Cywilizacja

BBC już nie ukrywa, kogo lubi, a kogo nie znosi. Polityczna poprawność kosztem politycznej neutralności

Czy to koniec bezstronnych mediów? Kiedyś brytyjski nadawca słynął z respektowania standardów dziennikarskiego obiektywizmu. Dziś uprzedzenia tej stacji „biją po oczach”. Zwolenników brexitu przedstawia się jako ludzi głupich i niewykształconych. „To wariaci” – mówią o nich funkcjonariusze stacji.

Wiadomość z Egiptu opatrzono poruszającym tytułem: „Podczas wesela pan młody został postrzelony w genitalia”. W informacji z Niemiec sensacja i lekki dreszczyk mieszały się z nutką obyczajową: „W spodniach pijanego mężczyzny znaleziono pytona”. Do tego, żeby nikt nie musiał uruchamiać wyobraźni, krótkie wyjaśnienie: „Wybrzuszenie w spodniach to był wąż”. A plany Emmanuela Macrona anonsowano w iście tabloidalnym stylu: „Poślubił swą nauczycielkę, a teraz chce rządzić Francją”.

Myli się ten, kto sądzi, że powyższe przykłady zostały zaczerpnięte z tabloidu, serwisu plotkarskiego czy mediów żyjących z dostarczania sensacji i ciekawostek mało wymagającej publiczności. W żadnym wypadku. Wszystkie pochodzą z medium, które od zawsze uchodzi za najszacowniejsze z szacownych – z brytyjskiej BBC. Ściślej: jej portalu internetowego BBC News, młodszego brata nadawanych przez BBC licznych programów radiowych i telewizyjnych.

Czy zamieszczanie ciekawostek, nawet mocno głupawych, to grzech? Z pewnością nie – a przynajmniej nie zawsze. To zależy od odpowiedzi na dwa banalne pytania. Po pierwsze, jak bardzo są one bezsensowne i naruszają dobry smak. I, po wtóre, jakie medium je zamieszcza. Brytyjski „The Sun” czy też nasze rodzime Plotki, Pudelki i Kozaczki – proszę bardzo, nawet jeśli przyjdzie westchnąć nad umiejętnościami tych, którzy te dzieła piszą (szkoda słów), i oczekiwaniami tych, którzy je czytają. Robienie wody z mózgu nie jest zabronione.

Medialny wzorzec z Sèvres

To, co uchodzi mediom z niskiej półki, niekoniecznie jednak przystoi najbardziej renomowanemu medium świata. Lżejsze informacje BBC zamieszczała od dawna (a może i od zawsze), ale były to rzeczy albo ciekawe, albo zabawne, albo też stanowiące lekką ilustrację wydarzeń i zjawisk większej wagi. Nonsensem byłoby oczekiwać, by wielki, wszechstronny serwis ograniczał się do kwestii równie wielkiego kalibru i do tego śmiertelnie poważnych. Wypadki, sprawy kryminalne (które zresztą mocno mieszczą się w brytyjskiej tradycji), a nawet obyczajowe też muszą mieć swoje miejsce.
Królowa Elżbieta w czerwcu 2013 roku odwiedziła radiowe studio stacji BBC4 w Londynie. Fot. REUTERS/Arthur Edwards/POOL
Tyle tytułem wstępu. Gdybyż bowiem chodziło jedynie o tandentne informacyjki! Wówczas nie byłoby nad czym aż tak załamywać rąk. Można by jedynie po raz kolejny tłumaczyć sobie, iż nie tylko gorszy pieniądz, ale i gorszy towar wypiera towar lepszy – również wtedy, gdy towarem jest informacja. Problem jest jednak o wiele poważniejszy. Zmiany, jakie od pewnego czasu można zaobserwować w serwisie BBC, są na tyle znaczące, że każą zastanowić się, czy obiektywne, bezstronne dziennikarstwo w ogóle jest dzisiaj możliwe. Bo jeśli nie BBC, to kto? Przez całe lata brytyjska korporacja medialna – przypomnijmy: British Broadcasting Corporation, założona w 1922 roku jako publiczny nadawca radiowy, do dziś publiczna i do tego finansowana z abonamentu – stanowiła wzorzec solidnego, uczciwego, bezstronnego, profesjonalnego dziennikarstwa.

Z pewnością mają to dobrze w pamięci tysiące dziennikarzy z całego świata. Przecież całym pokoleniom adeptów zawodu właśnie BBC stawiano za wzór: dystansu do wydarzeń, podawania informacji maksymalnie wszechstronnej, obiektywizmu, udzielania głosu wszystkim stronom, gdy opisywane sprawy są niejednoznaczne. No i dbania o to, by ocen nie mieszać z informacjami.

BBC stała się instytucją, niedoścignionym przykładem respektowania dziennikarskich standardów – a także żywym dowodem, że da się to robić. Słowem, prawdziwym prasowym wzorcem z Sèvres. Tylko BBC pełniła taką rolę – nie „Le Monde”, nie „New York Times”, nie „Der Spiegel” i nie CNN. Ani żadne inne medium.

W obozie postępu

W 2008 roku Daniel Kawczynski, deputowany do Izby Gmin z Partii Konserwatywnej, publicznie napiętnował BBC za uprzedzenia w stosunku do Polski i Polaków. Uczynił to kilkakrotnie, zarówno w parlamencie, jak w programach BBC – radiowym Today i telewizyjnym Newsnight.

Tło stanowiła seria ataków wymierzonych w imigrantów z Polski. BBC, stwierdził Kawczynski, ponosi za nie winę, bo swymi programami rozbudzała niechęć do przybyszów z Polski. Dlaczego to robiła? Bo napływ imigrantów stał się tak gorącym tematem, iż trzeba było się nim zająć, a przecież BBC nie odważy się krytykować kolorowych czy wyznawców islamu.

Skoro więc kogoś trzeba wziąć na cel, to najlepiej Polaków. Bo są biali i do tego są chrześcijanami. – Gdyby tak traktowano jakąkolwiek inną grupę etniczną, na pewno nikt by tego nie tolerował – mówił Daniel Kawczynski. Rzecznik BBC niezwłocznie temu zaprzeczył, dowodząc, że sprawy imigrantów z Polski są relacjonowane tak samo jak sprawy imigrantów z innych krajów – uczciwie i rzetelnie.

Trump vs. fake news 1:0

„To się więcej nie może przydarzyć żadnemu prezydentowi w przyszłości. To hańba. Jeśli ktoś za sto, pięćdziesiąt lat spróbuje tak zniszczyć przyszłego prezydenta, powinien wiedzieć, że kara będzie wielka" - uważa głowa państwa.

zobacz więcej
Problem w tym, że jest to raczej deklaracja intencji niż czysta prawda. Korzystam z serwisu BBC stale i od dawna i muszę powiedzieć, że trudno nie dostrzec, jak bardzo BBC oddala się od tych szczytnych zasad, przynajmniej w niektórych newralgicznych dziedzinach.

Oczywiście, nadal jest to serwis obszerny, doskonale redagowany i prezentowany. Ale czy na pewno bezstronny? Dobrze widać, choćby w warstwie słownej, po której stronie są sympatie redakcji, a kogo najchętniej odstawiłaby na margines. Bo BBC mocno zakorzeniła się w obozie postępu.

Przykład? Weźmy modne, choć niewiele, a właściwie nic nie znaczące słowo „populizm”. Europejskich ugrupowań prawicowych BBC nigdy nie nazywa inaczej niż „partiami populistycznymi”, zamiast precyzyjnie, bezstronnie i z dystansem, czyli tak, jak każą standardy, opisać je i przedstawić. Pojemna inwektywa, jaką jest „populizm”, załatwia jednak wszystko.

Partie, które wcale nie są identyczne, choć wiele spraw je łączy – od PiS-u, włoskiej Ligi i hiszpańskiej Vox po Alternatywę dla Niemiec, belgijski Nowy Sojusz Flamandzki i Szwedzkich Demokratów – zostają wrzucone do jednego worka. Trudno nie dostrzec, że ten worek nie cieszy się sympatią redakcji.

Okropni zwolennicy brexitu

Podobnie jak Donald Trump czy brytyjscy zwolennicy brexitu. Jeśli chce się w BBC znaleźć dobre słowo o poczynaniach prezydenta USA, trzeba się nieźle naszukać.

Za to miejsce, jakie w serwisie zajmują sprawy LGBT, aż nadto dobitnie ujawnia, że BBC gorąco kibicuje zmianom obyczajowym. Chodzi nie tylko o szczodre szafowanie terminem „homofobiczny”. Odnotowywana jest każda zmiana, każdy sukces środowisk LGBT – przychylne ustawodawstwo, awanse, stanowiska. Czy trzeba dodawać, że skwapliwie informowano o Annie Grodzkiej („pierwsza polska transseksualna deputowana”) i poczynaniach Roberta Biedronia („burmistrz gej wstrząsnął polityką w katolickiej Polsce”)?

Sprawa kukły Żyda z Pruchnika też znalazła tu miejsce, za to Markowa (dokładnie przeszukałam serwis) nie zasłużyła sobie nawet na wzmiankę. Być może antysemicka Polska przemawia do wyobraźni bardziej niz Polska sprawiedliwych. A może przyczyny należy szukać gdzie indziej?

„BBC jako instytucja jest głęboko uprzedzona do łagodnie liberalnego, naiwnego, typowego dla klasy średniej sposobu widzenia świata. Odrzuca je, zwłaszcza gdy chodzi o imigrację, Europę, islam, homoseksualizm i kwestie rasowe” – napisał na łamach magazynu „The Spectator” Rod Liddle, jego wicenaczelny. Uprzedzenia, jakimi kieruje się korporacja, biją, jego zdaniem, po oczach. „Dlatego szokuje mnie, gdy BBC, co czasem się zdarza, akurat ich nie przejawia” – pisze.
Izraelczycy przebrani za Palestyńczyków w 1996 roku oskarżali BBC oraz CNN o stronnicze prezentowanie konfliktu w ich kraju. Fot. REUTERS/Desmond Boylan
Liddle, który był niegdyś szefem programu BBC Today, dziwi się, że tylko 70 deputowanych do Izby Gmin wysłało do dyrektora BBC list, w którym wyrażają zaniepokojenie sposobem, w jaki stacja relacjonuje kwestię brexitu: „Mnie niepokoi zupełnie co innego. Czy to znaczy, że co najmniej 570 deputowanych uważa, że BBC cholernie dobrze wykonuje swą robotę i jest wzorem bezstronnego dziennikarstwa?”

Co do brexitu, trzeba przyznać, że serwis informacyjny jest rzeczywiście robiony wzorowo – bogaty, dokładny, prezentujący uczestników wydarzeń, brexitowy background, precyzyjne schematy alternatywnych rozwiązań. Jest jasny i rzeczowy – ale istotnie trudno znaleźć materiał, w którym brexitowcy byliby przedstawiani już nawet nie z sympatią, lecz ze zrozumieniem.

Choć przed referendum chwalono BBC za sposób relacjonowania przebiegu przygotowań, Rod Liddle uważa, że już wtedy można było dostrzec antybrexitowe skrzywienie. Przypomina też, że gdy po referendum radio BBC4 zrobiło reportaż z miasteczka Stockton-on-Tees, którego mieszkańcy zdecydowanie poparli opuszczenie Unii, przedstawiono ich jako ludzi głupich i niewykształconych, po prostu okropnych.

Wszyscy dziennikarze za Unią

Inny przykład: „Gdy byłem szefem Today, otrzymywałem skargi od eurosceptyków, którzy twierdzili, że nasze programy są nieobiektywne. Byłem skłonny potraktować te skargi poważnie. Pewien aparatczyk z BBC powiedział mi wówczas: Musisz zrozumieć, Rod, że ci wszyscy ludzie to wariaci”.

Artykuł Liddle’a ukazał się dwa lata temu, gdy brexit dopiero nabierał rumieńców, ale autor już wtedy nie miał wątpliwości: dzisiejsza BBC nie ma nic wspólnego ze swym dawnym wydaniem, choć i dawniej – pisze – z trudem pogodziła się z wyborczym zwycięstwem Margaret Thatcher. A teraz, dodaje, ujawniono przecież, jak w referendum głosowali na przykład dziennikarze programu BBC Newsnight: wszyscy byli za pozostaniem w Unii.

Wiele wskazuje na to, że BBC weszła w rolę już nie tylko obserwatora, lecz uczestnika wydarzeń. To teza może odważna, ale nie nieprawdopodobna: jeśli jej dziennikarze, mogą oddziaływać na opinię publiczną, trudno im być może oprzeć się pokusie, by w sprawie tak kluczowej jak brexit z tej możliwości nie skorzystać. Nawet jeśli stanie się to kosztem dziennikarskiej rzetelności.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: George Orwell, autor powieści "Rok 1984", w latach 40. XX wieku pracował dla BBC. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.