Historia

Sowieci mogli być na Księżycu pierwsi. Dlaczego wyprzedzili ich Amerykanie?

20 lipca mija 50 lat od lądowania człowieka na Księżycu. To był wielki krok w historii ludzkości, ale też – może nawet przede wszystkim – wielkie zwycięstwo Ameryki nad Sowietami. Punkt zwrotny w podboju Kosmosu. Klęska księżycowych ambicji Moskwy chyba po raz pierwszy tak wyraźnie pokazała niedostatki – technologiczne i finansowe – Związku Sowieckiego. Wystarczyło, że rywal na poważnie wziął się do realizacji kosmicznych planów.

Można utopić miliony albo spełnić marzenia. Kosmiczny biznes

Inauguracja pierwszego turystycznego lotu w kosmos zapowiedziana została na lato tego roku, a inna prywatna firma ma wysłać na orbitę amerykańskich astronautów.

zobacz więcej
Pierwsze lata rywalizacji pozaziemskiej to było bowiem pasmo sowieckich sukcesów. Amerykanie nie byli tak bardzo zainteresowani Kosmosem, jak Związek Sowiecki. Dla Kraju Rad propagandowe znaczenie sukcesów było szczególnie istotne.

Dlatego na początku kosmicznego wyścigu Sowieci zdecydowanie wyprzedzili Amerykanów. 4 października 1957 roku umieścili na orbicie Sputnika, pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Dwa miesiące później wysłali w Kosmos pierwsze żywe stworzenie – psa Łajkę. Ale dumą cały Związek Sowiecki, a za nim cały komunistyczny świat zachłysnął się, gdy 12 kwietnia 1961 roku wysłano w kosmiczną przestrzeń pierwszego człowieka (Wostok-1 z Jurijem Gagarinem).

Dla Stanów Zjednoczonych tego już był za wiele, tym bardziej, że przecież technologicznie miały nieporównanie większe możliwości niż Sowieci. Półtora miesiąca po locie Gagarina prezydent John F. Kennedy w Kongresie zapowiedział, że jeszcze w tej dekadzie Amerykanie wylądują na Księżycu. Oficjalnie Moskwa na to nie zareagowała, robiąc dalej swoje: pierwsza kobieta w Kosmosie (czerwiec 1963), pierwszy spacer kosmiczny (marzec 1965).

Ale przecież sowieckie kierownictwo nie mogło pozostawić deklarację JFK bez odpowiedzi. Choć oficjalnie o tym nie mówiono, zapadła decyzja, że ZSRS przystąpi do wyścigu na Księżyc. Po tym, jak Związek Sowiecki jako pierwszy umieścił na orbicie sztucznego satelitę Ziemi (USA były cztery miesiące później), a potem wysłał w pierwszy pełny orbitalny okołoziemski lot człowieka (Amerykanie znów spóźnili się niemal rok), nikt w ZSRS nie wątpił, że także na Księżycu pierwsi będą sowieccy kosmonauci.

Informacja, że Amerykanie w grudniu 1968 roku zdołali jako pierwsi oblecieć dokoła Księżyc, a w lipcu 1969 roku wysadzili na nim ludzi, była dla ZSRS szokiem. Dla zwykłych obywateli nie mniej zaskakujące mogło być to, że potężny Związek Sowiecki w ogóle nie reaguje.
Replika Sputnika 1, pierwszego sztucznego satelity Ziemi. 4 października 1957 roku Sowieci umieścili go na orbicie. Fot. Wikimedia
Kreml robił dobrą minę do złej gry, próbując wszystkich przekonać, że nawet nie planował wysyłać ludzi na Księżyc. W ten sposób chciano przynajmniej zminimalizować wizerunkowe straty wynikające z przeświadczenia – na całym zresztą świecie – że lądowanie Amerykanów na Księżycu to wielkie wydarzenie w kosmicznym wyścigu dwóch supermocarstw. Propaganda próbowała umniejszać sukces USA, przekonując, że lądowanie na Księżycu nie ma żadnego praktycznego sensu i dlatego sowiecka kosmonautyka nie zaprząta sobie głowy niezwykle drogim, a nic nie dającym gospodarce kraju programem lunarnym.

O tym, że ZSRS miał jednak swój program załogowych lotów na Księżyc sowieckie społeczeństwo dowiedziało się dopiero podczas pierestrojki. Pierwsze tajemnice ujawniono w 1989 roku, gdy w USA świętowano 20. rocznicę misji Apollo 11. Narracja została wtedy zmodyfikowana. Zaczęła obowiązywać wersja, że – owszem – program realizowano, ale po sukcesie Amerykanów postanowiono go zamknąć, bo na księżycowym froncie kosmicznej rywalizacji zwycięzca był już znany. Co też jest mało wiarygodne – trudno sobie wyobrazić, że Moskwa tak ciężką prestiżową klęskę przełknie i po prostu pogodzi się z porażką.


Kolejne szczegóły sowieckiego programu lunarnego zaczęły na jaw wychodzić już po upadku ZSRS, w latach 90. Okazało się, że prace nad lotami załogowymi na Księżyc wcale nie zostały przerwane zaraz po sukcesie Apollo 11. Jeszcze przez kilka lat Sowieci inwestowali w program księżycowy, ale w końcu zrezygnowali. Dlaczego? Żeby nie odpowiadać na to niewygodne pytanie, kierownictwo państwa nakazało zachować ścisłą tajemnicę na temat programów lunarnych ZSRS.

Tajna odpowiedź Moskwy

Na zapowiedź JFK Sowieci odpowiedzieli dopiero po trzech latach – co miało mieć duże znaczenie na przebieg rywalizacji. W 1964 roku rząd ZSRS zatwierdził plany załogowego „podboju Księżyca”. Oczywiście trzymano to w tajemnicy. Dlatego na przykład do 1968 roku tylko w nielicznych fachowych źródłach wspominano, że sonda Łuna (program rozpoczęty jeszcze w 1958 roku) to bezzałogowy prototyp załogowego statku do oblotu Księżyca. Ogólnikowe wzmianki o przyszłym lądowaniu kosmonautów na Księżycu w oficjalnych źródłach przestały pojawiać się już od roku 1965.

Wspomniany rządowy dekret z 1964 roku polecił realizację nie jednego, a dwóch programów lunarnych. Celem jednego był załogowy oblot Księżyca, celem drugiego – lądowanie człowieka na Księżycu. Obok spóźnionej mocno reakcji na start amerykańskiego programu księżycowego to właśnie to rozbicie wysiłków przez Sowietów miało być kolejną przyczyną problemów. Paradoksalnie, podczas gdy w wolnorynkowej Ameryce działania na rzecz podboju Księżyca scentralizowano i stworzono w tym celu jedną instytucję NASA, w totalitarnym Związku Sowieckim sprawy miały się zgoła inaczej.

Decyzja o realizacji dwóch równoległych programów to jedno. Do tego dochodziły jednak animozje między politykami a konstruktorami, jak też, co gorsza, personalne konflikty w samej elicie sowieckich naukowców realizujących program lunarny.
odc. 29, Podróż na Księżyc
Nikita Chruszczow nie ufał Siergiejowi Korolowowi, ojcu pierwszych sukcesów kosmicznych ZSRS. Dlatego prace nad wyprawą na Księżyc powierzono równolegle biurom Korolowa oraz Władimira Czełomieja. Co więcej, głównym projektantem silników rakietowych było biuro Walentina Głuszki, tego samego, który w 1938 roku przyczynił się do wysłania Korolowa do stalinowskiego gułagu.

Zresztą ten konflikt personalny miał ogromne konsekwencje dla programu kosmicznego Sowietów. Budujący rakietę nośną Korolow musiał bowiem zwrócić się o budowę silników do niej do Nikołaja Kuzniecowa, który jednak specjalizował się w silnikach lotniczych i nie miał doświadczenia w dziedzinie rakiet.

Czełomiej i Korolow forsowali swoje projekty. Pierwszy optował za załogowym lotem wokół Księżyca, ale bez lądowania na jego powierzchni, drugi za zorganizowaniem misji podobnej do programu Apollo. Ostatecznie, zgodnie z dekretem rządowym dotyczącym programów lunarnych (sierpień 1964), biuro konstruktorskie Czełomieja miało opracować plan załogowego oblotu Księżyca, zaś biuro Korolowa – program lądowania na Księżycu.

Ale prace przyspieszyły dopiero po zmianie gospodarza Kremla. Chruszczow nigdy nie ufał Korolowowi. Gdy więc na stanowisku sekretarza generalnego partii komunistycznej zastąpił go Leonid Breżniew, Korolow dostał też program oblotu Księżyca. Potem, we wrześniu 1965 roku, uzyskał poparcie dla prac nad potężną rakietą nośną N1.

W 1966 roku oficjalnie zatwierdzono działanie dwóch grup kosmonautów (choć de facto powstały one już w 1963 roku). Jedna koncentrowała się na przygotowaniach do lotu po orbicie Księżyca, druga – na lądowaniu. W tej pierwszej znalazł się m.in. Jurij Gagarin. Liderem tej drugiej był Aleksiej Leonow. To prawdopodobnie on miał być pierwszym sowieckim kosmonautą i pierwszym człowiekiem w historii, który postawi stopę na Srebrnym Globie.

Gdy wszystko zaczęło się rozkręcać, spadł kolejny cios. Niespodziewanie, w dość zagadkowych okolicznościach (chirurg poczynał sobie podobno nadzwyczaj nieudolnie) ojciec sukcesów sowieckiej kosmonautyki zmarł na stole operacyjnym w styczniu 1966 roku. Znów kilku ambitnych konstruktorów rzuciło się sobie do gardeł, a tymczasem politycy wyznaczyli terminy. Zgodnie z dekretem rządowym z lutego 1967 roku, pierwszy załogowy oblot Księżyca miał się odbyć najdalej do połowy 1967, zaś pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu – przed końcem 1968.

Ktoś zdradził tajemnicę

Program załogowego okrążenia Księżyca przewidywał wysłanie statku kosmicznego Zond (należał do rodziny Sojuzów). Wynieść go miała trzystopniowa rakieta Proton. Podobny lot planowali też Amerykanie – ale w ramach przygotowań do lądowania.

Tymczasem w ZSRS był to zupełnie odrębny program od planów lądowania na Księżycu. Wprawdzie od 1965 roku, jak już wspomniano, pierwszeństwo dano właśnie temu drugiemu programowi, to jednak Zond był kontynuowany. Większość prób rakiety nośnej była jednak nieudana.

„Machiny piekielne” Putina: Kindżał, Awangard, Posejdon, Cyrkon…

Rosja tworzy „broń dnia ostatniego”. Taką, jak torpeda, która powoduje eksplozję ładunku nuklearnego o mocy 100 megaton, wywołując gigantyczne tsunami, zabijając setki tysięcy ludzi i na stulecia skażając ogromne połacie wybrzeża radioaktywnym promieniowaniem.

zobacz więcej
Na dodatek ktoś zdradził tajemnicę i w połowie 1968 roku Amerykanie dowiedzieli się, że konkurencja jest coraz bliżej wysłania statku z ludźmi na lot wokół Księżyca. Zapadła decyzja, żeby celem misji Apollo 8, planowanej na grudzień 1968 roku stał się właśnie oblot naturalnego satelity Ziemi. Chodziło o to, by nie dać się wyprzedzić Sowietom.

Ci jednak byli szybsi pod jednym względem – jako pierwsi w historii wysłali tam żywe organizmy ziemskie. We wrześniu 1958 roku wystrzelona kapsuła z dwoma żółwiami z Azji Środkowej okrążyła Księżyc i bezpiecznie wróciła na Ziemię.

A w Moskwie wiedziano o planach Apollo 8. Podjęto desperacką próbę uprzedzenia Amerykanów. Start pierwszej załogowej misji Zonda (cel: okrążenie Księżyca) zaplanowano na 8 grudnia 1968 roku, a więc dwa tygodnie przed startem rywali. Jednak Zond-7 nie wystartował, choć sama załoga prosiła o zgodę w liście do kierownictwa partii. Stan techniczny rakiety i kapsuły nie dawały bowiem gwarancji powodzenia. Co potwierdziło się 20 stycznia 1969 roku, gdy próbowano wynieść na orbitę Księżyca Zonda-7, ale w wariancie bezzałogowym. Podczas startu wybuchła rakieta nośna Proton.

Ta część lunarnego wyścigu została wygrana przez Amerykanów. 21-27 grudnia 1968 roku Frank Borman, James Lovell i William Anders na pokładzie Apollo 8 okrążyli Księżyc dziesięć razy. W 1970 roku program Zond zamknięto. Sowieci zatrzymali program orbitalny, aby wszystkie środki rzucić na ten drugi: lądowania na Księżycu.

Główne prace nad programem lądowania człowieka na Księżycu prowadzono w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym Inżynierii Eksperymentalnej (CKBEM). Projekt N1-Ł3 był zasadniczo kopią amerykańskiego projektu Apollo (rakieta nośna Saturn V i statek Apollo).

Plan przewidywał wyniesienie jednym wystrzeleniem na orbitę pośrednią, a potem lot na Księżyc dwóch połączonych statków-modułów, z których jeden powinien pozostawać na orbicie okołoksiężycowej, zaś drugi wylądować na powierzchni Księżyca. Następnie powinien wzbić się z niej na orbitę i połączyć znów z drugim modułem. Następnie statek wszedłby na trajektorię lotu na Ziemię.

Tym, co różniło sowiecki plan od amerykańskiego, była załoga. Amerykanie mieli możliwość wysłania na Księżyc trzech ludzi. Sowieci tylko dwóch.
Zanim Siergiej Korolow został „ojcem” sowieckiej kosmonautyki, trafił w roku 1938 do gułagu (zdjęcie z archiwum NKWD z roku 1940). Fot. Wikimedia
Rakietą nośną miała być N1, statkiem orbitalnym Sojuz 7K-ŁOK (łunnyj orbitalnyj korabl), zaś lądownikiem statek ŁK (łunnyj korabl). Na pierwszym etapie prac nie było jeszcze wiadomo, projekt której rakiety zostanie wybrany. Gdy w końcu wybór padł na N1 Korolowa, a nie projekty Czełomieja (UR-700) i Jangiela (R-56), Głuszko odmówił skonstruowania dla N1 potężnych silników rakietowych. Niewykluczone, że to zdecydowało później o niepowodzeniu projektu N1, bo konstruowane przez zakłady Kuzniecowa silniki były dużo słabsze i trzeba było instalować ich po kilkadziesiąt w rakiecie, więcej niż zakładano w pierwotnym projekcie. Z fatalnym skutkiem dla działania N1.

Nie chciano powtarzać osiągnięcia Amerykanów

Próby tej superciężkiej rakiety nośnej rozpoczęły się później, niż amerykańskiej Saturn V i nie przynosiły powodzenia. Pierwsze próbne wystrzelenie miało miejsce w lutym 1969 roku i zakończyło się awarią w 69. sekundzie lotu. W lipcu 1969 roku, dzień przed startem Apollo 11, odbyła się druga próba – z jeszcze gorszym skutkiem. Rakieta spadła na stół startowy, wybuchła i zniszczyła obiekt. Próby wstrzymano.

Większość źródeł opisujących sowiecki program lunarny historię projektu kończy podobną konstatacją: po udanej realizacji i zamknięciu amerykańskiego programu Apollo Sowieci uznali, że szkoda wysiłków na realizację celu, który będzie jedynie powtórzeniem osiągnięcia USA. Dlatego sowiecki program lunarny zamknięto.

A przecież na tym etapie prowadzono już na wysokim technologicznie poziomie prace doświadczalno-konstruktorskie nad zmodyfikowanym programem zbadania i kolonizacji Księżyca. W maju 1971 roku odbyło się posiedzenie Międzyresortowej Rady Naukowo-Technicznej ds. Badań Kosmicznych przy Akademii Nauk ZSRS poświęcone stanowi prac nad wyprawą na Księżyc. Rada miała funkcje doradcze i przedstawiała rekomendacje Komisji Wojskowo-Przemysłowej przy Radzie Ministrów ZSRS. Uznano, że sowiecki program lunarny powinien dać wyniki nie gorsze, niż amerykański, więc lądowanie tylko jednego kosmonauty na Księżycu przestaje być priorytetem. Miesiąc później doszło do trzeciej próby rakiety N1. Do awarii doszło w 51 sekundzie lotu.

Sowieci musieli zdecydować, co dalej robić z programem N1-Ł3. Postanowiono rozpocząć prace nad zmodyfikowanym wariantem: N1F-Ł3M. Bardziej ambitnym i przewidującym m.in. większą ładowność rakiety. Do końca 1971 roku jako priorytet przyjęto schemat przewidujący bezpośrednie lądowanie Ł3M z pełnym ładunkiem na Księżycu, co zapewniało warunki do budowy nadającej się do zamieszkania przez ludzi bazy.
Biuro konstruktorskie Władimira Czełomieja (na zdjęciu: znaczek pocztowy z okazji 100. rocznicy jego urodzin) miało opracować plan załogowego oblotu Księżyca. Fot. Wikimedia
To byłoby z pewnością osiągnięcie i kolejny krok w porównaniu z programem Apollo. Z punktu widzenia Kremla takie lądowanie rekompensowałoby w jakimś stopniu moralne i polityczne straty ZSRS wynikające z przegranej walki o pierwszeństwo lotu na Księżyc. Sowieci planowali dużo dłuższe niż amerykańskie ekspedycje na Księżyc jeszcze przed końcem 1979 roku i budowę lunarnej bazy Zwiezda (Gwiazda). Wiele szczegółów tego planu było już gotowych, gdy Walentin Głuszko (ten od silników rakietowych), od maja 1974 roku generalny konstruktor sowieckiego programu kosmicznego, zawiesił prace nad rakietą nośną N-1 i załogowymi programami lunarnymi.

Amerykanie zamknęli swój program lunarny w grudniu 1972 roku lotem statku Apollo 17. Od lipca 1969 roku i lądowania pierwszego człowieka na Księżycu udało się wykonać sześć zakończonych sukcesem ekspedycji. Wynik rywalizacji był zdecydowanie na korzyść USA.

Sowieci nie rezygnowali z prób N1, dopóki Amerykanie latali na Księżyc. Prace nad rakietą zakończono dopiero w 1974 roku, gdy już dawno program Apollo był zakończony. Jedną z pierwszych decyzji Głuszki było nie tylko zaprzestanie prac nad N-1, ale też zniszczenie dwóch gotowych już do prób prototypów tej rakiety. Głuszko był w ostrym konflikcie z Korolowem, więc chciał zniszczyć pośmiertne dzieło konstruktora. Ale tak irracjonalny krok nie mógł być wykonany przez wiedzy i zgody Politbiura, a przede wszystkim generała Dmitrija Ustinowa odpowiadającego w KC za przemysł zbrojeniowy. Dwa lata później, w 1976 roku, sowiecki program załogowego lądowania na Księżycu został oficjalnie zakończony.

Teorie spiskowe

Nie wiadomo, dlaczego Moskwa zrezygnowała z planów kolonizacji Księżyca. Najwyraźniej kierownictwo ZSRS zabroniło wspominać o swoim programie lunarnym dlatego, że nie mogłoby przekonująco wyjaśnić powodów rezygnacji z prac na ostatniej prostej.

Istnieje wersja, opisana w szeregu sensacyjnych książek (m.in. Jurija Muchina i Aleksandra Popowa), że Amerykanie tak naprawdę zainscenizowali lądowanie na Księżycu. Sowieckie kierownictwo miało zaś o tym wiedzieć i swoim programem lunarnym szantażowało USA, że zdemaskuje mistyfikację.

W odpowiedzi USA miały iść na ustępstwa polityczne. Przełom lat 60. i 70. XX wieku to odprężenie w stosunkach międzynarodowych. ZSRS otrzymał mnóstwo ekonomicznych ulg w relacjach z Zachodem, w tym przede wszystkim możliwość eksportu do Europy ropy i gazu. Uzyskawszy ten cel, Moskwa ograniczała, a potem zupełnie zamknęła program lunarny, przy czym zobowiązać się miała przed Amerykanami do zniszczenia całego technicznego parku zbudowanego w związku z wyprawą na Księżyc, w tym gotowych rakiet nośnych.

Dlaczego naprawdę zginął Gagarin

Aleksander Bondariew: Przebieg śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy, w której śmierć poniósł pierwszy człowiek w kosmosie, pokazuje, że w ZSRR honor munduru był ważniejszy niż prawda.

zobacz więcej
Ta ostatnia teoria funkcjonuje także w innym wariancie – bez tezy o sfingowanym lądowaniu Amerykanów. W latach 60. XX wieku w USA pracowano nad planami wykorzystania Księżyca jako bazy strategicznych pocisków jądrowych oraz bezpiecznej przystani dla ludzi na wypadek wojny nuklearnej na Ziemi. Jednak program Apollo przekonał administrację, że próba takiej kolonizacji Księżyca będzie niezwykle droga, więc nie ma sensu nawet podejmować próby.

Z drugiej strony jednak był ZSRS – Amerykanie nie wiedzieli, co Sowieci mogą próbować zrobić na Księżycu. Dla USA ważne więc było, żeby Moskwa zrezygnowała z wszelkich planów kolonizacji Księżyca. Z kolei Sowieci obawiali się, że Amerykanie zechcą na Księżycu zbudować bazę wojenną. Ostatecznie i jedni i drudzy zrezygnowali z dalszej ekspansji na Srebrny Glob.

Łuna kontra Apollo

To Amerykanie pierwsi ujrzeli na własne oczy ciemną stronę Księżyca, to oni pierwsi postawili stopę na powierzchni satelity Ziemi. Na polu rywalizacji w lotach załogowych USA zdecydowanie pobiły rywala. Ale to nie oznacza, że znakomicie radzący sobie dotąd w Kosmosie ZSRS nagle, w przypadku Księżyca, zupełnie sobie nie poradził. Nic bardziej mylnego.

Już w 1958 roku ruszył program Łuna zakładający wysłanie bezzałogowych sond kosmicznych na Księżyc. To Łuna-2, jako pierwszy wysłany przez człowieka obiekt, uderzył w powierzchnię Księżyca (1959). Łuna-3 z kolei wykonała i przesłała na Ziemię pierwsze zdjęcie ciemnej strony Księżyca (1959). Później zaczęto pracować nad nowym typem sond, które mogłyby dostarczyć na powierzchnię Księżyca pojazdy samobieżne nazwane później łunochodami. Miały one uczestniczyć w sowieckim programie załogowych lotów na Księżyc.

W 1966 roku Łuna-9 wylądowała bezawaryjnie na powierzchni Księżyca – trzy lata przed lądowaniem amerykańskich astronautów. W 1967 roku zapadła decyzja o budowie sond, które mogłyby pobrać niewielkie próbki gruntu księżycowego i dostarczyć je z powrotem na Ziemię. To miała być odpowiedź na program Apollo, gdyby nie udało się wyprzedzić Amerykanów w pierwszym lądowaniu człowieka na Księżycu.

Kiedy okazało się, że Amerykanie polecą na Księżyc, misję utajniono, a start Łuny-15 specjalnie przesunięto na trzy dni przed startem Apollo 11. To poważnie zaniepokoiło NASA. Oznaczało, że w tym samym czasie na Księżycu pojawią się dwa obiekty, które będą przekazywać sygnał radiowy na Ziemię. Na dodatek o planie misji Łuna-15 nie było nic wiadomo. Amerykanie wysłali więc do ZSRS dowódcę Apollo 8 Franka Bormana, który uzyskał zapewnienie sowieckie, że misja Łuny nie przeszkodzi w żaden sposób misji amerykańskiej.
Stanisław Lem - wywiad (30.10.1977 r.)
Początkowo faktycznie wszystko szło gładko. Pięciotonowy sowiecki statek podleciał do Księżyca 17 lipca 1969 roku, trzy dni przed Amerykanami, i wszedł na orbitę. I wtedy pojawiły się problemy. Nie wiadomo z jakich przyczyn, Łuna-15 zatrzymała się na orbicie Księżyca aż do przylotu Apollo 11.

Istnieją różne wersje: od problemów na pokładzie stacji po działanie pola grawitacyjnego Księżyca, które nie było jeszcze dokładnie zbadane. Podczas gdy amerykańscy astronauci spacerowali już po powierzchni naturalnego satelity Ziemi i zbierali księżycowy grunt, Łuna-15 obleciała po orbicie Księżyc 52 razy.

Dwie godziny przed startem Apollo 11 z Księżyca, Sowieci podjęli decyzję: teraz albo nigdy. Padł rozkaz lądowania. Prowadzące z Ziemi nasłuch obserwatoria na Zachodzie były zaskoczone. Myślano do tego momentu, że Łuna-15 ma tylko po prostu fotografować powierzchnię obiektu.

Tymczasem sowiecki statek zbliżał się już do powierzchni Księżyca. Po czterech minutach wbił się w zbocze jednej z gór. Szczątki leżą tam do dziś.

Desperacka próba i tak nie miała już sensu. Gdyby nawet misja odbyła się zgodnie z planem – sonda wylądowałaby na Księżycu, pobrała próbki i wróciła z powodzeniem na Ziemię – to i tak wylądowałaby na sowieckim terytorium dwie godziny i cztery minuty po lądowaniu Apolla 11 na Księżycu. Po udanych lotach kolejnej sondy, Łuny-16, sowiecka propaganda zaczęła twierdzić, że zadania, które ogromnym kosztem wykonali amerykańscy astronauci programu Apollo, Związek Sowiecki osiągnął dzięki sondom automatycznym, taniej i bez narażania życia kosmonautów.

Co nie wyszło?

O porażce obu sowieckich załogowych programów lunarnych zdecydowało wiele czynników. Zbyt późne rozpoczęcie prac (Amerykanie znacznie wyprzedzili Sowietów z programem Apollo), koncepcja prowadzenia dwóch równoległych niezależnych od siebie programów (oblotu Księżyca i lądowania na nim), podczas gdy w amerykańskiej koncepcji okrążenie Księżyca po orbicie było tylko etapem, a celem ostatecznym lądowanie – wszystko w ramach jednego programu; techniczne problemy i rosnąca z każdym rokiem przewaga na tym polu USA; rywalizacja kilku konstruktorów; polityczne asekuranctwo; kilkukrotnie mniejszy budżet niż u Amerykanów (konstruktorzy bali się przedstawiać zbyt wysokie koszty politykom); odmowa najlepszego specjalisty od silników kosmicznych Głuszki opracowania napędu dla N-1; kilka przedwczesnych zgonów ważnych dla programów osób (Korolow zmarł w 1966 roku, w 1967 r. podczas nieudanego lądowania nowego statku Sojuz-1 będącego prototypem 7K-ŁOK zginął Władimir Komarow typowany do pierwszych załogowych lotów na Księżyc, w 1968 r. w katastrofie lotniczej zginął Gagarin).
Aleksiej Leonow prawdopodobnie miał być pierwszym sowieckim kosmonautą i pierwszym człowiekiem w historii, który postawi stopę na Księżycu. Na zdjęciu: z ówczesnym prezydentem Rosji, Dmitrijem Miedwiediewem (2011). Fot. REUTERS/Alexander Natruskin
W przeciwieństwie do USA, którzy do zarządzania programem Apollo powołali narodową agencję kosmiczną, sowieccy decydenci nigdy nie utworzyli jednej instytucji do koordynowania programu kosmicznego. Nie pomagał, a wręcz szkodził również sowiecki model zarządzania. Nie nagradzano nowatorstwa, natomiast kara za niepowodzenie była absolutna. Dlatego nowe pomysły i technologie przebijały się z trudem, a konstruktorzy bardzo się asekurowali.

Jeszcze do połowy lat 60. Sowieci i Amerykanie w wyścigu kosmicznym szli pod względem technologii łeb w łeb. Ale potem ZSRS zaczął coraz bardziej odstawać pod względem zaawansowania technicznego. Sowietom trudno było ścigać się z Amerykanami jeśli chodzi o lądowanie na Księżycu, bo nigdy nie zdołali uruchomić seryjnej produkcji rakiety N-1, która mogła za jednym razem dostarczyć i moduł przelotowy i moduł lądowania.

Amerykanie zbudowali Saturna V i mogli wylądować. Sowieci mogli jedynie dokonać oblotu Księżyca, ale do tego wystarczał Proton.

Na decyzję o zakończeniu sowieckiego programu misji na Księżyc złożyło się kilka przyczyn. Po pierwsze, lądowanie na Księżycu było czysto politycznym zadaniem. Chodziło o wykazanie pierwszeństwa w Kosmosie. Ale tutaj zdecydowanie wygrali Amerykanie: sześć udanych i jedna nieudana misja. Po drugie, przeszkody natury technicznej. Trzeci czynnik: motywacja. Amerykanie mieli konkretny cel: przykryć osiągnięcia kosmiczne ZSRS z lotem Gagarina na czele. Po sukcesie Apollo 11 Moskwa straciła motywację. A po co inwestować w coś, co udało się już komuś innemu?

– Antoni Rybczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Buzz Aldrin na Księżycu sfotografowany przez Neila Armstronga. Według jednej z sowieckich teorii spiskowych lądowanie Amerykanów z 20 lipca 1969 r. było mistyfikacją. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„Największy polski bandyta” i powstańcy w przyciasnych melonikach
Zdumiewa, że ani politycy PPS, ani obozu narodowego nie zdobyli się na większe zaangażowanie na Śląsku.
Historia Najnowsze wydanie
Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi postawili pomnik. I...
Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.
Historia Najnowsze wydanie
„Albo Polska będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec”
Hitler nie skorzystał z sugestii i nie rozmawiał z ministrem Beckiem z pozycji siły. Powtórzył jednak: Gdańsk jest niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec.
Historia Poprzednie wydanie
Sojusznik zdradzony i zapomniany
Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.
Historia Poprzednie wydanie
Ostatnia kanikuła przed burzą. Wakacje 1939
Kiepura śpiewa Rotę, Rydz-Śmigły odbiera defiladę, na ulicach pojawiają się „straszliwe zielonkawe ryje”, a społeczeństwo wpada w stan erotycznej fascynacji.