Historia

Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi cywili postawili pomnik. I pytają: po co nam była ta wojna? Nocne Anglików rozmowy

Zdawać by się mogło, że rozliczenia z przeszłością to nasza, polska specjalność. „Rozdrapywanie ran polskich, by się nie zabliźniły błoną podłości”. Kiedy Stefan Żeromski pisał te słowa było już o tym, czy bić się, czy się nie bić, ale jeszcze nie było gorzkich wywodów na temat kampanii wrześniowej, czy Powstania Warszawskiego – żeby wspomnieć tylko te najważniejsze polskie rekolekcje. Okazuje się, że pragmatyczni i wyniośli Anglicy, trudno przypuszczać, że inspirowani znad Wisły, mają takie same rozliczenia. Przynajmniej niektórzy.

Peter Hitchens w książce „Po co nam była ta wojna?” burzy spokój i samozadowolenie rodaków z prawdziwą pasją. Jak to po co im była ta wojna, którą przecież wygrali?! Stanęli po stronie oczywistego dobra przeciw absolutnemu złu. Byli dzielni, niezłomni, pod przewodnictwem Winstona Churchilla i długi czas osamotnieni, dopóki potężniejsze państwa nie stanęły do wojny z Adolfem Hitlerem… Potężniejsze państwa od Imperium zajmującego pół świata? Tutaj Hitchens atakuje pierwszy mit.

Już w 1939 roku potęga brytyjska lśniła, jak wypolerowany mosiądz elementów pokładów – przestarzałej tak naprawdę i niezbyt przydatnej w nadchodzącej wojnie – Royal Navy. Wojska lądowego miała Wielka Brytania 227 tysięcy, z czego część w koloniach, co wobec miliona trzystu tysięcy posłanych przez Niemcy do Polski nie wygląda imponująco. 150 tysięcy żołnierzy posłała Anglia do obrony Francji i to było wszystko, na co było stać Imperium na początku II wojny światowej.

W marcu 1939 roku Anglia udzieliła Polsce gwarancji pomocy w razie zaatakowania nas przez Niemcy. Zobowiązania nie dotrzymała, bo nie mogła i nawet nie zamierzała. To był blef, a że blefowała także Francja, mająca armię porównywalną z Wehrmachtem, to już inna historia. Angielskie koła rządowe starały się skierować impet niemiecki najpierw na wschód, by się dozbroić. Według Hitchensa, Anglia nie powinna dawać gwarancji Polsce, było to nieuczciwe.

W książce przewija się delikatna sugestia, że może trzeba było dogadać się z Hitlerem w sprawie podziału wpływów. On robi swoje w Europie, a Brytyjczycy zachowują Imperium.
Premier Wielkiej Brytanii Arthur Neville Chamberlain (w środku) z Adolfem Hilterem i jego tłumaczem Paulem Schmidtem spotykają się w Berchtesgaden w Niemczech, wrzesień 1938 r. Fot. © Hulton-Deutsch Collection/Corbis via Getty Images
Myśl ta ginie w powodzi rozważań o czym innym i czytelnik łatwo o niej może zapomnieć. Pomysł zresztą niezgodny z tradycją polityki brytyjskiej, która nigdy nie dopuszczała zdominowania kontynentu europejskiego przez jedno państwo. Czy tak myślano w White Hall i co mogła Anglia innego zrobić, zamiast przystępowania do wojny, i czy zwycięski na kontynencie Hitler nie zgłosiłby się z czasem po brytyjskie kolonie – tego autor nie mówi.

Krzepiące, wzruszające i… nieprawdziwe

Peter Hitchens rozprawia się z mitami, którymi po wojnie żyli jego rodacy i które pomagały w utrzymaniu dobrego samopoczucia narodu. Zaczyna jak Alfred Hichcock, od trzęsienia ziemi, potem, oczywiście, napięcie rośnie.

Książkę otwiera osobiste wspomnienie autora, jak to w dzieciństwie ulegał propagandzie potęgi Royal Navy i klejąc pracowicie model jednego ze sławnych okrętów, poznawał jego historię bojową. Okręt jeszcze w 1940 roku dokonał abordażu jednostki niemieckiej i stłoczeni pod jej pokładem jeńcy, marynarze z zatopionych angielskich statków, usłyszeli oznaczające koniec ich niedoli: „The Navy’s here!”. Krzepiące, wzruszające i – co się okazuje w miarę czytania – gorzkie, bo potęga brytyjska nie była wszędzie tam, gdzie według autora być powinna podczas – jak wierzą Brytyjczycy – „słusznej wojny”.

Słodki smak kolaboracji

We francuskim teatrze niemiecką okupację zapamiętano jako złoty wiek – mówi amerykański pisarz i dziennikarz Alan Riding.

zobacz więcej
Tak naprawdę od ewakuacji Dunkierki w 1940 roku aż do D-day w czerwcu 1944 armia brytyjska nie wchodziła w kontakt z Niemcami w momentach i miejscach, które były ważne dla II wojny światowej.

Autor uważa, iż przecenia się znaczenie zwycięskiej dla Brytyjczyków bitwy pod El-Alamein, na Krecie była sromotna ewakuacja i klęska oddziałów, które nie zdążyły opuścić wyspy, a pilnowanie w Egipcie Kanału Sueskiego to nonsens, gdyż i tak przeważnie pływano wokół Przylądka Dobrej Nadziei.

Hitchens nie pozostawia suchej nitki na legendzie bitwy o Anglię. Według niego – i logicznie to argumentuje – Hitler tak naprawdę nie miał zamiaru atakować Wysp Brytyjskich. Kriegsmarine straciła połowę niszczycieli w norweskich fiordach i praktycznie nie była zdolna do wsparcia takiego ataku, a barek desantowych z prawdziwego zdarzenia Niemcy nie mieli. Od czerwca 1941 roku, daty ataku na ZSRS, o żadnej inwazji Wysp nie mogło być mowy z innych przyczyn, niż wygrana bitwa o Anglię. W polemicznym zapale z patriotyczną legendą Royal Navy dobrego słowa dla tych, którzy zatopili połowę niszczycieli niemieckich, brak.

Następny mit, z którym się autor rozprawia, to nieomylność Winstona Churchilla. Hitchens dowodzi, że gdyby Churchill był premierem pod koniec lat trzydziestych, to Brytania nie miałaby radaru. Także nie zawsze dążył do niezłomnej rozprawy z nazizmem. Polityka appeasementu (ustępstw wobec państw Osi: III Rzeszy i faszystowskich Włoch), uprawiana przez rząd Neville’a Chamberlaina, i jemu nie była obca – do czasu, oczywiście. To Churchill jako sekretarz skarbu skąpił środków na dozbrojenie, a jego rozkazy – już jako premiera – dotyczące obrony Malajów to dowód skandalicznej niekompetencji, która kosztowała upadek Singapuru i zapoczątkowała przez to zwijanie się Imperium w Azji.

Kolejny mit, według autora, to przeświadczenie, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania stały zawsze „ramię w ramię”, pielęgnując wspólne wartości, które kazały im przeciwstawić się złu. A de facto to USA zlikwidowały Imperium Brytyjskie, każąc sobie płacić imperialnymi zasobami złota za pomoc materiałową w ramach Lend-Lease Act (umowa pożyczki-dzierżawy, zezwalająca prezydentowi Stanów Zjednoczonych „udostępniać innym rządom dowolne produkty ze sfery obronności”) i nie tylko – ostatnią ratę zadłużenia wojennego Anglia spłaciła Stanom w 2006 roku. Wielka Brytania wygrała wojnę z Niemcami, ale przegrała ze Stanami Zjednoczonymi, przestając być konkurencją na morzach dla Ameryki już we wczesnych latach 40., a „ specjalne stosunki” z USA po wojnie to po prostu elegancka nazwa na wasalizację. Ta wygrana z Niemcami też wydaje się autorowi nieoczywista i ciągle podkreśla, że najważniejsze zmagania II wojny światowej odbyły się bez udziału Brytyjczyków.
Prezydent USA Franklin Delano Roosevelt i brytyjski premier Winston Churchill na pokładzie pancernika HMS „Prince Of Wales”, podczas Konferencji Atlantyckiej, 10 sierpnia 1941 r. Za nimi: amerykański admirał E.J King i gen. George Marshall. Po lewej stronie rozmawiają: synowie Roosevelta – chor. Franklin junior i kapt. lotnictwa Elliot – wraz z gen. Air Force Henry H. Arnoldem i marszałkiem z RAF, sir Wilfridem Freemanem. Fot. Por. LC Priest/Imperial War Museums via Getty Images
Brytyjczycy powinni się również rozstać z przekonaniem, że lewica chciała walczyć z nazistami, a prawica nie. Jednak, co podkreśla autor książki, to rząd ugodowego Chamberlaina już po traktacie z Monachium uruchomił produkcję samolotów na wielką skalę i program przezbrojenia armii. Partia Pracy zaś zgodziła się na powszechny pobór do wojska dopiero 2 września 1939 roku.

RAF niszczyły dzielnicę po dzielnicy, by zasiać chaos

Czysta moralnie, w opinii współczesnych wojnie i potomnych, Wielka Brytania była także zdolna do czynów haniebnych i zbrodniczych. No bo jak zakwalifikować dywanowe naloty na Niemcy, rozpoczęte w roku 1942, które katastrofalną skalę przybrały od połowy roku 1943. Naloty dywanowe (w książce: strefowe) polegały na nadlatywaniu w nocy (względy bezpieczeństwa) dużą liczbą bombowców nad niemieckie miasta i bombardowaniu całych dzielnic. Ginęła głównie ludność cywilna, nie – jak by można sądzić – przy okazji bombardowania celów militarnych, przemysłu i dróg. Royal Air Force celowo niszczyły dzielnicę po dzielnicy, by zasiać chaos i przerażenie i tym sposobem odebrać chęć do walki. Hitchens wspomina, że port w Hamburgu – a miasto było bombardowane przez 1000 bombowców – dość szybko zaczął ponownie funkcjonować.

Niemcy karali Polaków, i to ostrzej niż Żydów. A co jest gorsze od kary śmierci? Śmierć rodziny

Powojenna konstytucja Niemiec zawiera dwa artykuły, które miały chronić zbrodniarzy wojennych – twierdzi historyk Bogdan Musiał, autor książki „Kto dopomoże Żydowi...”

zobacz więcej
Miliony Niemców, począwszy od 1943 roku straciły dach nad głową, zaś w wywoływanych przez bomby zapalające burzach ogniowych w gruzach legły całe miasta. W minimalnym stopniu przyczyniło się to do klęski Niemiec. Byłoby inaczej, gdyby – wzorem Amerykanów – bombardować w dzień, ale dowódca lotnictwa, generał Arthur Harris, odmawiał używania „ jego” maszyn do nalotów precyzyjnych. Nie wiemy jak to uzasadniał, ale miał w tym poparcie samego Churchilla.

Winston Churchill z dywanowych nalotów robił prezent Józefowi Stalinowi, bo myśliwce niemieckie musiały bronić ojczyzny zamiast być na froncie wschodnim. Jednak ta sama pewnie liczba myśliwców Luftwaffe byłaby wycofana znad ZSRR, gdyby próbować bombardować wybrane, strategicznie cele.

Na Stalinie podobno robiło wrażenie dywanowe niszczenie Niemiec i nie miał już tak wielkich pretensji o opóźnienia w uruchomieniu drugiego frontu. Oczywiście dywanowe bombardowania Niemiec rozpoczęte na pełną skalę w 1943 roku nie uchroniły Anglii przed inwazją. W 1943 roku Niemcy mieli na głowie utratę inicjatywy strategicznej na froncie wschodnim, jednak edukacja i propaganda na Wyspach dawała i taki mit do wierzenia, co autor demaskuje. Arthur Harris jest zwany w swej ojczyźnie rzeźnikiem przez wielu Brytyjczyków, a jednak ma pomnik w Londynie.


Oryginalny tytuł książki brzmi „ The Phoney Victory. The War World II Illusion”, co dosłownie znaczy; „Fałszywe zwycięstwo. Złudzenia II wojny światowej”. Zwycięstwo i złudzenia, w jakich było wychowane pokolenie autora, urodzone niedługo po wojnie, są demaskowane ze swadą w oparciu o inne książki historyczne, podobnie myślących poprzedników Hitchensa w drążeniu tematu, jak i niektóre dzieła literackie. Jest zatem w Anglii nurt krytyczny wobec celów i roli Brytanii w II wojnie światowej, funkcjonujący poza nurtem głównym. Im dalej od wojny, tym takich głosów na wyspach zdaje się być więcej.

Nieco egzaltacji w narracji Hitchensa przypomina tonem „długie nocne Polaków rozmowy”. W samobiczowaniu moglibyśmy pomóc, mamy doświadczenie. Jak dotąd „Land of Hope and Glory” do muzyki Edwarda Elgara, odśpiewywany przez publiczność na corocznych londyńskich promsach (koncertach promenadowych) nie jest jeszcze zbliżony nastrojem do „Boże coś Polskę”, choć w przyszłości – kto wie.

Polska na obronę nie zasługiwała

Ta lewica to potrafi zdemobilizować i wpędzić w poczucie winy najdumniejszy naród. Robi to od dawna, szczególnie w wydaniu lewackim, w całej Europie i Ameryce. I tu niespodzianka – Peter Hitchens jest konserwatystą. Zawzięty przeciwnik Unii Europejskiej, aborcji, niekontrolowanej emigracji i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. W wielu kwestiach jest bardziej na prawo niż Partia Konserwatywna.
Eskadra polskich myśliwców – Dywizjonu 303 – w bitwie o Anglię. Od lewej do prawej, z przodu: Mirosław Ferić, John A. Kent (dowódca lotu „A”), Bogdan Grzeszczak, Jerzy Radomski, Witold Łokuciewski, Bogusław Mierzwa, Zdzisław Henneberg, Jan Rogowski i Eugeniusz Szaposznikow. Po środku, na tyłach, w hełmie i goglach Jan Zumbach. Fot. S A Devon/Imperial War Museums via Getty Images
Walczy o prawdę i właściwą miarę rzeczy. Jego spory telewizyjne z bratem lewakiem, także pisarzem, przyciągają duże zainteresowanie widowni. Zaczynał wprawdzie jako trockista, ale już dawno mu przeszło. Angielskie powiedzenie mówi, że ktoś kto po czterdziestce pozostaje przy lewicy, dowodzi tym samym braku rozumu. Lewicowość nie jest pamiętana w konserwatywnym towarzystwie jeżeli jest chorobą wieku studenckiego.

Peter Hitchens zdekonstruował patriotyczny idiom Brytyjczyków, jakby miał jeszcze dwadzieścia lat (urodził się w 1951 r.). Nieodparcie nasuwa się pytanie: co by było, gdyby? Przecież sam tytuł książki sugeruje historię alternatywną: „Po co nam była ta wojna ?”. Takich odpowiedzi w stylu znanym u nas, że trzeba było iść z Hitlerem na ZSRS, w tej książce nie ma. Nie wiadomo jak by było, dobrze wiadomo, że było źle.

Anglia niepotrzebnie dała się wciągnąć Polsce w wojnę. Hitchens uważa, że znana z racjonalizmu politycznego Anglia zrobiła to z powodów nieracjonalnych – aby udowodnić samej sobie, że jest jeszcze mocarstwem, które nie może pozwolić Niemcom na zajmowanie kolejnych krajów. Po Czechosłowacji, „dzielnej” Polski.

Antypolski jad Zachodu

Nazywano Polaków „urodzonymi niewolnikami”, a walkę o granice II RP – „polskim imperializmem”, który grozi pogromami Żydów.

zobacz więcej
Wierzono na Wyspach w 1939 roku, że mocarstwo ma także obowiązki moralne. Tak przynajmniej sądzi autor i rozprawia się także z tym mitem. Otóż Wielka Brytania stanęła w imię wartości w obronie państwa, które na taką obronę nie zasługiwało, choć propaganda rządowa w 1939 roku mówiła, że zasługiwało, co stawia pod znakiem zapytania moralną wagę tego posunięcia. Hitchens demaskuje: rzekome mocarstwo poparło rzekomo wartego poparcia sojusznika.

Jeden cytat z Hitchensa, za to smaczny: „Trudno też nie dojść do wniosku, że ówczesne brytyjskie elity polityczne po prostu zamknęły oczy i skoczyły w otchłań z nadzieją, iż wszystko skończy się jak najlepiej – a stało się to tamtego marcowego dnia 1939 roku, gdy udzieliły niedorzecznych i jednostronnych gwarancji małej, dzielnej antysemickiej Polsce, kraju dyktatury wojskowej, szakalowi z Cieszyna”. W innym miejscu autor pisze, że pretensje Niemiec do zachodnich granic Polski były uzasadnione i można zrozumieć niemiecki stosunek do Traktatu Wersalskiego. Pomimo tego Wielka Brytania dała się jednak Polsce zmanipulować i wciągnąć do niepotrzebnej wojny.

Kiedy pisze „szakal z Cieszyna”, to chodzi o zajęcie Zaolzia przez Polskę w 1938 roku. A polski przesławny antysemityzm dominował już angielski stosunek do Polski w czasie konferencji pokojowej w Paryżu w 1918 roku, o czym pisaliśmy w „Tygodniku”.

Można by zapytać, po co autorowi była ta książka? Szarga świętości i narusza mity, które już były odpowiednio naruszone i wyszargane przed nim. Książka nie jest wolna od męczących powtórzeń. Pisana emocjami, gdzie sarkazm walczy o lepsze z rzewną egzaltacją. Gdyby nie godna szacunku erudycja autora, można by mieć wrażenie, że książka to gigantyczny felieton.

Dla polskiego czytelnika typowo brytyjskie rozważania, gdzie i kiedy powinien być konkretny pancernik na morzu wokół Indochin, mogą być nużące, polskie wątki za to bardzo pouczające. Dowiedzieć się można jaką mieliśmy, mamy i zapewne mieć będziemy opinię na Zachodzie, dopóki ktoś czegoś z tym nie zrobi, o ile to w ogóle możliwe.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Winston Churchill pokazuje swój słynny znak zwycięstwa „V”, otwierając nową kwaterę 615 (hrabstwo Surrey) dywizjonu RAAF (Royal Auxiliary Air Force) w Croydon, 1948 r. Fot. Central Press / Hulton Archive / Getty Images
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.