Rozmowy

Szeptuchy odwracają uroki, huculskie voodoo zabija wiedźmy

Kobieta, która leczy ludzi, przestrzega postu bardziej niż zwykły człowiek. Są dni w roku, kiedy od wschodu do zachodu słońca nie je i nie pije. W Wielki Post nie je ani mięsa, ani nabiału. I głęboko wierzy, że ma w sobie moc od Boga. Uważa, że byłoby grzechem tego nie wykorzystać w dobrym celu. Na wschodzie część księży to błogosławi, część natomiast zabrania – opowiada dr Olga Solarz z Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu.

Etnolog i ukrainistka prowadzi badania naukowe na Bojkowszczyźnie na Ukrainie, dotyczące wykorzystywania magii, zaklęć i ziół w lecznictwie ludowym. Jest autorką książki „Język magii – magia języka” oraz szeregu artykułów poświęconych wierzeniom magicznym w obrzędowości rodzinnej i kalendarzowej.

TYGODNIK.TVP.PL: Stosuje pani magię i zaklęcia na co dzień, na przykład na choroby albo drobne dolegliwości?

OLGA SOLARZ:
Nie. Nie stosuje na sobie, bo na szczęście nic mi nie dolega (śmiech). Zajmuję się tym jedynie naukowo. Natomiast moi znajomi wiedząc, że znam mnóstwo zaklęć, na przykład odczyniających uroki, czasami proszą mnie o pomoc. I oczywiście opowiadam im co ludzie stosują i w jaki sposób. Później otrzymuję informacje zwrotne, że u kogoś to zadziałało. Jedna koleżanka mi powiedziała, że dzięki mnie zaszła w ciążę (śmiech).

Tą tematyką zaczęłam się interesować w czasach studenckich. W 1997 roku wyjechałam na Huculszczyznę, na Ukrainę. Towarzyszyłam osobom, które badały muzykę ludową. Zupełnie przypadkowo trafiłam wtedy do pewnej znachorki, która opowiedziała mi o swoich metodach leczenia. Stwierdziłam, że może to być ciekawy i wdzięczny temat badawczy mojej pracy magisterskiej, później przerodziło się to w mój doktorat. Analizowałam to zagadnienie nie tylko na Huculszczyźnie, ale też na Polesiu Ukraińskim oraz w centralnej Ukrainie. Ostatecznie skupiłam się na Bojkowszczyźnie. Teren przy granicy z Polską nie był w zasięgu zainteresowania etnografów, a zachowało się tam wiele elementów kultury archaicznej, w tym między innymi magii ludowej.
Na Bojkowszczyźnie zapisałam kilkadziesiąt sposobów odczyniania uroków - mówi dr Olga Solarz. Fot. Olena Subach
Zajmują się nią głównie kobiety na wsi, zwane babkami, szeptuchami albo znachorkami, które znają się na ziołolecznictwie czy sposobach odwracania uroków. Trzeba dysponować pewną wiedzą, jeśli prowadzi się gospodarstwo i wychowuje się dzieci.

W jakich sytuacjach najczęściej ludzie zwracają się do nich o pomoc?

W Karpatach, gdzie jest tradycyjny wypas bydła, często idzie się do babek w przypadku ukąszenia przez żmiję. Wiemy, że dorosłemu i zdrowemu człowiekowi to nie zagraża, natomiast dziecku czy osobie chorej na serce może zaszkodzić, nawet doprowadzić do śmierci. Idzie się zatem do kobiety, która zna zaklęcia na ukąszenia. Są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ludzie wierzą, że nie można ich przekazać komuś obcemu, bo wtedy stracą moc. I praktycznie na każdej wsi po stronie ukraińskiej, w której robiłam takie badania, była babka, która używała ich w swojej praktyce.

Ci ludzie jeszcze przetrwali. Pogranicze Ukrainy i Besarabii, nieznany świat

Język jakby ukraińsko-polski, ale w życiu nie wypowiedziałem trzech takich zdań, jakie tam można znaleźć – mówi Andrzej Dobosz.

zobacz więcej
Do znachorek chodzi się też w różnych chorobach skóry. Na przykład róży. Trzeba do nich pójść kilka razy o wschodzie i zachodzie słońca. Wokół zaczerwienienia, zaognionych miejsc, babki palą lniane pakuły – ma to działać antyseptyczne. I później szmatką, na której się paliło len, trzeba owijać ranę. Najczęściej jest to lniana ściereczka z ręcznie tkanego płótna i to rzeczywiście pomaga szybciej niż maści różnego rodzaju. Nawet lekarze na Ukrainie zalecają tę metodę.

Korzysta się też z usług znachorek w przypadku brodawek, kurzajek czy jęczmienia na oku. Jeśli chodzi o tą ostatnią dolegliwość to wierzą, że trzeba pocierać oko rogiem poduszki. I to wydaje się racjonalne, bo wiemy, że mamy do czynienia z zaczopowanym kanalikiem. Jak się go pociera, to prędzej czy później się odczopuje. Inne sposoby na jęczmień, tym razem mniej racjonalne, mają działać przez analogię, czyli podobne ma wpływać na coś podobnego. To na przykład rzucanie ziaren jęczmienia na blat pieca – jednego, trzech lub dziewięciu, bo tu zawsze jest jakaś magiczna liczba. I potem trzeba szybko wybiec z domu z zamkniętymi oczami. Wierzy się też, że jeśli najmłodsze dziecko z rodziny splunie do oka osoby mającej jęczmień, to jej to pomoże (śmiech). Albo zaleca się zawiązanie dwóch środkowych palców czerwoną nitką i przez jakiś czas trzeba chodzić z tym supełkiem na ręce, wtedy jęczmień ma zejść.

Inne działania, które moim zdaniem również w żaden sposób nie mogą pomóc, to na przykład leczenie nerek fasolą, bo ma ona kształt podobny do nerki. Próbuje się też leczyć żółtaczkę żółtym kolorem, to daje raczej małe szanse na uzdrowienie pacjenta.

Z drugiej strony lecznictwo ludowe w pewnych obszarach jest dość skuteczne. Tu chodzi przede wszystkim o wiedzę opartą na doświadczeniu. Bardzo często stosuje się na różne choroby zioła lub inne specyfiki. Na przykład udowodniono, że liście kapusty pomagają na obolałe stawy. Wyciągają ból. Lekarze nie widzą przeciwwskazań do ich używania.

Skupmy się na wierze w magiczną moc słowa. Zaklęcia, uroki i podobne działania zawierały olbrzymie przekonanie o wartości słowa, jego cudotwórczym pierwiastku. Były związane nie tylko z leczeniem, ale też z zapobieganiem niechcianym sytuacjom czy nieszczęściom.

Tak. Jest szereg działań, które opierają się na wierze w magiczną moc słowa. Nasza racjonalna kultura w dużym stopniu temu zaprzecza. Bo nie można tego zważyć, zmierzyć, policzyć, przeliczyć. A jednocześnie nie możemy też udowodnić, że to nie istnieje.
Niemal każda gospodyni na Bojkowszczyźnie ma swój własny sposób odczyniania uroków. To są metody, które są również znane polskiej medycynie ludowej. Ludzie wierzą, że to działa. Fot. Olga Solarz
Są osoby wierzące w siłę modlitwy, która ma za zadanie pomóc w jakiś sprawach, ochronić. Tak jest również w przypadku zaklęć magicznych. Nasi przodkowie wierzyli, że można komuś zaszkodzić lub pomóc słowem. Miało i ma to szerokie zastosowanie w kulturach tradycyjnych, szamanizmie syberyjskim czy południowoamerykańskim.

Wiara w uroki opiera się na tym, że wypowiadając pewne słowa czy po prostu patrząc na kogoś „w odpowiednim czasie” zabiera się soki z człowieka, z rośliny albo zwierzęcia. Kwiatek wtedy więdnie, krowa traci mleko. Człowiek traci siły witalne, energię. Dziecko zaczyna płakać, chorować.

Żeby zabezpieczyć osobę, którą się chwali, przed przypadkowym zauroczeniem z zazdrości, pluje się przez lewe ramię. Lewa strona odpowiada bowiem za stronę demoniczną. Czyli odsyłamy złą energię stamtąd skąd przyszła, tam gdzie jest zło. Bo po prawicy siedzi Bóg, dobro, dlatego prawa strona jest pozytywna.

Wielokulturowość to mit

Świat nigdy nie był spokojną Arkadią, gdzie wszyscy się kochali.

zobacz więcej
Wiara w moc słowa jest nadal żywa między innymi na Podkarpaciu. Widziałam ostatnio ciekawą scenkę w sklepie w Przemyślu. Jedna pani powiedziała do sprzedawczyni: „O, jaką ma pani piękną bluzkę, ale tfutfu, żeby nie zauroczyć”. A ta odpowiedziała, że jak ją kiedyś sąsiadka pochwaliła, to wszystko zaczęło jej z rąk lecieć. Trzecia pani podeszła i mówi, że to samo zrobiła jej sąsiadka, kiedy ona była w trakcie przygotowywania makaronu. Wyraziła słowa uznania, że taki piękny i cieniutki makaron, że ona tak nie potrafi zrobić i od tego czasu przez dwa lata ta pani nie była w stanie jeść makaronu. Zaczęła jeść dopiero wtedy, kiedy jej sąsiadka zmarła. Panie wierzyły więc, że nie warto kogoś chwalić, bo można rzucić na niego urok. Że słowa wypowiedziane w nieodpowiednim momencie mogą odebrać komuś dobro.

Są jeszcze jakieś inne metody na odczynianie uroków, oddalanie złorzeczeń czy przekleństw?

Na przykład jest to rzucanie węgielków lub zapalonych zapałek na wodę, czyli łączenie wody z ogniem. To jest taki gest kreacyjny dlatego, że ogień to jest pierwiastek męski, a woda to pierwiastek żeński. Łączenie jednego z drugim tworzy nowy byt, nową jakość.

I zawsze wtedy liczy się rzucane zapałki na wspak, czyli od tyłu – od dziewięciu do jednego. Na końcu odmawia się modlitwę „Ojcze Nasz” lub „Zdrowaś Mario”, po czym osobie zauroczonej daje się tej wody do popicia. Jeśli jest w kubku, to zauroczony musi się jej napić z trzech stron. A później resztę wody wylewa się w miejsce, gdzie nikt nie chodzi.

Można też pójść na skróty. Otóż jeśli czujemy, że osoba przechodząca obok nas ma złe spojrzenie i po tym zaczynamy się czuć słabo, to najprostszym sposobem jest pomyśleć sobie: „Twoje oczy w mojej dupie” (śmiech). I to ma ochronić nas najszybciej.


Wierzy się, że uroki najbardziej szkodzą dzieciom. Mogą nawet doprowadzić do ich śmierci. Dlatego każda matka zna sposoby na radzeniem sobie z nimi. Często wysysa złą energię między brwiami dziecka. W tym czasie modli się i wypluwa. Albo oblizuje czoło. Ślina jest substytutem wody, a woda jest kreacyjna, innymi słowy stwarza na nowo.

Na Bojkowszczyźnie zapisałam kilkadziesiąt sposobów odczyniania uroków. Bo niemal każda gospodyni ma swój własny sposób. To są metody, które są również znane polskiej medycynie ludowej. Ludzie wierzą, że to działa. Kiedy ktoś choruje, zrobi wiele rzeczy, żeby sobie pomóc. I jest to silnie zakorzenione w naszej ludzkiej naturze.

Uprawianie magii czy zaklęć jest oficjalnie zakazane przez Kościół. Duchowni zwalczają też przesądy i zabobony, ich zdaniem stoi za tym nie Bóg, ale szatan.

Kobieta, która leczy ludzi, bardzo przestrzega postu, bardziej niż zwykły człowiek. Są dni w roku, kiedy od wschodu do zachodu słońca nie je i nie pije. W Wielki Post nie tylko nie je mięsa, ale też nabiału. I głęboko wierzy, że ma w sobie moc od Boga. Uważa, że byłoby grzechem tego nie wykorzystać w dobrym celu. Ma zatem poczucie obowiązku leczenia.
Zaklęcia są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ludzie wierzą, że nie można ich powierzyć komuś obcemu, bo wtedy stracą moc. Fot. Olga Solarz
Na wschodzie część księży to błogosławi, część natomiast tego zabrania. Pewna znachorka w Karpatach Ukraińskich dostała zaklęcie od teścia, przed jego śmiercią, na ukąszenie żmii i leczyła ludzi tym sposobem. Podczas spowiedzi nie dostała jednak przez to rozgrzeszenia. Kapłan zakazał jej tego robić. Przez jakiś czas miała dylemat moralny, co wybrać, w końcu wybrała leczenie, choć nadal chodzi do cerkwi. Nie była w stanie zaprzestać tej praktyki, wiedząc, że innym to pomaga.

W jednej z miejscowości na Bojkowszczyźnie wierzy się, że figurka Matki Boskiej, która stoi w cerkwi, ma magiczną moc. Kobiety uważają, że jak położą na nią chustkę wraz z intencją, to im pomoże. Ma to zadziałać szczególnie w przypadku bólu głowy. Ta figura była więc raz po raz zawieszana chustkami. Aż przyszedł nowy ksiądz, który postanowił walczyć z zabobonem i nie pozwolił im tego robić. Chustki przeniosły się na obraz Matki Boskiej, który wisi w przydrożnej kapliczce.

Heretycy, słudzy szatana i patriarcha, co nie chciał skończyć w przeręblu. Jak Moskwa „Trzecim Rzymem” się stała

Przekupstwem i siłą. Tak Rosyjska Cerkiew Prawosławna podporządkowała sobie ukraińską Cerkiew.

zobacz więcej
Generalnie nie widzę w tym nic złego. Niech to działa nawet na zasadzie autosugestii, bo dzięki temu jemy mniej leków przeciwmigrenowych (śmiech). Nawet jeśli jest to zabobon, to nikomu nie szkodzi. Tu jest przykład silnej wiary człowieka w moc Matki Boskiej. Ale dla części księży jest to rzecz niedopuszczalna.

Wiele z tych wierzeń i rytuałów ma korzenie pogańskie.

Wróciłam niedawno z Maramuresz w Rumunii, gdzie mieszkają Huculi. Daleko za wsią, na drodze prowadzącej w góry natknęłam się na krzyż zrobiony z patyków, z przywiązaną do niego czerwoną wstążką. Obok był ołtarz, też zrobiony z patyków, wyścielony liśćmi, na których leżała zdechła lub zabita żaba. Nie wydaje mi się, aby w takim niedostępnym miejscu zrobiły to dzieci, raczej wyglądało mi to na huculskie voodoo. To było na granicy wsi, a wierzy się, że granica jest taką szczeliną, przez którą przechodzi energia. Przez którą możemy połączyć się z siłami demonicznymi albo boskimi, znajdującymi się pod nami lub nad nami. I to na co się natknęłam, to był prawdopodobnie magiczny rytuał pochowania wiedźmy.

W Karpatach wierzy się, że pewne kobiety są wiedźmami, które zamieniają się w żabę, aby podchodzić do obory i odbierać krowom mleko. Mówi się na nie bosorki. Mogą to być na przykład nieżyczliwe sąsiadki.

Najmłodsza moja rozmówczyni, siedmioletnia dziewczynka, opowiadała mi o takim incydencie w jej rodzinnym gospodarstwie. Na podwórku pojawiła się żaba. Postanowiła ją mocno pobić. Na drugi dzień ich sąsiadka była chora i kulawa. Uwierzono, że to ona jest wiedźmą, która zamieniła się w żabę, aby odebrać ich krowie mleko. Dziecko było przekonane, że dzięki jego interwencji zwierzę ponownie można było doić. Na wsiach, gdzie ludzie żywią się głównie tym, co daje im gospodarstwo, jest to bardzo ważne.

Jest też grupa wierzeń związanych z magią miłosną, które mają pomóc usidlić wybranka albo ratować związek.

Magia miłosna jest generalnie czarną magią. Bowiem wierzy się, że wszystko to, co zostało przyciągnięte do człowieka w sposób nienaturalny, pochodzi od sił demonicznych. Przy leczeniu używa się zazwyczaj modlitw religijnych, natomiast przy magii miłosnej nie korzysta się z sił boskich, tylko czyta się teksty zaklęć.

Dla przykładu kobieta pali świeczką włosy mężczyzny, którego chce w sobie rozkochać. I mówi: „ Żebyś tak płonął z miłości do mnie, jak płoną twoje włosy, żebyś nie mógł o mnie zapomnieć”. Czyli wykorzystuje się jakiś element tej osoby, na przykład włosy, paznokieć, nitkę z ubrania, zdjęcie. Ta mała jej część reprezentuje całą osobę. Tak, jakby robiło się zaklęcia bezpośrednio nad tym człowiekiem. Działa to na zasadzie odbierania mu energii, w ten sposób się go usidla.
Są też działania bardziej wstydliwe, o których się głośno nie mówi. Kobieta dodaje do wina swoją krew menstruacyjną i częstuje nim mężczyznę. Wierzy, że w ten sposób go w sobie rozkocha. Mężczyzna dostaje od niej pewną energię, bez której jest mu trudno później żyć. Z kolei mężczyzna używa w tym celu swojego potu. Biega trzy, siedem czy dziewięć razy wokół jakiegoś sakralnego miejsca, żeby się spocić, a następnie ten pot zbiera i dodaje do napoju, którym częstują swoją wybrankę.

Ludzie wierzą, że jeśli zostało coś przyciągnięte magicznym sposobem, to nie będzie trwało długo. Takie związki są nieszczęśliwe. To nie jest prawdziwie stworzony związek, więc raczej się przed tym ostrzega.

Rany stały się perłami. Śmierć nabrała nowego znaczenia

Ikona pokazuje przebóstwiony świat. Matka Boska Częstochowska, najważniejszy obraz dla katolików w Polsce, jest klasyczną ikoną i pochodzi z Bizancjum.

zobacz więcej
Istnieją również ochronne rytuały związane z magią miłosną. Na przykład zwraca się uwagę na to, aby chleb weselny kroiła osoba, która jest w szczęśliwym związku małżeńskim. Nie może to być rozwódka, bo może to źle wróżyć małżonkom.

W tradycyjnych karpackich zwyczajach przed nocą poślubną sprawdzało się, czy para, która ma się kochać po raz pierwszy, nie ma na sobie węzełków, bo mogą tym zapętlić ich wspólne życie. Świeżo poślubionym podawało się też dużo miodu, aby mieli słodką przyszłość. Matka na przykład maściła pannie młodej włosy wodą z miodem. To wszystko miało sprzyjać szczęśliwemu życiu.

Jaki jest rytuał przekazywania wiedzy tajemnej? Czy matka uczy niej swoje dziecko, krok po kroku, od najmłodszych lat? Czy też strzeże tę wiedzę do samego końca i dopiero przekazuje na łożu śmierci?

Najczęściej babki szukają swoich następców jak już nie mają siły leczyć. Do momentu, kiedy to robią, trzymają wszystko w tajemnicy. I właśnie na łożu śmierci wyznaczają osobę, której mogą tę wiedzę przekazać. To wcale nie jest takie proste – ich dzieci nie chcą tego robić, bowiem wiąże się to ze sporym wyrzeczeniem, traci się przy tym dużo energii. Ponadto trzeba bardzo przestrzegać postu i być bardzo religijnym, więc przy tej okazji nakłada się wiele obowiązków na barki takiego człowieka. Zdarza się zatem, że znachorki umierają, nie przekazując swej wiedzy nikomu.

Natomiast w sytuacji, kiedy znajdzie się osoba, która przejmie taką wiedzę, wtedy znachorka dyktuje jej zaklęcia i przez dotyk przekazuje swoją moc.

Czy któraś z babek w ten sposób panią namaściła?

Wiele kobiet przekazało mi swoją wiedzę, zarówno w tej warstwie werbalnej, jak i w działaniu. Miałam rzeczywiście taki przypadek, że jedna pani ni z tego i owego wyciągnęła do mnie kciuk i poprosiła, żebym go pociągnęła, ponieważ ma skurcz. I to był ten moment, kiedy postanowiła mi przekazać swoją energię.

Zaskoczyło to panią, a może wręcz zmroziło?

Energia jest energią. Nie rozdzielam jej na pozytywną czy negatywną. Pytanie, co my z tym robimy, czy mamy dobre czy złe intencje. Są osoby wampiryczne, przy których traci się energię, to po prostu się czuje. Przebywanie z nimi jest w pewnym stopniu nieprzyjemne.

Ja czuję, że z kimś jest mi po drodze, a z kimś innym nie. Wierzę, że jeśli się uśmiechamy, to świat się do nas również uśmiecha. Dlatego nigdy nie miałam problemu, żeby iść do znachorek, choć nieraz mnie przed tym ostrzegano. Mam po prostu pozytywny stosunek do człowieka, więc wierzę, że mi się nic nie stanie. Może to naiwne myślenie, ale działa. (śmiech)
Mychajło Mychajłowycz Neczaj (1930 – 2011) – ostatni karpacki molfar. Mieszkał we wsi Jasienów Górny. We wrześniu 2010 został uhonorowany odznaczeniem „Zasłużony pracownik kultury Ukrainy” za wieloletnie kierowanie zespołem artystycznym „Struny Czeremosza”. Fot. Q13 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9986794
W swoim życiu kieruję się przysłowiem: „Dobrem posiejesz, dobro zbierzesz”. To jest najprostsza dewiza, która powinna nam w życiu towarzyszyć. Jeżeli kierujemy się dobrem, to ono wraca do nas.

Elementy magiczne są też na Ukrainie wykorzystywane w walce politycznej, między innymi w celu manipulowania odbiorcą. Przykładem jest spreparowana przepowiednia karpackiego molfara, jak nazywają w kulturze huculskiej magów i uzdrowicieli, Mychajło Neczaja dla Ukrainy i Wiktora Janukowycza – rzekomo przewidział, że przedwcześnie odejdzie z urzędu prezydenta.

Myślenie magiczne jest wtedy, kiedy nie potrafimy wytłumaczyć czegoś racjonalnie. I odwołujemy się do irracjonalnych elementów, w które ludzie wierzą. Wiele osób czyta horoskopy i się nimi sugeruje. Niby śmiejemy się z tego, ale w to wierzymy.

Czy przyszłego prezydenta Ukrainy wybrała Moskwa? Rosyjski „Plan Pinokio”

Niebezpieczne związki. Faworyt wyborów powiązany z oligarchą, oligarcha używający argumentów Kremla.

zobacz więcej
Neczaj, który był bardzo znaną postacią w Ukrainie, został zasztyletowany przez psychicznie chorego człowieka w 2011 roku. Na YouTube pojawiły się rosyjskie filmiki, w których kobiecy głos lektorki mówił o jego rzekomej przepowiedni, która dotyczyła rozpadu Ukrainy. Było to zaraz po Majdanie i wojnie na Ukrainie (protesty zwane Euromajdanem zaczęły się w listopadzie 2013 roku, konflikt w Donbasie w kwietniu 2014 roku; dwa miesiące wcześniej odsunięto od władzy Janukowycza – przyp. red). Natomiast w czasie Majdanu pojawiła się informacja, iż ten sam molfar prorokował odejście Janukowycza z fotelu prezydenta. Trafiło to na podatny grunt. Część ludzi uwierzyła, że przepowiednia może być prawdziwa.

Podczas ostatniej kampanii prezydenckiej, po której prezydentem został Wołodymyr Zełenski, w mediach zarządzanych przez przychylnego mu Ihora Kołomojskiego pojawiły się informacje, że astrologowie oraz wróżki przewidują, iż najwyższy urząd w państwie przejmie nowa twarz w polityce. Te przepowiednie pojawiły się zarówno w prasie drukowanej, jak i w internecie. Zastosowano tym samym przekaz podprogowy – jeżeli w kółko się coś powtarza, to jakiś procent ludzi zagłosuje w ten sposób, bo wierzy, że może to być dobre dla Ukrainy.

Na Ukrainie rozpowszechniono też kiedyś informację, jakoby znana bułgarska wieszczka Wanga – mistyczka, znachorka i jasnowidząca – przepowiedziała, że kiedyś prezydentem w tym kraju będzie kobieta o blond włosach. I na tym wiele lat bazowała Julia Tymoszenko.

Według pani istnieje możliwość ściślejszej współpracy medycyny ludowej z konwencjonalną?

To są dwa różne światy, każda z nich idzie w swoim kierunku. Na przykład ruch antyszczepionkowy jest dla mnie głupotą. Szczepionki wpłynęły na to, że ograniczyliśmy wiele chorób na świecie. Nie wierzę w to, że można tu zastosować zaklęcie.

Oczywiście wierzę w ziołolecznictwo i domowe sposoby leczenia w przypadku drobnych dolegliwości. Jeśli mam wysoką temperaturę, mogę spróbować to leczyć na przykład czosnkiem czy miodem. Ale jeśli chodzi o poważniejsze stany chorobowe, to osobiście skorzystałabym z medycyny konwencjonalnej. Poszłabym do lekarza, a nie szeptuchy.

Miałam znajomego, który zachorował na bąblowicę. To groźna, pasożytnicza choroba, wywoływana przez tasiemca bąblowcowego. Skorzystał z szamańskich metod, nie z tradycyjnej medycyny i zmarł. A była szansa, żeby go wyleczyć.

We wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. Gdzie jest ta granica – nie wiem, każdy ma swoją.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Praktycznie na każdej wsi po stronie ukraińskiej, w której robiłam badania, była babka, która używała ich w swojej praktyce – mówi dr Olga Solarz. Fot. Olga Solarz
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Miał być pałac klasy robotniczej. Dlaczego w latach 50....
Tunele istnieją do dziś, zalane wodą. Są ukryte szyby i chodniki, podziemna komora rozjazdowa przed stacją Szwedzka. Dziś jeździmy osuszonym fragmentem tunelu na I linii na Muranowie, w innych zrobiono magazyny, m.in. składy Centralnych Piwnic Win Importowanych (do 2006 roku).
Rozmowy Poprzednie wydanie
Przemilczany, zapomniany, zmanipulowany
Gdyby w Polsce przed 1939 rokiem rozwinęła się telewizja, byłby jej twarzą! – mówi autor książki „Kiedy Zygmunt Nowakowski wróci wreszcie do Krakowa?”
Rozmowy wydanie 10.01.2020 – 17.01.2020
Życie przestępców staje się coraz trudniejsze
W rzędzie szeregowców tylko na jednym dachu roztopił się śnieg. Okazało się, że na strychu była emitująca ciepło hodowla marihuany.
Rozmowy wydanie 10.01.2020 – 17.01.2020
Tu wyszedł na ganek i po raz ostatni popatrzył na Tatry
O pożegnaniu Jana Pawła z górami, o tragicznej wycieczce licealistów, których zabiła lawina i o czasach, gdy po Morskim Oku pływano łódkami.
Rozmowy wydanie 3.01.2020 – 10.01.2020
Niemiecki muzyk: Polskę uważam za moją drugą ojczyznę
Kto rzuca dobrą posadę w Niemczech i osiedla się w innym kraju? Tylko człowiek bardzo zakochany.