Historia

„Czasem klaskałem, czasem gwizdałem”. Pamiętniki wiecznego outsidera

Był ekonomistą, prawnikiem i publicystą, ale nade wszystko politykiem, przez 8 lat posłem na Sejm II RP. Za ostrą krytykę reżimu sanacyjnego skazano go na więzienie w twierdzy brzeskiej. Podczas II wojny światowej został członkiem parlamentu na uchodźstwie, potem ministrem w rządach emigracyjnych. Jednak sławę przyniosła mu nie polityka, lecz jedna książka…

Mowa o zmarłym przed 43. laty Adamie Pragierze i wydanym na emigracji w 1966 r. „Czasie przeszłym dokonanym”. Pozycji przez wielu okrzykniętej najlepszym i najciekawszym pamiętnikiem ze wszystkich, jakie wyszły spod piór nadwiślańskich polityków okresu międzywojennego, a także czasów „polskiego Londynu”.

W ramach serii wydawniczej Muzeum Historii Polski „100-lecie Niepodległości. Wspomnienia i pamiętniki” pojawiło się właśnie pierwsze krytyczne, uzupełnione o wstęp biograficzny, wznowienie tych wspomnień. Warto przypomnieć postać ich autora.

Kiedyś znany, dziś anonimowy

Adam Pragier nie należy do postaci znanych szerszej publiczności i gdyby dziś zrobić sondę uliczną i zapytać o jego nazwisko – pewnie nikt by nie wiedział o kogo chodzi. Urodził się w 1886 r. w Warszawie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej i należał do „generacji niepokornych”, która odegrała zasadniczą rolę w walce o niepodległość podczas I wojny światowej, a następnie w tworzeniu podstaw polskiej państwowości.
Adam Pragier, "Czas przeszły dokonany", wstęp i opracowanie Andrzej Friszke i Ewa Pejaś, wyd. Muzeum Historii Polski, Warszawa 2018
Był gruntownie wykształcony. Mógł pochwalić się tytułem doktora nauk prawnych i ekonomicznych, wykładał skarbowość na Wolnej Wszechnicy Polskiej, gdzie dorobił się tytułu profesora. W latach 1919-1927 pracował w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej najpierw jako referent w Sekcji Pośrednictwa Pracy i Emigracji, a następnie radca prawny.

Przyszły autor „Czasu przeszłego dokonanego” należał do grona przywódców ruchu socjalistycznego, lecz nie był nigdy w PPS-ie postacią wiodącą. Dlaczego? Najczęściej wspomina się, że w 1906 r. podczas rozłamu w partii Pragier związał się na pewien czas (głównie z powodów proceduralno-etycznych) z „internacjonalistyczną” PPS-Lewicą (partia ta wraz SDKPiL w 1918 r. utworzy Komunistyczną Partię Robotniczą Polski). Choć ideowo był na antypodach w stosunku do poglądów większości jej działaczy, to tamten wybór spowodował, że liderzy umiarkowanego nurtu PPS nigdy już mu w pełni nie zaufali. Problemem był też krótki staż Pragiera w Legionach Polskich, z których został zwolniony z powodów zdrowotnych. Nie mógł pochwalić się długim szlakiem bojowym podczas Wielkiej Wojny, co osłabiało jego pozycję w Polskiej Partii Socjalistycznej. Nie oznacza to jednak, że nie miał wpływu żadnego na linię partii i jej politykę: w latach 1922-30 sprawował mandat posła wybranego z listy PPS, przez wiele lat był członkiem Rady Naczelnej PPS, a w latach 1924–25 także Centralnego Komitetu Wykonawczego partii.

Jego polityczne wybory sprzed 1918 r. w dużej mierze sprawiły, że zaciekle zwalczał wpływy piłsudczykowskie w PPS. Adam Pragier należał do nielicznych osób, które dość wcześnie wyleczyły się z „uroku towarzysza Wiktora” i dostrzegły, że Józef Piłsudski jest człowiekiem o ciągotach niedemokratycznych i autorytarnych. Wielu socjalistów zrozumiało to dopiero po zamachu majowym w 1926 r.

Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Szpiegowały dla niego kochanki. Jak zniszczyć superagenta?

Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.

zobacz więcej
Taka postawa spowodowała, że autor „Czasu przeszłego dokonanego” w naturalny sposób został jednym z nieformalnych liderów opozycji wobec rządów pomajowych. Pragier zasłużył się, choćby w demaskowaniu oszustw wyborczych, jakie popełniała sanacja w 1928 r. Jednak skutkiem tej bezkompromisowości było to, że znalazł się w grupie polityków antysanacyjnych (liderów tzw. Centrolewu), których osadzono we wrześniu 1930 r. w twierdzy brzeskiej. Skazany na 3 lata więzienia w słynnym „procesie brzeskim” w 1932 roku, uniknął odsiadki wyjeżdżając z Polski. Do 1935 roku mieszkał w Paryżu, po śmierci Piłsudskiego wrócił do kraju. Honorowo poddał się zasądzonej karze, w więzieniu spędził kilka miesięcy na przełomie 1935/36 r.

Widok z parteru

Po wybuchu II wojny światowej i klęsce wrześniowej Pragier był znaczącą postacią w „polskim Londynie”. Zasiadał w Radzie Narodowej, czyli namiastce parlamentu na emigracji, a od końca listopada 1944 r. piastował funkcję ministra informacji i dokumentacji w rządzie utworzonym przez socjalistę, Tomasza Arciszewskiego.

Poza tym ostatnim epizodem, przypadającym zresztą na czas, kiedy pozycja władz na wychodźstwie słabła, Pragier nie pełnił wyższych urzędów i zwykle nie brał udziału w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Nie zmienia to faktu, że przez kilka dekad znajdował się niemal nieprzerwanie w głównym nurcie polskiego życia politycznego.

I właśnie to specyficzne usytuowanie twórcy „Czasu przeszłego dokonanego” – człowieka „dobrze poinformowanego”, ale jednak będącego na marginesie pozwoliło mu stworzyć unikalny zapis wydarzeń, których był świadkiem. „Przedsięwzięciu mojemu powinno sprzyjać” – trafnie opisywał swoją rolę na kartach „Czasu przeszłego dokonanego” – „że nie zajmowałem nigdy wysokich stanowisk w życiu publicznym, lecz raczej należałem do publiczności ze średnich rzędów krzeseł na parterze. Tylko przez krótki czas, w sytuacji już rozpaczliwej, znalazłem się na scenie. Ale z parteru można widzieć, co się dzieje na scenie o wiele lepiej niż z samej sceny. Byłem widzem zainteresowanym i przejętym zmiennymi widowiskami. Jako widz zachowywałem się nieraz czynnie; czasem klaskałem, czasem gwizdałem. Wiem, że aktorzy gwiżdżących widzów nie lubią. I nie sobie, ale im przypisują winę za niepokój na widowni”.
Członkowie klubu parlamentarnego PPS w kuluarach sejmowych w listopadzie 1925 roku. Od lewej: Adam Pragier i Jędrzej Moraczewski, z prawej Rajmund Jaworowski. Fot. NAC/IKC
Pragier był wnikliwym krytykiem działań polskich elit czy to w II RP, czy to na emigracji. Jako komentator wykazywał się starannością; bystry i trzeźwo myślący, starał się nie ulegać politycznej gorączce - może za wyjątkiem emocjonalnych i ponad miarę negatywnych opinii dotyczących Stanisława Mikołajczyka. Był człowiekiem elokwentnym – ten rys jego umysłowości zgodnie zaznaczają inni uczestnicy ówczesnych wydarzeń, którzy mieli okazję znać go osobiście.

Pragier prezentuje się przy tym jako świadek ironiczny, czasem sarkastyczny. Czytając „Czas przeszły dokonany”, znajdziemy tam wiele niekonwencjonalnych (nieraz zwyczajnie złośliwych) opisów ważnych postaci, z którymi stykał się w swojej politycznej karierze, a także niemało błyskotliwych opinii i interpretacji wydarzeń, w których przyszło mu uczestniczyć (opis sytuacji przed i po zabójstwie Gabriela Narutowicza to jedna z najbardziej wyczerpujących relacji na temat tej tragedii).

Pragier był w pełni świadom, że często podąża na przekór obowiązującym sądom i opinii większości. „Całe moje życie rozgrywało się w konfliktach z otoczeniem” – pisał tuż przed śmiercią. – „Najpierw z rodzicami, wnet po tym z moją ówczesną żoną, później, gdy wszedłem do Rady Naczelnej PPS, a potem do sejmu, miałem ostre konflikty z większością klubu posłów PPS, którzy wciąż podtrzymywali Piłsudskiego, mimo że jego styl rządzenia coraz więcej zbliżał się do dyktatury. To samo, w ostrzejszej jeszcze formie, działo się na emigracji”.

Nietypowy socjalista

Adam Pragier, choć przez całe dojrzałe życie był związany z PPS, to w swoich pamiętnikach nie szczędzi gorzkich słów swojej formacji i jej politykom. Bez owijania w bawełnę opisuje błędy i zaniechania, a nieraz naiwne myślenie w szeregach własnej partii, a kolejne wydarzenia z dziejów II RP tłumaczy w sposób daleki od urzędowego optymizmu. Szczegółowo relacjonuje wewnętrzne spory w PPS w pierwszej połowie lat dwudziestych i próby (w których sam uczestniczył tako twórca organizacji „Młot”) wyrugowania wpływów Piłsudskiego i jego zwolenników z partii.

Człowiek bez życia prywatnego

Walery Sławek mawiał, że „zdrowiej czasem połamać kości jednemu posłowi, niż doprowadzić do konieczności użycia karabinów maszynowych”.

zobacz więcej
Barwne, a zarazem obfitujące w mało znane wcześniej szczegóły, są również opowieści Pragiera o pracy w Sejmie, zwłaszcza o specjalnej komisji, powołanej do zbadania tajnych organizacji politycznych, w których - jeszcze na parę miesięcy przed przewrotem Piłsudskiego - upatrywano zagrożenie dla ładu demokratycznego. Warto wspomnieć, że jednym z badanych stowarzyszeń było założone przez Jana Pękosławskiego Pogotowie Patriotów Polskich, które uznawało za swojego patrona Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcę prezydenta Gabriela Narutowicza. Na ironię zakrawa fakt, że gdy zapadały ostatnie wyroki w sprawie spisku Pękosławskiego, w stolicy trwał… zamach majowy.

W swoich wspomnieniach Pragier dwudziestoleciu międzywojennemu poświęca jednak mniej uwagi niż emigracji po 1939 r. i rządowi londyńskiemu. Jest to o tyle zrozumiałe, że autor „Czasu przeszłego dokonanego” był w gronie pierwszych polityków byłego Centrolewu, którzy trafili do Paryża i przystąpili do tworzenia władz państwowych u boku zachodnich aliantów. To właśnie on gorąco popierał i lobbował za kandydaturą generała Władysława Sikorskiego na premiera rządu na uchodźctwie.

Jednak i w Paryżu, a potem po klęsce Francji, w „polskim Londynie” Adam Pragier niezmiennie prezentował postawę osobną. Tak jak początkowo wspierał Sikorskiego, gdy tylko dostrzegł niedemokratyczne metody, jakimi się generał zaczął posługiwać, a także (przypominającą mu czasy Piłsudskiego) tendencję do kreowania Sikorskiego na „niekwestionowanego wodza” i „wyjątkową postać” – został surowym recenzentem jego polityki.
Przyjęcie wydane na cześć oskarżonych w procesie brzeskim w styczniu 1932 roku. Od lewej: oskarżeni Adam Pragier i Kazimierz Bagiński, polityk Karol Popiel, oskarżeni Władysław Kiernik, Wincenty Witos, Herman Lieberman, Józef Putek i Adam Ciołkosz. Na podium członkowie orkiestry. Fot. NAC/IKC
Na marginesie warto w tym momencie przywołać świadectwo ambasadora RP w Paryżu Juliusza Łukasiewicza z 26 września 1939 r., który zanotował słowa Sikorskiego, mówiącego, że aby skutecznie zablokować kandydaturę Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego na stanowisko prezydenta RP „musi porozumieć się ze swymi przyjaciółmi politycznymi, tj. panami Augustem Zaleskim, prof. Strońskim, Adamem Kocem i Adamem Pragierem”. Wszystkie postaci wspomniane przez ambasadora jako „przyjaciele polityczni” zostały później członkami gabinetu Sikorskiego. Wszystkie z wyjątkiem Pragiera.

Sens polityki niezłomności

Autor „Czasu przeszłego dokonanego” o Sikorskiego, a potem o „ugodową” strategię jego następcy Stanisława Mikołajczyka, żarliwie spierał się ludźmi z własnej partii, czasem nawet poszukując wsparcia najbardziej znienawidzonych przeciwników PPS, czyli endeków. Z Narodową Demokracją łączyła Adama Pragiera „polityka niezłomności”, czyli konsekwentnej i kategorycznej idei obrony polskiej granicy wschodniej sprzed 17 września 1939 r., a także dążenia do pełnej niezależności rządu emigracyjnego od aliantów.

To dlatego podpisanie układu Sikorski-Majski w 1941 roku (przywracającego stosunki dyplomatyczne między RP a Związkiem Sowieckim) twórca „Czasu przeszłego dokonanego” dostrzegł przejaw słabości, a politykę Mikołajczyka, szukającego sposobu by ułożyć się z Moskwą i za cenę niektórych ustępstw ocalić suwerenność przyszłej Polski, postrzegał jako fatalną drogę, która zaprowadzi rząd do całkowitej uległości wobec Stalina. „Rozmowy bilateralne” – mówił Pragier 16 marca 1942 r. na posiedzeniu Rady Narodowej – „dobre są pomiędzy państwami o równych czy podobnych rozmiarach potencjału wojennego. Bilateralne rozmowy między Polską a Rosją sowiecką – to jest gorzej, niż była linia Curzona w 1920 roku. To jest rozmowa garnka glinianego z garnkiem żelaznym. Czy spadnie garnek gliniany na żelazny, czy przeciwnie – wynik będzie ten sam”.

Tłum panien w strojach kąpielowych, 40 pilotów w jednym szybowcu, a prezydent na rybach. Stracona szansa Mazur II RP

Wybudowano trzy przystanie: żydowską, Klubu Policyjnego oraz Ligi Morskiej i Kolonialnej. Ta była najokazalsza.

zobacz więcej
„Czas przeszły dokonany” tłumaczy nam, czemu dla Pragiera wizja „polityki niezłomności” nie była wydumaną frazą czy sposobem, by zademonstrować światu polskie „non possumus” na praktyki, jakimi kierują się przywódcy zachodnich mocarstw. Idea ta była dla niego najsensowniejszą, a przy okazji najuczciwszą koncepcją, dającą nadzieję na ocalenie niepodległości po zakończeniu II wojny światowej. Plan autora wspomnień nigdy jednak nie został zrealizowany.

Wybuch Powstania Warszawskiego był początkiem końca gabinetu Stanisława Mikołajczyka. Premier 30 lipca 1944 przyjechał do Moskwy licząc na to, że zbrojny zryw w Polsce wzmocni pozycję polskiego rządu emigracyjnego w rozmowach Stalinem. Do spotkania doszło 3 sierpnia, już po wybuchu powstania, jednak przywódca ZSRR nie był skłonny do jakichkolwiek ustępstw - miał już od 22 lipca PKWN, czyli swój – prosowiecki – rząd na terenach Polski.

Moskiewskie rozmowy zakończyły się więc fiaskiem. Gabinet Mikołajczyka upadł, a powołany pod koniec listopada 1944 r. rząd Tomasza Arciszewskiego nie dysponował już praktycznie żadnymi instrumentami pozwalającymi na uchronienie Polski przed wpadnięciem w sowiecką strefę wpływów, i przed akceptacją takiej sytuacji przez Zachód.

W nowym gabinecie Pragier był postacią ważną. Ale rząd Arciszewskiego z każdym miesiącem tracił znaczenie na scenie międzynarodowej. Dla zachodnich aliantów, poszukujących kompromisu że Stalinem, stawał się balastem. Twórca „Czasu przeszłego dokonanego” jako jeden z najbardziej nieugiętych przedstawicieli wychodźstwa rzecz jasna nie zdecydował się po wojnie na powrót do komunistycznej Polski Ludowej. Przez następne lata dalej należał do najaktywniejszych postaci emigracyjnego życia polityczno-publicystycznego, wciąż wchodził w spory i nie stronił od jednoznacznych opinii (w londyńskich „Wiadomościach” barwnie komentował bieżące wydarzenia na łamach popularnej rubryki „Puszka Pandory”).
Rząd Tomasza Arciszewskiego, 30 listopada 1944 r.: premier Tomasz Arciszewski (siedzi), od lewej stoją ministrowie: Stanisław Sopicki, Jan Kwapiński, Adam Tarnowski, Adam Pragier, Adam Romer, Zygmunt Berezowski, Władysław Folkierski i Bronisław Kuśnierz. Fot. NAC/Ministerstwo Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji
Niewzruszenie też wierzył, że misją emigracji było i będzie zachowanie ciągłości niezależnej państwowości polskiej, choćby jej namiastki. Był przekonany, że „dawanie świadectwa” polskiego pragnienia odzyskania pełnej niepodległości, a także uporczywe manifestowanie tego wobec Zachodu – ma głęboki sens. Tej myśli pozostał oddany na zawsze, aż do śmierci w 1976 r.

Dzięki swojej pasji, oddaniu i wewnętrznej uczciwości pozostawił potomnym jedne z najlepszych wspomnień dotyczących polskiej historii połowy XX w. książkę, o której słusznie wyraził się Józef Mackiewicz (rekomendując w 1967 r. „Czas przeszły dokonany” do literackiej nagrody londyńskich „Wiadomości”), w końcu człowiek z innej politycznej bajki, że „czyta się je jak najwspanialszą powieść”.

– Mikołaj Mirowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Przegrany realista. Stanisław Mikołajczyk
Zdjęcie główne: Adam Pragier podczas procesu brzeskiego w Sądzie Okręgowym w pałacu Paca przy ulicy Miodowej w Warszawie. Fot. NAC/IKC/Leon Jarumski
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Pogromy Żydów i sowiecka intryga. Czarna legenda atamana Petlury
Morderstwo uznano za „usprawiedliwioną zemstę”. Ława przysięgłych uniewinniła zabójcę, złapanego na gorącym uczynku.
Historia Najnowsze wydanie
Przez Turcję, Syrię i Saharę. Kręta droga polskiego złota
Kiedyś myślano o budowie polskiego Fort Knox pod Warszawą. W 2002 roku NBP kupił nawet od Agencji Mienia Wojskowego Fort Zegrze.
Historia Poprzednie wydanie
26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Zapomniana wojna
Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.
Historia Poprzednie wydanie
Innym razem miałam przewieźć karabiny….
Któregoś dnia naładowano dwie walizy materiałami wybuchowymi (proch, lonty, piroksylina) i wydano mi rozkaz: „Obywatelka ma to przewieźć do Lublina”.
Historia Poprzednie wydanie
Ani Litwini, ani Białorusini nikogo Polakom nie ukradli
Wileńskie uroczystości nie były pogrzebem, ale początkiem przywracania do życia Orła i Pogoni.