Historia

Niemiecki minister: Albo rozumne relacje z Führerem, albo Polskę wchłonie bolszewicka Rosja

Minister Beck nie znalazł w niemieckiej propozycji żadnej rekompensaty za ewentualne polskie ustępstwa: „Pan von Ribbentrop pamięta, jak Gdańsk należał do Niemiec, a Polacy pamiętają, jak należał do Polski”. Zauważył również, że otwartością odpowiada na otwartość, „gdyż lepiej jest wypowiadać się szczerze, niż bawić się w fałszywą kurtuazję”. Beck na sugestię rekompensat na Wschodzie odparł, że nie wiedziałby, co miałby robić z Ukrainą.

Polscy dyplomaci, najwyraźniej powodowani złymi przeczuciami, zaczęli zastanawiać się nad tym, jakie konsekwencje mieć będzie ewentualne zerwanie z Niemcami. Podczas rozmowy w Warszawie 3 stycznia 1939 roku wiceminister Szembek (Jan Szembek, podsekretarz stanu w MSZ – red.) zapytał ambasadora Lipskiego (Józef Lipski, ambasador RP w Berlinie – red.), co się stanie, jeśli Warszawa ostatecznie odrzuci współdziałanie w polityce antysowieckiej. Lipski odpowiedział, że utrudniłoby to Niemcom realizację ich strategii wschodniej, ale wojna polsko-niemiecka z tego powodu nie powinna wybuchnąć, albowiem nie opłacałoby się to Berlinowi.

Jednak nie wszyscy polscy dyplomaci przejawiali urzędowy optymizm. Dzień po rozmowie z Lipskim Szembek zanotował swoją konwersację z szefem wydziału wschodniego Tadeuszem Kobylańskim, który wrócił właśnie z Wiednia. Kobylański zwrócił uwagę na bardzo trudną sytuację wewnętrzną w Niemczech. Według niego, spowoduje ona, że: „Hitlerowi nie pozostanie nic innego jak tylko wyładowanie tego napięcia wewnętrznego na zewnątrz. Zbrojenia niemieckie dochodzą już do tego plafonu, który może zmusić do wyładowania się nagromadzonej energii w jakimś konflikcie. W sumie sytuacja wygląda, tak że trudno jest oprzeć się wrażeniu, iż w najbliższym roku będzie musiało dojść do jakiegoś wybuchu”.

W notatkach, służących przygotowaniu ministra Rzeszy do spotkania z polskim ministrem spraw zagranicznych, urzędnicy AA (Auswärtiges Amt, dosłownie: Urząd Spraw Zagranicznych – red.) sugerowali treść przekazu, jaki winien on usłyszeć w Niemczech. Von Weizsäcker (Ernst von Weizsäcker, sekretarz stanu w niemieckim MSZ – red.) proponował, co następuje: „Beck powinien odczuć, że znamy całą słabość jego pozycji i że będziemy czekać, aż skruszeje”. Von Bismarck (Herbert Rudolf – red.), szef departamentu politycznego AA, postulował, by polskiemu gościowi jasno dać do zrozumienia, że sytuacja geopolityczna w Europie zmieniła się po odzyskaniu przez Niemcy mocarstwowej potęgi i po wydarzeniach roku 1938. Beck winien zrozumieć, iż Niemcy są dziś jedynym mocarstwem, z którym Polska może się związać. Nie powinien liczyć w żadnym razie na Francję, która przecież dopiero co rzuciła na pastwę losu Czechosłowację, będącą krajem istotniejszym od Polski z punktu widzenia francuskiego systemu sojuszniczego w Europie.

Hitler do Becka: Gdańsk jest niemiecki

Wracając z Monte Carlo do Polski, Beck (Józef Beck, szef MSZ – red.) zatrzymał się w Bawarii. Decydującą o przyszłości stosunków dwustronnych rozmowę przeprowadził z nim sam Hitler w Berchtesgaden 5 stycznia 1939 r. Udział w niej wzięli także: von Ribbentrop (Joachim von Ribbentrop, szef dyplomacji – red.), von Moltke (Hans Adolf von Moltke, ambasador Niemiec w Warszawie – red.), ambasador Lipski i dyrektor gabinetu polskiego ministra Łubieński (Michał Tomasz Łubieński – red.).
5 stycznia 1939. Spotkanie ministra spraw zagranicznych Polski Józefa Becka (z lewej) z Adolfem Hitlerem w Berchtesgaden. Fot. NAC
Hitler nie skorzystał z sugestii von Weizsäckera oraz von Bismarcka i nie rozmawiał z polskim ministrem z pozycji siły. Wyraźnie dążył do porozumienia, gdy niezwykle dobitnie zadeklarował: „[Hitler] w imieniu strony niemieckiej podkreślił, że stosunek Niemiec do Polski nie zmienił się ani na jotę od momentu, gdy został on ukształtowany na fundamencie deklaracji o nieagresji z roku 1934. Niemcy bez względu na okoliczności są zainteresowane w utrzymaniu silnej, narodowej Polski, całkiem niezależnie od rozwoju wypadków w Rosji. Wszystko jedno, czy chodzi o Rosję bolszewicką, czy carską, czy jakąkolwiek inną, Niemcy będą do tego kraju podchodzić z największą ostrożnością i dlatego są szczególnie zainteresowane zachowaniem pozycji Polski. Z czysto militarnego punktu widzenia istnienie silnej polskiej armii oznacza dla Niemiec znaczące odciążenie. Dywizje, które Polska wystawia nad rosyjską granicą, oszczędzają Niemcom dodatkowych wydatków na cele militarne”.

Potem przeszedł do długiego wykładu na temat Rusi Podkarpackiej i polityki Węgier wobec kryzysu czechosłowackiego, by znów wrócić do omawiania stosunków z Warszawą. Tym razem odniósł się również do kwestii „generalnych porządków”: „[Hitler] w sprawie stosunków niemiecko-polskich chciałby w szczególności jeszcze raz powtórzyć, że niemieckie nastawienie do Polski w niczym nie zmieniło się od roku 1934. Aby ostatecznie wyjaśnić [Bereinigen] nierozwiązane kwestie pomiędzy dwoma krajami, nie należy ograniczać się do bardziej negatywnej umowy z roku 1934, lecz próbować nadać ostateczną traktatową regulację poszczególnym problemom. Z punktu widzenia Niemiec, poza kwestią Kłajpedy, która znalazłaby swoje uregulowanie po myśli Niemiec (wygląda na to, że Litwini będą chcieli działać na rzecz rozumnego rozwiązania), należałoby również na drodze bezpośredniego niemiecko-polskiego kontaktu rozwiązać problemy korytarza i Gdańska, które dla Niemiec są bardzo trudne ze względów emocjonalnych. Jego zdaniem trzeba odejść od starych szablonów i szukać dróg do nowych rozwiązań. W przypadku Gdańska można myśleć o takim uregulowaniu, dzięki któremu miasto, zgodnie z wolą jego mieszkańców, zostałoby politycznie włączone do niemieckiej wspólnoty, przy czym oczywiście polskie interesy byłyby całkowicie zapewnione, szczególnie w dziedzinie gospodarczej.

Jest to również w interesie Gdańska, albowiem Gdańsk gospodarczo nie może żyć bez Polski. I dlatego on, Führer, myślałby o takiej formule, zgodnie z którą Gdańsk wszedłby w skład wspólnoty niemieckiej, ale gospodarczo pozostałby przy Polsce. Gdańsk jest niemiecki, na zawsze pozostanie niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec. On [Hitler] może jednak zapewnić, że nie dokona w Gdańsku fait accompli.

Polska u boku Hitlera rusza na Sowietów. Co by było, gdyby…

Namiestnikiem Adolfa Hitlera w Polsce zostaje Władysław Studnicki, zwolennik sojuszu z Niemcami. Powołuje dwie dywizje Waffen-SS, aby na nich oprzeć obronę kraju...

zobacz więcej
W odniesieniu do korytarza, który, jak wspomniano, stanowi dla Niemiec trudny psychologiczny problem, Führer wskazał, że jest całkowicie bezsensowne chcieć zabrać Polsce dostęp do morza. Jeśliby Polska została w ten sposób zamknięta, to napięcie, które wskutek tego mogłoby powstać, byłoby porównywalne do naładowanego rewolweru, który mógłby wystrzelić w każdej minucie. Konieczność połączenia Polski z morzem musi być absolutnie uznana. Podobnie dla Niemiec konieczne jest połączenie z Prusami Wschodnimi. I także w tym przypadku można by oddać sprawiedliwość obydwu interesom poprzez zastosowanie całkiem nowych rozwiązań. Jeśli na tej rozumowej podstawie udałoby się doprowadzić do ostatecznej korekty szczegółowych kwestii, przy czym każdy partner doszedłby swoich praw, to znaleźlibyśmy się w takim momencie, że w stosunku do Polski dopełnilibyśmy bardziej negatywną deklarację z roku 1934 pozytywną umową, analogiczną do umowy z Francją, w której Niemcy dałyby Polsce jasną, traktatową gwarancję granicy.

Polska odniosłaby w ten sposób wielką korzyść, ponieważ jej granica z Niemcami łącznie z korytarzem zostałaby traktatowo zapewniona (tu Führer raz jeszcze podkreślił psychologiczną trudność tego problemu i fakt, że tylko on mógł doprowadzić do takiego rozwiązania). Nie jest dla niego (Führera) wcale proste, dać tego rodzaju gwarancję korytarza i dlatego z pewnością będzie on mocno krytykowany szczególnie przez obóz burżuazyjny. Ale jako polityk-realista [Realpolitiker] sądzi on jednak, że takie rozwiązanie będzie najlepsze. Gdy Niemcy dadzą wreszcie swoje gwarancje, to o polskim korytarzu będzie równo mało słychać, jak dziś o południowym Tyrolu czy Alzacji–Lotaryngii.”
Beck odpowiedział na to Hitlerowi, że Polska również niezwykle konsekwentnie kontynuuje swoją dotychczasową politykę wobec Niemiec. Przyjął do wiadomości życzenia Hitlera, ale zauważył, że kwestia gdańska wydaje mu się nadzwyczaj trudna. Trzeba bowiem uwzględnić stosunek polskiej opinii publicznej do tego zagadnienia. I nie chodzi tu o tak zwaną kawiarnianą opozycję, tę bowiem Beck ma za nic, lecz o przekonania, jakie żywi polski naród. Rozmowę zamknął stwierdzeniem, że chętnie całą sprawę przemyśli raz jeszcze w spokoju.

Ribbentrop do Becka: Kwestia ukraińska jako privilegium Polski

Następnego dnia, tj. 6 stycznia 1939 roku, w Monachium doszło do rozmowy Becka z von Ribbentropem. Polski minister zaczął od problemu gdańskiego, który uznał za jedyną przeszkodę w rozwoju przyjacielskich i sąsiedzkich stosunków z Niemcami. Poskarżył się na władze gdańskie, które za pomocą faktów dokonanych próbują ograniczyć polskie prawa w Wolnym Mieście. Przyznał, że nie chciał na temat rozmawiać wczoraj z Hitlerem, ale w otwartej rozmowie z von Ribbentropem nie będzie ukrywał, jak bardzo jest tym zaniepokojony. Zauważył, że w kwestii gdańskiej obie strony będą musiały sprostać dwóm wyzwaniom. Po pierwsze, porozumieć się, na wypadek gdyby Liga Narodów ogłosiła brak zainteresowania sprawami Wolnego Miasta i zlikwidowała urząd Wysokiego Komisarza. Po drugie, uporać się z sytuacją, która powstanie po tym, jak władze gdańskie doprowadzą swoją taktyką faktów dokonanych do tego, że Polska będzie musiała zająć w tej sprawie oficjalne stanowisko.

Beck podkreślił raz jeszcze, że Gdańsk jest dla Polaków probierzem stosunków polsko-niemieckich i będzie bardzo trudno zmienić to nastawienie. Przypomniał, że Marszałek Piłsudski zawsze zwracał na to uwagę swoim niemieckim rozmówcom.
25 stycznia 1939 roku Joachim von Ribbentrop przyjechał do Warszawy. Powitał go Józef Beck. Fot. NAC
Von Ribbentrop zwrócił uwagę polskiemu ministrowi, że Hitlerem kieruje niezwykle silne życzenie ostatecznego, całościowego i wspaniałomyślnego uregulowania wzajemnych stosunków. Starał się przekonać Becka, że po powrocie Gdańska do Rzeszy Polsce zagwarantowane zostaną wszystkie interesy gospodarcze w tym mieście, i to w najbardziej wspaniałomyślny sposób. A w zamian za eksterytorialną autostradę i linię kolejową przez korytarz, Polska uzyska ostateczne i trwałe uznanie swoich granic.

Minister spraw zagranicznych Rzeszy kusił Becka ewentualnymi koncesjami na Ukrainie: „Mógłbym sobie wyobrazić, że w razie ogólnego, wspaniałomyślnego uregulowania wszelkich problemów pomiędzy Polską a nami bylibyśmy w zamian za to gotowi potraktować kwestię ukraińską jako privilegium Polski i w trakcie jej rozwiązywania wspierać Polskę w każdej sytuacji. To jednak w każdym razie zakłada jeszcze bardziej zdecydowane antyrosyjskie nastawienie Polski, ponieważ bez tego nie zaistnieje wspólny interes w tej sprawie”.

Po tej „wspaniałomyślnej” propozycji dotyczącej Ukrainy von Ribbentrop zapytał Becka, czy pewnego dnia Polska nie byłaby gotowa przystąpić do paktu antykominternowskiego. Polski minister odparł, że obecnie nie ma takiej potrzeby, ponieważ w jego kraju sprawami Kominternu zajmują się sądy i kwestie te są ściśle oddzielone od międzypaństwowych stosunków z ZSRR. Ponadto polska policja bardzo blisko współpracuje z niemiecką w zwalczaniu wpływów Kominternu. Jeśli jednak Polska zawarłaby z Niemcami polityczny pakt w tej dziedzinie, to nie udałoby się jej utrzymać dobrosąsiedzkich stosunków z ZSRR, od których zależy pokój na jej granicach wschodnich. Polski minister nie wykluczył jednak, że tego rodzaju układ będzie możliwy w przyszłości.

Sowieci chcieli więcej. Czy sojusz Polski z Niemcami był konieczny?

„Do potęgi państwa drugorzędne dochodzą przez satelictwo państwa pierwszorzędnego” – tłumaczył Studnicki, który gotów był nawet pogodzić się ze zwasalizowaniem Polski przez Rzeszę.

zobacz więcej
Von Ribbentrop zapytał więc, co stało się z aspiracjami wschodnimi Marszałka Piłsudskiego, czy Polska straciła zainteresowanie Ukrainą. Na to Beck odparł z uśmiechem, że aspiracje te zaprowadziły Polaków nawet do Kijowa i że są one obecne po dziś dzień. Na koniec obaj rozmówcy ustalili, że polski minister przemyśli problem „generalnych porządków”, a niemiecki jeszcze tej zimy przyjedzie do Warszawy.

Wizyta Becka w Niemczech nie przyniosła zmiany stanowisk obu stron, mimo iż Niemcy podnieśli stawkę, kładąc Ukrainę na stół negocjacyjny. Polski minister nie był nią jednak zainteresowany. Po tej wizycie było jasne, że nie ma istotnej różnicy pomiędzy poglądami Hitlera i von Ribbentropa w sprawie „generalnych porządków”.

Należy zauważyć, że Beck zachowywał się pasywnie w rozmowach z Niemcami. Nie próbował podważyć rozumowania Hitlera dotyczącego ekwiwalentności propozycji niemieckich. Odwołał się jedynie do polskiej opinii publicznej i wskazał na niemożność przekonania jej do układu mającego na celu uporządkowanie stosunków dwustronnych. Był to jednak argument niebezpieczny, bo obosieczny; dowodził bowiem słabości ekipy rządzącej w Polsce. A słabość ta mogła tylko sprowokować Führera do zajęcia bardziej agresywnej postawy. Beck nie przywiózł do Niemiec nowych propozycji; być może nie spodziewał się, że Hitler powtórzy mu to samo, co von Ribbentrop w październiku 1938 roku.

Beck do Ribbentropa: Polska to nie Czechy

Beck miał poinformować prezydenta Mościckiego i marszałka Rydza-Śmigłego o niemieckiej propozycji „generalnych porządków” dopiero po powrocie do Warszawy. A zatem dopiero wtedy kierownictwo polskiego państwa dowiedziało się o zarysowującym się kryzysie w stosunkach z Niemcami i zaczęło rozważać związane z nim zagrożenia. Obie strony znalazły się w dyplomatycznym klinczu. W stosunkach dwustronnych nastał czas zawieszenia.
W czasie wizyty szefa niemieckiej dyplomacji w Warszawie na Zamku Królewskim wydane zostało na jego cześć przyjęcie. Na zdjęciu: prezydent RP Ignacy Mościcki (drugi z prawej), Joachim von Ribbentrop (pierwszy z prawej) i szef MSZ Józef Beck (pierwszy z lewej). Fot. NAC
Von Ribbentrop do czasu swojej wizyty w Warszawie zabronił Forsterowi (Albert Forster od 1930 roku pełnił funkcję gauleitera gdańskiego NSDAP – red. ) podejmowania jakichkolwiek antypolskich akcji. Z kolei Beck rozesłał do polskich placówek dyplomatycznych okólnik na temat swoich rozmów z kanclerzem i ministrem Rzeszy, które w jego opinii, wykazały „niezmienną wolę Niemiec kontynuowania polityki dobrego sąsiedztwa z Polską”.

Wizyta von Ribbentropa w Polsce odbyła się 25–27 stycznia 1939 roku i rozpoczęła się od spotkań z dwoma najważniejszymi osobami w państwie. W rozmowie z prezydentem Mościckim niemiecki minister solennie zadeklarował w imieniu Hitlera, że „[…] porozumienie z Polską jest obliczone przez stronę niemiecką na długą przyszłość, że to nastawienie jest zasadniczą tezą Hitlera, który nie jest człowiekiem, który by pracował dla chwilowej koniunktury, że nie ma wreszcie między Polską a Niemcami takich trudności, których by on – Ribbentrop nie mógł wspólnie z min. Beckiem rozwiązać”.

Następnie ministra Rzeszy przyjął marszałek Rydz-Śmigły. Podczas tego spotkania von Ribbentrop „wyrażał swoje zachwyty nad armią polską” i analizował sytuację w ZSRR, którą uznał za osłabioną, ale również za nieobliczalną. Poza tym nie czynił żadnych aluzji co do polsko-niemieckiej współpracy skierowanej przeciwko Sowietom.

Jednooki prorok historycznych ślepców

Romuald Szeremietiew: Współcześni zwolennicy sojuszu z Hitlerem bezrefleksyjnie zachwycają się Studnickim.

zobacz więcej
Najistotniejszym punktem tej wizyty były dwie rozmowy z Beckiem. Podczas pierwszej 26 stycznia 1939 roku, główną kwestią, co było do przewidzenia, był postulat włączenia Gdańska do Rzeszy. Tym razem jednak niemiecki minister użył nieco zmodyfikowanej argumentacji:

„[…] w nawiązaniu do […] spotkania, które odbyło się 6 stycznia w Monachium, gdzie padła znana niemiecka propozycja (włączenia Gdańska [do Rzeszy] i zapewnienia w tym mieście polskich interesów oraz budowy eksterytorialnej autostrady i połączenia kolejowego pomiędzy Rzeszą a jej prowincją Prusy Wschodnie, i niemieckiej rekompensaty za to w postaci gwarancji dla niemiecko-polskiej granicy) jeszcze raz powiedziałem, że Führer życzy sobie osiągnięcia pełnej satysfakcji w stosunkach niemiecko-polskich na drodze odpowiedniego unormowania traktatowego. P. Beck musi zrozumieć, że niemieckie życzenia są nadzwyczaj umiarkowane, albowiem oddzielenie najbardziej wartościowych części niemieckiego terytorium na rzecz Polski wskutek traktatu wersalskiego jeszcze dziś jest postrzegane przez każdego Niemca jako wielka niesprawiedliwość, która była możliwa tylko w okresie największej niemieckiej bezsilności. Gdyby zapytać 100 Anglików lub Francuzów, to 99 bez wahania przyznałoby, że włączenie Gdańska [do Rzeszy] i przynajmniej korytarza jest oczywistym niemieckim żądaniem”.

Według notatki von Ribbentropa z tego spotkania Beck miał być pod wrażeniem tych wywodów, jednak i tym razem powołał się na niezwykle silny wewnętrzny opór w Polsce, który nie pozwalał mu na optymizm w tej sprawie, i raz jeszcze poprosił o czas do namysłu. Drugą sprawą poruszoną przez von Ribbentropa były współdziałanie przeciwko ZSRR oraz polsko-niemiecka współpraca na terenie Ukrainy. Beck, zgodnie z relacją niemieckiego ministra, miał nie kryć polskich aspiracji do sowieckiej Ukrainy i do dostępu do Morza Czarnego, wskazał jednak na niebezpieczeństwa, jakie byłyby związane z zawarciem polsko-niemieckiego paktu antysowieckiego. Polski minister przewidywał, że w przyszłości Sowieci ulegną wewnętrznemu rozpadowi lub skupią swe siły i przejdą do ataku.

Von Ribbentrop skrytykował stanowisko Becka jako zbyt pasywne i zwrócił mu uwagę, że w świetle jego przewidywań sensowniej byłoby przejść do aktywnej propagandy antysowieckiej. Nie zgodził się również z tym, że wejście w skład bloku mocarstw antykominternowskich mogłoby stanowić dla Polski zagrożenie, „[…] wręcz przeciwnie, gdyby Polska siedziała z nami w tej samej łódce, mogłaby tylko zyskać na bezpieczeństwie”. W odniesieniu do tej kwestii Beck miał również poprosić o czas na zastanowienie.
Minister Joachim von Ribbentrop (drugi z lewej) w towarzystwie ministra spraw wojskowych RP Tadeusza Kasprzyckiego przed frontem kompanii honorowej Wojska Polskiego na pl. Piłsudskiego w Warszawie w styczniu 1939 roku. Fot. NAC
W ten sposób rozmowę tę von Ribbentrop przedstawił w swojej notatce. Gdy porównamy ją z polską, to w jednym punkcie powstaje bardzo poważna niezgodność. Dotyczy ona odpowiedzi ministra Becka. Tym razem trudno jednak podawać w wątpliwość polski przekaz, gdyż dysponujemy pierwszym szkicem do notatki. W relacji polskiej minister Beck miał najpierw odnieść się do sprawy „korytarza przez korytarz”: „Jeżeli chodzi o komunikację, to [Beck] radzi zapomnieć słowo «eksterytorialna droga», bo Polska to nie Czechy. Wiele rzeczy ulega w polityce zmianie i dlatego trzeba się trzymać tych zasadniczych pojęć, jak suwerenność, granica i terytorium. Polska nie jest krajem rządzonym przez parlament, ale zmiana terytorium państwa jest zastrzeżona konstytucyjnie dla parlamentu i Pan Minister nie widzi dla siebie możności przedstawienia tej rzeczy parlamentowi, Rząd Polski gotów jest natomiast rozważyć jak najprzychylniej sprawę ułatwień tranzytowych nawet dla aut. Ułatwienia komunikacyjne – mogłyby być obiektem negocjacji”.

Beck zapytał von Ribbentropa, jak ten wyobraża sobie zaspokojenie interesów polskich w Gdańsku. Zwrócił również uwagę, że wyłączenie Gdańska z polskiego obszaru celnego będzie ciosem dla interesów miasta. Następnie na zapytanie Ribbentropa odpowiedział, że rozmowa z Hitlerem w Berchtesgaden została przyjęta w Polsce „jak najgorzej” i dodał, że w Polsce panuje przekonanie, „że Niemcom wszystko za łatwo idzie i że teraz próbują na Polsce”. Następnie Beck ocenił, że: „Kanclerz mówił o układach korzystnych dla obu stron, a tymczasem propozycje niemieckie to zmiana stanu rzeczy jednostronna na korzyść Niemiec. Gwarancja granic niemiecka jest bardzo cenna, ale kto wie, czy nie przyjdzie kiedyś inny rząd niemiecki, który zrewiduje swój stosunek do tego zagadnienia”.

Zaremba do Zychowicza i Ziemkiewicza: Musicie się bardziej starać, panowie rewizjoniści

O perspektywie walki Polski u boku swastyki myślę ze wstydem.

zobacz więcej
Minister Beck nie znalazł w niemieckiej propozycji żadnej rekompensaty za ewentualne polskie ustępstwa: „Pan von R[ibbentrop]. pamięta, jak Gdańsk należał do Niemiec, a Polacy pamiętają, jak należał do Polski”. Zauważył również, że otwartością odpowiada na otwartość, „gdyż lepiej jest wypowiadać się szczerze, niż bawić się w fałszywą kurtuazję”. Beck na sugestię rekompensat na Wschodzie odparł, że nie wiedziałby, co miałby robić z Ukrainą. Z kolei odnośnie rozmowy z 26 stycznia stwierdził, że jeśli niemieckie propozycje byłyby rzeczywiście oparte na zasadzie wzajemności, to nie obawiałby się przedstawić ich polskiej opinii publicznej.

Następnego dnia Beck powiedział Ribbentropowi, aby „nie był optymistą wobec Kanclerza”, a na koniec zarzucił Ribbentropowi powrót do polityki Stresemanna (Gustav Stresemann kanclerz i minister spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej – red.), czyli czynienia różnicy pomiędzy zachodnią a wschodnią granicą Niemiec. Ta linia polityki Berlina zawsze psuła stosunki dwustronne. Powiedział również, że „Polacy nie są nerwowi, wystarcza im, że Kanclerz nie ma pretensji terytorialnych w Europie (chociaż sprawa Gdańska temu jakby przeczy)”.

Obu ministrom udało się jednak ustalić, że w przypadku wycofania się Ligi Narodów z Gdańska Polska i Niemcy będą pracować nad dwustronnym traktatem w sprawie nowego statusu tego miasta. Uzgodnili również, że zanim dojdzie do zawarcia porozumienia, Warszawa i Berlin będą współdziałać w okresie przejściowym, podczas którego w Gdańsku zachowane zostanie status quo.
Wydaje się, że polska notatka dokładniej oddaje przebieg rozmowy. Niektóre zapisane sformułowania Becka, jak np., że oto stawia on ze swej strony sprawy zupełnie otwarcie, sugerują, że polski minister po powrocie z Niemiec dokładnie przemyślał sprawę. Jasno stwierdził, że jest przeciwny propozycjom Hitlera, ponieważ nie uwzględniają one zasady wzajemności i są korzystne tylko dla jednej strony – niemieckiej. Beck pewnie argumentował i wyraźnie przedstawiał polskie stanowisko. Należy zwrócić uwagę, że podobnie jak podczas rozmów w Berchtesgaden i Monachium, nie pozostawił żadnego pola manewru stronie niemieckiej; nie próbował położyć nowej propozycji na stole negocjacyjnym. Odrzucił bowiem włączenie Gdańska do Rzeszy, eksterytorialną autostradę i linię kolejową, jak i wspólną antysowiecką politykę wschodnią. Jego przesłanie tym razem było niedwuznaczne: Polska zdecydowanie odrzuca propozycję „generalnych porządków”.

W interesie von Ribbentropa z kolei było łagodzenie stanowiska polskiego, choć i z jego notatki wynikało, że stanowisko strony polskiej w odniesieniu do niemieckich propozycji nie zmieniło się od ostatnich rozmów w Niemczech ani na jotę. Gdyby jednak niemiecki minister spraw zagranicznych dokładnie zrelacjonował to, co powiedział mu Beck, Hitler zrozumiałby, że niemiecka inicjatywa „generalnych porządków” zakończyła się fiaskiem. Von Ribbentrop utraciłby nimb skutecznego negocjatora i dlatego w swojej notatce łagodził sens wypowiedzi Becka.

Von Moltke: Polska nie jest stracona jako sojusznik

Komentarze po wizycie von Ribbentropa w Warszawie wskazywały na pierwsze objawy załamywania się „linii z 26 stycznia”. Wiceminister Szembek, omawiając 6 lutego 1939 roku nierealność niemieckich życzeń w sprawach Gdańska, podzielił się z ambasadorem von Moltke następującą uwagą: „Polacy to naród gotów na wszystko, żadne refleksje go nie powstrzymają, sięgają od razu po radykalne środki”.
Szef policji niemieckiej Reichsführer SS Heinrich Himmler (pierwszy z lewej) w towarzystwie ambasadora Niemiec w Polsce Hansa von Moltke (drugi z lewej) i komendanta głównego Policji Państwowej generała Józefa Kordiana Zamorskiego (w drugim rzędzie pierwszy z prawej) opuszcza Dworzec Główny w Warszawie. Fot. NAC
Ta uwaga wydaje się kluczowa dla zrozumienia polityki polskiej w ciągu najbliższych miesięcy. Symptomatyczna była nieobecność w Polsce w pierwszych miesiącach 1939 roku Hermanna Göringa. Lipski uspokajał Szembeka, że „odmowa Göringa na zaproszenie na polowanie do Polski spowodowana jest stanem jego zdrowia”.

W zamian za to Warszawę i Białowieżę odwiedził 18 – 21 lutego Reichsführer SS Heinrich Himmler. Spotkał się między innymi z premierem Felicjanem Sławojem-Składkowskim, ministrem Beckiem i wiceministrem spraw zagranicznych Mirosławem Arciszewskim. Z Beckiem rozmawiał krótko, przede wszystkim na temat emigracji Żydów.

Najciekawiej wypadło spotkanie z Arciszewskim. Himmler zapewnił, że Hitler absolutnie lojalnie traktuje wszelkie zobowiązania, jakie kiedykolwiek podjął wobec Polski, stąd Polacy winni mieć zaufanie do jego dobrej woli i do „jego mocnego postanowienia utrzymania stosunków polsko-niemieckich w duchu przyjaznej i dobrej sąsiedzkiej kolaboracji”. Reichsführer SS stwierdził, że kwestia gdańska musi zostać któregoś dnia całkowicie rozwiązana. Pozwoliłoby to na ostateczne uznanie przez Berlin granicy polsko-niemieckiej. Ogólnie poruszono również kwestię współpracy w sprawach ukraińskich.

Pod koniec lutego 1939 roku atmosfera w stosunkach dwustronnych wyraźnie się pogorszyła. 24 i 25 lutego przed Ambasadą Niemiec w Warszawie odbyła się demonstracja przeciwko złemu traktowaniu polskich studentów w Wolnym Mieście, podczas których wybito kilka szyb kamieniami. Von Moltke poskarżył się na ten fakt Beckowi, a 28 lutego von Ribbentrop wezwał w tej sprawie Lipskiego i poprosił o wyjaśnienia. Przedtem jednak powtórzył, że „zasadnicze nastawienie Führera, który chciałby doprowadzić do wielkiego i ostatecznego kompromisu [Ausgleich] z Polską, pozostaje niezmienne”. Polski ambasador wyraził ubolewanie i zapewnił, że podobne wypadki się nie powtórzą.
Ambasada Niemiecka w Warszawie z coraz większą podejrzliwością obserwowała nasilające się kontakty polsko-brytyjskie. Von Moltke, informując o spodziewanej w marcu wizycie Becka w Londynie, donosił, że inicjatywa wyszła ze strony polskiej. Według niego jej celem miało być poprawienie stosunków z Wielką Brytanią po tym, jak zostały one nadwyrężone w czasie kryzysu czechosłowackiego. Ocenił, że, generalnie rzecz ujmując, Polska chce ożywić kontakty z zachodnimi demokracjami, ponieważ obawia się konfliktu z Niemcami o Gdańsk oraz chce wyjść z dotychczasowej izolacji na arenie międzynarodowej. Moltke zauważył, że w Polsce coraz silniej podkreśla się znaczenie sojuszu polsko-francuskiego i dlatego nie wykluczył również wizyty ministra Becka w Paryżu. Pomimo tych ocen niemiecki ambasador wcale nie uważał, że Polska jest stracona jako ewentualny sojusznik.

Podczas rozmowy z Ciano (Galeazzo Ciano, szef dyplomacji Włoch – red.) w trakcie jego pobytu w Warszawie 1 marca 1939 roku stwierdził, że trudno jest przesądzić w obecnej chwili, czy Polska dołączy do osi, czy też nie. Włoski minister spraw zagranicznych i niemiecki ambasador w Warszawie zgodzili się, że gdy ostatecznie dojdzie do konfliktu między mocarstwami Osi a mocarstwami zachodnimi, to „Polska będzie przeciągała decyzje tak długo, jak to będzie tylko możliwe i w końcu pospieszy z pomocą zwycięzcy”.

Göring do ambasadora Lipskiego: Szkoda, że Piłsudski umarł za wcześnie

Sprawy gdańskie zostały poruszone również w rozmowie Lipskiego z Hitlerem i Göringiem podczas przyjęcia dla korpusu dyplomatycznego wydanego w Kancelarii Rzeszy 1 marca 1939 roku Hitler przyjął do wiadomości polskie wyjaśnienia w sprawie manifestacji antyniemieckich związanych z incydentem gdańskim. Wykorzystał je jednak jako pretekst, by powtórzyć, że stosunki dwustronne muszą wreszcie zostać uregulowane, aby uniknąć w przyszłości tego rodzaju zadrażnień. Podkreślił, że „dopóki on jako partner Marszałka Piłsudskiego porozumienia polsko-niemieckiego kieruje polityką Rzeszy, do konfliktu nie dojdzie”. Ponieważ jednak w przyszłości może dojść do zmiany kierownictwa politycznego Rzeszy, konieczne wydaje się porozumienie w sprawie Gdańska.
Delegacja niemiecka w kondukcie pogrzebowym marszałka Piłsudskiego. Widoczni na zdjęciu: marszałek Rzeszy Niemieckiej Hermann Goring (pierwszy z lewej) i ambasador Niemiec w Polsce Hans von Moltke (z lewej za Goringiem). Fot. NAC
Göring natomiast powiedział Lipskiemu, że rozumie trudności sytuacji wewnętrznej Polski. Wyraził żal, że Piłsudski umarł za wcześnie, ponieważ jego autorytet pozwoliłby mu podjąć decyzję w sprawie Gdańska. Zaznaczył jednak, że jest dobrej myśli, albowiem „zawsze znajdowaliśmy drogę wyjścia nawet z trudnych sytuacji”. Lipski, komentując te rozmowy, przekazał do centrali na Wierzbowej wniosek, że Hitler i Göring nie sprowokują faktów dokonanych ani nie dopuszczą do konfliktu z Polską w sprawach gdańskich.

Wzrost nastrojów antyniemieckich w Polsce coraz częściej dawał pretekst do skarg niemieckiemu ambasadorowi. Von Moltke podczas rozmowy z Beckiem 8 marca 1939 roku ubolewał, że baza, na której w Polsce buduje się politykę porozumienia z Niemcami, jest bardzo wąska. Poza Beckiem i jeszcze półtuzinem osób nikt nie jest nim specjalnie zainteresowany. W Polsce brakuje ludzi, którzy przeciwstawialiby się coraz bardziej zagęszczającej się antyniemieckiej atmosferze.

Polski minister nie zgodził się z aż tak pesymistyczną oceną. Polityka porozumienia z Niemcami nie była, według niego, sprawą prostą, ale dostrzegał on w Polsce coraz większe zrozumienie dla konieczności jej kontynuacji. Przyczyna obecnych napięć tkwiła, według Becka, w lęku opinii publicznej, że po Austrii i Czechosłowacji przyjdzie kolej na Polskę.

Von Moltke odpowiedział, że deklaracje, jakie Hitler złożył polskiemu ministrowi w Berchtesgaden, czynią te obawy zupełnie bezpodstawnymi.
Kolejne spotkanie Becka z von Moltkem 14 marca nie zapowiadało zbliżającego się zerwania. Polski minister poinformował niemieckiego ambasadora, że został zaproszony do Londynu przez rząd brytyjski, co ambasador opatrzył komentarzem, że powszechnie wiadomo, że inicjatywa wyszła z Warszawy. Beck zapewnił, że głównym tematem jego rozmów będzie kwestia statusu Gdańska po ewentualnym wycofaniu się zeń Ligi Narodów. Wyraził również zadowolenie z faktu, że – jak doniósł mu ambasador Lipski – Hitler po raz kolejny zadeklarował, iż kwestia gdańska pod żadnym pozorem nie zmąci stosunków polsko-niemieckich, co pozwala mieć nadzieję, że obie strony znajdą zgodne z ich interesami rozwiązanie tego trudnego problemu.

Beck do von Moltkego: Niemieckie karabiny wycelowane w Polskę

Historia nabrała przyspieszenia, gdy Hitler zdecydował się na likwidację Czechosłowacji i wkroczenie Wehrmachtu na teren Czech 15 marca 1939 roku, a następnie na objęcie przez Berlin „opieką” państwa słowackiego. Jak by tego było mało, Niemcy zażądały od Rumunii całkowitego gospodarczego związania się z Rzeszą. Był to początek końca polityki appeasementu mocarstw zachodnich, ponieważ Hitler za pomocą faktów do-konanych zaczął podporządkowywać sobie Europę Środkową i Wschodnią. Zmusił w ten sposób Brytyjczyków i Francuzów do rezygnacji z polityki ustępstw na rzecz miękkiej polityki powstrzymywania. Mocarstwa zachodnie rozumiały, że Polska jest zwornikiem geostrategicznym, od którego pozycji zależeć będzie kontynentalna równowaga sił. Rozpoczęły więc wyścig o względy Warszawy, aby ta nie stała się sojusznikiem Berlina. (…)
Siedzą od lewej: ambasador RP w Niemczech Józef Lipski, sekretarz stanu Ernst von Weizsaecker, prezes von Gregory, ambasador Niemiec w Polsce Hans von Moltke. Stoi prezes Towarzystwa Niemiecko-Polskiego w Berlinie Achim von Arnim. Fot. NAC
Beck zdecydował się na sojusz z mocarstwami zachodnimi, ponieważ ekspansja Berlina w Europie Środkowej w połowie marca 1939 roku oznaczała fiasko jego polityki regionalnej. Jej celem było stworzenie w Europie Środkowej pasa państw neutralnych, których liderem miała być Warszawa. Zamiast tego Berlin umacniał w tym regionie coraz bardziej swoją własną strefę wpływów. Co gorsza, drastycznie pogorszyło się położenie geostrategiczne Polski, od południa zaczęła bowiem graniczyć z terytoriami zależnymi od Berlina. Późniejsza o kilka dni aneksja Kłajpedy (23 marca 1939 roku) spowodowała, że Hitler de facto okrążył Polskę.

Beck, świadomy nowego niezwykle niekorzystnego położenia, zawezwał von Moltkego wieczorem 16 marca 1939 roku. Jak zauważył niemiecki ambasador, polski minister był wyraźnie zdenerwowany. Skarżył się na niespodziewany przemarsz wojsk niemieckich wzdłuż polskiej granicy, a przede wszystkim na to, że niektóre jednostki okopały się i wymierzyły karabiny maszynowe w kierunku terytorium Polski.

Ambasador starał się uspokoić polskiego ministra. Poinformował go szczegółowo o sytuacji na czechosłowackim terytorium. Polska była również zaniepokojona tym, że Niemcy wzięli pod „ochronę” Słowację, która ogłosiła niedawno niepodległość, ponieważ wskutek tego w znaczący sposób wydłużyła się granica Polski z terytoriami należącymi do Niemiec lub od nich zależnymi.

Von Weizsäcker: Albo Polska będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec

Von Ribbentrop 21 marca 1939 roku zaprosił do siebie Lipskiego w celu wyjaśnienia sytuacji. Najpierw omówił sprawy czechosłowackie, usprawiedliwiając się, że z powodu nadmiaru obowiązków nie miał czasu poinformować przedstawicieli korpusu dyplomatycznego o niemieckich posunięciach, tak jakby sobie tego życzył. Następnie wyłuszczył powody, dla których Berlin zniszczył państwo czechosłowackie.

Lipski wyraził zaniepokojenie objęciem ochroną Słowacji przez Niemcy. Podkreślił, że informacja o tym fakcie wywołała wstrząs polskiej opinii publicznej, dla której był to krok wymierzony głównie przeciwko Polsce. Von Ribbentrop zaprzeczył, zauważając, że to nieprawda, ponieważ Słowacy sami o to prosili.

Niemiecki minister przeszedł następnie do omówienia stosunków polsko-niemieckich. Zauważył, że ulegają one stopniowemu ochłodzeniu i winą za to obarczył stronę polską, wskazując na problemy w kwestii mniejszości, incydenty w Gdańsku, demonstracje antyniemieckie i ataki prasowe. Zauważył, że Hitler zawsze pracował na rzecz dobrych oraz pokojowych stosunków z Polską i zamierza kontynuować tę linię, ale jest coraz bardziej zdziwiony postawą Polaków. Istnieje zatem realne zagrożenie, że oba państwa w swoich stosunkach wrócą do punktu wyjścia, a przecież istnieje potrzeba, aby relacje polsko-niemieckie powróciły na właściwe tory. Dlatego celowe byłoby, ażeby Beck udał się do Berlina. Hitler osobiście życzyłby sobie tego. Von Ribbentrop zasugerował, że tematem spotkania byłby dwustronny sojusz: „Polska musi mieć świadomość, że nie ma drogi pośredniej. Albo Polska pozostanie państwem narodowym, które działa na rzecz rozumnych relacji z Niemcami i ich Wodzem, albo pewnego dnia pojawi się marksistowski polski rząd, który zostanie wchłonięty przez bolszewicką Rosję. Szczerze życzymy sobie, żeby Polska zachowała silny rząd, taki jaki wystawiła grupa pułkowników Marszałka Piłsudskiego”.
Następnie von Ribbentrop powtórzył znane od października ubiegłego roku żądania niemieckie: przekazanie Gdańska i budowę eksterytorialnej drogi przez Pomorze. W zamian za to Niemcy, jak zadeklarował niemiecki minister, uznają „polski korytarz”, który jest przecież najcięższym nałożonym na Niemcy postanowieniem traktatu wersalskiego. Von Ribbentrop zauważył, że żaden niemiecki rząd nie mógłby zrezygnować z roszczeń rewizjonistycznych, ponieważ natychmiast zostałby wypędzony z Reichstagu. Führer myśli jednak inaczej, bo uznaje prawo Polski do wolnego dostępu do morza. Jest on jedynym niemieckim mężem stanu, który może ogłosić ostateczną rezygnację z korytarza.


Minister spraw zagranicznych Rzeszy kusił Polaków, zapewniając, że w przyszłości wspólna polsko-niemiecka polityka przyniesie owoce. W tym kontekście wspomniał o Ukrainie i gotowości niemieckiego rządu „rozwiązania kwestii ukraińskiej w czysto polskim sensie”. Na koniec poprosił Lipskiego, by ten udał się do Warszawy i ustnie zrelacjonował stanowisko niemieckie. Według von Ribbentropa jest to szczególnie ważne, ponieważ: „Wódz do tej pory tylko wyraża zdziwienie z osobliwego stanowiska Polski, zadając szereg pytań [go dotyczących]; chodziłoby jednak o to, aby nie doszedł do przekonania, że Polska po prostu nie chce [porozumienia]”.
Von Ribbentrop przygotował odpowiednią instrukcję, w której zawarł kwestie poruszone wcześniej w rozmowie z polskim ambasadorem. Miała ona zostać przesłana do Warszawy, by von Moltke równolegle z Lipskim przekazał ją Beckowi. Zawarto w niej uwagę, że Niemcy nie będą w nieskończoność przekonywać Polski do „generalnych porządków”, a w przypadku odmowy lub wymijającej odpowiedzi rządu polskiego nie będą do niej wracać. Hitler uznał jednak instrukcję za zbyt ostrą i nie zgodził się na jej przekazanie do ambasady w Warszawie. Sekretarz stanu von Weizsäcker w liście z 24 marca 1939 roku do ambasadora von Moltkego zauważył, że polski rząd otrzymał wybór: albo będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec.

Hitler miał nadzieję, że zawarcie układu z Polską jest cały czas możliwe, jakkolwiek wyraźnie tracił cierpliwość. Goebbels w Dziennikach odnotował spotkanie z wodzem w restauracji, które odbyło się 24 marca 1939 roku. Zapisał między innymi: „Wieczorem z Führerem do [lokalu] Wintergarten. Trochę odprężenia. To tak dobrze robi po dużej ilości ciężkiej pracy. Führer rozmyśla nad rozwiązaniem problemu Gdańska. Chce trochę nacisnąć na Polskę i ma nadzieję, że ona na to zareaguje. Musimy jednak przełknąć gorzką pigułkę i zagwarantować granice Polski. To wszystko bardzo szybko się rozstrzygnie”. Minister propagandy był u Hitlera także następnego dnia i odnotował: „W południe u Führera. Polska nie podjęła jeszcze decyzji w sprawie Gdańska. Nasz nacisk jednak się nasila. Mamy nadzieję, że dojdziemy do celu”.

Beck: Będziemy się bić

Beck rozumiał sygnały Berlina. Na spotkaniu w ministerstwie 24 marca 1939 roku zakomunikował ostateczny koniec polityki porozumienia. Uznał, że „Niemcy straciły cechy obliczalności”, a Polska musi zmienić strategię swojej polityki: „Jeśli chodzi o zasadniczą linię postępowania, to została ona ustalona z najwyższymi czynnikami w państwie – linia prosta i jasna. Określiliśmy dokładnie, gdzie są granice naszych bezpośrednich interesów i poza tą linią prowadzimy normalną politykę i podejmujemy akcje, traktując to jako nasze normalne bieżące prace. Poniżej tej linii przychodzi nasze polskie non possumus. To proste, będziemy się bić”.

Beck poinformował swoich współpracowników, że Polska wystąpi zbrojnie w dwóch przypadkach: gdy naruszone zostaną granice Rzeczypospolitej lub gdy Berlin próbował będzie narzucić jednostronne regulacje w kwestii gdańskiej.

– Krzysztof Rak

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wyd. Bellona
Fragment książki „Polska – niespełniony sojusznik Hitlera” , która wkrótce będzie dostępna w księgarniach. Tytuł i śródtytuły od redakcji.

Krzysztof Rak jest historykiem filozofii, publicystą, znawcą problematyki międzynarodowej. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim przez kilka lat był asystentem na Wydziale Filozofii filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku (obecnie Uniwersytet w Białymstoku). W latach 2007–2009 pracował w TVP, najpierw jako szef redakcji zagranicznej Agencji Informacji TVP, a potem jako szef „Wiadomości”. Publikował m.in. w dziennikach „Życie”, „Rzeczpospolita” „Gazeta Wyborcza” i „Nasz Dziennik” oraz tygodnikach „Wprost”, „Gazeta Polska”, a także we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Welt”, „Handelsblatt”, „The Sarmatian Review”.
Dyplomacja polska 1938 - 1939
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.