015.
• C.L. Apicella, A.N. Crittenden, “Hunter-gatherer families and parenting”, w.: D.M. Buss (red.) “The handbook of evolutionary psychology”, Wiley, 2015.
• R. Schacht, H.E. Davis, K.L. Kramer, “Patterning of paternal investment in response to socioecological change”, Front. Ecol. Evol., 2018, www.frontiersin.org.
• T. Tobert, “Polyandry in Nepal or why Nepalese children have many fathers”, https://iloveasia.travel, 23.02.2016.
• E. Smith-Greenaway, J. Trinitapoli, “Polygynous contexts, family structure and infant mortality in sub-Saharan Africa”, www.ncbi.nlm.nig.gov, dostęp 24.08.2019.
• University of British Columbia, “Monogamy reduces major social problems of polygamist cultures”, sciencedaily.com, 24.01.2012.

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.