Cywilizacja

O polskim szpiegu w Rosji to jest historia

„Rosja chce współpracy i zbliżenia. Jest zainteresowana handlem, inwestycjami i tym, aby obywatele UE mogli swobodnie przyjeżdżać. Tymczasem wschodni Europejczycy, a przede wszystkim Polacy, odrzucają wyciągniętą dłoń. Motywowani rusofobicznymi uprzedzeniami, opowiadają się za konfrontacją. My podajemy rękę, a co robią Polacy? Szpiegują i jątrzą” – tak można w skrócie opisać linię kremlowskiej propagandy. I może dlatego, by to udowodnić Berlinowi i Paryżowi, trzeba było aresztować polskiego szpiega, a najlepiej – zdekonspirować całą „polską siatkę”.

Rudy szpieg, broń na ulicy, możni protektorzy, czeki i kanały w Cerkwi. Rosyjskie macki oplatają świat

Trzymała się z republikanami i przechwalała, że doprowadzi do spotkania Putin – Trump. Aresztowali ją podczas rozmowy prezydentów w Helsinkach. Szpiegowskie wojny hybrydowe przybierają na sile.

zobacz więcej
We wtorek 9 lipca Władimir Putin przyleciał do uralskiego Jekaterynburga. Zwyczajna, gospodarska wizyta. Przed gmachem wyższej uczelni, w której prezydent Rosji miał się spotkać z młodymi pracownikami naukowymi i studentami, położono nowy asfalt oraz obsadzono rabaty, a chłopcy z FSB aresztowali lokalną deputowaną z partii komunistycznej.

Zorganizowała ona bowiem jednoosobową pikietę, chcąc w ten sposób zaprosić gościa do odwiedzenia Lesozawodu, niewielkiej miejscowości, gdzie „ludzie żyją bez gazu i z toaletami na ulicach”.

Uwagę mediów przykuły jednak nie te wydarzenia ani nawet wypowiedzi Władimira Władimirowicza na temat energetyki wiatrowej, w której celowość rosyjski prezydent najwyraźniej wątpi, bo przecież – jak powiedział – w związku z jej działaniem „giną ptaki, a w efekcie wstrząsów dżdżownice wychodzą z ziemi”.

Uwagę skupiło co innego. Otóż podczas spotkania w miejscowej wyższej uczelni Putinowi towarzyszył, obok wyższych urzędników w rodzaju wicepremiera Rosji Dmitrija Kozaka, specjalny prezydencki pełnomocnik w Uralskim Okręgu Federalnym Nikołaj Cukanow. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak Rosja podzielona jest na kilka wielkich okręgów federalnych, które nadzoruje specjalny wysłannik Kremla, gdyby nie to, że kilka dni wcześniej bliski współpracownik Cukanowa, 39-letni Aleksandr Worobiow został aresztowany pod zarzutem zdrady i szpiegostwa.

I jest to pierwsze w historii Federacji Rosyjskiej aresztowanie z takiego paragrafu urzędnika tak wysoko umiejscowionego w hierarchii władzy.

Powiernik członka Rady Bezpieczeństwa Rosji

Cytowani anonimowo przez rosyjskie media oficerowie FSB argumentują, że Putin musiał znać szczegóły śledztwa, prowadzonego przez I Departament Kontrwywiadowczy FSB.

Worobiow siedzi w Lefortowie – moskiewskim więzieniu, kiedyś będącym pod bezpośrednią kontrolą KGB, potem jej następcy – Federalnej Służby Bezpieczeństwa, także kiedy FSB kierował Putin, a obecnie podległym Ministerstwu Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej. Ale co ciekawe, oskarżony o szpiegostwo nadal jest, wciąż będąc pod strażą, sekretarzem (asystentem) Cukanowa.

Jeden z uralskich portali informował, że w związku z wizytą Putina aresztowany urzędnik zostanie zwolniony z państwowej służby, ale doniesień tych nie potwierdzają na razie serwisy krajowe.
Władimirowi Putinowi podczas wizyty w Jekaterynburgu 9 lipca towarzyszył m.in. wicepremier Rosji Dmitrij Kozak (pierwszy od prawej) oraz specjalny prezydencki pełnomocnik w Uralskim Okręgu Federalnym i członek Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołaj Cukanow (drugi od prawej), którego bliski współpracownik Aleksandr Worobiow został kilka dni temu aresztowany pod zarzutem zdrady stanu i szpiegostwa na rzecz Polski. Fot. Aleksiej Drużinin/TASS via Getty Images
W sprawie wypowiedział się też rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który oświadczył, że jego szef zna wszystkie szczegóły, ale nie widzi potrzeby rozmawiania o tym z Cukanowem.

Wszystko wygląda więc dość zagadkowo, zważywszy na ciężar zarzutów oraz na to, czym – zdaniem mediów – mógł zajmować się aresztowany szpieg.A Worobiow miał przekazywać tajne informacje Polsce – informują rosyjskie media, powołując się na źródła w służbach specjalnych.

Ten urzędnik, który studiował w warszawskiej Krajowej Szkole Administracji Publicznej i przy którym w trakcie aresztowania podobno znaleziono polski paszport, miał przez lata dostarczać Warszawie informacje na temat obrad rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, w skład której wchodzi jego przełożony Nikołaj Cukanow.

Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Szpiegowały dla niego kochanki. Jak zniszczyć superagenta?

Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.

zobacz więcej
U „polskiego szpiega”, jak nazywają go rosyjskie media, znaleziono specjalistyczną „aparaturę rejestrującą” oraz „kupę dokumentów”.

Jednak zdaniem opisujących sprawę dziennikarzy, Worobiow nie mógł zdobywać samodzielnie informacji z posiedzeń Rady Bezpieczeństwa, miał bowiem niską klauzulę dostępu do tajemnic państwowych. A zatem informacje o przebiegu spotkań tego gremium, a także dokumenty na ten temat musiał zdobywać, korzystając z nieświadomej być może współpracy innych osób. Media wprost wskazują tutaj na Cukanowa, z którym „polski szpieg” od lat pozostawał w bardzo bliskich relacjach.

Był nie tylko jego sekretarzem – asystentem, ale również domowym prawnikiem i powiernikiem. O bliskości ich wzajemnych relacji świadczy i to, że kiedy Cukanow otrzymał swą ostatnią nominację, to wraz z nim w pierwszym locie do Jekaterynburga przyleciały tylko dwie osoby, w tym oskarżony dziś o szpiegostwo Worobiow.

Ich współpraca zaczęła się jeszcze w obwodzie kaliningradzkim, gdzie Nikołaj Cukanow był gubernatorem, a Aleksandr Worobiow jego pomocnikiem, wcześniej kierującym lokalny oddziałem agencji mienia narodowego. Przy czym to właśnie wtedy, jak dowodzą media, miała rozpocząć się szpiegowska przygoda tego ostatniego, który nie tylko studiował w Polsce, ale ponoć ma również w naszym kraju nieruchomości.

Początkowo rosyjskie media były przekonane, że głównym szpiegowskim zadaniem Worobiowa było przekazywanie Polsce informacji na temat rodziny Putina, a precyzyjnie – jego byłej żony Ludmiły, z domu Szkriebniewej, która pochodzi z obwodu kaliningradzkiego i gdzie nadal mieszka jej rodzina.

To dzięki temu, że były gubernator Cukanow bardzo przysłużył się krewnym rosyjskiej pierwszej damy, jego pozycja w hierarchii władzy wzrosła na tyle, iż szybko zaczął awansować. Nawet mimo serii skandali, związanych z urzędnikami z jego najbliższego otoczenia.

Inna z teorii wyjaśniających, w jaki sposób Cukanow, a pośrednio i jego współpracownik Worobiow, wstąpili na szybką ścieżkę kariery w hierarchii rosyjskiej biurokracji, wiąże się z protekcją metropolity Władimira Gundajewa – wówczas kierującego smoleńsko-kaliningradzką diecezją rosyjskiej Cerkwi, zaś dziś stojącego na jej czele i noszącego imię Cyryla.

Kolejne domysły na temat tego, jakiego rodzaju informacje mógł przekazywać Worobiow, wiążą jego nazwisko z nieujawnionym „źródłem na Kremlu”, na które powoływały się zachodnie media w kontekście afery z otruciem Siergieja Skripala oraz włamaniami do serwerów komitetu wyborczego Partii Demokratycznej w czasie ostatnich amerykańskich wyborów prezydenckich.

Stare kadry są po prostu w szoku

To druga w ostatnim czasie polsko-rosyjska historia szpiegowska. Dziennikarze „Moskiewskiego Komsomolca” wręcz twierdzą, że obydwie sprawy się łączą i są fragmentami wielkiej operacji rosyjskiego kontrwywiadu, wymierzonej w polską siatkę szpiegowską.

Otóż w czerwcu moskiewski sąd skazał na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze przedsiębiorcę z Białegostoku Mariana Radzajewskiego. Jemu zarzucono usiłowanie zakupu i wywiezienia do Polski tajnych części zamiennych do rosyjskich systemów obrony przeciwrakietowej S-300. Polak miał zostać złapany przez FSB na gorącym uczynku, w trakcie próby dokonania transakcji. Służby oświadczyły też, jakoby w toku śledztwa ustaliły, że zatrzymany „działał w interesach polskiej organizacji będącej czołowym dostawcą narodowych sił zbrojnych i służb specjalnych”. Ale zarzut, jaki postawiły Polakowi, wzbudza wiele wątpliwości.
Nie tylko dlatego, że system S-300 jest już, łagodnie rzecz ujmując, przestarzały. Obecnie Rosja produkuje i eksploatuje jego następcę: S-400. A na dodatek przed laty, kiedy kwitła miłość rosyjsko-cypryjska, został on sprzedany na Cypr, zaś potem, w ramach porozumienia wielostronnego, system trafił na Kretę, czyli do Grecji, państwa będącego członkiem NATO.

Można więc przypuszczać, że jego tajemnice konstrukcyjne nie są tajne dla ekspertów Sojuszu Północnoatlantyckiego. Pośrednio potwierdzają to reprezentanci sił lotniczych Izraela, którzy wielokrotnie mówili, że nie obawiają się baterii będących na wyposażeniu syryjskiej obrony przeciwlotniczej.

Zresztą niedawno szef państwowego holdingu zbrojeniowego Rostiech (Rostec) Siergiej Czemiezow w wypowiedzi dla prasy ujawnił, że Rosja gotowa jest sprzedać znacznie bardziej zaawansowane technicznie baterie S-400 nawet Stanom Zjednoczonym. Swą nieoczekiwaną deklarację uzasadnił tym, że jest to najnowocześniejsza broń, ale defensywna, a zatem jej rozprzestrzenianie na świecie nie stanowi dla Rosji, „państwa znanego ze swego pokojowego usposobienia”, zagrożenia.

Dlaczego zatem na 14 lat do łagru trafił Polak chcący rzekomo kupić części zamienne do przestarzałego systemu poprzedniej generacji?

Szpiedzy groźniejsi od terrorystów. Skryta wojna Czechów z Rosjanami

Nadzwyczaj dużą liczbę rosyjskich dyplomatów i samochodów dyplomatycznych w Pradze można tłumaczyć… geografią. Część personelu – ta na podwójnym etacie – pracuje nie tylko na terytorium Czech.

zobacz więcej
Teorii i w tym wypadku może być kilka. Rozpatrzmy dwie, jak się wydaje, najbardziej prawdopodobne. Pierwszą można z grubsza określić mianem politycznej, druga wiąże się z trwającą rywalizacją w rosyjskim obozie władzy, która dotyka też wszechmocnej FSB.

Zacznijmy od tej drugiej hipotezy. W maju w Moskwie aresztowano pułkownika FSB Kiryła Czerkalina, który kierował specjalnym wydziałem nadzorującym cały rosyjski system bankowy. W jego mieszkaniu w gotówce, a także na rachunkach bankowych znaleziono w sumie 185 milionów dolarów. Pieniądze pochodziły z łapówek i były przekazywane przez opłacających się w ten sposób zarządy oraz akcjonariuszy prywatnych, ale również państwowych banków.

Niedługo potem pojawiła się informacja, że za kratami znalazł się generał Michaił Muzrajew, przez lata kierujący wydziałem dochodzeniowym rosyjskiego Komitetu Śledczego w obwodzie wołgogradzkim, a ostatnio będący doradcą szefa rosyjskich służb śledczych Aleksandra Bastrykina.

Temu z kolei zarzuca się powiązania ze światem przestępczym, a precyzyjniej to, że zapewniał gangom ochronę, oczywiście za dobrą opłatą.

Eldorado skończyło się wraz z przyjściem do Wołgogradu nowego gubernatora, który poszukując pieniędzy, zaczął przeglądać wszystkie wcześniejsze umowy zawarte przez lokalne władze, w tym na dzierżawę targowisk miejskich. A z tego żyły gangi, które dzięki pomocy Muzrajewa tanio je wydzierżawiły, aby potem drogo odnajmować miejscowym przedsiębiorcom.

Ale najciekawsze jest w tym wszystkim to, że zaniepokojeni nadmierną dociekliwością gangsterzy, wespół z generałem Muzrajewem postanowili zgładzić niewygodnego gubernatora. Zamach się nie powiódł, wystraszony gubernator złożył doniesienie, rozpoczęło się śledztwo i generał znalazł się w areszcie.

Całkiem niedawno, na początku czerwca, w Moskwie aresztowano oficerów specjalnych grup FSB Alfa i Wimpel oraz dwóch wysokiej ranki przedstawicieli departamentu K (banki), którzy tworzyli, jak podały media, „zorganizowaną grupę przestępczą”, zajmującą się napadami na banki, a także przejmowaniem pieniędzy znalezionych w trakcie rewizji. Zmyślni bezpieczniacy tak przerobili swoje kamizelki kuloodporne, że mogli chować tam niepostrzeżenie paczki z banknotami.

Jeden z aresztowanych jest ponoć wnukiem generała FSB, wykładowcy w specjalnej akademii służb w Moskwie. I właśnie tam, przy okazji podnoszenia swych kwalifikacji, mieli poznać się członkowie gangu.
Czy w trudnej dla służb sytuacji, FSB postanowiła udowodnić, że są one potrzebne? Od lewej: szefowie Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin, Federalnej Służby Ochrony Dmitrij Koczniew, Gwardii Narodowej (Rosgwardii) Wiktor Zołotow, Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Aleksandr Bortnikow oraz ministrowie spraw wewnętrznych Władimir Kołokolcew i sytuacji nadzwyczajnych Jewgienij Ziniczew. Doroczne przyjęcie na Kremlu na cześć absolwentów akademii wojskowych, Moskwa 27 czerwca 2019 r. Fot. PAP/EPA
Aleksandr Michajłow, emerytowany generał – major FSB powiedział mediom, iż owe wydarzenia mogą świadczyć o tym, że zagrożony jest system bezpieczeństwa kraju. – Mam rażenie, że wszystko się sypie. Stare kadry są po prostu w szoku, widząc, co się dzieje – stwierdził.

Nowa, „gołębia” strategia Kremla

Jeśli dodamy do tego dość nieoczekiwaną dymisję dwóch zastępców generała Wiktora Zołotowa, szefa Federalnej Służby Gwardii Narodowej zwanej popularnie Rosgwardią, o których poinformowano na początku lipca, to gołym okiem widać, że w rosyjskich służbach specjalnych mocno się w ostatnim czasie gotuje. Osłabiły je nie tylko afery korupcyjne w stylu Czerkalina, ale również historia ze spreparowanym oskarżeniem o posiadanie narkotyków wobec Iwana Gołunowa, dziennikarza śledczego m.in. ujawniającego afery korupcyjne w Moskwie, a przede wszystkim głośny protest części rosyjskich elit, które argumentują, że jeśli w Rosji nie zostanie ograniczona wszechwładza służb, to w dłuższej perspektywie nie ma co myśleć o wzroście gospodarczym.

Mówiono o tym otwarcie w trakcie czerwcowego Forum Gospodarczego w Petersburgu, a całkiem niedawno szefowa Banku Centralnego Elwira Nabiullina w jednym ze swych wystąpień (zamieszczonych na oficjalnej stronie banku) stwierdziła, że bez przełomu w zakresie praworządności w Rosji wzrostu gospodarczego nie można się spodziewać.

Prywatna armia
Władimira Putina

Po co Kremlowi Gwardia Narodowa?

zobacz więcej
Niewykluczone zatem, że w tej trudnej dla służb sytuacji, FSB postanowiła udowodnić, iż są one jednak potrzebne. A nic tak dobrze tego nie potwierdza, jak dekonspiracja uplasowanego wysoko w strukturach władzy obcego agenta. Polski agent nadaje się do tego znakomicie, bo jak się wydaje, zbiega się to z nową strategią polityczną Kremla, którą roboczo można nazwać „gołębią”.

I tu wchodzi pierwsza, polityczna teoria dotycząca tropienia „polskiej siatki szpiegowskiej”.

Rosja chce współpracy i zbliżenia – brzmi nowa narracja Kremla. Jest zainteresowana handlem, inwestycjami i tym, aby obywatele Unii Europejskiej mogli swobodnie przyjeżdżać na Wschód.

Z tego powodu, jak można przypuszczać, dość niespodziewanie Moskwa zdecydowała o zniesieniu obowiązku wizowego wobec wszystkich, którzy chcą odwiedzić Kaliningrad. Trwają też rozmowy na linii Berlin – Moskwa w sprawie zniesienia wiz dla osób poniżej 26. roku życia, o czym informował niedawno Dirk Wiese, specjalny pełnomocnik rządu niemieckiego ds. kontaktów z Rosją.

Niedawna decyzja Rady Europy o przywróceniu pełni praw rosyjskiej delegacji, oprotestowana przez przedstawicieli naszej części Europy, wpisuje się w ten scenariusz. „Rosja chce współpracować, a wschodni Europejczycy, w tym, a może przede wszystkim Polacy, odrzucają wyciągniętą dłoń. Motywowani rusofobicznymi uprzedzeniami, opowiadają się za konfrontacją. My podajemy rękę, a co robią Polacy? Szpiegują i jątrzą” – tak można w skrócie opisać linię kremlowskiej propagandy.

I może dlatego, by to udowodnić Berlinowi i Paryżowi właśnie teraz trzeba było aresztować polskiego szpiega, a najlepiej – zdekonspirować całą siatkę.

Warto też odnotować zdanie Jewgienija Minczenko, jednego z najbardziej liczących się i szanowanych w Rosji politologów. Otóż jak powiedział „Moskiewskiemu Komsomolcowi”, wcale nie jest pewne, że Worobiow pozostanie w areszcie do początków września, tak jak postanowił moskiewski sąd. Jego zdaniem dotychczasowa, powściągliwa reakcja Kremla może świadczyć o tym, iż władze rozpatrują drugi wariant rozegrania sytuacji – czyli zwolnienie go z więzienia. A to by mogło znaczyć, że posunięcie FSB nie przyniosło pożądanego efektu. Innymi słowy: piłka w grze.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: 39-letni Aleksandr Worobiow (na zdjęciu 5 lipca 2019 r. w moskiewskim sądzie dla dzielnicy Lefortowo) miał przekazywać tajne informacje Polsce. Został aresztowany pod zarzutem zdrady stanu i szpiegostwa. I jest to pierwsze w historii Federacji Rosyjskiej aresztowanie z takiego paragrafu urzędnika tak wysoko umiejscowionego w hierarchii – powiernika członka Rady Bezpieczeństwa Rosji i prezydenckiego pełnomocnika w Uralskim Okręgu Federalnym Nikołaja Cukanowa. Fot. Vladimir Gerdo/TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nowa Jałta nie jest potrzebna
Moskwa ma polityczne i gospodarcze atuty, za pomocą których uzależnia od siebie wianuszek państw buforowych.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Niebezpieczne związki. O księciu, który został bezrobotnym
59-letni Andrzej, książę Yorku, syn królowej Elżbiety II stracił stałą pracę.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Chemsex, czyli geje, narkotyki i AIDS
Wraca „gejowska dżuma”. Wśród homoseksualistów dramatycznie i gwałtownie wzrasta liczba zakażonych HIV/AIDS. Nie tylko w Londynie, ale i w Amsterdamie, Moskwie czy Kijowie…
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Bardzo ciemne interesy ludzi władzy
Malta zdumiewająco upodobniła się do Sycylii z jej mafijną kulturą.
Cywilizacja wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Po co gramy? I czym się różni pasja od uzależnienia?
Nauczone zabawy w chowanego, szczury z Berlina rezygnowały na chwilę z kiziania-miziania po brzuchu, by grać dalej. Czy zrezygnowałyby dla gry z pokarmu lub snu?