Rozmowy

Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu

Janosik zbójował jedynie półtora roku, prawdopodobnie nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Po złapaniu został skazany na karę śmierci. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku, za lewe żebro. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na tym terenie. Rozdawał swoje łupy ludziom, głównie dziewczętom, ale jak wynika z dokumentów z jego procesu, zdobycze herszta miały być nieznaczne, między innymi były to pierścienie, szable czy wino – mówi Stanisław Sala, pomysłodawca i współzałożyciel Bractwa Zbójników spod Babiej Góry. Gospodarz z Marcówki zajmuje się hodowlą owiec i wyrobem produktów owczych, a w swojej bacówce kultywuje tradycje i obrzędy zbójeckie, inspirowane kulturą górali beskidzkich.

Jestem Japonką i jestem dzika, jak górale w Gorcach. Tu mogę spokojnie umrzeć

Akiko Miwa zamieszkała koło Nowego Targu, na polanie na wysokości 780 m n.p.m. i tu czuje się bardziej u siebie, niż kiedyś w Japonii.

zobacz więcej
TYGODNIK.TVP.PL: Płynie w panu zbójnicka krew?

STANISŁAW SALA:
Pewnie, że płynie (śmiech). Mieszkam w niedostępnej wiosce między górami. Jeszcze w latach 60. zeszłego wieku można było do niej dotrzeć jedynie poruszając się wzdłuż potoku, bo innej drogi nie było. To była taka enklawa. Żyją tu potomkowie Tatarów, którzy w PRL-u zajmowali się wyprawianiem skór. A był to nielegalny proceder – władzy ludowej się to nie podobało, więc były naloty, rewizje, trzeba było się ukrywać.

Zawsze chciałem się czuć człowiekiem wewnętrznie wolnym, być niezależnym od nikogo i niczego. Buntowałem się przeciwko nakazom, które mnie ograniczały. No i przecież ukochanie wolności cechowało prawdziwego zbójnika. Dla mnie jest ważne, że w każdej chwili mogę wszystko zostawić i iść dalej, nic mnie nie trzyma. Dlatego od początku pracowałem na własną rękę. A pieniądze nigdy nie miały dla mnie żadnego znaczenia – ich gromadzenie jest mi obce, to jedynie środek do osiągnięcia pewnego celu.

Według podań i legend, zbójnicy to w większości bohaterowie, którzy rabowali bogatych, by wspomóc biednych czy też zemścić się za jakąś niesprawiedliwość.

Zbójników nazywano „dobrymi chłopcami”. Mieli kodeks honorowy, którego się trzymali. Byli honorowi, lojalni wobec siebie, działali w ramach tzw. odwetu, bronili słabszych.

Początek działalności takich grup to XVI wiek, a kres – wiek XIX. Grupy zbójnickie liczyły od kilku do kilkudziesięciu osób. Mieszkali w lasach lub jaskiniach. W takiej bandzie byli ci, którzy mieli jakiś drobny konflikt z prawem i kradli, bo nie mieli co jeść. Byli to na przykład chłopi, którzy przeciwstawili się ciemiężeniu ich przez pana i odmówili pracy, a że kary za taki występek były ciężkie, więc trzeba było zbiec i się ukrywać. Dużo było też dezerterów z armii austriackiej. Służba w niej trwała 20 lat. O ile ktoś przeżył, to po takiej służbie już nie miał do czego wracać. Byli chętnie przyjmowani do grupy zbójeckiej, bo mieli broń i byli wyszkoleni.
Pokazujemy między innymi jak wyglądał strój zbójecki. Zbójnicy nie ubierali się według kanonu. Co z kogo ściągnęli podczas napadów, to mieli. Ja na przykład noszę kapelusz słowacki, pas sądecki, buty po hajduku czy koszulę huculską – mówi Stanisław Sala. Fot. prywatne archiwum Bractwa Zbójników spod Babiej Góry i Stanisława Sali
Generalnie członkowie bandy szukali lepszego życia, wolności, zysku i akceptacji. Były też inne motywy. Zbójnik Ondraszek czy Klimczok to byli synowie bogatych chłopów. Ich z kolei pociągnęła do zbójowania nieszczęśliwa miłość. Obaj zakochali w hrabiance. Hrabia ich źle potraktował, więc w ramach odwetu założyli grupy zbójeckie i rabowali panów na włościach.

Kiedyś Żywiecczyzna i nasze tereny były zarządzane przez Komorowskich, którzy rugowali chłopów, więc zbójnicy bronili tych ludzi wyrzucanych z ich ziemi. To był taki bat, straszak na panów: jak sobie za dużo pozwalali, to kończyło się dla nich kiepsko.

Jak wyglądało życie takich grup zbójeckich?

Ponieważ nie mieli zegarków czy kalendarza, działali od momentu, kiedy drzewo bukowe puściło liście, i kończyli działania, kiedy liście z niego spadały. Wtedy się mówiło, że chłopcy idą na bucki. Spotykali się w umówionym miejscu. Napadali głównie nocą. Nasi zbójnicy ograbiali na przykład Orawiaków, stąd do dzisiaj istnieją antagonizmy między Orawą a Zawoją.

Wydziedziczono baców. Mówiono, że owce niszczą góry. Teraz wracamy!

Fujara ma dwa metry długości. Końcówka jest subtelna. Dwojnica ma sześć otworów i zarazem wcale. A trombita musi być szczelna. O co chodzi i jak to się robi?

zobacz więcej
Zbójnicy nie kradli, tylko zabierali. To był taki dawny urząd skarbowy (śmiech). Ktoś miał za dużo, to się tym musiał podzielić z innymi. To były pieniądze, wartościowe przedmioty, inwentarz, jak choćby zboże czy jakieś drogocenne płótna. A czasem wystarczył chleb, mleko czy masło. Bo trzeba było też coś jeść. Niczym nie gardzono. Część łupu zabierali dla siebie, a część przekazywali tym, co mieli niewiele albo prawie nic.

Część dawali też swoim kochankom, nazywano je frajerkami. Ale nie miało to pejoratywnego wydźwięku. To były wolne kobiety, które były dumne, że mają takich mężczyzn wokół siebie. Dzięki swoim darczyńcom miały piękne domy. Wiosną i latem zbójnicy chowali się gdzie popadnie, a zimowali u swoich kochanek.

Jak któryś z nich był ranny czy chory, zostawiali go u jakiegoś gospodarza i przekazywali mu odpowiednią sumę za opiekę nad ich kompanem. To też należało do ich kodeksu.

Najbardziej znanym zbójnikiem tego terenu był Józef Baczyński ze Skawicy, zwany Skawickim. W kilka lat od wejścia do kompanii zbójeckiej został harnasiem, a zasłynął też swoją gorliwością religijną.

Tutaj w Skawicy na Suchej Górze zaczyna się zbójecki szlak, który kończy się w jaskini – według podań, Józef Baczyński właśnie w niej się ukrywał. Jest uskokowa, ma ponad czterysta metrów długości. Jest tam chodnik zbójecki, na którym stoją obecnie figury zbójników.


Jego banda okradała dwory, karczmy, poczty, plebanie, m.in. napadła na sanktuarium maryjne w Inwałdzie. Proboszcz nie miał jednak dużo wartościowych rzeczy, więc harnaś zabrał mu strzelbę, a w zamian zostawił plebanowi swoją, bardziej zużytą. Wykazał natomiast ogromny szacunek do świątyni. Kazał ją otworzyć, zapalić wszystkie światła. Tam długo i gorliwie modlił się do świętego obrazu i wyszedł z kościoła nic nie wynosząc. Więcej – znaczną część swoich dukatów wrzucił do kościelnej skarbonki. Został schwytany jesienią 1735 roku i ścięty na krakowskich Krzemionkach.

Z jego pieniędzy miało powstać kilka sakralnych obiektów. Inni zbójnicy też dawali zrabowane pieniądze na budowanie kapliczek, figur czy świątyń. Przekazy te dotyczą między innymi kościółka św. Anny w Nowym Targu, sanktuarium maryjnego w Ludźmierzu czy kościoła w Dębnie Podhalańskim.

Wędrując szlakiem zbójników karpackich, warto zobaczyć zbójnicką kapliczkę św. Jana Chrzciciela w przysiółku wsi Zawoja – Policznem. Święty jest uważany w Karpatach za patrona zbójników.
Kapliczka ma przepiękny dach cebulowy. Podania mówią, że przed dwoma wiekami na tej polanie zbójnicy dzielili łupy, czyli „licyli się” i szukali schronienia. Stąd nazwa Policzne. Kapliczka najprawdopodobniej powstała na przełomie XVII i XVIII wieku. Zbójnicy ufundowali ją jako przebłagalne wotum za swoje grzechy i przewinienia. Kupili też pole obok tej kapliczki i był taki zapis, że kto będzie dzierżawił to pole, ma się nią opiekować. I tak to trwa do tej pory. Kapliczka jest w idealnym stanie.

Podania ludowe wspominają znanych zbójeckich hersztów, wśród nich Janosika, który miał uprawiać swój proceder nie tylko po słowackiej stronie Tatr, ale także na Podhalu. Folklor góralski przypisywał mu i innym cechy heroiczne: sprawiedliwość, mądrość, spryt, nadludzką siłę czy zwinność.

Wokół Janosika narosło wiele mitów. Tak naprawdę nie wiemy do końca, co można uznać za prawdę. Juraj Janosik żył na przełomie XVII i XVIII wieku, był z pochodzenia słowackim chłopem. W latach młodości został zwerbowany do armii Jerzego Rakoczego, walczył z austriackimi generałami o wolność Węgier w powstania kuruców. Po jego klęsce został wcielony do armii Habsburgów. Pełniąc służbę w zamku Bytčy na Morawach, poznał zamkniętego w zamkowych lochach zbójnika Tomáša Uhorčíka. Po wykupieniu go przez rodziców ze służby wojskowej, zebrał niemal 30-osobową bandę zbójników, którzy napadali później na kupieckie karawany, folwarki szlacheckie, dwory czy plebanie.

Zakopane zerwało z Austrią. Wolało „niemal dyktaturę” Żeromskiego

„Zaprzysięgłem uroczyście wojsko, policję (…), a nawet prowadziłem wojnę o odzyskanie wsi Głodówki i Sucha Hora od inwazji czeskiej” – wspominał pisarz. Dopiero dwa dni po stolicy Tatr nasi posłowie do parlamentu austriackiego określili się jako obywatele państwa polskiego.

zobacz więcej
Janosik zbójował jedynie półtora roku, prawdopodobnie nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Po złapaniu został skazany na karę śmierci. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku, za lewe żebro. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na tym terenie. Rozdawał swoje łupy ludziom, głównie dziewczętom, ale jak wynika z dokumentów z jego procesu, zdobycze herszta miały być nieznaczne – między innymi były to pierścienie, szable czy wino.

Według Księgi Zbójników Karpackich, wśród tych ludzi nie brakowało morderców, złodziei i gwałcicieli. Byli udręką podróżnych i postrachem okolicznych mieszkańców. Mówi się, że niektórzy nawet oddawali duszę diabłu.

Zawsze byli tacy i tacy. Trzeba jednak odróżnić zwyczajnego rabusia, rozbójnika od prawdziwego zbójnika. Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu, jeśli raz po raz budowali jakieś wotum. Choć trzeba przyznać, że zdarzało im się organizować jednorazowe napady, które nie kończyły się dobrze. Tak było na przykład w mojej wiosce.

W XVIII wieku właścicielem dóbr w Marcówce był ksiądz Dębski. Gospodarz, który dbał o swoje mienie, był przenoszony przez księdza do zaniedbanego gospodarstwa i odwrotnie. Kapłan liczył, że w ten sposób wszystkie włości będą dobrze zagospodarowane. Ale mieszkańcom się to nie podobało. Zainterweniowali zbójnicy. Zamordowali kapłana i upozorowali samobójstwo. Podczas popijawy w karczmie wygadali się jednak i zostali uwięzieni, później skazani na karę śmierci. Przyszło ułaskawienie z Wiednia, ale było już za późno – tydzień po wykonaniu wyroku.

W związku z tym wydarzeniem ówczesny biskup krakowski rzucił klątwę na wieś aż na 200 lat. I przez ten czas nikt z naszej miejscowości nie został duchownym.
Wstęp do zbójnickich śpasów
Jest pan pomysłodawcą i współzałożycielem Bractwa Zbójników spod Babiej Góry, które utrwala dawne tradycje i obrzędy zbójeckie. Jak wyglądają wasze prezentacje?

Pokazujemy między innymi jak wyglądał strój zbójecki. Zbójnicy nie ubierali się według kanonu. Co z kogo ściągnęli podczas napadów, to mieli. Ja na przykład noszę kapelusz słowacki, pas sądecki, buty po hajduku czy koszulę huculską.

Na różnych imprezach gotujemy również „po zbójecku”. Dawniej podstawowym pożywieniem zbójników był ser owczy i baranina. Pili mleko czy żętycę. W czasie przebywania w górach, żywności dostarczano im na halach wypasowych. Stąd przenikają się tu tradycje zbójeckie z pasterskimi, bo nierzadko juhasi zarabiali również jako zbójnicy. Zatem jadło, które prezentujemy, jest też typowo góralskie, obowiązkowo przygotowywane w kociołku na ognisku. Wśród smakołyków, którymi częstujemy, są też m.in. placki z mąki owsianej, ziemniaków i sody. Są to tzw. moskale. Piecze się je na blasze.

Czarne, z biskupką na głowie, agresywne i chowają się po krzakach. A rządzą góralami

Mają się coraz lepiej, tak jak wciąż popularne wierzenia magiczne, choćby rzucanie uroków czy trzymanie sznura wisielca.

zobacz więcej
Podczas imprezy też rabujemy, ale na dobry cel (śmiech). To są akcje charytatywne, gdzie razem z wolontariuszami zbieramy pieniądze na przykład dla pogorzelców czy dzieci specjalnej troski.

W ramach tzw. zbójnickich śpasów przygotowuje pan mężczyzn i kobiety do stanu małżeństwa, jak to wygląda?

Kiedyś, jak przyjmowali zbójnika do bandy, to musiał przejść wiele prób, czy się nadaje. Jednym z zadań było na przykład zabicie żmii gołą nogą. Podczas zbójnickich śpasów nie jestem tak wymagający (śmiech). Organizujemy tradycje zbójnickie na wesoło, jak: strzelanie z łuku do tarczy z dzikiem, rzut toporami w wyznaczony cel, dojenie kozy, granie na trombicie pasterskiej czy pranie na tarze.

Takie hartowanie jest szczególnie potrzebne panom. Teraz ciężko spotkać prawdziwych mężczyzn, wielu jest bardzo zniewieściałych. Kobiety wydają się być silniejsze od nich. Kiedyś życia uczyła armia. Dziś nie ma obowiązku wojskowego, więc nie ma gdzie się nauczyć dyscypliny. Uważam więc, że dwa miesiące takiego intensywnego szkolenia powinien przejść każdy, żeby nabrał wigoru i męskości. Trzeba gdzieś nauczyć się mierzyć z trudnościami w życiu. Wymagać od siebie i innych. Ja to przeszedłem i nie żałuję. To szkoła życia, której się nie zapomina.

Stał się pan twardy, jak prawdziwy zbójnik?

Spełniło się moje marzenie. Uwielbiam oglądać i czytać o piratach, zawsze mnie to fascynowało. Ponieważ morze jest daleko, więc bliżej mi było do zbójowania (śmiech). Jest w tym pewien wątek romantyczny. A że na Żywiecczyźnie jest zbójecki szlak, to jakoś naturalnie doszło do założenia Bractwa, by to upamiętnić. Cieszę się, że jestem harnasiem w Bractwie. Dla mnie ważny jest honor, lojalność, przyjaźń, kultywowanie tradycji. Bo cóż wart jest naród bez tradycji? Zginie bezpowrotnie.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Fot. prywatne archiwum Bractwa Zbójników spod Babiej Góry i Stanisława Sali
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską
Moja gazeta przyjęła jednoznaczną pozycję krytyczną wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie – mówi redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941
Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Do katastrofy elektrowni atomowej dojść już nie może
Barierą w rozwoju odnawialnych źródeł energii jest brak technologii jej magazynowania – mówi dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Dostałem gryps z więzienia od Moczulskiego, żebym dał się złapać
Prokurator straszył, że to co robię to obalanie ustroju przemocą i grozi mi kara śmierci – Romuald Szeremietiew wspomina powstanie Konfederacji Polski Niepodległej.
Rozmowy wydanie 23.08.2019 – 30.08.2019
Putin jest godnym spadkobiercą Stalina
Panuje przekonanie, że rosyjska władza jest zła, ale Rosjanie są dobrzy. Takie stwierdzenie jest niebezpiecznym uproszczeniem. Kreml nie działa w próżni. Za Stalinem, Chruszczowem, Breżniewem, teraz Putinem stoją Rosjanie.