Felietony

Strefa relaksacyjnej męki

Czy nie można mądrzej, wygodniej i naprawdę proekologicznie? Przykładem – Wiedeń. W latach 70. ubiegłego wieku uregulowano Dunaj, wykopując dodatkowy kanał, równoległy do koryta rzeki. Z wykopanego gruntu powstała wyspa. Po jej dwóch stronach – plaże. Woda jest tu tak czysta, że widać przepływające rybki. Nic dziwnego, że ludzkość bez obaw zanurza się w chłodne fale.

Od kilku lat nastała moda na miejskie plażowanie. Sztuczne miniplaże, usypywane wśród murów, z dala od zbiorników wodnych większych niż rezerwuar w toalecie, mają surrealistyczny urok. Cwaniacy od marketingu wmawiają, że to śliczne i ekologiczne. W pakiecie dostajemy: ustawione na piasku leżaki, długi bar i długie oczekiwanie się na long drinks, na ogół o cenach nieproporcjonalnych do jakości. No, ale za iluzję kurortu w mieście trzeba bulić.

Nad pięknym, mądrym Dunajem

A można mądrzej, wygodniej i naprawdę proekologicznie. Przykładem – Wiedeń. Jak wiadomo, przepływa przezeń Dunaj. Ta szeroka, żeglowna rzeka groziła co i rusz powodziami. W latach 70. ubiegłego wieku uregulowano ją, wykopując dodatkowy kanał, równoległy do koryta rzeki, zwany Nowym Dunajem.

Z wykopanego gruntu powstała wyspa długa na ponad 21 kilometrów, choć wąziutka. Po jej dwóch stronach – plaże, w sumie ponad 40 kilometrów. Pośrodku – latarnia morska oraz kilkanaście scen, na których całe lato grana jest muzyka z najróżniejszych nurtów.
Nowy Dunaj. Wiedeńska strefa relaksu. Fot. ullstein bild via Getty Images
A propos nurtu: woda w Nowym Dunaju jest tu tak czysta, że widać przepływające rybki. Nic dziwnego, że ludzkość bez obaw zanurza się w chłodne fale. Ułatwiają to liczne nadbrzeżne pomosty (niektóre z nadymanych plastikowych form – wielobarwne, łatwe do usunięcia zimą pontony), z których do wody zwieszają się drabinki, jak w basenach.

To nie koniec przyjemności. Jest jeszcze Stary Dunaj, zamieniony w zalew. Bez odpływu, spokojny jak jezioro. To naturalny, gigantyczny zbiornik ze świeżą wodą. Zalew otaczają zbite z desek wielokilometrowe pomosty; na nich tu i ówdzie zbudowano drewniane leża. Rekreacja dostępna dla każdego. Wystarczy mieć ręcznik, kostium kąpielowy, ewentualnie coś do picia i jedzenia, i już jest się na wakacjach. I to niecałe dwa kilometry od centrum miasta! A jak ktoś ma ochotę naprawdę poczuć rajski luz – dostępna jest plaża dla nudystów.

Wstydliwie krótkie i imponująco zaśmiecone

Warszawa jest przeciwieństwem podobnego prospołecznego myślenia. Nasze nadwiślańskie bulwary są wstydliwie krótkie, za to imponująco zaśmiecone. Dobrze chociaż, że odratowano kawałek dzikiej (?) plaży po stronie praskiej. Tylko co to za przyjemność odpoczywać pod ruchliwym mostem Poniatowskiego?

To namiastka tego, co dawniej oferowała Wisła mieszkańcom stolicy: piaszczyste nadbrzeża z drzewami dającymi cień, strzeżone kąpieliska w rzece, a na niej – statek do Młocin…

Demon twórczego wzmożenia. Jak oszpecić najładniejszy plac Warszawy?

Monika Małkowska: Pozytywna strona pobudzania kreatywności chorych na SM nie podlega kwestii. Wątpliwości budzi nadmierne rozbudzanie apetytów podopiecznych Althamera.

zobacz więcej
Tego lata zamiast nad rzeką, mieszkańcom stolicy zaserwowano eksperyment zwany „Strefą relaksu” na… placu Bankowym, z którego czasowo usunięto parking dla prywatnych samochodów. Jego miejsce zajęły konstrukcje z surowego drewna. Ni to palety, ni ławy, ni parkany. Dla bezpieczeństwa teren ogrodzono wielkimi żółtymi zaporami. Żeby żaden rozpędzony pojazd nie wjechał na paletę – a nuż się uszkodzi? Wygląda to paskudnie i bynajmniej nie sielsko, ale bezpieczeństwo ważniejsze niż estetyka, czyż nie?

Kolejne pytanie: ile na tę trwającą pięć tygodni (sic! Otwarto ją na początku lipca) „instalację” poszło drzew, proszę państwa ekologów? Skąd je wycięto? O tym, że stało się to niedawno, świadczy żywiczny zapach dobywający się z żerdzi. A tyle jest co roku krzyku, że na Boże Narodzenie wycina się choinki. Ale obrońcom natury hipokryzja nie jest obca, to przecież wiadomo.

Co do wizualnej strony koncepcji: zastanawiam się, o co w niej chodzi? Czy może coś symbolizuje, tylko ja nie potrafię „rozkminić” przesłania?

Zaraz, zaraz – może to nawiązanie do płota z „Samych swoich”, pondczasowego przeboju kinowego Sylwestra Chęcińskiego? Jak w filmie, Kargul może podejść do płota na Bankowym – i tylko czekać, jak taki sam gest wykona Pawlak.
Jednak na placu przed ratuszem daremnie wypatrywać Kargulów czy Pawlaków. Jeśli są jacyś swoi, to z pobliskich wieżowców. Plus naprawdę swoi, lecz przecież to nie oni byli adresatami letniej fanaberii urzędników miejskich. Trąceni alkoholem lokalsi oraz okoliczni bezdomni korzystają z palet i „pomostów”, bo są zmęczeni, spragnieni i brudni – a na Bankowym płynie czysta woda z pompy, kolejnej atrakcji tego miejsca.

Nawet postmodernista zakryłby oczy

Są jeszcze inni swoi, bynajmniej nie anonimowi, podczepieni pod ratusz. Dostali zlecenie za prawie milion złotych – no, kto by nie skorzystał, skoro sam prezydent Warszawy poprosił?

Instalację firmuje Senna Kolektyw, zespół, który już się sprawdził: to oni współprojektowali wystawę „Obcy w domu. Wokół marca '68” w Muzeum POLIN. Od strony organizacyjnej Senną reprezentowała Horeca Group Spółka.


Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa na temat składowanej na Bankowym kupy drewna, obojętnie, z której strony ogólnopolskiego politycznego konfliktu. Tylko ratusz popierał to, na co wydał kasę.

A tak konkretnie – na co? Czy nikt nie widział wcześniej projektu i nie przyszło mu do głowy, że coś tu zgrzyta, nie pasuje?

Najbardziej razi konstrukcja z belek ustawionych wokół pomnika Juliusza Słowackiego, który od 2001 roku zajmującego miejsce po Feliksie Dzierżyńskim, eksmitowanym z placu ongiś jego imienia po ustrojowej transformacji. Może nie wszyscy wiedzą, że figurę wieszcza odlano w brązie wedle projektu Edwarda Wittiga, wybitnego rzeźbiarza okresu międzywojnia. Pierwotnie, w 1932 roku, miał stanąć we Lwowie; ostatecznie wspiął się na stołeczny cokół, i dobrze.

Albo dzieci, albo ekologia. Jeden nastolatek mniej to ulga dla Ziemi

Decyzja, by ograniczyć potomstwo nabiera wagi tym większej, jeśli podejmują ją osoby opromienione blaskiem korony. Książę Harry też nie zamierza mieć więcej niż dwójkę dzieci, bo boi się o dobro planety.

zobacz więcej
Otoczenie Słowackiego topornymi płotkami i zwieszającymi się z nich doniczkami z roślinkami jest pomysłem kogoś, kto ma duże problemy ze znajomością stylistyk. Tu nawet postmodernista zakryłby oczy ze zgrozy.

To może w tym bałaganie sprawdza się choć tytułowy „relaks”? Czy można poczuć się jak na łonie natury w jednym z centralnych punktów Warszawy, pomiędzy rozgrzanymi murami?

Poszłam, poobserwowałam. Mało kto korzysta z leżaków ustawionych wprost na betonie. Rachityczne drzewka w donicach nie dają cienia i męczą się podobnie jak ludzie. A, byłabym zapomniała: przed ratuszem jest jeszcze drewniana scena. Na niej występują artyści, zapewne też opłaceni przez miasto. Dobrodziej ojciec Warszawy hojny jest. Co z tego, że to estradowa prowizorka, a nagłośnienie prawie żadne. Do tego duża konkurencja foniczna ze strony tramwajów i innych pojazdów.

Czy nie możemy wzorem Wiednia postawić na okolice rzeki? Naprawdę przyjemniej.

Doprawdy, zazdroszczę wiedeńczykom.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Hodowanie posłusznych Europejczyków. Co na to Witkacy?
Propaganda mainstreamowych mediów jest jak pastylki chińskich najeźdźców.
Felietony Najnowsze wydanie
Uważał Marksa za wybitnego myśliciela, polemizował z PZPR
A ponieważ marksiści traktują teksty Marksa jak religijne, i on, i żona zostali odsunięci od nauczania.
Felietony Najnowsze wydanie
Więcej Prometeuszy!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zapadł na tajemniczą chorobę. Nie rozpoznali jej nawet we Francji
Dowieziony na uniwersytet, niemal leżąc w fotelu, przerywając zdania wygłosił swój ostatni wykład. Wskazał, jakie powinni zrobić badania.
Felietony Najnowsze wydanie
Zlikwidować
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.