Historia

Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny

W 1939 roku wieloetniczna i wielokulturowa II Rzeczpospolita – jako państwo – poniosła klęskę spowodowaną działaniami wrogich armii. Do tej klęski doszła jeszcze klęska sanacyjnej idei Polski jako ojczyzny wielu narodowości z jedną lojalnością państwową. Okazało się, że mniejszości narodowych nic nie łączy z państwem polskim, a dzieli – wszystko.

Strzelali z bliska, grzebali ludzi żywcem, główki dzieci rozbijali o drzewa. Tajemnica „Pomorskiego Katynia”

W lasach piaśnickich, niedaleko Wejherowa, Niemcy zabili od 12 do 14 tysięcy ludzi. Ich tożsamość – w większości – do dzisiaj nie jest znana.

zobacz więcej
Termin „V kolumna” pochodzi z czasów wojny domowej w Hiszpanii. Wtedy to jeden z generałów armii Franco miał powiedzieć, że kiedy jego cztery kolumny maszerują na Madryt, to tam przeciwko broniącym miasta republikanom już działa piata kolumna zwolenników Caudillo. W Polsce używa się go zazwyczaj do określenia sił działających na rzecz III Rzeszy na zapleczu kraju zwaśnionego z Niemcami. W praktyce również drugi okupant Polski – ZSRR – miał swoją V kolumnę.

20 tysięcy niemieckich dywersantów

Podczas wojny obronnej 1939 roku V kolumnę w Polsce tworzyli obywatele polscy narodowości niemieckiej, których poczynania były koordynowane przez Niemcy. Z dokumentów Abwehry z Wrocławia – choć w zgodzie z historią trzeba by powiedzieć Breslau – wynika, że od lutego 1939 roku wywiad wojskowy III Rzeszy tworzył na terenie Polski organizacje sabotażowe i bojowe, które liczyły ponad 10 tysięcy dywersantów. Szacuje się, że inne placówki Abwehry zwerbowały drugie tyle.

Grupy te, często oparte na legalnie działających w II RP organizacjach mniejszości niemieckiej, miały w chwili wybuchu wojny atakować tyły Wojska Polskiego, unicestwiać jego możliwości komunikacyjne (wysadzanie linii kolejowych) i nie pozwolić wycofującym się Polakom niszczyć za sobą dróg i mostów potrzebnych Wehrmachtowi w Blitzkriegu.

Przed wybuchem wojny, konkretnie na sierpień ‘39, planowane były inne zadania – członkowie niemieckich grup mieli zaatakować 223 obiekty niemieckie na pograniczu po to, aby III Rzesza „musiała” wkroczyć w obronie swojej mniejszości. Wszystkich zamachów bombowych i podpaleń redakcji gazet niemieckich, siedzib organizacji i mienia prywatnego należącego w Polsce do Niemców nie udało się V kolumnie przeprowadzić. Policja polska była na tyle sprawna, że nawet dokumenty Abwehry szacują wykonanie zadań na 1/5.
Gdy do Bydgoszczy wkroczył Wehrmacht, niemiecki odwet był krwawy i ślepy. Na zdjęciu: polscy zakładnicy, w tym księża, zgromadzeni przez Niemców na Starym Rynku w czasie publicznych egzekucji 9 września 1939. Fot. Wikimedia
Jeśli zaś chodzi o ataki na Wojsko Polskie, to do najbardziej znanego doszło 3 września w Bydgoszczy. Wycofujący się przez miasto żołnierze zostali ostrzelani przez cywilów. Wojsko przywróciło porządek, ludzi złapanych z bronią rozstrzelano, choć nie obyło się bez niewinnych ofiar – w zamieszaniu wskazywanych żołnierzom przez polskich mieszkańców jako dywersanci.

Propaganda niemiecka zrobiła z tego przykład polskiego bestialstwa, pisząc o „Blomberger Blutsonntag” (bydgoskiej krwawej niedzieli), co miało stanowić propagandowe uzasadnienie nazistowskiej polityki eksterminacyjnej w Polsce, szczególnie na Pomorzu. Gdy więc do Bydgoszczy wkroczył Wehrmacht, niemiecki odwet był krwawy i ślepy.

Prawie natychmiast przystąpiono o rozstrzeliwania mieszkańców narodowości polskiej. Einsatzgruppe SS zabijały wskazanych Polaków na ulicach bądź wykonywały wyroki sądów specjalnych. Do końca 1939 roku życie straciło ok. 1500 bydgoskich Polaków.

Współpraca ukraińsko-niemiecka

Niemcy we wrześniu 1939 roku nie ograniczali się jedynie do posługiwania się obywatelami polskimi narodowości niemieckiej. Dokumenty wrocławskiej Abwehry potwierdzają tworzenie złożonych z Ukraińców oddziałów dywersyjnych w Małopolsce Wschodniej. Miały działać na zapleczu armii polskiej i działali.

Mordowano polskich ziemian, urzędników i księży. Tysiące ofiar komunistycznych rebelii

„Pchnięcie Polski nożem w plecy” – tak zachodnie media nazwały we wrześniu 1939 roku napaść ZSRR na wschodnie tereny II RP. Na Kresach przedstawiciele wszystkich mniejszości etnicznych wykazali czynnie, że nic ich nie łączy z państwem polskim.

zobacz więcej
Po 17 września, dacie wkroczenia do Polski Armii Czerwonej, nowe rozkazy nie dotarły na czas do wszystkich grup dywersantów. Zdarzały się więc również potem akcje band złożonych z ukraińskich nacjonalistów nie tylko przeciwko wojsku, ale i polskiej ludności cywilnej. Antypolski terror szybko przejęła jednak NKWD i dla inspirowanej przez Niemców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów nie było już miejsca. Przynajmniej do 1943 roku, czasu rzezi na Wołyniu i Galicji Wschodniej.

Ukraińscy nacjonaliści, w przeciwieństwie do nacjonalistów niemieckich z pogranicza polsko – niemieckiego, nie działali na rzecz III Rzeszy. Współpracując z Niemcami, chcieli utworzyć państwo ukraińskie. To, co ich łączyło z volksdeutschami, to wrogość do państwa polskiego.

W Małopolsce Wschodniej i na ziemiach zamieszkałych przez mniejszość białoruską i litewską dochodziło do aktów wrogości przeciwko państwu polskiemu i wszystkiemu, co kojarzyło się z Polską. Napadano na urzędy i urzędników państwowych, dwory i zamieszkałych w nich ziemian, kościoły i księży. Większość tych wystąpień nie miała nic wspólnego z niemiecką V kolumną. Był to wybuch wrogości do Polski uwolniony przez wojnę i klęskę państwa.

Komunistyczne bojówki z portretami Stalina

O ile jednak w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu źródeł zbrodni na żołnierzach i cywilach należy szukać w nacjonalizmie ukraińskim, to na ziemiach, gdzie przeważała ludność białoruska oraz na tej części ziem ukraińskich, które były pod dawnym zaborem rosyjskim – w ideologii komunistycznej. Jeżeli więc rozszerzyć pojęcie V kolumny, to tu była ona sowiecka.
Sowiecko-niemiecka parada zwycięstwa w Brześciu z okazji wyznaczenia linii demarkacyjnej między III Rzeszą a ZSRR, 22 września 1939 roku. Fot. ullstein bild/ullstein bild via Getty Images
Komuniści żyjący w II RP latami przygotowywali się do wystąpienia zbrojnego, gromadzili broń, a sami byli szkoleni przez instruktorów sowieckich przenikających przez granicę. Do 1924 roku, czyli do powstania Korpusu Ochrony Pogranicza granica z sowiecką Ukrainą i sowiecką Białorusią płonęła, całkiem dosłownie.

Dywersanci przenikający z Sowietów wraz z miejscowymi komunistami wysadzali w powietrze i puszczali z dymem polskie obiekty publiczne i prywatne, a nawet stogi siana i pola zbóż. Tuż przed 17 września i po tej dacie, do chwili przejęcia terenu przez administrację radziecką, sytuacja z początku lat 20. XX wieku powtórzyła się, ale na większą skalę.

Tam, gdzie silniej oddziaływały wpływy sowieckie, tworzyły się komitety rewolucyjne i oddziały czerwonej milicji nawet w czasie, gdy w okolicy operowało jeszcze Wojsko Polskie. Ziemie wschodnie żołnierze polscy – chcąc nie chcąc – musieli uznać za zrewoltowany kraj i zaprowadzać porządek żelazną ręką. Strzały zza węgła powodowały więc palenie całych wsi. Nierzadko mieszkańców złapanych z bronią w ręku rozstrzeliwano.

Po 17 września bramy triumfalne dla Armii Czerwonej szczególnie irytowały żołnierzy i cywilnych Polaków. Zachowanie sąsiadów: Ukraińców, Białorusinów i Żydów – jak wiadomo ze wspomnień – było długo przechowaną traumą polskich mieszkańców ziem wschodnich.

Wkraczającą Armię Czerwoną Żydzi, przeważnie młodzi oraz Ukraińcy i Białorusini witali chlebem i solą wśród entuzjastycznych okrzyków. Całowano pancerze czołgów. Pojawiały się portrety Stalina, a nawet innych członków Politbiura sowieckiej partii komunistycznej.

Skąd takie przygotowanie propagandowe w zabitych deskami miejscowościach, nierzadko bardzo oddalonych od głównych szlaków komunikacyjnych?

Sowieci przywiązywali polskie dzieci do czołgów

Piotr Kościński: W Grodnie w latach 30-ych byli ludzie pozostający pod wpływem propagandy komunistycznej. Wywodzili się głównie z mniejszości narodowych, najczęściej z żydowskiej. To oni po 17 września próbowali zorganizować coś w rodzaju prosowieckiego „powstania”.

zobacz więcej
Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy i Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi, lokalne przybudówki Komunistycznej Partii Polski pracowały na to latami. Komuniści postulowali samostanowienie narodów aż do oderwania ziem wschodnich od Rzeczypospolitej. Partie komunistyczne w II RP były po prostu ekspozyturami sowieckiego imperializmu podszytego czerwonym mesjanizmem.

I w tym wypadku, tak jak na pograniczu polsko – niemieckim, obywatele polscy narodowości obcej działali przeciwko państwu polskiemu. Klasyczna V kolumna z tym, że na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów. Przeważał tłum, który uwierzył w komunistyczną propagandę, wiążąc z nią nadzieję na polepszenie bytu.

Chociaż te portrety Stalina i Woroszyłowa o jakiejś organizacji jednak świadczą.

Pogromy w odwecie za współpracę z NKWD

Prędko okazało się, że nadzieje związane z władzą radziecką były płonne. Chłopów skolektywizowano, doprowadzając ich do nędzy, a wszelkie organizacje niekomunistyczne zaczęły być bezwzględnie tępione. Bogatszych chłopów czy handlowców narodowość ukraińska i białoruska nie uchroniła przed podróżą w bydlęcych wagonach w głąb ZSRR razem ze znienawidzonymi Polakami.

Wśród Żydów nowi władcy też znaleźli wrogów klasowych. Zamożniejsze kupiectwo, przedsiębiorcy, rabini i działacze polityczni dołączyli do Polaków już w pierwszych transportach na Syberię w 1940 roku.

A tak o Żydach entuzjastach komunizmu w dniach wrześniowych pisał do Londynu komendant ZWZ, generał Stefan Rowecki „Grot”:
„Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich jako antysemitów i oddając na łup przybranych w czerwone kokardy mętów społecznych”.
Wśród Żydów sowieckie władze też znalazły wrogów klasowych. Zamożniejsze kupiectwo, przedsiębiorcy, rabini i działacze polityczni dołączyli do Polaków. Na zdjęciu Żydzi w przedwojennym Nieświeżu. Fot. NAC
Żydzi uciekinierzy spod administracji niemieckiej, którzy nie poparli czynnie nowych władz sowieckich, szybko zatęsknili za Polską i chcieli wracać do Generalnego Gubernatorstwa. Rozczarowanie przybierało wręcz niewiarygodne formy, kiedy za Bugiem pojawiły się komisje niemieckie w celu wymiany uchodźców pomiędzy strefami okupacyjnymi.

Z wspomnień Józefa Blumenstraucha z Chełma Lubelskiego: „Jeżeli Żyd ucieka z raju, gdzie jest wolność, równość i szczęście, pod nóż gestapowców, to chyba nie muszę dodawać, że w tym raju było mu stokroć gorzej niż u otwartego wroga Niemca. Kiedy do Lwowa, Włodzimierza i Brześcia przybyły komisje niemieckie, masy Żydów wiwatowały setkami i tysiącami na cześć Niemiec i Hitlera. Proszę sobie wyobrazić tłumy Żydów krzyczących: »Niech żyje Hitler!«.”

Szokujące? Tyle że wtedy o obozach zagłady jeszcze nikt nie słyszał.. Ci, którzy chcieli z powrotem do Generalnego Gubernatorstwa, przeważnie pojechali jednak do Kazachstanu.


Żydom pomagającym w ustanowieniu komunizmu i – co gorsze – pomagającym NKWD w ustalaniu, kogo wywieźć w pierwszej kolejności pamiętano to zachowanie nie tylko na ziemiach pokonanej II RP. Wszędzie tam, gdzie w 1941 roku po Sowietach zaczęli rządzić Niemcy, doszło do odwetowych pogromów ludności żydowskiej. Na Litwie, Łotwie, w Estonii, polskiej Białorusi i Ukrainie, w rumuńskiej Besarabii i na Bukowinie. Nic takiego nie miało miejsca tam, gdzie Niemcy nie odwojowali terenów zagarniętych przez Sowietów w ramach paktu Ribbentrop – Mołotow.

W 1939 roku wieloetniczna i wielokulturowa II Rzeczpospolita – jako państwo – poniosła klęskę spowodowaną działaniami wrogich armii. Do tej klęski doszła jeszcze klęska sanacyjnej idei Polski jako ojczyzny wielu narodowości z jedną lojalnością państwową.. Niemal wszystkie mniejszości narodowe podpaliły wschodnia i zachodnią granicę. Okazało się, że nic je nie łączy z państwem polskim, a dzieli – wszystko. Przedstawiciele nie zasymilowanych i nie akulturowanych mniejszości zaczęli mordować i rabować przedstawicieli narodu hegemona, gdy tylko nadarzyła się okazja.

Obrazu niech dopełni przypomnienie, że Podhale zajęli we wrześniu ’39 od zawsze w Polsce lubiani Słowacy.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wrzesień 1939. Jak nas wyzwalano
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Pogromy Żydów i sowiecka intryga. Czarna legenda atamana Petlury
Morderstwo uznano za „usprawiedliwioną zemstę”. Ława przysięgłych uniewinniła zabójcę, złapanego na gorącym uczynku.
Historia Najnowsze wydanie
Przez Turcję, Syrię i Saharę. Kręta droga polskiego złota
Kiedyś myślano o budowie polskiego Fort Knox pod Warszawą. W 2002 roku NBP kupił nawet od Agencji Mienia Wojskowego Fort Zegrze.
Historia Poprzednie wydanie
26 tys. zabitych Finów, 130 tys. Sowietów. Zapomniana wojna
Osiem scen i terminów wojny zimowej, które proszą się o kamerę.
Historia Poprzednie wydanie
Innym razem miałam przewieźć karabiny….
Któregoś dnia naładowano dwie walizy materiałami wybuchowymi (proch, lonty, piroksylina) i wydano mi rozkaz: „Obywatelka ma to przewieźć do Lublina”.
Historia Poprzednie wydanie
Ani Litwini, ani Białorusini nikogo Polakom nie ukradli
Wileńskie uroczystości nie były pogrzebem, ale początkiem przywracania do życia Orła i Pogoni.