Rozmowy

Polacy przeciw Litwinom. Zapomniane powstanie w Sejnach

Litwini mają kompleks wyższości wobec Rosjan i kompleks niższości wobec Polaków. Kultura polska bardzo ich przyciąga; jest dla nich bardziej żywotna, dominująca względem kultury litewskiej, stąd ich obawy, że może znów nastąpić odpływ elit w kierunku Polski – mówi prof. Wiesław Jan Wysocki, autor książki „Powstanie Sejneńskie 1919”.

TYGODNIK TVP: Dokładnie 100 lat temu, 23 sierpnia 1919 roku, wybuchło powstanie sejneńskie, w którym Polacy walczyli z Litwinami. Trwało do 28 sierpnia i zakończyło się naszym sukcesem. W jakich okolicznościach w ogóle do niego doszło?

WIESŁAW JAN WYSOCKI: Trzeba pamiętać, że Suwalszczyzna w latach 1914-1915 została objęta inwazją niemiecką. Niemcy liczyli, że tereny dawnej guberni suwalskiej uda się zagarnąć i włączyć do Prus Wschodnich. Państwa Ententy nakazały im jednak wycofać się z terenów wschodnich, co Niemcy – niechętnie – uczynili. Łączyły ich przy tym partnerskie relacje z Litwinami. W lipcu 1918, decyzją Taryby, czyli Litewskiej Rady Państwowej królem Litwy został niemiecki książę Wilhelm Karl von Urach. Ponadto Berlin uznał istnienie państwa litewskiego.

Litwini chcieli zrealizować koncepcję Litwy historycznej, obejmującej również Mińszczyznę. Ale zderzyła się ona z planami Józefa Piłsudskiego, który widział Litwę w ramach narodowych, czyli Litwy kowieńskiej.
W czerwcu 1918 Litewska Rada Państwowa (Lietuvos Taryba) proklamowała Królestwo Litwy i osadziła na tronie wirtemberskiego księcia Wilhelma Herzoga von Urach. Monarcha nie znał języka litewskiego i nigdy nie przyjechał na Litwę. W listopadzie 1918 roku Litwę przekształcono w republikę. Fot. Wikimedia/Hofatelier Andersen, Stuttgart - kartka pocztowa. Źródło: prywatna kolekcja Wartenberg Trust. Mapa Królestwa Litwy z roku 1918: Wikimedia/XrysD - Praca własna
Jednocześnie wśród Litwinów rozwijał się ruch nacjonalistyczny. Tu trzeba sięgnąć do litewskiego odrodzenia narodowego, w tym języka; dużą zasługę miały tu Sejny – siedziba biskupa i seminarium. Ostatni biskup, Antoni Karaś, czyli Antanas Karosas był zresztą polakożercą. Nie przyjmował do seminarium Polaków, nacjonalizował Kościół litewski.

Nastroje były zatem napięte. Co było dalej?

Gdy Niemcy zostali zmuszeni do opuszczenia Ober-Ostu [Gebiet des Oberbefehlshabers Ost – tak nazywana była część dawnego Imperium Rosyjskiego, okupowana przez Niemców od 1915 r. – red.], przekazywali na Suwalszczyźnie władzę Litwinom. Litwini jednak wiedzieli, że nie utrzymają władzy w Suwałkach i Augustowie, gdzie etnicznie zdecydowanie dominowali Polacy – Litwinów była tam zaledwie garstka.

Toteż skoncentrowali się na zajęciu Sejn; stanowili tam wprawdzie ok. 4 proc. ludności, ale liczyli, że to wystarczy do utrzymania władzy. Traktowali Sejny jak swoje miasto. Niedługo przed wybuchem powstania – w odpowiedzi na publiczne zebranie polskich działaczy niepodległościowych – do Sejn przyjechał litewski premier Mykolas Sleževičius. Podjudzał miejscową ludność, nie przebierając w słowach, wzywał do wypędzenia Polaków z Sejn, do „bronienia się wszelkimi sposobami”, sięgając nawet po siekiery czy widły.

Brzmi to tak, jakby Litwini uznawali Polaków za okupantów.

Tak było, zresztą jest to element wciąż obecny w ich spojrzeniu na Polskę. Często pojawia się np. zarzut, że w I Rzeczypospolitej ukradliśmy im elity. Przecież to bzdura.

Skąd zatem wziął się ten zarzut?

O ile Litwini mają kompleks wyższości wobec Rosjan, o tyle mają kompleks niższości wobec Polaków – kultura polska bardzo ich przyciąga; jest dla nich bardziej żywotna, dominująca względem kultury litewskiej, stąd obawy, że może znów nastąpić odpływ elit w kierunku Polski.

To właśnie było dla nich podstawą, by nie przyjmować żadnych propozycji Warszawy. Piłsudskiego, który wielokrotnie próbował wyjść naprzeciw litewskim oczekiwaniom, również oceniali bardzo negatywnie. Mówili, że wprawdzie „wywodzi się z Litwy, ale jest jej wrogiem”.

Powiedział pan o kompleksie wyższości Litwinów wobec Rosjan. W jaki sposób on się przejawia?

Litwini postrzegają Rosjan jako ludzi zachowujących się raczej w sposób prymitywny, a kulturę litewską za wyższą od rosyjskiej. W ich mniemaniu Rosjanie nie są w stanie podbić ich duchowo; uważają, że pod tym względem są od nich silniejsi.

Sekcja rosyjska to było kłębowisko żmij. Ktoś kiedyś nalał koleżance kleju do butów

Litewska poetka: Unia Lubelska była koniecznością, ponieważ i Litwa, i Polska widziały niebezpieczeństwo w ekspansji Rosji. Mogła ochronić oba państwa. Dopóki były razem, stanowiły siłę.

zobacz więcej
Natomiast to, jak postrzegają Polskę, zostało wyrażone w latach 30. XX wieku: w podręczniku do historii, który do dziś dla Litwinów jest elementarzem. Wyłania się z niego następujący obraz: „Jagiellonowie to zdrajcy; I Rzeczpospolita była polską dominacją, a właściwie to okupacją Litwy”. Co prawda ostatnio coś drgnęło, zaczęły np. powstawać polsko-litewskie projekty badawcze, ale to wciąż obowiązujący elementarz historyczny.

W wyniku kompromisu między stroną polską a Ententą, osiągniętego podczas konferencji pokojowej w Paryżu, została 26 lipca wytyczona linia demarkacyjna – tzw. linia Focha. Sejny znalazły się po stronie polskiej. Jak zareagowali na to Litwini?

Nie przyjmowali tego argumentu. Polska delegacja w Paryżu była silniejsza od litewskiej. Pozycja Dmowskiego czy Paderewskiego była znacznie wyższa; imponowali oni znajomością języków, mieli dobrze opracowane memoriały. Litwini właściwie nic specjalnego w Paryżu nie uzyskali. Może poza poszukiwaniem kadr do swojej armii: czerpali zwłaszcza z armii niemieckiej, której oficerowie po kapitulacji nie mieli nic do roboty i można było ich… kupić.

Bolączką Litwinów był brak przeszkolonych żołnierzy, szczególnie kadry oficerskiej. Dopiero planowano założenie szkół, które mogłyby kształcić przyszłych oficerów i podoficerów. Armię zwykle buduje się długo. Wprawdzie nam udało się to zrobić w krótkim czasie, ale to dlatego, że mieliśmy wiele formacji militarnych, w których nasi żołnierze byli już ostrzelani, mieli więc pewne doświadczenie. Poza tym mieliśmy niezłą kadrę oficerską.

Jak wyglądały polskie przygotowania do powstania?

Gdy w 1918 roku powstało państwo polskie, wielu oficerów z I Korpusu Polski gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego, wywodzących się z armii carskiej, wróciło do swojego matecznika. Do tego powstała Polska Organizacja Wojskowa (POW), a także różnego rodzaju ruchy obrony Kresów czy quasi-samorządy.

Na Suwalszczyźnie Polacy byli siłą dominującą pod względem etnicznym. Jednakże Litwini, po opuszczeniu Suwałk i Augustowa, ogłosili na terenie powiatu sejneńskiego pobór do armii litewskiej. Młodzi Polacy zbojkotowali to polecenie. W następstwie mieli dwa wyjścia: uciekać z Sejneńszczyzny albo wstąpić do struktur konspiracyjnych, do POW, i czekać na sygnał do walki.

Do Warszawy wysyłano prośby o pomoc. Jednakże Józef Piłsudski odwlekał podjęcie decyzji o jakichkolwiek działaniach. Dlaczego?

Liczył na układ z Kownem. Wysyłał tam mediatorów. Choć trzeba pamiętać, że w kwietniu 1919 roku zajął Wilno, co położyło może nie kres, ale pewną tamę wobec dalszych rokowań z Kownem.

Do dziś nie ma pewności, czy powstanie sejneńskie wybuchło w porozumieniu z Warszawą.
Trzykrotny premier Litwy Mykolas Sleževičius (siedzi w środku) wraz ze swoimi ministrami w Kownie w 1919 roku. Fot. Wikimedia/Lietuvos nacionalinis muziejus (Litewskie Muzeum narodowe)
Wydaje się, że Piłsudski wyraził zgodę na powstanie, choć nie jest to udokumentowane i niektórzy to negują. Oczywiście lokalni działacze niepodległościowi z Suwalszczyzny mieli pewną autonomię, ale POW była jednak strukturą wojskową, podległą Warszawie.

Pamiętam, jak kilka lat temu na jednej z konferencji naukowych, na mównicę wszedł schludnie ubrany, starszy pan i powiedział: „Jestem synem Adama Rudnickiego, dowódcy POW na Suwalszczyźnie. Mój ojciec był u Komendanta, oczekując na zgodę na powstanie. Piłsudski odparł konfidencjonalnie: «Z różnych względów nie mogę wam wydać takiego rozkazu. Ale jesteście młodzi. Jak wam się uda i będziecie mieć syna, to zostanę jego ojcem chrzestnym, a jak córkę, to jej matką chrzestną zostanie moja żona». Jestem chrześniakiem Marszałka”.

Ten przekaz świadczy, że Piłsudski wiedział o powstaniu. Jestem o tym przekonany. POW nie pozwoliłaby sobie na taką niesubordynację.

Powstanie pokrzyżowało jednak plany Józefa Piłsudskiego...

Szykował on przewrót w Kownie – ówczesnej stolicy Litwy. Propolsko nastawieni Litwini mieli przejąć władzę, ale to się nie udało. Zanim doszło do zamachu stanu, spiskowcy zostali aresztowani.

Rzeczywiście wpadka miała związek z wybuchem powstania?

Niektórzy twierdzą, że powstanie sejneńskie przeszkodziło w dokonaniu przewrotu. Ale dzisiaj wiemy, że komendant POW w Kownie miał narzeczoną – Litwinkę, która była agentką wywiadu litewskiego. I on w łóżku jej wszystko wygadał…

Wróćmy do przygotowań do powstania.

Litwini, którzy zajęli obszar po polskiej stronie linii Focha, prowokowali miejscową ludność. Przez to oczekiwania mieszkańców Suwalszczyzny wobec polskich władz były coraz większe. Zaczęli się zbierać przedstawiciele poszczególnych środowisk, gmin.

Był wśród nich m.in. Tadeusz Katelbach.

Specjalizował się w sprawach polsko-litewskich. Był wysłannikiem Adama Koca, Komendanta Naczelnego POW. Koordynował działania. Później został zresztą komendantem Sejn.

Litwini nie wyrażali chęci porozumienia się z Warszawą, jednocześnie mieli apetyt również na inne obszary. W związku z tym ksiądz Stanisław Szczęsnowicz – wspierany przez posła Aleksandra Putrę – apelował w Sejmie o podjęcie działań, by ziemie zagarnięte przez Litwinów wróciły do macierzy.

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i udzielać ślubów. Mogą też liczyć na ulgi podatkowe oraz przyznanie czasu antenowego w telewizji.

zobacz więcej
W sierpniu 1919 zapadła decyzja o wybuchu powstania. Jak rozkładały się siły?

Udział w nim wzięło około tysiąca powstańców. Litwinów było więcej, ponad dwa tysiące. Pułki litewskie były znacznie lepiej uzbrojone, bo Litwini dostali dużo broni od Niemców, natomiast ich wojska nie przedstawiały specjalnej wartości pod względem bojowym.

Pierwszy atak zawiódł. Litwini byli na niego przygotowani. Ale został on ponowiony; obejście pozycji litewskich z flanek spowodowało, że Sejny po dwóch godzinach walk były w rękach powstańców. Podobnie było z innymi miejscowościami, które zajmowano bez większego wysiłku. Masowo braliśmy jeńców.

Jednak nie wszystko poszło po myśli peowiaków…

Byli przekonani, że regularne Wojsko Polsko im pomoże. Tymczasem ono się ociągało.

Z pomocą miał przyjść 41. Suwalski Pułk Piechoty. Ale na rozkaz gen. Wojciecha Falewicza został na kilka dni zatrzymany. Jaka była przyczyna?

Jest podejrzenie, że 22 sierpnia z gen. Falewiczem widzieli się dowódcy POW i nie powiadomili go o planowanym nazajutrz powstaniu – ale wydaje się to mało prawdopodobne. Inna z wersji mówi, że zaważyły antypatie Falewicza, który nie był admiratorem Józefa Piłsudskiego, stąd też może do końca nie akceptował działań POW. Nie mamy na to jednoznacznej odpowiedzi.

Litwini w każdym razie zdołali odbić Sejny. Dopiero ponowna koncentracja wojsk – szczególnie znakomity manewr oddziału kawalerii porucznika Antoniego Lipskiego, który Litwini wzięli za regularne Wojsko Polskie, a także dotarcie do Sejn 41. Suwalskiego Pułku Piechoty, zaważyły o sukcesie powstania.

Ilu było Niemców w szeregach litewskich?

Wiemy o korpusie niemieckich ochotników, którzy nie zdążyli się jeszcze wycofać z tamtych terenów. Prawdopodobnie liczył on 300-400 osób.

Również POW korumpując Niemców, zdobywała od nich broń. Gdy po klęsce w I wojnie światowej rozsypywało się morale żołnierzy niemieckich, często jeszcze przed powrotem do Niemiec, pozbywali się oni broni, chętnie ją sprzedając. Byle komu: nie tylko Litwinom, ale i Polakom.

Podobno POW dążyła raczej do rozbrojenia Litwinów, aniżeli do walki zbrojnej.

Powstańcy chcieli wziąć Litwinów z zaskoczenia, jednocześnie unikając sytuacji skrajnych. Biorąc pod uwagę polskie dążenia, by włączyć Litwę do grona sojuszników, starano się nie eskalować konfliktu. Nie było też ani jednego incydentu, w którym doszłoby do mordu na jeńcach litewskich. Tymczasem Litwini działali brutalnie. Na przykład wrzucali granaty do domów, raz nawet do apteki; dobijali rannych na ulicach.
Antypolski medal litewski przedstawiający siedzącą na Wilnie świnię w rogatywce. Fot. NAC/IKC
Było wiele zastrzeżeń do postawy biskupa i księży litewskich, którzy zamknęli wejścia do klasztoru podominikańskiego. Chcieli się w nim ukryć ranni powstańcy, licząc, że kościół zapewni im schronienie. Nie udało się. Niebawem na tę ulicę wpadli Litwini, którzy ich po prostu dobili.

Jak na Litwie przedstawiano powstanie sejneńskie?

Jako polską agresję. Jednolita interpretacja tych wydarzeń jest chyba niemożliwa.

Był jeszcze jeden problem. Powstanie objęło przecież Kopciowo i Warwiszki, leżące już po litewskiej stronie linii Focha. Zachowaliśmy się jednak lojalnie wobec Ententy, nie zagarniając tych miejscowości – a tym samym nie naruszając linii Focha, choć aż się prosiło, żeby to zrobić. Utworzono bowiem na tych terenach, głównie za sprawą polskich chłopów, Republikę Kopciowską i Republikę Warwiszkowską, które utrzymały się jeszcze przez kilka miesięcy.

Pojawił się też problem mniejszości żydowskiej, która była bardziej prolitewska. Niektórym Żydom, za popieranie wrogich nam Litwinów, wytaczano procesy sądowe. Aby uniknąć kary uciekali oni na stronę litewską, a część wstępowała do tamtejszego wojska.

Czy możemy powiedzieć, że powstanie sejneńskie było walką bratobójczą? Z jednej strony z Litwinami łączyła nas historia, ale z drugiej mówił pan o litewskiej urazie, wręcz niechęci do Polaków, a także brutalności.

Według mnie to były walki bratobójcze. Od lat zresztą podejmowane są próby zbliżenia. Polacy zbudowali w Sejnach pomnik biskupa Antoniego Baranowskiego (Antanasa Baranauskasa), który wiele uczynił dla kultury litewskiej, a zarazem starał się złagodzić napięcia między naszymi narodami. Natomiast Litwini ciągle mówią o przebaczeniu, czasem i o pojednaniu.

Ryszard Kaczorowski, kiedy pełnił urząd prezydenta RP na uchodźstwie, mówił, że to jest konflikt w rodzinie, między braćmi. Z tym, że to my – Polacy, uważamy Litwinów za braci, a oni nas nie. I to jest problem. Oni chcą, żebyśmy nieustannie za coś przepraszali, ale nie widzą, że okazali się w tej rodzinie nielojalni.

Niemniej jednak jest to rodzina. Wielokrotnie powtarzałem, że wcale nie musimy się jednać z Litwinami. W tym sensie, że pojednanie może być z Niemcami, Ukraińcami, z którymi dzieli nas choćby zbrodnia na Wołyniu czy z Rosjanami, natomiast z Litwinami mamy po prostu konflikt rodzinny, i tak jak rozwiązuje się różne spory w rodzinie, tak też powinno być w tym przypadku – powinniśmy umieć przechodzić nad nimi do porządku dziennego.

Czego możemy zazdrościć Litwinom?

Budynek zaprojektował Daniel Libeskind, urodzony 73 lata temu w Łodzi supergwiazdor światowej architektury.

zobacz więcej
Wspomniał pan wcześniej o nacjonalizmie litewskim. W jednym z wywiadów prof. Grzegorz Nowik zaznaczył, że odrodzenie narodowe litewskie w końcu XIX w. odbywało się nie w konfrontacji z Rosją i Prusami, lecz w konfrontacji z kulturą polską. I że ten młody nacjonalizm litewski miał podłoże niemalże rasistowskie: „Zakładał on, że historyczną Litwę zamieszkują Litwini; nawet jeżeli mówią po polsku i są wyznania katolickiego, czy po białorusku i są katolikami bądź prawosławnymi, a nawet jeżeli mówią w jidysz i są wyznania mojżeszowego, to są to wszyscy Litwini, tylko jeszcze o tym nie wiedzą; nie są oni świadomi swojej litewskości i trzeba ich relituanizować”.

Zgadzam się z prof. Nowikiem. Tak wyglądały litewskie dążenia, takie postawy przyjmowano. Dlatego też nie chcieli oni przyznać, że w Wilnie było 64-65 proc. Polaków.

I że pierwszą mniejszością byli Żydzi, stanowiący bodajże 32 proc. mieszkańców miasta. Ludności litewskiej było zaś poniżej procenta. Dla nich i tak wszyscy byli Litwinami, tylko nieświadomymi swojej litewskości…

Żądali po prostu Litwy historycznej. I nawet gdybyśmy odstąpili im Wilno, to zapewne nie byłoby z ich strony żadnej chęci porozumienia z Polską – ze względu na obawy, że Polacy znów im zagrożą na płaszczyźnie duchowej.

W lipcu 1920 roku Litwini zawarli układ z bolszewikami, który miał im gwarantować udział w podziale terytorium odradzającej się Polski.

Woleli mieć sojusznika w bolszewikach niż w nas. Natomiast we wrześniu 1920 roku weszliśmy na terytorium litewskie i stamtąd zaatakowaliśmy Tuchaczewskiego. Ponadto znów trzeba było wyzwolić Sejny; utracone, gdy bolszewicy szli na Warszawę – zajęli je wówczas Litwini, korzystając ze wspomnianego porozumienia.

W okolicy Sejn, m.in. pod Berżnikami, dochodziło do drobnych potyczek, przy czym Litwini nie mieli specjalnie ochoty do walki. Ich siły były zbyt słabe – nawet jeżeli były dobrze uzbrojone – by przeciwstawić się naszemu wojsku. Do tego sam fakt odparcia bolszewików spod Warszawy robił gigantyczne wrażenie.

Co więcej, na cmentarzu w Berżnikach znajdują się również groby Litwinów. I w dużym stopniu są to groby bolszewików litewskich.

Wydaje się, że wciąż wielu Polaków nie słyszało o powstaniu sejneńskim. Niewiele się o nim mówi. Dlaczego jest ono zapomniane?

W okresie międzywojennym starano się tego wydarzenia specjalnie nie nagłaśniać. Nadal łudzono się, że uda się nawiązać z Litwinami porozumienie. Wprawdzie upamiętniano rocznicę, ale tylko lokalnie. Nie postawiono też pomnika.
Defilada polskich wojsk w Sejnach. Fot. Wikipedia
Po II wojnie światowej byliśmy zaś z Litwinami w jednym obozie. W oczach komunistycznej władzy nie wypadało wtedy mówić, że poszczególne narody z jednego bloku ze sobą walczyły. Przecież nad nami było państwo „miłujące tylko pokój”. Poza tym jeżeli miałoby się mówić o jednym konflikcie, to nie dałoby się uniknąć rozmów również o konflikcie z tymże państwem dominującym.

Ale po 1989 roku pojawiły się już jakieś możliwości działania.

Tak, na przykład 20 lat temu postawiliśmy w Sejnach pomnik, upamiętniający POW, 41. Suwalski Pułk Piechoty, jak i całe powstanie. Pojawiły się też tablice pamięci. Natomiast problemem była ciągłość władzy – ta pępowina z PRL-em. Proszę pamiętać, że po 1989 roku rządy robotniczo-chłopskie ciągle wracały. I gwarantowały brak specjalnych zmian w narracji historycznej.

Natomiast pojawił się samorząd, który w szeregu miejsc miał możliwość działania. Myśmy z tego skorzystali; jeździliśmy do Sejn 2-3 razy w roku, zajmowaliśmy się tam kwestią budowy pomnika i ogólnie upamiętnieniem powstania. Dzięki lokalnemu samorządowi mogliśmy to robić. Świadomość społeczna będzie się zmieniać. Potrzeba czasu. Zwłaszcza, że przede wszystkim chodzi tu o pamięć, a nie o wyeksponowanie konfliktu. Od powstania minęło już pięć pokoleń. Nie musimy sobie tego wypominać, bo to będzie nas dzieliło. Aczkolwiek, jeżeli będzie trzeba, to należy wyraźnie powiedzieć: Sejny są miastem polskim. Z kolei w Puńsku dominują Litwini – i mają tam swoje prawa jako obywatele polscy.

Na Litwie oczekuje się, że Polacy będą lojalni wobec ich państwowości, więc również my mamy prawo oczekiwać tego samego od Litwinów, zamieszkujących obszar Rzeczypospolitej. W relacjach bilateralnych znana jest zasada wzajemności i ona winna porządkować stan rzeczy w naszych państwach.

Pomału nasze relacje zaczynają się odradzać. Coś się zmienia. Przykładowo: dawniej Wilno było ogołocone z polskich tablic. Jeżeli byli Polacy, to jako Adomas Mickevičius itd. Natomiast obecnie w katedrze w Wilnie są odsłonięte dwie tablice w języku polskim. Jest też posąg biskupa Władysława Bandurskiego, który wcześniej został zniszczony (rozbita twarz) i zasłonięty tekturą. Posąg polskiego biskupa został naprawiony i odsłonięty.

To istotna zmiana w naszych relacjach. Jednakże jest to dopiero początek długiej drogi.

– rozmawiał Łukasz Lubański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk z UKSW, autor wydanej w sierpniu 2019 r. przez Bellonę książki „Powstanie Sejneńskie 1919”, jest także prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie i honorowym obywatelem Sejn
Konflikt o Wileńszczyznę
Zdjęcie główne: Litewska kawaleria w trakcie parady, rok 1929. Fot. NAC/IKC
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską
Moja gazeta przyjęła jednoznaczną pozycję krytyczną wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie – mówi redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941
Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Do katastrofy elektrowni atomowej dojść już nie może
Barierą w rozwoju odnawialnych źródeł energii jest brak technologii jej magazynowania – mówi dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Dostałem gryps z więzienia od Moczulskiego, żebym dał się złapać
Prokurator straszył, że to co robię to obalanie ustroju przemocą i grozi mi kara śmierci – Romuald Szeremietiew wspomina powstanie Konfederacji Polski Niepodległej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu
Janosik zbójował jedynie półtora roku, raczej nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na naszym terenie.