Kultura

Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków

– Chyba wezmę taksówkę z dworca…Po co? No jak to, po co? Żeby zdążyć na „Zniewoloną”! Dziś taki ważny odcinek. Nie wiadomo, czy Alosza przeżyje. No mówię ci, aż strach pomyśleć, co się stanie… Z jednej strony piękny ten serial, z drugiej okrutny, łzy się cisną same do oczu… – mówi do telefonu jedna z moich współpasażerek w przedziale pociągu relacji Gdańsk-Warszawa.

I choć wiadomo, że nie przystoi podsłuchiwać cudzych rozmów, nie tylko ja uśmiecham się pod nosem. Wiem o czym mowa, bo na wakacyjny hit TVP od czasu do czasu zerkam dzięki mojej mamie. Dwie siedzące obok mnie panie, które najwyraźniej również należą do kręgu wtajemniczonych i dobrze się orientują, kim jest tajemniczy Alosza, podobnie jak nasza współpasażerka mają cichą nadzieję, że zdążą na emisję kolejnego odcinka.

Nagle podróż się ożywia i rozpoczyna się gorliwa dyskusja na temat ukraińskiego serialu „Zniewolona”. Tylko obecny w przedziale pan stwierdza, że nie ma telewizora, nie wie, o czym rozmawiamy i żeby nam nie przeszkadzać, udaje się do „Warsu”.

– Ja, proszę pani, ani jednego odcinka nie przegapię. Moim zdaniem już dawno w telewizji nie było czegoś takiego. No po prostu cudo. Nawet te nasze polskie telenowele do pięt mu nie dorastają – emocjonuje się pani spod okna. Jedzie do kuzynki, która też jest w wieku 60 plus i też ogląda. – Wieczory mamy już zaplanowane. Nudzić się nie będziemy. „Zniewolona”, nalewka z wiśni i my, wierne fanki – śmieje się pani Stanisława, emerytowana księgowa.

Pani Jadwiga, która przez telefon planowała zamówienie taksówki, kiwa głową. – Zgadzam się w stu procentach, dawno się tak nie spłakałam przy oglądaniu telewizji. Ten Alosza taki przystojny, a Grigorij wstrętny dziad. No jak tak można kogoś poniżać, tak nim poniewierać?! Ale tak było w tamtych czasach, tak było – mówi.

Gdy dopytuję, co się moim współpasażerkom najbardziej w „Zniewolonej” podoba, zaczynają po kolei wymieniać: wątki miłosne i serialowe intrygi, piękne kostiumy, charaktery bohaterów. Wszystkie zgodnie twierdzą, że nic by się nie udało, gdyby obsada nie była tak urodziwa.
odc. 1
Ranking serialowych piękności wygrywa rzecz jasna główna bohaterka Katia i jej adorator Alosza. Kolejne miejsca na podium zajmują zła Lidia oraz okrutny Grigorij. – Ładni, ładni, ale charaktery złe, to się człowiekowi mniej podobają. Gdyby byli lepsi, to może i piękniejsi – zauważa z kolei pani Irena, która wraca z krótkiego nadmorskiego urlopu. Cieszy się, że w pensjonacie był telewizor. Nie przegapiła żadnego odcinka. – Jak to mawia młodzież: jestem w temacie – przyznaje.

Rekordowe trzy miliony

Takich osób, jak panie Jadzia, Stasia i Irena, które w wakacyjne wieczory zasiadają przed telewizorami, jest dużo, dużo więcej. Z danych Nielsen Audiencje Measurement wynika, że średnia oglądalność serialu „Zniewolona” emitowanego przez TVP1 w pierwszej połowie lipca br. wyniosła 1,58 mln widzów. Obecnie przed telewizorami zasiada ok. 2,12 mln osób, a odcinek wyemitowany 5 sierpnia pobił rekord i zgromadził ponad 3 mln fanów ukraińskiej produkcji.

Robię zdecydowanie lepszy research niż Dan Brown

Bronka Winna ma w sobie coś z Urszuli ze „Stu lat samotności” Márqueza. W serialu zagra ją Kinga Preis.

zobacz więcej
Tak dobre wyniki oglądalności sprawiły, że emisja początkowo trzech odcinków tygodniowo, została podwojona. Co więcej, rozpoczęty na początku sierpnia drugi sezon serialu miał premierę wcześniej, niż nastąpiło to w ukraińskiej telewizji, skąd pochodzi produkcja.

O tym, że Polacy kochają telenowele wiadomo od dawna. Co sprawiło, że tak bardzo pokochali ten serial?

Zdaniem dr Małgorzaty Bulaszewskiej, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS, ważnym aspektem fenomenu takich produkcji jest element kulturowy. – Zwracam przede wszystkim uwagę na to, że takie seriale powstają w oparciu o schemat „Kopciuszka”, tego, co znamy z bajek. Mamy bohaterkę dziewczynę, często bardzo młodą, prawie dziecko, która jest na potrzeby opowieści zniewolona, usługuje parszywym siostrom, czy jest wykorzystywana przez inne osoby, nie ma pełnej wolności, swobody – wyjaśnia.

Fabuła „Zniewolonej” jest z całą pewnością potwierdzeniem tego schematu. Akcja serialu toczy się w połowie XIX wieku w guberni czernihowskiej Imperium Rosyjskiego (terytorium obecnej Ukrainy) w okolicach miasteczka Nieżyn. To czasy sprzed reformy uwłaszczeniowej, czas chłopstwa bez wolności osobistej, odrabiającego pańszczyznę wynikającą z poddaństwa. Główną bohaterką jest Katierina Wierbickaja, dobra, piękna, mądra i choć jest wieśniaczką – wykształcona dziewczyna. Dzięki swojej matce chrzestnej, szlachciance Czerwińskiej została wychowana niczym panienka z majątku. Zna języki obce, gra na fortepianie oraz maluje, ale zaczyna rozumieć, że nabyte umiejętności i pozycja nie poprawiają jej losu – dziewczyny urodzonej w niewoli. Jako własność najbogatszego ziemianina w Nieżynie, nie może dobrowolnie opuścić jego posiadłości. Minusy bycia „chłopką wychowaną na salonach” zauważa jeszcze bardziej, gdy zakochuje się w szlachcicu Aleksieju Kosaczu. Ich miłość kończy się tragicznie i powoduje, że Katia wpada w kolejne tarapaty.

Walka o siebie z męskim akcentem

– Ten schemat z „Kopciuszka” czy „Pięknej i bestii”, a więc głównej postaci, która szuka dróg do swego wyzwolenia, zmiany życia na lepsze, i ten wysiłek podejmuje sama zniewolona postać a nie ktoś z zewnątrz, świetnie sprawdza się w takich opowieściach. Sprawia, że widz jest ciekawy dalszych losów bohaterki – mówi dr Bulaszewska.

Potwierdzają to opinie fanów serialu, którzy w facebookowej grupie „Zniewolona-serial telewizyjny” dzielą się na bieżąco wrażeniami po obejrzeniu kolejnych odcinków. Gdy pytam ich, co decyduje o tym, że ta produkcja wzbudza w nich tak ogromne emocje, prawie zgodnie twierdzą, że fabuła odbiegająca nieco od filmów miłosnych, do jakich byli ostatnio przyzwyczajeni.
„Zniewolona II” – drugi sezon serialu, 2019 r. Reżyser: Felix Gerchikov, Maksym Lytvynov; wyk. Kateryna Kovalchuk,, Oleksiy Yarovenko, Stanislav Boklan. Fot. reprodukcja TVP
„Największym plusem dla mnie jest tutaj to, że nie mamy do czynienia z kolejnym serialem o miłości, gdzie non stop bohaterowie się schodzą i rozchodzą, ale takim, który odbiega od tego schematu. Kathierina, której ciągle ciąży los, tragiczna miłość i jej konsekwencje, jakie jeszcze na nią czekają, a to wszystko po to, by kiedyś stała się wyzwoloną kobietą, która sama będzie decydować o sobie” – pisze Monika.

„Dla mnie bardzo ciekawe są stosunki międzyludzkie, traktowanie tych poddanych i miłość Aleksieja i Katii. Mój ostatni odcinek był wczoraj, bo po śmierci Aloszy już nie oglądam, nie chcę już patrzeć na tego podłego Griszę” – odpowiada z kolei Halina.

Dr Bulaszewska zwraca uwagę, że choć główna bohaterka „Zniewolonej” i postacie z innych tego typu historii starają się same zawalczyć o siebie, to ich swoboda nadal w większym lub mniejszym stopniu uzależniona jest od mężczyzny. – Zasobnego księcia, czy też szlachcica, jak ma to miejsce w przypadku tego serialu – zauważa.

Egzotyka w PRL-owskiej rzeczywistości

„Korona Królów” to nie podręcznik

W porównaniu z innymi filmami historycznymi dość wiernie trzyma się znanych badaczom faktów – pisze Łukasz Jasina

zobacz więcej
Tak ona, jak i widzowie pamiętający lata 80., a dokładnie rok 1985, od razu widzą pewne podobieństwo z emitowaną wówczas w Polsce, dziś uchodzącą wręcz za kultową brazylijską telenowelą „Niewolnica Isaura”. 15-częściowy serial gromadził przed telewizorami ok. 81, a czasem nawet 92 proc. widowni. Co prawda konkurencja wśród stacji telewizyjnych nie była zbyt wielka, bo funkcjonowały wówczas tylko dwa kanały, ale produkcję tę uznano za fenomen socjologiczny.

We wtorkowe wieczory, kiedy nadawano nowelę, ulice pustoszały. Każdy odcinek był emitowany dwa razy dziennie – przed południem (tzw. film dla drugiej zmiany) oraz po głównym wydaniu „Dziennika Telewizyjnego”. Na fali tej popularności, aktorzy grający głównych bohaterów – Isaurę i Leoncia – przez tydzień objeżdżali w 1985 r. polskie miasta: Warszawę, Łódź, Skierniewice, Katowice, Sosnowiec i Kraków. Pojawiali się w szkołach, szpitalach oraz zakładach pracy. Główna bohaterka stała się tak popularna, że kobiety zaczęły nosić fryzurę „na Isaurę”, czyli włosy do ramion z przedziałkiem po środku) oraz nadawać imię serialowej niewolnicy swoim córkom. Spolszczoną jego wersję, czyli Izaura, w latach 1981-1994 otrzymało 38 dziewczynek, a oryginalne – Isaura – 28. Do 1994 roku nadano je 66 razy.

Akcja serialu toczyła się w Brazylii XIX wieku, na kilkanaście lat przed zniesieniem niewolnictwa w 1888 roku. Główna bohaterka, podobnie jak Katia w „Zniewolonej”, była młodą i piękną niewolnicą o jasnym kolorze skóry, która nie znała swoich rodziców. Nie pracowała w polu, tylko pomagała w domu, a dzięki pani domu zdobyła wykształcenie: umiała pisać, czytać, znała języki obce, śpiewała, tańczyła i grała na fortepianie. Pani nie żałowała jej również pieniędzy na piękne suknie. Gdy do domu powrócił młody dziedzic Leoncio, zakochał się w niej, spychając na powrót do roli niewolnicy, której nie wolno przebywać na salonach podczas wizyt gości. Isaura miała też drugiego adoratora, dziedzica Tobiasa, którego kochała z wzajemnością. Ten próbował ją wykupić i pojąć za żonę, ale nikczemny Leoncio nie chciał się na to zgodzić. Nawet wtedy, gdy ożenił się z Malviną, córką przyjaciela swojego ojca, nadal prześladował Isaurę i chciał zmusić ją do uległości.
Kadr z serialu „Zniewolona”, 2019 rok. Reżyser: Felix Gerchikov, Maksym Lytvynov; wyk. Kateryna Kovalchuk,, Oleksiy Yarovenko, Stanislav Boklan. Fot. reprodukcja TVP
W „Zniewolonej” taką postacią, jak Leoncio, jest Grigorij, syn kobiety, która wychowywała i przysposabiała Katię do salonowego życia. Choć żeni się z zapatrzoną w niego szlachcianką, wciąż ma na oku służącą. Gdy Katia nie odwzajemnia jego uczucia, nie pozwala jej sprzedać, aby mogła zostać żoną swojego ukochanego. Kiedy główna bohaterka próbuje uciec z jego majątku, intensywnie jej szuka, a gdy znajduje – więzi ją w lochu, a następnie sprzedaje okrutnej przyjaciółce swojej żony.

Skrucha na pokaz

– Te zniewolone, uciemiężone postacie zawsze są ładne i szlachetne, do tego dobrze wykształcone, mimo, że pochodzą z biednego domu. W tej strukturze serialu czy filmu lepsze, niż mogłyby być w rzeczywistości. Nie mają skaz ani wad. Inaczej jest z tymi złymi postaciami. Nawet, jeśli przez chwilę wydaje się, że przeszły przemianę, są to tylko pozory, w ich oczach skrucha jest na pokaz i szybko zamienia się w błysk złości, czy chęć zemsty. Postaci, które są trochę dobre, trochę złe, jest niewiele lub nie ma ich wcale – zauważa dr Bulaszewska.

Piszę jak jest, nie cukruję. Wielokrotnie szłam na wojnę z telewizyjnymi gwiazdami

Ilona Łepkowska: – Nie chciałabym mieć napisane na nagrobku „królowa seriali”. Wolałabym, żeby zapamiętano mnie jako dobrego człowieka – mówi współtwórczyni „Klanu” i „Korony królów” i „M jak miłość”.

zobacz więcej
Dodaje, że w fabule, która tak niebywale wciąga widza, obecny jest jeszcze jeden element zapewniający sukces produkcji: suspens. – Gdy wydaje się, że już za chwilę kochankowie się połączą, że będą żyli długo i szczęśliwie, następuje kolejna intryga, pojawia się jakaś nowa przeszkoda. Cały czas obecne jest emocjonalne zapętlenie, które sprawia, że widz wciąż chce kibicować tym dobrym bohaterom i zobaczyć, kto zbawi Katię, co się będzie z nią działo, nawet, jeśli zarzeka się, że nie obejrzy kolejnych odcinków, bo te, które już widział wyczerpały go emocjonalnie – mówi dr Bulaszewska.

O ile Isaura była dla nas Polaków bohaterką egzotyczną, która w szaroburą PRL-owską rzeczywistość wprowadzała niebywałe kolory, o tyle Katia i jej świat urzeka nas rozmachem samej produkcji. Kreacje bohaterów, wnętrza, w których mieszkają i krajobrazy, w których żyją, jeszcze bardziej skłaniają do przeżywania historii niespełnionej miłości bohaterów.

Polska romantyczna dusza

– Spotkałam ostatnio na konferencji badaczkę z USA polskiego pochodzenia, która prowadziła badania dotyczące tureckich seriali. Chciała dowiedzieć się, dlaczego na przykład na Podlasiu jest najwięcej kobiet, które są fankami tego typu produkcji, obecnych w polskiej telewizji. Okazało się, że przyciąga je właśnie ten piękny egzotyczny świat, stroje i baśniowa rzeczywistość, której na co dzień wokół siebie nie oglądają. W ten sposób ta romantyczna dusza odzywa się w polskim społeczeństwie, które przecież potrafi zgromadzić się i grupowo współczuć w sytuacjach zagrożenia, poczucia krzywdy, czy niespełnionej miłości – wyjaśnia kulturoznawczyni z SWPS.

Jej zdaniem w przypadku „Zniewolonej” dodatkowym elementem jest również język rosyjski, który dosyć dużej grupie odbiorców tej produkcji jest znany ze szkoły – w PRL był obowiązkowy. – Uczyli się go i w pewnym stopniu czują do niego sentyment. Podobne jest zapewne z muzyką i piosenkami, które pojawiają się w serialu. Są to głównie utwory ludowe, a więc takie, które nam, Polakom zawsze kojarzyły się całkiem dobrze – dodaje dr Bulaszewska.

Zastanawia się przy tym, jak dużą część odbiorców „Zniewolonej” stanowią sami Ukraińcy. – Jest ich w Polsce bardzo wielu, więc ciekawe, czy również śledzą losy bohaterów, zwłaszcza, że drugi sezon serialu jest w Polsce emitowany wcześniej niż na Ukrainie – zwraca uwagę.
odc. 28
Odpowiedzi udziela mi pani Tatiana, która od dwóch lat mieszka w Warszawie i pracuje jako opiekunka do dzieci. – Pewnie, że oglądam! Nawet opowiadam mamie i babci, jak dzwonię do domu, co wydarzyło się w kolejnych odcinkach. Dzięki mnie są do przodu i mogą się chwalić na osiedlu – śmieje się.

Przyznaje, że serial jest ciekawy i ogląda się go z zapartym tchem, ale nie wszystkim na Ukrainie przypadł do gustu. – Chodzi głównie o to, że nasza ojczyzna pokazana w serialu jest bardzo rosyjska. To się wielu osobom nie podoba. Poza tym ten serial jest bardzo podobny do innego, który nosił tytuł „Biedna Nastia” i wszyscy uważają, że to nieco zmieniona kopia tamtego – tłumaczy.

„Hej Polsko, co słychać?”

Podobnie o serialu mówi Ilona, która studiuje w Polsce. – Wszyscy mówią po rosyjsku, tak jakby w tamtych czasach nie było ukraińskiego – stwierdza z lekkim oburzeniem w głosie. Jako przykład podaje imiona bohaterów. – W serialu pojawia się „Orysia”, na którą wszyscy mówią „Arysia”, a to już imię bardziej rosyjskie, a nie ukraińskie. Być może ja i moi znajomi jesteśmy na to bardziej wyczuleni, bo pochodzimy z zachodniej, a nie wschodniej Ukrainy. I u nas ludzie są bardziej przywiązani do tradycji, wyczuwają takie drobnostki – mówi Ilona.

Pół wieku na Woronicza. Kultowe miejsca, pamiętne programy

Jedna z pierwszych telewizyjnych emisji zakończyła się podtruciem artystów i ekipy. Dlaczego? Bo studia szykowane w pośpiechu na 25-lecie PRL miały podłogi z klejem nieprzystosowanym do wysokiej temperatury lamp.

zobacz więcej
W serialu nie podobało jej się jeszcze jedno, a mianowicie charakter niektórych bohaterek. – Jedna z nich jest strasznie złośliwa, zazdrosna i każdemu szkodzi, a tymczasem Ukrainki takie nie są, zawsze sobie pomogą, są wobec siebie bardzo solidarne – uważa.

Mimo zastrzeżeń serial tak ją wciągnął, że obejrzała kilka odcinków naraz. – Mówiłam sobie, że tylko ten jeden i koniec, ale tak mnie ciekawiło, że oglądałam następny i następny, i tak do rana – śmieje się.

Aktorzy występujący w serialu bardzo szybko przekonali się o swojej popularności w Polsce i innych krajach. Ich profile na Facebooku oraz Instagramie od początku lipca obserwują tysiące widzów. „Tak miło jest otrzymywać tyle wspaniałych recenzji z Polski, Litwy, Łotwy i innych krajów Europy Wschodniej. Drodzy Widzowie, sprawiacie, że jestem szczęśliwa. Wasze emocje są dla mnie bardzo ważne” – taki wpis pojawił się na Instagramie Kateriny Kovalchyk, wcielającej się w postać Katii.

„Hej Polsko! Co słychać? Czy oglądaliście «Zniewoloną»? Lubicie? Jesteście szczęściarzami, że możecie zobaczyć już drugi sezon. My będziemy go oglądać dopiero we wrześniu. Kto jest Waszym ulubionym bohaterem? Dlaczego? Dziękuję za waszą aktywność i piękne słowa. Buziaki” – to z kolei wpis Ksenii Miszyny wcielającej się w okrutną Lidię Szeffer.

Za serialową popularnością idą również kolejne propozycje. Miszyna już niebawem wystąpi w ukraińskiej wersji popularnego tanecznego show, a Kovalchyk właśnie zagrała w amerykańskim filmie i przygotowuje się do swojego francuskiego debiutu.


20 sierpnia odwiedzili Polskę, podobnie jak przed laty bohaterowie „Niewolnicy Isaury”. Na specjalne zaproszenie Telewizji Polskiej do Warszawy przylecieli Katerina Kowalczuk – Katierina, Michaił Gawriłow, czyli serialowy Grigorij Czerwiński oraz Aleksiej Jarawienka, grający Aleksieja Kosacza. Wezmą udział w prezentacji jesiennej oferty TVP. Na razie nie ujawniają, czy i które miasta odwiedzą, ani gdzie spotkają się z wielbicielami serialu.

– Skoro ludzie, chcąc obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu, są gotowi podporządkować pod godzinę emisji harmonogram swojego dnia, to z pewnością znajdą czas i sposób na to, by pojawić się tam, gdzie bohaterowie. Może nie wszyscy, ale zdecydowana większość z pewnością to zrobi, bo przecież porównanie magicznych postaci z rzeczywistością to także ciekawe doświadczenie – uważa dr Bulaszewska.

A fabuła? Ta z pewnością zakończy się szczęśliwie dla głównej bohaterki. Tak jak bajka o Kopciuszku, która została odnaleziona przez swojego księcia. Kto będzie wybawcą Katii? Tego widzowie dowiedzą się 30 sierpnia, czyli przedostatniego dnia wakacji.

– Przynajmniej tego końca dożyję – żartuje pani Stasi, opuszczając kolejowy przedział fanek „Zniewolonej”.

– To życzę wam kobitki dobrego końca dla nas i dla Katii – dodaje pani Irena.

Pani Jadzia tuż przed stacją Warszawa Centralna dostaje sms-a. Na peronie czeka na nią mąż. – Przyjechał po mnie samochodem. Zdążę – oddycha z ulgą.

– Anna Bartosińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: „Zniewolona” - serial z 2019 roku, reżyser: Felix Gerchikov, Maksym Lytvynov; wyk. Kateryna Kovalchuk,, Oleksiy Yarovenko, Stanislav Boklan. Fot. reprodukcja TVP
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 9.08.2019 – 16.08.2019
Nie walczyli o Polskę tęczową
Zmarłemu przed 75 laty Tadeuszowi Gajcemu i jego towarzyszom marzyło się wielkie chrześcijańskie imperium.