Historia

Ziemie „zagrabione przez polskich podpalaczy i terrorystów” znowu słowackie. Trzeci agresor

Słowacka armia – podobnie jak Niemcy – ruszyła do ataku bez wypowiedzenia wojny. Dywizja „Jánošík" przekroczyła polską granicę 1 września o godz. 5.00, czyli zaledwie kwadrans po tym, jak niemiecki pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął ostrzał Westerplatte. Gen. Čatloš wydał rozkaz: „Znowu nastał czas historycznej próby dla narodu słowackiego…”. Pierwszego dnia inwazji Słowacy i Niemcy zajęli wiele podhalańskich miejscowości, m.in. Jaworzynę, Niedzicę, Zakopane i Nowy Targ.

Biedroń w spódnicy

Miejsce lewicy i prawicy zajęli nowi aktorzy: lud z piwiarni i wielkomiejscy hipsterzy.

zobacz więcej
2 września 1939 r. w siedzibie Polskiego Radia w Warszawie pojawił się słowacki poseł nadzwyczajny dr Ladislav Szathmáry. Chociaż przebywał w stolicy II RP zaledwie trzy miesiące, szczerze współczuł Polakom tego, co ich spotkało. I przepraszał za swoich rodaków, którzy dzień wcześniej przyłączyli się do niemieckiej agresji na Polskę. W patetycznym przemówieniu dr Szathmáry wyraził solidarność z napadniętym narodem, podkreślając, że w tych ciężkich chwilach sprawą honoru narodowego jest wspieranie „tego państwa, które z najgłębszym zdecydowaniem walczy o największe ideały ludzkości: honor i wolność”.

Tego samego dnia na łamach „Expressu Porannego” opublikowano list Szathmáry’ego zaadresowany do szefa polskiego MSZ Józefa Becka. Słowacki poseł pisał: „Naród słowacki – w kraju lub za granicą – nigdy nie pogodzi się z gwałtami niemieckiej Trzeciej Rzeszy i przyłącza się do zbrojnego oporu przeciw intruzom, by przy współpracy z kulturalnymi narodami świata osiągnąć ponownie wolność i swobodnie decydować o swoim losie. Byłbym niezmiernie zobowiązany Waszej Ekscelencji, gdyby rząd polski zechciał przyjąć do wiadomości niniejsze moje oświadczenie i gdyby popierać zechciał wszelkimi środkami sam i sojuszników swoich walkę narodu słowackiego o uratowanie honoru narodowego i ojczyzny oraz zdobycia prawdziwej niepodległości”.

Jednocześnie Szathmáry wypowiedział posłuszeństwo własnemu rządowi, uznając go za nielegalny. W późniejszym czasie nasze władze pomogły słowackiemu posłowi opuścić Polskę. 10 września Szathmáry przez Rumunię przedostał się do Francji. We współpracującej z III Rzeszą Słowacji nie był już mile widziany.

Najserdeczniejsi sąsiedzi

Ledwie kilka miesięcy wcześniej nasze elity polityczne nawet przez chwilę nie zakładały takiego ponurego scenariusza. Gdy 15 marca 1939 r. upadła Czechosłowacja, Polska natychmiast uznała powołaną dzień wcześniej Pierwszą Republikę Słowacką. Władzę w nowym państwie objęli ludacy – członkowie Słowackiej Partii Ludowej o orientacji katolicko-narodowej. Na czele kraju stanął lider ugrupowania, pełniący funkcję premiera ksiądz Jozef Tiso. W Warszawie przyjęto te wieści z nieskrywaną radością, gdyż polscy politycy od wielu lat pielęgnowali dobre relacje z ludakami. Dla Warszawy od samego początku szczególnie istotny był krytyczny stosunek słowackiej partii do działań czechosłowackiego rządu. Polska prasa tym chętniej informowała więc o konfliktach słowacko-czeskich oraz podkreślała, że Słowacy są najserdeczniejszymi sąsiadami Polaków.
Polska pielęgnowała dobre relacje z politykami Słowackiej Partii Ludowej. W 1937 r. ks. Hlinka został odznaczony Wielkim Krzyżem I Klasy Polonia Restituta. Fot. NAC
Postawa ludaków wobec II RP rzeczywiście była wtedy przychylna – członkowie ugrupowania szybko uznali Warszawę za swojego orędownika w walce o słowacką autonomię. W ciągu całego 20-lecia międzywojennego propolskie nastroje nieco osłabły pod koniec lipca 1920 r., gdy Polsce przyznano terytoria, na których znajdowało się 13 spiskich wsi. Piłsudczycy nie zamierzali jednak rezygnować z prób politycznego zbliżenia ze Słowakami. Gdy w 1920 r. ks. Andrej Hlinka, współzałożyciel Słowackiej Partii Ludowej został aresztowany przez władze czechosłowackie, polski wywiad planował nawet akcję odbicia go z więzienia. W 1937 r. ks. Hlinka został odznaczony Wielkim Krzyżem I Klasy Polonia Restituta.

W okresie od marca do października 1938 r. w polskim resorcie spraw zagranicznych debatowano natomiast nad śmiałą koncepcją połączenia Słowacji z Polską. W połowie kwietnia przedstawiciel chadecji i szambelan papieski ks. Zygmunt Kaczyński pisał z Rzymu do dziennikarza Sylwina Strakacza: „Ostatnio w Polsce robi się szaloną propagandę antyczeską. Polska według kombinacji Becka ma otrzymać Słowacczyznę i część Moraw”.

Antypolski jad Zachodu

Nazywano Polaków „urodzonymi niewolnikami”, a walkę o granice II RP – „polskim imperializmem”, który grozi pogromami Żydów.

zobacz więcej
Entuzjazm polskich polityków wywołany informacją o utworzeniu niezawisłej Słowacji nie trwał jednak długo. Wszelkie próby włączenia Bratysławy do polskiej strefy wpływów były już zresztą w tym czasie z góry skazane na porażkę. Rząd ks. Tisy od samego początku był uzależniony od Berlina, co potwierdzało zawarcie formalnego układu słowacko-niemieckiego. Na mocy tego porozumienia III Rzesza zobowiązała się chronić niepodległość i integralności swojego słowiańskiego sojusznika, natomiast ludacy wyrazili zgodę na budowę niemieckich baz wojskowych na terenie swojego kraju.

„Jeszcze nie zginęła, ale zginąć musi”

Jednak już wcześniej, bo pod koniec 1938 r., kiedy do II RP włączono 226 km kw słowackich terytoriów – w tym m.in. Jaworzyny Tatrzańskiej, Leśnicy Pienińskiej oraz innych, mniejszych fragmentów Spisza – relacje pomiędzy Polakami i Słowakami uległy znacznemu pogorszeniu. 14 stycznia 1939 r. działacz ludowy Władysław Kiernik pisał z Pragi do Ignacego Paderewskiego: „Tułaliśmy się z p. Witosem po Słowacczyźnie i tam jednak spotkaliśmy się wkrótce z taką falą nienawiści do Polski, że musieliśmy wracać znów raczej do Czech, ale i tutaj zastaliśmy nie lepsze nastroje dla Polski”.

Dzień wcześniej jedna ze słowackich gazet podała, że na ścianie rezydencji prezydenta Ignacego Mościckiego – pałacyku myśliwskim w Jaworzynie Tatrzańskiej – pojawił się napis: „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi”. W tym czasie wielu słowackich polonofilów wyraźnie zmieniło orientację na proniemiecką, co niewątpliwie ułatwiło potem Berlinowi pertraktacje z ludakami. Już 20 marca 1939 r. Niemcy rozpoczęli tajne rozmowy ze słowackim rządem, podczas których ks. Tiso wyraził gotowość udziału w ataku na Polskę.
Pięć miesięcy później, 24 sierpnia 1939 r., Berlin poinformował Bratysławę, że inwazja na II RP jest nieunikniona i rozpocznie się dokładnie za dwa dni (pierwotnie Adolf Hitler planował zaatakować Polskę 26 sierpnia). W zamian za pomoc militarną, przywódca III Rzeszy obiecywał nienaruszalność obecnej granicy słowacko-węgierskiej oraz zwrócenie Bratysławie ziem zagarniętych przez Polaków. Hitler proponował też podobno ludakom Tatry i Zakopane, ale ks. Tiso odmówił, tłumacząc, że nie są to historyczne tereny słowackie.


Dalsze wypadki potoczyły się bardzo szybko. 26 sierpnia za południową granicą Polski zmobilizowano ok. 120 tys. żołnierzy. Jeszcze tego samego dnia w kraju pojawiły się pierwsze oddziały niemieckie. W specjalnym przemówieniu radiowym ks. Tiso apelował do rodaków: „Zgodnie z układem niemiecko-słowackim na Słowację przybyły wojska niemieckie w celu jej ochrony przed zagrożeniem polskim. Wzywamy ludność słowacką, by odnosiła się do wojsk niemieckich jak do dobrych przyjaciół, współpracowała z nimi i razem walczyła przeciw wspólnego wrogowi”.

Gotowi do marszu z Niemcami

Radiowe przemówienie ks. Tisy było pokłosiem antypolskiej propagandy, którą jego rząd szerzył od dobrych kilku miesięcy. Znając niemieckie zamiary względem Polski, ludacy zawczasu starali się przekonać opinię publiczną o konieczności przystąpienia Słowacji do wojny u boku III Rzeszy. Na każdym kroku podkreślali zatem, iż Warszawa ma złe zamiary wobec Bratysławy oraz że nie należy rezygnować z roszczeń terytorialnych wobec Polski. 21 sierpnia Aleksander Mach, przywódca paramilitarnej Gwardii Hlinki oraz minister propagandy wygłosił pełne nienawiści przemówienie, w którym straszył rodaków, że Polacy przygotowali wspólnie z Węgrami tajne plany podziału Słowacji.
Wielu Słowaków nie rozumiało jednak takiego kierunku polityki swojego rządu. Wbrew oczekiwaniom ks. Tisy i jego współpracowników, nastroje antypolskie wciąż nie były na Słowacji zbyt powszechne. Wojna z katolicką Polską była niepojęta również dla szeregowych członków partii ludackiej. Rosła też opozycja wobec reżimu ludaków.

Tymczasem mobilizacja słowackiej armii trwała w najlepsze, aż 28 sierpnia 1939 r. osiągnęła najwyższy stan w całej swojej historii. Pod bronią znalazło się 10 roczników mężczyzn – łącznie ok. 150 tys. ludzi. Dwa dni później odbyło się specjalne posiedzenie rządu i dowódców wojskowych, na którym podjęto ostateczną decyzję o wsparciu Wehrmachtu w napaści na Polskę. „Jesteśmy przygotowani do marszu z Niemcami” – oświadczył lapidarnie ks. Tiso.

Do działań przeciwko Polsce skierowano Armię „Bernolák” liczącą ponad 51 tys. żołnierzy. W jej skład weszły trzy dywizje: „Jánošík” gen. Antona Pulanicha, „Škultéty” ppłk. Ivana Imro (dowodzona w późniejszym czasie przez gen. Alexandra Čunderlika), „Rázus” gen. Augustina Malára oraz zgrupowanie manewrowe „Kalinčak”. Na naczelnego dowódcę mianowano ministra obrony narodowej gen. Ferdinanda Čatloša. Organizacyjnie Armia „ Bernolák” została podporządkowana Wehrmachtowi jako część 14. Armii gen. Wilhelma Lista.

Defilada zwycięstwa w Zakopanem

Słowacka armia – podobnie jak Niemcy – ruszyła do ataku bez wypowiedzenia wojny. Dywizja „Jánošík" przekroczyła polską granicę 1 września o godz. 5.00, czyli zaledwie kwadrans po tym, jak niemiecki pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął ostrzał Westerplatte. Gen. Čatloš wydał rozkaz: „Znowu nastał czas historycznej próby dla narodu słowackiego... Zdecydowane Niemcy potrzebują zdecydowanych przyjaciół, ofiarami naszymi zasłużymy na wdzięczność potomnych”.
Słowaccy i niemieccy żołnierze razem w Komańczy. Wrzesień 1939 rok. Fot. Wikimedia
Pierwszego dnia inwazji Słowacy i Niemcy zajęli wiele podhalańskich miejscowości, m.in. Jaworzynę, Niedzicę, Zakopane i Nowy Targ. W głównych walkach u boku Wehrmachtu uczestniczyła jedynie dywizja „Jánošík”; dywizja „Škultéty” operowała wyłącznie w zachodniej części Beskidu Niskiego, a żołnierze dywizji „Rázus” brali udział w nadgranicznych potyczkach na Podkarpaciu. Jednostki pod dowództwem gen. Augustina Malára przekroczyły polską granicę dopiero 8 września, maszerując w kierunku Jasła, Krosna i Sanoka.

W trakcie kampanii wielu Polakom trudno było zaakceptować fakt, że Słowacy to ich wrogowie. 3 września na pograniczu polsko-słowackim rozrzucano nawet ulotki, w których apelowano do żołnierzy gen. Čatloša: „My jesteśmy Waszymi braćmi! Nie chcemy do Was strzelać. Nie słuchajcie zdrajców – waszych i naszych śmiertelnych nieprzyjaciół. Zaufajcie nam! Załóżcie białe opaski. Polacy”. Broszurki te odniosły jednak niewielki skutek. Dodatkowo zaczęto odnotowywać przypadki dezercji Słowaków służących dotąd w Wojsku Polskim. Mimo to w szeregach słowackiej armii nie brakowało osób, które uważały wojnę z Polską za bezsensowną. Jeszcze przed 1 września niektóre słowackie garnizony wystąpiły przeciwko swoim przełożonym, odmawiając udziału w walkach.

13 września – kilka dni przed zakończeniem regularnych działań militarnych Słowaków w Polsce – gen. Čatloš zwrócił się do podkomendnych: „Żołnierze młodej armii słowackiej okazali się być godnymi towarzyszami broni swoich niemieckich kolegów, z którymi wspólnie przywrócili pokój i porządek na obszarze zagrabionym przez polskich podpalaczy i terrorystów” . Gen. Čatloš urządził też defiladę zwycięstwa w Zakopanem, a 4 października żołnierze dywizji „Jánošík” przemaszerowali w Popradzie przed ks. Tisą.

Kiedy Szwejk został dobrym wojakiem

Czyn legionowy? No, oczywiście! Kto wie, czy liczbowo nie brało w tego rodzaju działaniach udział więcej Czechów niż Polaków?

zobacz więcej
Chociaż walki pomiędzy Słowakami i Polakami nie należały do najbardziej zaciętych, w trakcie całej kampanii do słowackiej niewoli dostało się ok. 1350 polskich żołnierzy. Większość z nich przekazano Niemcom, którzy umieścili ich w swoich obozach jenieckich. Straty słowackie w wojnie z Polską były stosunkowo niskie. Odnotowano 18 zabitych, 46 zaginionych i 11 rannych żołnierzy Armii „Bernolák”.

Trzy tygodnie później lider ludaków został wybrany na urząd prezydenta. 21 listopada 1939 r. Hitler oficjalnie wynagrodził ks. Tiso za udział w inwazji na Polskę, ofiarując Słowacji część terenów Spiszu i Orawy, zamieszkanych przez 34 tys. ludzi. Państwo ludaków zwiększyło tym samym swoją powierzchnię o 770 km kw, z czego 586 km kw (11 orawskich wsi zamieszkanych przez 27 tys. ludzi) należało przed 1938 r. do Polski.

Pogrzeb Polski

Słowackie władze doskonale rozumiały, że otwarta wrogość wobec Polaków stanowi dla nich gwarancję trwałej przyjaźni z Niemcami. Zgodnie z założeniami przyjętymi przez rząd ks. Tisy z terenów włączonych do Słowacji miały zostać usunięte wszelkie ślady polskości. Słowakizacja okupowanych ziem przybierała nieraz formy wyraźnego manifestu, czego najlepszym przykładem było zorganizowanie symbolicznego pogrzebu Polski w Jurgowie. Codziennością stało się palenie polskich książek. Przy czym Słowacy uciekali się nieraz do podstępu, ogłaszając rzekomą zbiórkę książek dla polskich jeńców wojennych.

Od pierwszych dni okupacji usuwano z parafii księży i zastępowano ich duchownymi z innych obszarów Słowacji. Niektórych kapłanów izolowano od miejscowej społeczności. Księża, którzy odmawiali złożenia przysięgi na wierność państwu słowackiemu i sabotowali obowiązek głoszenia kazań po słowacku, byli zamykani w klasztorach w Spiskim Czwartku i Bardejowie.
Ostatecznie projekt państwowy ludaków upadł, a ich liderzy podzielili los innych sojuszników Hitlera. Ks. Tiso (z prawej) został skazany na karę śmierci. Fot. NAC
Drugą najbardziej represjonowaną grupę stanowili polscy nauczyciele, których pozbawiono prawa do nauczania. Wszystkie polskie szkoły otrzymały status szkół kościelnych, a państwowym inspektorem placówek oświatowych na Spiszu został znany z aktywnej działalności antypolskiej ks. Franciszek Moš.

Ponadto Słowacy regularnie tropili i wyłapywali członków polskiego podziemia, a następnie przekazywali ich Niemcom. Jak wspominał Włodzimierz Budarkiewicz, oficer AK na Podhalu i Sądecczyźnie: „Od pierwszych dni okupacji kraju, słowacka straż graniczna współpracowała z [niemieckim] Grenzschutzem i gestapo, zatrzymywała i przekazywała Niemcom przekradających się na Węgry i dalej do Francji Polaków […] oraz kurierów utrzymujących łączność między kierownictwem Polski podziemnej i rządem emigracyjnym na Zachodzie”.

Tiso musi wisieć

W 1941 r. słowaccy żołnierze wesprą Niemców w ich ostatniej krucjacie – inwazji na Związek Radziecki. Ostatecznie jednak projekt państwowy ludaków upadnie, a ich liderzy podzielą los wielu pozostałych sojuszników Hitlera.

Za swoje wybory z czasów wojny ksiądz Jozef Tiso zapłacił najwyższą cenę – 15 kwietnia 1947 r. sąd czechosłowacki skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano trzy dni później w Bratysławie. Zanim do tego doszło prezydent Czechosłowacji Edward Benesz wahał się, czy nie podpisać aktu łaski. Jednak komuniści, którzy już wtedy mieli bardzo silną pozycję w rządzie czechosłowackim, za wszelką cenę chcieli zobaczyć ks. Tisę na szubienicy. – Ten chłop musi wisieć – mówił bez ogródek premier Klement Gottwald.

Zarówno w trakcie procesu, jak i po odczytaniu wyroku skazującego, były prezydent Pierwszej Republiki Słowackiej nie okazywał skruchy. Wręcz przeciwnie – bronił swoich poglądów i określał siebie mianem „męczennika narodu słowackiego i antybolszewickiej postawy”. Ponieważ szybko okazało się, że wielu Słowaków podziela argumentację ks. Tisy, po kilku dniach zawieszono audycje radiowe z procesu.

Konflikty o Spisz i Orawę nie ustały wraz ze śmiercią ks. Tisy. Wprawdzie po II wojnie światowej przywrócono status quo z lat 1920–1938, ale dopiero 13 czerwca 1958 r. rządy Polskiej Republiki Ludowej i Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej podpisały porozumienie zamykające definitywnie wieloletnie spory graniczne.

– Adam Gaafar

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Karpackie dramaty
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.