Kultura

Religia mojżeszowa to dla nich źródło fanatyzmu i przesądów. Antyjudaizm liberałów

Ideowych spadkobierców Woltera i Berlina uwiera antysemityzm, ale już nie pogarda wobec judaizmu. Redukują oni bowiem człowieka do istoty rozumnej, która może się obyć bez wiary w Boga. Żydów zaś zabijają duchowo, traktując ich jak jeszcze jedną represjonowaną mniejszość – odmieńców do wykorzystania w walce z chrześcijańskim, „antysemickim”, „homofobicznym” społeczeństwem.

W niedzielę 14 lipca minie 230. rocznica zdobycia Bastylii. Wandalizm rewolucji francuskiej będzie tematem rozmowy Barbary Schabowskiej z Piotrem Nowakiem w najbliższym odcinku programu „Powidoki” (emisja – w nocy z poniedziałku 15 lipca na wtorek 16 lipca, godz. 00:05, TVP Kultura).

Od czasów rewolucji francuskiej toczy się na Zachodzie spór, który z perspektywy XXI wieku można uznać za filozoficzno-polityczną wojnę dwóch trumien. W jednej z nich leży François-Marie Arouet znany pod pseudonimem Voltaire (Wolter), w innej zaś – Joseph de Maistre.

Najprościej rzecz ujmując, mamy do czynienia z konfliktem, w którym dziedzictwo oświecenia ściera się z reliktami porządku przednowoczesnego, zaś kult rozumu z posłuszeństwem wobec autorytetu. A jednym z istotnych i z pewnością niedocenianych wątków tej debaty jest stosunek do Żydów.

Przy czym nie chodzi o bezpośrednią dyskusję Woltera z de Maistre’em. Nie byli oni bynajmniej rówieśnikami. Wolter był od de Maistre’a starszy o blisko 60 lat. Kiedy pierwszy z nich zmarł w 1778 roku, drugi liczył sobie dopiero ćwierć wieku.

Wróg Kościoła, Polski i „ciemnogrodu”

Wolter do dziś pozostaje symbolem oświeceniowego racjonalizmu. Nie szczędził krytyki Kościołowi katolickiemu. Widział w nim instytucję siejącą nietolerancję, a zarazem lansującą przesądy. Przy czym warto podkreślić, że był antagonistą wszystkich religii. Głosił deizm – pogląd, że Bóg jedynie stworzył świat, ale nie ingeruje w jego dalsze trwanie.
Choć stał po stronie monarchów, cieszył się uznaniem zwolenników rewolucji francuskiej. Portret François-Marie Aroueta, znanego jako Wolter (1694 -1778) namalowany przez nieznanego artystę. Fot. The Print Collector/Getty Images
W sprawach politycznych Wolter uprawiał propagandę na rzecz władców, którzy – jego zdaniem – byli zafascynowani ideami oświecenia i wykorzystywali swoje rządy absolutne do walki z „ciemnogrodem”. Przyjmował zamówienia na pamflety od carycy Rosji, Katarzyny II Wielkiej, a ona go za nie suto wynagradzała.

Poparł pierwszy rozbiór Polski. Twierdził, że Rzeczpospolita to bastion katolickiego obskurantyzmu – państwo, w którym prześladuje się innowierców. Nadzieję na zmianę pokładał w postępowych reformach, które – według niego – Polakom powinni byli słusznie narzucić zaborcy.

Mimo że Wolter stał po stronie monarchów, to jednak cieszył się w okresie rewolucji francuskiej uznaniem jej zwolenników. Chciał przecież skończyć ze starym światem, którego jednym z głównych filarów był Kościół.

Mason, liberał, katolik

De Maistre w młodości też chciał radykalnej zmiany. Ale intrygujące jest to, że inspiracje czerpał z… doktryn irracjonalistycznych. Myśliciel pochodził z Sabaudii – księstwa w północno-zachodniej części dzisiejszych Włoch, należącego wówczas do Królestwa Sardynii. Za młodu obracał się w tamtejszych kręgach masońskich.

Kiedy Notre-Dame stała się „świątynią Rozumu”

Filip Memches: Prezydentowi Macronowi jest dziś łatwo grać przyjaciela Kościoła. Jego ideowi poprzednicy zdążyli już rozprawić się z katolicyzmem.

zobacz więcej
W poszukiwaniu wiekuistej mądrości wstąpił do Zakonu Wybranych Kohenów (słowo „kohen” oznacza w judaizmie kapłana, wywodzącego się w linii męskiej od Aarona – brata Mojżesza). Mistrzem tej loży był okultysta Martinez de Pasqually. W niej de Maistre zetknął się z kabałą (ezoterycznym prądem mistyki żydowskiej, odrzuconym przez główne nurty judaizmu). Traktował ją jako szansę na odrodzenie duchowe, które przezwyciężyłoby sekularyzm oświecenia, a zarazem skostniałą religijność wielu ówczesnych katolików.

Pod względem politycznym filozof optował wtedy za rządami konstytucyjnymi. Był liberałem wyczekującym kresu porządku feudalnego.

Kiedy jednak Sabaudię zajęły w 1792 roku francuskie wojska rewolucyjne, w umyśle de Maistre’a zaczął się zwrot. Zobaczył bestialstwa okupantów niosących na sztandarach hasło „Wolność, Równość, Braterstwo”.

Tym samym nastąpiła wielka przemiana: liberał stał się żarliwym kontrrewolucjonistą, któremu przyszło uciekać z kraju ogarniętego terrorem. W życiu duchowym de Maistre’a nastąpiło zaś rozluźnienie związków z masonerią (czy ostatecznie zerwał z nią całkowicie – nie wiadomo).
Kiedy Sabaudię zajęły w 1792 roku francuskie wojska rewolucyjne, Joseph de Maistre (1753-1821) zobaczył bestialstwa okupantów niosących na sztandarach hasło „Wolność, Równość, Braterstwo”. Fot. Apic/Getty Images
Punktem oparcia stała się dla niego wiara katolicka, choć do dziś pozostają wątpliwości, na ile był to ortodoksyjny wybór. Sabaudczyk na emigracji spędził wiele lat, będąc między innymi ambasadorem Królestwa Sardynii w Petersburgu. Zmarł w roku 1821.

Pochwała religii, króla i kata

Na gruncie liberalnego dyskursu, który po drugiej wojnie światowej zadomowił się na Zachodzie, Wolter może uchodzić za promotora nowoczesnych cnót europejskich, natomiast de Maistre – za orędownika najbardziej mrocznych trendów filozoficznych i politycznych w dziejach Starego Kontynentu.

W oczach potępiającego ideę tolerancji szlachcica z Sabaudii, rewolucja 1789 roku była buntem piekielnych sił, stawiających sobie za cel zburzenie ładu stworzonego przez Boga. Źródeł przewrotu myśliciel upatrywał w zjawiskach mających swój początek trzy wieki wcześniej – w humanizmie i protestantyzmie.
Był przekonany, że reformacja kontestując autorytet Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, uruchomiła procesy, w których kluczową rolę odgrywała pycha rozumu. Zdaniem de Maistre’a położenie nacisku na indywidualny akt wiary łączyło się z ubóstwieniem człowieka poprzez nadanie mu prawa do tego, żeby to on sam decydował o tym, co jest dobre, a co złe, nie oglądając się na bagaż wielowiekowych doświadczeń poprzednich pokoleń.

Filozof chciał zatem, żeby siłą, która zjednoczy duchowo Europejczyków było – jak w średniowieczu – papiestwo, czemu dał wyraz w jednym z najważniejszych swoich dzieł – traktacie „O papieżu”.

W wymiarze politycznym zaś optował za władzą monarchów nie krępowanych rządami konstytucyjnymi. Ufność pokładał w surowym rygorze instytucji politycznych oraz religijnych.

Zasłynął pochwałą kata jako gwaranta ładu społecznego, którą zawarł w „Wieczorach petersburskich” – zbiorze jedenastu dialogów filozoficznych z udziałem Hrabiego (alter ego autora), Senatora i Kawalera.

Żywił pesymistyczny stosunek do natury ludzkiej. Był przeświadczony, że skoro każdy człowiek jest grzesznikiem, to nie ma takiego cierpienia, które byłoby niezawinione. W tym kontekście okrucieństwa rewolucji francuskiej postrzegał jako konsekwencję zła wyrządzonego przez ludzi wszystkich stanów społecznych.

Czego Berlin nie ogarnął

Oryginalna wyrazistość Sabaudczyka sprawiła, że znalazł się on na celowniku XX-wiecznego brytyjskiego liberalnego myśliciela, Isaiaha Berlina. W głośnym eseju „Joseph de Maistre i korzenie faszyzmu” autor zastanawiał się, czy tytułowa postać tego tekstu, to jeden z wielu nostalgicznych kontrrewolucjonistów, kreślących wyidealizowaną, romantyczną wizję dawnego świata, którego podstawę stanowiły religia i tradycja. I doszedł do wniosku, że jednak de Maistre jest przypadkiem szczególnym.
Isaiah Berlin w pismach de Maistre’a odkrył zapowiedź nowoczesnych dyktatur takich jak kolaborująca z III Rzeszą Francja Vichy. Na zdjęciu: szef rządu Vichy, marszałek Philippe Pétain w 1944 roku. Fot. Keystone-France/Gamma-Keystone via Getty Images
W pismach sabaudzkiego filozofa nie znalazł bowiem zramolałego konserwatyzmu, natomiast odkrył zapowiedź przerażających nowoczesnych dyktatur, które religię i tradycję instrumentalizowały (takich jak kolaborująca z III Rzeszą Francja Vichy). W oczach Berlina de Maistre był teoretykiem zamordystycznego, lecz w istocie laickiego reżimu – kimś, kto wierzy nie w Boga, ale w faszystowskie państwo wykorzystujące politycznie Kościół. Stąd już krok od oskarżenia sabaudzkiego myśliciela o przygotowywanie gruntu pod Holokaust.

Liberalizm jest nijaki. Prowadzi Europejczyków na manowce

Za głównego wroga uważał bezbożną lewicę, która odrzuca chrześcijaństwo.

zobacz więcej
W jednej sprawie można się z Berlinem zgodzić – de Maistre wyprzedził swoją epokę. Przykładem może być kwestia przesądów. Sabaudczyk bronił ich z pozycji nie religijnych, lecz poniekąd psychologicznych i socjologicznych. I być może tym samym w pewnym sensie okazał się… prekursorem postmodernistycznego podejścia do rzeczywistości (taki trop podsuwa Andrzej Gniazdowski w znakomitej książce „Filozofia i gilotyna. Tradycjonalizm Josepha de Maistre’a jako hermeneutyka polityczna”). Podejście to bowiem odrzuca racjonalizm jako czynnik redukujący poznanie świata wyłącznie do odróżnienia – w sensie logicznym – prawdy od fałszu.

Tymczasem – według de Maistre’a – oprócz prawdy rozumu, który również ma przecież swoje ograniczenia i dlatego powinien być przedmiotem podejrzeń światłych intelektualistów, jest jeszcze prawda serca. I to właśnie jej źródłem bywają przesądy, choć – argumentuje filozof – przeświadczenie racjonalistów, że ona nie istnieje lub że nie należy jej brać pod uwagę, też stanowi rodzaj przesądu.

W „Wieczorach petersburskich” Kawaler mówi: „(…) cóż to takiego honor? To przesąd cnoty albo nic w ogóle. W miłości, w przyjaźni, w wierności, w dobrej wierze i tym podobnych sprawach przesąd jest miły, cenny, a często niezbędny – czemuż nie miałby takim być także w pobożności? Skłonny jestem wierzyć, że krzyki przeciw nadmiarowi w jakiejś rzeczy wydają wrogowie samej tej rzeczy. Rozum jest dobry, bez wątpienia, nie jest jednak tak, by wszystko dało się urządzić rozumnie”.

Dalej zaś można przeczytać opowieść Kawalera o dwóch siostrach, których ojciec jest na wojnie. Jedna z nich kładzie pod poduszką portret ukochanego rodzica w przekonaniu, że w ten sposób będzie go strzec. Druga natomiast z takiego zachowania szydzi.

I Kawaler przyznaje rację tej drugiej: nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy między trzymaniem pod poduszką portretu ukochanej osoby a jej ocaleniem z wojny. Ale zaraz potem pada pytanie: „gdybyście (…) mieli poślubić jedną z tych dwóch sióstr, powiedzcie mi, poważni filozofowie, czy wybralibyście logiczną, czy przesądną?”.

Trudno na podstawie powyższych cytatów uznać ich autora za cynika, dla którego religia i tradycja to wyłącznie narzędzia inżynierii społecznej. Warto w tym miejscu przywołać jeszcze jeden fragment „Wieczorów petersburskich” – głęboko poruszającą opowieść Hrabiego o osiemnastolatce, której ciało zżera nowotwór. Pytana przez kogoś: „O jakąż to łaskę poprosi pani Boga, moje dziecko, kiedy pani przed nim stanie”, odpowiada: „Poproszę go o łaskę kochania go tak, jak ja go kocham”.

„Jeśli wolno byłoby kierować pod adresem Opatrzności nierozumne zarzuty, padłyby one słusznie z ust tej czystej ofiary, która potrafi jednak tylko błogosławić i kochać” – mówi Hrabia. Owa dziewczyna jest porównywana przez niego do realnych osób: świętych Blandyny, Agaty i Perpetui – męczennic Kościoła z pierwszych wieków chrześcijaństwa, które dobrowolnie oddały życie za wiarę.

Monarchia była lepsza niż republika

Jean Raspail: Kraj, który ma swoją religię jest krajem silnym i nie ulegnie innym.

zobacz więcej
I znowu – inżynieria społeczna może błyskotliwymi sloganami załgać rzeczywistość polityczną. Ale wobec konkretnego indywidualnego cierpienia jest bezradna. W twórczości sabaudzkiego myśliciela psychologiczna przenikliwość łączy się ze szczerą bojaźnią Bożą. Jednak liberalny umysł Isaiaha Berlina tego nie ogarnął.

Podobnie jest jeśli chodzi o insynuowany de Maistre’owi przez brytyjskiego filozofa antysemityzm. Berlinowi się wydawało, że skoro Sabaudczyk chwalił Świętą Inkwizycję oraz potępiał ateizm i protestantyzm, to musiał być też żydożercą.

Kto naprawdę był żydożercą?

Tymczasem de Maistre wykazywał się zgoła inną postawą. Biblijną wiarę Żydów stawiał znacznie wyżej niż filozoficzny rozum Greków.

W „Wieczorach petersburskich” Hrabia charakteryzuje lud Bożego wybrania następującymi słowami: „racjonalny, interesujący, patetyczny, a często wręcz subtelny i porywający w swoich modlitwach”.

I wyraża najwyższy szacunek dla judaizmu, oznajmiając między innymi: „Żydzi, których wyobrażają sobie ludzie jako lud uparty i nietolerancyjny, byli jednak pod pewnymi względami bardziej tolerancyjni od nas, do tego stopnia, że trudno nam niekiedy zrozumieć, jak wyłączni posiadacze prawdy mogli tak dobrze przystosować się do obcych religii. (…) Duch ludzki został dostatecznie przygotowany lub też usposobiony przez tę szlachetną religię, po czym pojawiło się chrześcijaństwo”.
Wolter uważał Żydów za lud „najbardziej nietolerancyjny i najbardziej okrutny całej starożytności”. Na zdjęciu: modlitwa w krakowskiej synagodze Izaaka. Fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images
Myśliciel polemizuje z „jedną z najulubieńszych tez wieku XVIII” – tą o „barbarzyństwie narodu hebrajskiego”. To przytyk do tego, jak na Żydów patrzył choćby Wolter, który z kolei nie szczędził pogardliwych czy wręcz nienawistnych uwag pod ich adresem.

Ot weźmy jego „Słownik filozoficzny”. Są w tej książce sformułowania, których nie powstydziliby się publicyści niemieckiego narodowo-socjalistycznego tygodnika „Der Stürmer”. Żydzi zostali w niej sportretowani jako lud „najbardziej nietolerancyjny i najbardziej okrutny całej starożytności” – zbiorowość prymitywnych pasterzy, oddających cześć przesądom i praktykujących w czasach biblijnych ludożerstwo.

Według filozofa, „uczynili [oni] ze swej historii i dawnej mitologii to samo, co ich tandeciarze robią ze starymi łachami: wywracają je spodem do wierzchu i sprzedają jako nowe, możliwie jak najdrożej”.

Rzecz jasna ani Wolter, ani de Maistre nie byli antysemitami. A to z bardzo prostej przyczyny: antysemityzmu jeszcze za ich życia nie było. Natomiast występował wtedy antyjudaizm. I to z owym zjawiskiem należy łączyć postawę Woltera, który w swojej wrogości wobec Żydów kierował się uprzedzeniami antyreligijnymi.

Jestem Żydem. Nie wypiję waszej krwi i nie zjem waszych dzieci

Brytyjski pisarz, który nazywa siebie żydowską Jane Austen: Jeżeli chcecie usłyszeć krytykę Izraela, przyjdźcie do żydowskiego domu lub pojedźcie do Izraela. Tam jest jej pełno.

zobacz więcej
W XVIII stuleciu Żydzi nie byli jeszcze narodem w nowoczesnym znaczeniu tego słowa. Stanowili wspólnotę, której spoiwem była religia. To ona definiowała ich tożsamość. Wolter zaś wojując z judaizmem, postulował chcąc nie chcąc duchowe unicestwienie Żydów.

Z laickiej, liberalnej perspektywy antyjudaizm może być oceniany nawet pozytywnie. Jeśli bowiem religia mojżeszowa jest źródłem fanatyzmu i przesądów, to w imię czego zasługuje na to, żeby trwać? Trzeba z Żydów zdjąć jej jarzmo. Taki tok myślenia wyłania się z twórczości Woltera.

Człowiek zredukowany

Ale jak pokazały kolejne stulecia po rewolucji francuskiej sekularyzacja ludu Bożego wybrania miała bardzo różne aspekty. Odejście od religii i tradycji oznaczało dla wielu Żydów zaangażowanie w komunizm i inne lewicowe projekty, które zamiast świat naprawić, popsuły go. A byli oni jako grupa narodowościowa w rozmaitych wywrotowych ruchach nadreprezentowani. To z kolei wywoływało antysemickie resentymenty. Bądź co bądź w nazistowskiej narracji szwarccharakterem była „żydokomuna”.

Co na to ideowi spadkobiercy Woltera i Berlina? Ich uwiera antysemityzm, ale już nie antyjudaizm. Redukują oni bowiem człowieka do istoty rozumnej, która może się obyć bez wiary w Boga. Żydów zaś zabijają duchowo, traktując ich jak jeszcze jedną represjonowaną mniejszość – odmieńców do wykorzystania w walce z chrześcijańskim, „antysemickim”, „homofobicznym” społeczeństwem.

Tyle że racjonaliści drwiący z uczuć religijnych, torują ścieżkę ludziom, biorącym za przesąd na początku wiarę w Boga, a na końcu normy moralne i społeczne. A to, do czego zdolny jest człowiek, który nic sobie z tych norm nie robi, pokazały dzieje nowoczesności. Kołyma, Auschwitz, kliniki aborcyjne – w tych miejscach odsłoniło się demoniczne oblicze kultu rozumu.

Historia przyznała więc w brutalny sposób rację de Maistre’owi, który nie miał złudzeń co do słabości cechujących ludzką kondycję.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Cytaty zamieszczone w tekście zostały zaczerpnięte z następujących wydań:
Joseph de Maistre „Wieczory petersburskie. O doczesnym panowaniu Opatrzności”, przekład – Marta Bucholc, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011;
Voltaire „Słownik filozoficzny”, przekład – Marian Skrzypek, Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2015
Zobacz inne odcinki programu „Powidoki filozoficzne”:
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?
Kultura Poprzednie wydanie
Nie walczyli o Polskę tęczową
Zmarłemu przed 75 laty Tadeuszowi Gajcemu i jego towarzyszom marzyło się wielkie chrześcijańskie imperium.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini
Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Przez dziurkę od klucza. Metafizyka samurajów
Polski twórca zdawał sobie sprawę z nieprzezwyciężalnej różnicy, która mentalnie dzieli go z Azjatami.
Kultura wydanie 26.07.2019 – 2.08.2019
Krzykliwa „Mowa ptaków”. Ten film mógł wywrócić festiwal w Gdyni
Krzysztof Kłopotowski: Próbę usunięcia go z konkursu przez urzędników uważam za małostkową i niemądrą.