Historia

Więzieni biskupi, gwałcone zakonnice, powieszeni księża. Jak budowano nowy wspaniały świat

Gdy rośnie agresja wobec ludzi Kościoła, warto powtarzać słowa wypowiedziane ostatnio abp. Marka Jędraszewskiego, że „chrześcijaństwo zawsze było prześladowane”. I przypominać, że od antyklerykalizmu często bywało bardzo niedaleko do potwornych zbrodni.

Jest nowy powód do afery. Arcybiskup Marek Jędraszewski rzekomo bronił pedofilów w sutannach – czytam w rozmaitych mediach. O co chodzi? O fragment wypowiedzi metropolity krakowskiego podczas panelu na Europejskim Kongresie Samorządów. – Spójrzmy dzisiaj na Australię, gdzie kardynał Pell został skazany. Tam się łamie prawa człowieka. Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane – powiedział arcybiskup.

Nie wchodząc w kwestię winy lub jej braku kardynała George’a Pella (jeszcze kilka lat temu broniłbym go, bo w jego sprawie wiele jest niejasności i zwyczajnych niespójności, jednak doświadczenie nauczyło mnie ostrożności), trzeba powiedzieć, że akurat w kwestii prześladowania chrześcijan, a szczególnie duchownych ksiądz arcybiskup ma zwyczajnie rację.
W jednym z poznańskich klubów występująca na scenie drag queen poderżnęła gardło kukle z twarzą abp. Marka Jędraszewskiego. Fot. printscreen/pridenews.pl
Warto przypominać, że już naziści oskarżali kapłanów o niecne praktyki seksualne i próbowali ich za to skazywać. Ale trzeba też podkreślać, iż nienawiść do religii to cecha nie tylko systemów totalitarnych, ale także tych nurtów politycznych, które współcześnie powszechnie uchodzą za łagodne, miłosierne i będące podstawą europejskiej tradycji.

Wolność, równość, nienawiść

Rewolucja francuska uchodzi za źródło nowoczesnej demokracji i europejskiej tożsamości, ale w jej trakcie za wiarę życie oddało ponad trzy tysiące kapłanów. Rewolucjoniści mordowali ich, wykorzystując takie dowody przestępstwa, jak znalezienie przy ks. Julienie d’Herville’u „wszystkich środków dla uprawiania fanatyzmu i przesądu: szkaplerz z dwoma medalikami, małe okrągłe pudełko z zaczarowanym chlebem, taśmę, na której był przyczepiony duży krzyż ze srebra, serce wykonane ze srebra oraz kryształowy relikwiarz”. Za to, a także za odmowę bluźnierczej przysięgi, orleański Trybunał Rewolucyjny skazał tego jezuitę na śmierć w roku 1793.

Ks. d’Herville nie jest bynajmniej jedyną ofiarą przemocy rewolucyjnej. Już w 1906 roku papież Pius X beatyfikował okrutnie zamordowane karmelitanki z Compiegne. Te bohaterskie kobiety, których jedyną winą było to, że nie chciały się wyrzec wiary w Jezusa Chrystusa, przewieziono na miejsce kaźni bydlęcymi wozami, a później powieszono na szafocie.

Karmelitanki do końca nie straciły wiary, nadziei i miłości. Gdy stanęły przed szafotem, odśpiewały „Przybądź Duchu Święty”, a także odmówiły swoje przyrzeczenia chrzcielne i śluby zakonne.

Krzysztof Pieczyński: jak zdobyć rząd antyklerykalnych dusz?

Podobno to wielki aktor, antyklerykał z pewnością jeszcze większy. Tylko kto mu napisał tę rolę?

zobacz więcej
Również w okrutnych męczarniach zginęło 547 księży, których skazano na wygnanie do Gujany. Statek, którym mieli zostać deportowani, cumował u wejścia do portu w Bordeaux, jednak nie wypływał. Pozbawieni jedzenia, leków, ściśnięci do granic możliwości, bici i katowani kapłani umierali jeden po drugim. Sześćdziesięciu czterech z nich beatyfikował w 1995 roku św. Jan Paweł II, który podkreślał, że kapłani ci, „na dnie udręki zachowali ducha przebaczenia”.

Wcześniej, bo w 1926 roku Pius XI wyniósł na ołtarze 191 męczenników paryskich, których zamordowano w trakcie gigantycznej rzezi duchowieństwa od 2 do 6 września 1792 roku w Paryżu. Z dokumentacji rewolucyjnej wynika, że zamordowano wówczas tysiąc czterystu duchownych, którzy odmówili podpisania aktów lojalności wobec rewolucji.

Mężczyzn i kobiety wyciągano z klasztorów i rozszarpywano na oczach współbraci. Część z nich została powieszona, ale część straciła życie w wyniku samosądów rozwścieczonego tłumu rewolucjonistów. Ofiary mordu, to też pewna tradycja, zostały pochowane w zbiorowych mogiłach na terenie cmentarza Vaugirard, część z nich wrzucono do studni.

Liczby zamordowanych, utopionych na barkach, skazanych na powieszenie czy ścięcie wandejskich chłopów, których jedyną winą było to, że chcieli zachować wiarę, nawet nie ma co liczyć. Część francuskich historyków otwarcie przyznaje, że Wandea była pierwszym nowoczesnym ludobójstwem, a winą ofiar było to, że nie podobał im się „nowy, wspaniały świat”.

Pełna likwidacja przesądów

I tak już zostało. Znakiem rozpoznawczym budowania nowego, wspaniałego, lewicowego świata, szczególnie w wydaniu rewolucyjnym, stały się szubienice z powieszonymi na nich księżmi. Rewolucja październikowa i budowanie komunizmu w Rosji dokonały się na grobach milionów ofiar, w tym kilkudziesięciu tysięcy księży: prawosławnych, ormiańskich, katolickich, a także pastorów protestanckich.
Witraż w kościele w Quidenham ze sceną męczeństwa 16 karmelitanek z Compiègne, ofiar rewolucji francuskiej. Fot. Wikimedia/John Salmon
Prześladowania zaczęły się w momencie, gdy bolszewicy przejęli władzę w Rosji. Już w pierwszym roku zamordowano, niekiedy w bestialski sposób, szesnastu biskupów i prawie trzy tysiące księży prawosławnych.

W programie przyjętym na VIII Zjeździe Rosyjskiej Partii Komunistycznej (bolszewików) w marcu 1919 roku zapisano, że partia chce „pełnej likwidacji przesądów religijnych”. Co to oznaczało w praktyce? Otóż, każdy człowiek religijny uznawany był za kontrrewolucjonistę, a takiego należało zniszczyć.

„Rozstrzeliwania stanowią jedną z form budowy społeczeństwa komunistycznego. Bez masowych represji i rozstrzeliwań nie zbudujemy komunizmu” – głosił bolszewik Michaił Bucharin. I masowo rozstrzeliwano duchownych, a także profanowano kościoły i cerkwie. Świątynie Kremla, Moskwy, miast Jarosławia i Symferopola zostały ograbione. Niektóre zbezczeszczono, zakrystie, historyczne biblioteki patriarchów moskiewskiego i piotrogrodzkiego, obrabowano. Metropolitę̨ kijowskiego Włodzimierza, około dwudziestu biskupów i setki duchownych zamordowano. Procesje religijne, w których uczestniczyły tłumy wiernych, w Piotrogrodzie, Tule, Charkowie i Siligaliczu, były rozpraszane strzałami z karabinów.

„Tam, gdzie panuje władza bolszewików, Kościół chrześcijański jest prześladowany z większym okrucieństwem niż̇ podczas trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa. Zakonnice były gwałcone, ogłasza się socjalizację kobiety i licencję namiętności najwyuzdańszych” – pisali do papieża Benedykta XV biskupi prawosławni z Syberii w liście z Omska datowanym 7 lutego 1919 roku.

Z czasem było tylko gorzej. Duchownych pozbawiono wszelkich praw i uznano za grupę wykluczoną.

Ciało spalono, by nie stało się przedmiotem kultu

Na Kościół katolicki czas przyszedł później. Początkowo cieszył się on względną wolnością. Do pierwszej konfrontacji, od razu bardzo ostrej, doszło w lutym 1922 roku, gdy Rada Komisarzy Ludowych zadecydowała o konfiskacie naczyń liturgicznych i przetopieniu ich na środki konieczne do walki ze sztucznie wywołanym głodem na Powołżu.

Wciąż na nowo wołał o krew podsądnych. Twarze ich płonęły, oczy mieli załzawione

Gdy bolszewiccy urzędnicy przyszli zabrać wszystko, co cenne, odpowiedział: „Paszli won”. Moskiewski proces piętnastu.

zobacz więcej
Wbrew temu, co może się wydawać, przyczyny uderzenia były fikcyjne, bowiem katolicy i prawosławni chcieli sami przekazać środki na pomoc biednych, ale komunistom nie chodziło o pieniądze, a o pretekst do niszczenia świątyń. W tej sytuacji administrator apostolski archidiecezji mohylewskiej abp Jan Cieplak nakazał duchowieństwu zbojkotowanie tego prawa.

Odpowiedź była krwawa. W grudniu 1922 roku władze Piotrogrodu (a to tam znajdowała się największa wspólnota katolików) zamknęły wszystkie świątynie w mieście. Oddziały bolszewickie wdarły się do kościołów, profanując Najświętszy Sakrament, konfiskując naczynia liturgiczne, wota, a nawet plądrując krypty, w których spoczywały ciała biskupów.

2 marca 1923 r. grupa 15 duchownych z Piotrogrodu z administratorem apostolskim metropolii mohylewskiej abp Janem Cieplakiem otrzymała wezwanie do stawienia się przed Trybunałem Rewolucyjnym w Moskwie. Żegnały ich tłumy. Tuż po przybyciu do Moskwy aresztowano ich, a 21 marca rozpoczął się publiczny proces, który zakończył się po pięciu dniach – skazano ich za zdradę Związku Sowieckiego.

Ostatecznie, jako że w sprawie arcybiskupa interweniował papież, udało się zamienić jego karę na dziesięć lat więzienia, a rok później został on wydalony z kraju. Jednak jego wikariusz generalny ksiądz prałat Konstanty Romuald Budkiewicz został stracony.

Umierał jako męczennik. 31 marca 1923 r., w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, oznajmiono mu, że jego wyrok zostanie wykonany natychmiast. Kapłan poprosił o kilka minut, a potem został wyprowadzony do piwnicy. Tam poprosił jednego z zabójców, by przekazał wiernym, że pozostał wierny Kościołowi do końca swoich dni. A potem już tylko modlił się po cichu. Zabito go strzałem w potylicę, a ciało spalono, by nie stało się przedmiotem kultu. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w roku 2003.
Msza beatyfikacyjna męczenników z Nembry Antonia Gonzaleza Alonsa, Isidora Fernandeza Cordera, Genara Fueyo Castanona i Segunda Alonsa Gonzaleza zamordowanych przez republikanów czasie wojny domowej w Hiszpanii. 8 października 2016. Fot. REUTERS/Eloy Alonso
Krew na rękach hiszpańskich republikanów

Uwielbiani przez literaturę republikanie hiszpańscy także mają krew na rękach. W latach 30. prowadzili oni niezwykle brutalne działania wobec Kościoła, które określano mianem czerwonego terroru. W ich trakcie zginęło między 38 a 110 tysięcy osób, głównie katolików, przeciwko którym skierowane były prześladowania. Wśród nich było przynajmniej 6832 duchownych – kapłanów, zakonnic i zakonników. W niektórych miejscach zlikwidowano niemal wszystkich duchownych. Tak było w Barbastro, gdzie zamordowano 123 ze 140 kapłanów.

Warto wspomnieć, a jaki sposób republikanie dokonywali zbrodni. Siostry przed śmiercią były wielokrotnie gwałcone, a później wieszane na własnych różańcach. Kapłanom wbijano krucyfiksy w gardła, a wszystko to na oczach ich matek, które niekiedy także gwałcono na oczach synów. Łaską było zwykłe rozstrzelanie.

Nacinali im skórę za uszami, żeby krew powoli ściekała. Gotowali żywcem w gorących wulkanicznych źródłach

Zadali mu trzy pytania: czy nie ma żony, czy czci Matkę Bożą i czy jest w jedności z Białym Ojcem.

zobacz więcej
Liderzy republikańskiej lewicy podkreślali, że Hiszpania musi spłynąć krwią, a świątynie muszą zapłonąć, by można było zbudować nowy wspaniały świat. I rzeczywiście spłonęły setki świątyń, które wcześniej sprofanowano. W jednej z nich z grobowca wyciągnięto głowę świętego, którą rozgrywano mecz piłki nożnej, gdzie indziej wyciągnięto ciało zakonnicy, by je sprofanować, a w jeszcze innym, po rozstrzelaniu katolików zaczęto układać ich ciała, tak jakby ze sobą kopulowały.

Przed Hiszpanią był Meksyk, gdzie niedługo wcześniej nakazano pozamykać katolickie szkoły i szpitale, a socjalistyczny prezydent zakazał sprawowania kultu. Katolicy chwycili za broń i w 1926 roku wybuchło powstanie. Zawołaniem powstańców było „Niech żyje Chrystus Król!” oraz „Niech żyje Matka Boża z Guadalupe!”

Mordowano ich masowo. Jednak nawet ci, którzy nie walczyli, byli skazywani na śmierć. Ks. Krzysztof Magallanes jedynie wypełniał swoje kapłańskie obowiązki i za to został skazany na śmierć. Przed śmiercią wybaczył swoim oprawcom. „Umieram niewinny, wybaczam z serca tym, którzy przyczynili się do mojej śmierci, i proszę Boga, by moja krew posłużyła jedności moich meksykańskich braci” – powiedział.

Bo usypiali lud

Ofiary komunistów można wymieniać długo. Kapłani, biskupi, zakonnice i zakonnicy ginęli w Polsce, na Litwie, w Czechosłowacji, w Chinach, w Korei Północnej, a także – o czym czasem się zapomina – w Peru. Tam ofiarami lewackiej partyzantki spod znaku Świetlistego Szlaku stali się dwa polscy franciszkanie błogosławieni o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek.
Relikwie drugiej kategorii (ubrania przekazane przez rodzinę) beatyfikowanych misjonarzy-męczenników o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka, którzy zostali zamordowani przez terrorystów z Komunistycznej Partii Peru "Świetlisty Szlak" 9 sierpnia 1991 r. w peruwiańskiej miejscowosci Pariacoto. Fot. PAP/Stanisław Rozpędzik
Zabito ich, bo – jak to ujęli komunistyczni partyzanci – „poniżali lud, rozdzielając żywność pochodzącą od imperialistów”, bo „religia jest opium dla ludu”, bo „głosząc pokój i podejmując działania ewangelizacyjne oraz charytatywne, usypiają lud po to, aby masy nie podejmowały zrywu rewolucyjnego”.

W jednym niezbyt długim tekście można opisać tylko niewielką część ofiar, które zginęły za wiarę. Warto pamiętać o nich i o wszystkich innych, którzy padli ofiarą lewicowych ideologii, niezależnie od tego, jakiej barwy była to lewica.

- Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Francois Souchal – „Wandalizm rewolucji”
Zdjęcie główne: Środowiska LGBT domagają się uwięzienia abp. Marka Jędraszewskiego, za to, że nazwał ich ideologię "tęczową zarazą". Na fotografii protest w Krakowie 4 sierpnia 2019. Fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Pierwsi przyjęli natarcie Armii Czerwonej. NKWD ścigało ich z...
Wielu oficerów KOP zostało rozstrzelanych w Twerze i Miednoje.
Historia Najnowsze wydanie
Mord w Mokranach, czyli marynarski Katyń
Przed zakończeniem wojny obronnej Polski, Sowieci z zimną krwią zamordowali oficerów i podoficerów Flotylli Pińskiej.
Historia Najnowsze wydanie
Myśmy na powstanie czekali. Jego wybuch wywołał euforię
My, którzy braliśmy udział w walkach w 1944 roku, nie dalibyśmy sobie tego odebrać.
Historia Poprzednie wydanie
„Koniec pewnej epoki we wschodniej części Europy”
Misję Tadeusza Mazowieckiego bacznie obserwowała polska i zagraniczna prasa, a także – co nawet w PRL niezwykłe – Służba Bezpieczeństwa.
Historia Poprzednie wydanie
„Polska jest załatwiona”. Odsiecz, która nie nadeszła
W Abbeville sojusznicy definitywnie rzucili Polskę na pastwę Hitlera i Stalina.