Historia

SLD-PSL: koalicja z wrogiem

PSL zabiegało o dobre relacje z Kościołem katolickim, a SLD – wręcz przeciwnie. Ale w końcu, gdy lewica doprowadziła do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, w głosowaniu wsparła ją grupa ludowców.

19 września 1993 roku był czarnym dniem polskiej prawicy. Nowa ordynacja wprowadzająca próg wyborczy sprawiła, że skłócona partie o rodowodzie solidarnościowym nie weszły do Sejmu. Parlament został zdominowany przez SLD, który zdobył 171 mandatów i PSL – 132 miejsca w Sejmie. Te dwie formacje zdobyły więc łącznie 303 mandaty i zostały skazane na cztery lata wspólnych rządów.

Pozornie miały sporo wspólnego – obie należały do partii działających jeszcze w czasach PRL. Obie miały młodych liderów – Aleksandra Kwaśniewskiego i Waldemara Pawlaka – ale zarazem w jednej i drugiej formacji obecni byli działacze mocno związani z minionym ustrojem. Obie miały zbudowane w czasach PRL struktury i posiadały majątki, które pozwalały im lepiej niż nowym partiom funkcjonować na scenie politycznej.
Politycy PSL twierdzą, że treść preambuły konstytucji uzgadniali z Janem Pawłem II. Na zdjęciu ludowcy Józef Zych, Adam Struzik i Aleksander Łuczak podczas spotkania z papieżem w Skoczowie w 1995 roku. Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
Teoretycznie ich współpraca powinna przebiegać modelowo. Nic bardziej mylnego – w koalicji SLD-PSL nieustannie iskrzyło, dochodziło do dymisji ministrów, a nawet pod koniec rządów PSL złożyło wotum nieufności wobec własnego rządu. Z tej pierwszej koalicji z SLD ludowcy wyszli mocno poturbowani – stracili ponad 100 posłów, a zyskali szczerą niechęć do Sojuszu.

W oślej ławce

Różnice między koalicjantami były ogromne. SLD był koalicją partii i ugrupowań wywodzących się z PRL skupionych wokół Socjaldemokracji RP, spadkobierczyni PZPR, która przejęła jej majątek, ale i zobowiązania finansowe. Innych korzeni, bardziej demokratycznych, SdRP nie miała, dlatego na lata przylgnęła do niej łatka lewicy postkomunistycznej.

Do 1993 roku SdRP, a w ślad za tym cała koalicja SLD sadzana była w oślej ławce sceny politycznej. W Sejmie I kadencji, zdominowanej przez ugrupowania solidarnościowe, SLD miał drugi co do wielkości klub parlamentarny, ale nie dostał swojego wicemarszałka, bo solidarnościowa prawica się na to nie zgodziła.

Tymczasem ludowcy, którzy chcieli odwoływać się do tradycji PSL Mikołajczykowskiego, już w Sejmie kontraktowym – jeszcze jako ZLS – zostali zaakceptowani przez partie o rodowodzie solidarnościowym i uczestniczyli w tworzeniu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Zaś w Sejmie I kadencji wsparli, choć w sposób nieformalny, gabinet Jana Olszewskiego.

Po jego odwołaniu lider PSL Waldemar Pawlak został premierem i przez 30 dni prowadził rozmowy dotyczące konstrukcji swego rządu. Co prawda to się nie udało, ale z młodym liderem stronnictwa wszyscy już wtedy rozmawiali. SLD musiał na taką akceptację czekać jeszcze wiele lat i bez wątpienia zazdrościł ludowcom szybkiego wyjścia z czerwonego narożnika.

Z preambułą do papieża

Kolejna różnica polegała na tym, że PSL zabiegało o dobre relacje z Kościołem katolickim, a SLD – wręcz przeciwnie. Kampanię 1993 roku Sojusz prowadził pod hasłami złagodzenia szoku transformacji, ale także liberalizacji ustawy antyaborcyjnej uchwalonej w styczniu 1993 roku oraz renegocjacji konkordatu (niektórzy politycy mówili nawet o wypowiedzeniu umowy z Watykanem).

Plakat z kowbojem to mój sukces

Największą głupotą, za którą odpowiada osobiście Lech Wałęsa, było rozwiązanie Komitetów Obywatelskich – mówi Janina Jankowska.

zobacz więcej
Do renegocjacji konkordatu nigdy nie doszło. Jedynie uszczegółowiono niektóre jego punkty w dodatkowym dokumencie przyjętym jednostronnie przez rząd Włodzimierza Cimoszewicza.

Ale liberalizacja ustawy antyaborcyjnej została uchwalona w 1996 roku, pod koniec kadencji, i to przy wsparciu części PSL, choć oficjalnie stronnictwo opowiadało się za wartościami chrześcijańskimi w życiu publicznym (ostatecznie Trybunał Konstytucyjny w 1997 orzekł o niezgodności tej nowelizacji z konstytucją).

Józef Zych, marszałek Sejmu z PSL wspominał swoje konsultacje z Episkopatem podczas prac nad konstytucją. Z kolei Aleksander Łuczak, wicepremier i minister edukacji w rządzie Waldemara Pawlaka, osobiście pojechał do papieża Jana Pawła II z projektem preambuły konstytucji, w której znalazło się odniesienie do Boga. Zgodnie z relacją Łuczaka papież go przyjął i dał przyzwolenie na preambułę, uznając, że jak na tamte czasy, czyli na rządy partii postkomunistycznych, była ona optymalna.

Obie partie łączyły natomiast postulaty złagodzenia procesu transformacji. Marek Borowski, który został w rządzie Waldemara Pawlaka ministrem finansów, wygłosił słynne zdanie, że rząd lewicowo-chłopski będzie się różnił od rządów prawicy i liberałów. A powiedział to, ogłaszając podniesienie podatków PIT z 20, 30 i 40 proc. na 21, 33 i 45 proc. Jak przystało na prawdziwych lewicowców – najbogatszym podniesiono najwięcej. W rzeczywistości jednak rządy SLD-PSL niewiele różniły się od prawicowo-liberalnych, zarówno pod względem stylu rządzenia jak i kierunku gospodarczego.

Nie siada tyłem do drzwi

O Waldemarze Pawlaku, byłym premierze i prezesie PSL krążyła kiedyś taka anegdota, że nigdy nie siada plecami do drzwi, żeby ktoś nie wbił mu noża w plecy. Mimo to kilka razy nie zdołał uniknąć ciosu, a szczególnie doświadczyły go wspólne rządy z SLD w latach 1993-97.

Początkowo ludowcy liczyli, że uda się zawiązać koalicję z Unią Demokratyczną, mającą 74 posłów i Unią Pracy, zajmującą 41 miejsc w Sejmie. W sumie dawało to większość w parlamencie. Jednak Unia Demokratyczna z góry ogłosiła, że przechodzi do opozycji i jedyną szansą na objęcie rządów była koalicja z SLD.
Negocjacje koalicyjne po wyborach parlamentarnych we wrześniu 1993 roku. Na zdjęciu od lewej: Tomasz Nałęcz, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak (wszyscy UP) oraz Waldemar Pawlak (PSL) Fot. PAP/Teodor Walczak
– Zabiegaliśmy, żeby do koalicji doszła przynajmniej Unia Pracy. Gdyby tak się stało, to Pawlak prawdopodobnie całą kadencję byłby premierem. Układ sił w rządzie trójpartyjnym byłby zupełnie inny niż w dwupartyjnym. UP jednak nie weszła do rządu i zostaliśmy sami z SLD – opowiadał w wywiadzie dla Plusa Minusa, weekendowego dodatku „Rzeczpospolitej” Michał Strąk, szef Urzędu Rady Ministrów w rządzie Pawlaka. Ale liderem Unii Pracy był wówczas Ryszard Bugaj, pałający otwartą niechęcią do SLD. Formacja nie zdecydowała się na wspólne rządy z postkomunistami.

Zawsze było za ciasno

Rozmowy koalicyjne między SLD a PSL zaczęły się od tego, że Aleksander Kwaśniewski, ówczesny przewodniczący SdRP i lider całej koalicji SLD sondował, czy jego ugrupowanie, które wygrało wybory, ma szansę na tekę premiera. Spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem ludowców i szybko ustąpił, godząc się na Waldemara Pawlaka w tej roli. Podczas budowania rządu doszło do konfliktu o stanowisko dla Wiesława Kaczmarka, którego Pawlak nie chciał powołać na ministra prywatyzacji, mimo uzgodnień z SLD. Kolejny konflikt dotyczył wojewodów, których było wówczas 49 – w umowie koalicyjnej obie partie przyjęły zasadę, że wojewodą zostaje kandydat tej partii, która na danym terenie zdobyła więcej głosów. Ale Pawlak przynajmniej czterech wojewodów powołał niezgodnie z tą regułą i SLD się z tego powodu burzył.

Ludowcy też mieli swoje żale. Twierdzili, że gdy wojewodą był członek SLD, a zastępcą PSL-owiec, to świetnie wszystko działało. Gdy było na odwrót, to SLD-owiec nie bardzo z tym się godził, zawsze starał się zdobyć dla siebie więcej władzy, zawsze było mu za ciasno.

Cichy wspólnik Wałęsy

Pierwszym spektakularnym konfliktem w koalicji SLD-PSL było odwołanie przez premiera Pawlaka wiceministra finansów Stefana Kawalca. Oficjalnym powodem była niewłaściwa wycena prywatyzacyjna Banku Śląskiego. Jednak – według historyka Antoniego Dudka – prawdziwą przyczyną tego konfliktu była kwestia dokapitalizowania pieniędzmi budżetowymi Banku Gospodarstwa Żywnościowego. Ludowcy liczyli, że ten bank stanie się ich finansową ostoją, ale Ministerstwo Finansów było przeciwne dofinansowaniu BGŻ.

Wybory 4 czerwca stały się zaprzeczeniem Okrągłego Stołu

Inicjatywa samorządowców, aby to w Gdańsku miało miejsce świętowanie 30. rocznicy wyborów czerwcowych, jest wielce niefortunna. To tak, jakby rocznicę bitwy pod Grunwaldem świętować w Krakowie, bo na Wawelu mieszkał król Jagiełło – mówi prof. Inka Słodkowska.

zobacz więcej
Gdy Pawlak odwołał Kawalca, Marek Borowski oburzony tą decyzją oznajmił premierowi, że jeżeli jego zastępca nie wróci do rządu, to on też podaje się do dymisji. Pawlak bez mrugnięcia okiem ową dymisję przyjął, zresztą ku zdumieniu Borowskiego. Droga do dokapitalizowania BGŻ była otwarta.

Ale Sojusz odegrał się na Pawlaku. Gdy prezydent Lech Wałęsa zaczął atakować rząd po tym, jak większość sejmowa odrzuciła jego projekty ustaw związanych z konstytucją, Sojusz stał się jego cichym wspólnikiem w walce z Pawlakiem. PSL prowadziło własną grę, żeby się obronić, ale politycy Sojuszu okazali się sprytniejsi.

Gdy w marcu 1995 roku napięcie wewnątrz koalicji sięgało zenitu, ludowcy przygotowali trzy warianty zmian w rządzie, licząc na to, że SLD wszystkie odrzuci i Pawlak pozostanie na stanowisku premiera. Jednak Kwaśniewski błyskawicznie zdecydował się na wariant, w którym Pawlak odchodzi z rządu, premierem zostaje ówczesny marszałek Sejmu Józef Oleksy z SLD, a marszałkiem Sejmu – Józef Zych z PSL.

Wotum wobec własnego ministra

W ten sposób ludowcy wypuścili z rąk tekę premiera i już jej nigdy odzyskali. Co prawda po dymisji Oleksego związanej z aferą szpiegowską, kolejnym szefem rządu mógł zostać ludowiec – wspomniany Aleksander Łuczak – ale Pawlak się na niego nie zgodził i fotel premiera pozostał przy SLD, przypadając Włodzimierzowi Cimoszewiczowi.

Pawlak po wyjściu z rządu zachowywał się jak polityk opozycji. Nie mógł darować SLD utraty stanowiska. Nieustannie instruował ministrów PSL, jak mają postępować. Często były to wytyczne zupełnie inne od tych, które dostawali od premiera Józefa Oleksego czy później od premiera Włodzimierza Cimoszewicza. Dlatego koalicja stała się jeszcze trudniejsza.
Po usunięciu Waldemara Pawlaka ze stanowiska premiera koalicja SLD-PSL stała się trudniejsza. Na zdjęciu Janusz Piechocinski (PSL) dyskutuje z w kuluarach Sejmu z Józefem Oleksym (SLD) w październiku 1996 r. Fot. PAP/CAF - Filip Miller
Obie strony publicznie się krytykowały z trybuny sejmowej. PSL poparło wniosek o wotum nieufności wobec Wiesława Kaczmarka, a nawet własnego wicepremiera, ministra rolnictwa Romana Jagielińskiego. Pod koniec wspólnych rządów ludowcy złożyli też wniosek o wotum nieufności wobec gabinetu Włodzimierza Cimoszewicza, chcąc wymusić w ten sposób na rządzie interwencyjny skup zbóż.

Coraz słabsi

Michał Strąk po latach w następujący sposób podsumował koalicję SLD-PSL w kadencji 1993-97: „Nie był to rząd naszych marzeń. Sojusz prowadził cwaną politykę – z nami trzymał władzę, z Unią Wolności przegłosowywał nas w sprawach gospodarczych, a z Unią Pracy – w sprawach światopoglądowych. W miarę upływu czasu stawaliśmy się coraz słabsi”.

Cena, jaką ludowcy zapłacili za tę koalicję była spektakularna – w kolejnym Sejmie ich reprezentacja ze 132 posłów skurczyła się do 27 posłów i już nigdy w historii nie zbliżyła się do poziomu z 1993 roku.

– Eliza Olczyk

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Luty 1993, trzy miesiące przed odwołaniem rządu Hanny Suchockiej. Na zdjęciu prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Waldemar Pawlak i przewodniczący Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski. Fot. PAP/Janusz Mazur
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„Największy polski bandyta” i powstańcy w przyciasnych melonikach
Zdumiewa, że ani politycy PPS, ani obozu narodowego nie zdobyli się na większe zaangażowanie na Śląsku.
Historia Najnowsze wydanie
Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi postawili pomnik. I...
Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.
Historia Najnowsze wydanie
„Albo Polska będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec”
Hitler nie skorzystał z sugestii i nie rozmawiał z ministrem Beckiem z pozycji siły. Powtórzył jednak: Gdańsk jest niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec.
Historia Poprzednie wydanie
Sojusznik zdradzony i zapomniany
Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.
Historia Poprzednie wydanie
Ostatnia kanikuła przed burzą. Wakacje 1939
Kiepura śpiewa Rotę, Rydz-Śmigły odbiera defiladę, na ulicach pojawiają się „straszliwe zielonkawe ryje”, a społeczeństwo wpada w stan erotycznej fascynacji.