Felietony

Dlaczego wizytówką Peru nie jest wino, lecz pisco – narodowy winiak?

Rok 1641 zaważył na peruwiańskim winiarstwie na wieki, a z jego skutkami kraj walczy do dziś. Wtedy to metropolia, czyli Hiszpania, ostatecznie zakazała importu wina z kolonii. Jedynym krajem, wtedy peruwiańską prowincją, otwarcie kontestującą te zarządzenia było Chile.

Duma fermentuje w kwewri

Klasyczne, wspaniałe gruzińskie wina rzadko trafiają na europejskie stoły. Aż 98 procent jest bowiem robiona „pod klienta z sowieckiego imperium”: są cienkie, podłe i często – słodkie.

zobacz więcej
W roku 1970 duet Simon & Garfunkel wydał wiekopomny album „Bridge Over Troubled Water”, na którym znalazł się skomponowany, jak wielu sadziło, przez Paula Simona utwór „El Condor Pasa (If I Could)”, który nucili chyba wszyscy na świecie. Ale utwór był typowym coverem – Paul Simon dopisał tylko angielskie słowa do słynnej peruwiańskiej ballady „El Cóndor Pasa” („Leci kondor”), którą w roku 1913 skomponował Daniel Alomía Robles, a osiemdziesiąt lat później została ona oficjalnie uznana za część dziedzictwa kulturowego Peru.

Tytułowy bohater, czyli kondor wielki, żyjący na co dzień w m.in. w peruwiańskim Kanionie Colca, jest od dawna na liście gatunków zagrożonych. A przy okazji jest to największe ptaszysko na ziemi – zasięg jego skrzydeł jest tak wielki (często powyżej trzech metrów), iż potrafi on szybować nawet przez cztery godziny bez poruszania nimi! Indianie uważali go za symbol wolności, a samo słowo „kondor” wywodzi się z języka keczua. D.A. Robles stworzył go pisząc muzykę do zarzueli – rodzaju musicalu, który opowiadał o ucisku Indian przez konkwistadorów, zaś oryginalne słowa napisano właśnie w języku keczua. Bazując na sukcesie Simona & Garfunkela, polską wersję tego utworu (jednak z oryginalną muzyką i słowami) stworzył niezapomniany Jan Kaczmarek (Kabaret Elita), gdzie śpiewał o Andach, kondorze oraz o tym: „Jak nudno peruwiańskiej lamie w ugłaskanej panoramie…”

Ale wróćmy do wina. Wicekrólestwo Peru, największa hiszpańska potęga w Ameryce Południowej, nigdy nie miała szczęścia do tego napoju. I to mimo faktu, iż sztuka winiarska właśnie przez ten kraj (a dokładniej – to tam dotarły pierwsze winogrona) objęła wszystkie państwa kontynentu. Ten paradoks trwa do dziś, mimo iż gazety raz po raz donoszą, iż Peru wkrótce będzie kolejnym lwem i potęgą winiarską na światowym rynku, po Chile, Argentynie i Urugwaju. Tym lwem okazuje się być jednak Brazylia, a tuż za nią – Meksyk. Winiarstwo Peru, jak eufemistycznie piszą różne źródła, „jest w fazie rozwoju”.
Jeśli spojrzeć na statystyki to widać, iż słupki produkcji czy krajowej konsumpcji wina rosną tam rok do roku, i to często dwucyfrowo. Jednak tak samo szybko rośnie import win, bo Peru stało się w międzyczasie perłą turystyczną (i kulinarną) Ameryki Południowej. A wiadomo, po zwiedzeniu Limy, Cuzco czy Machu Picchu, oraz – bardziej ekstremalnie – odwiedzeniu dżungli i górskich wspinaczkach, turyści muszą jednak porządnie zjeść i czymś, najlepiej miejscowym, to popić.

Dlaczego zatem lokalne winiarstwo nie jest w stanie wybić się przynajmniej na krajową ilościową potęgę? To zagadnienie złożone, bo dotyczy zarówno historii, jak i warunków klimatycznych oraz problemów społecznych.

Selfie z krokodylem, kąpiel w gejzerze. Nie uwierzysz, do czego zdolny jest turysta

Przypominamy najbardziej szokujące wypadki z ostatnich lat.

zobacz więcej
Kilka dobrych peruwiańskich wytwórni nie jest w stanie zagwarantować sobie właściwych (wyższych) cen na wewnętrznym rynku i co za tym idzie – lepszej sprzedaży. Siła nabywcza miejscowych nie jest ciągle zbyt wielka. I nie jest to tylko problem Peru – podobnie jest w Urugwaju, gdzie najlepsze wyroby trafiają wyłącznie na eksport lub są konsumowane lokalnie przez wyższą klasę średnią czy turystów. Chile i Argentyna są tak wielkimi rynkowymi potworami na globalnym rynku, iż ten problem ich nie dotyczy – są w stanie zrobić wino na każdą kieszeń i to w dowolnych niemal ilościach. Jednak ich gospodarki również zależą od eksportu – nawet małe wahnięcia na giełdach powodują gigantyczne perturbacje u producentów. Zresztą tak jest na całym świecie, żaden region winiarski na Ziemi nie bazuje na lokalnej konsumpcji, za wyjątkiem winiarskich obrzeży, jak choćby Czech czy Słowacji.

Z powyższego wynika fakt, iż trudno jest do Peru ściągnąć wykształconych specjalistów, którzy kiedyś pociągnęli lokalne winiarstwo w krajach sąsiednich. Inwestowanie w sektor winiarski w Chile i Argentynie jest łatwiejsze, bo sprawdzone i przewidywalne.

Jest też Peru w wielu miejscach krajem ciągle niedostępnym, co tak bardzo cenią sobie podróżnicy i zwolennicy wojaży ekstremalnych. W winiarstwie liczą się jednak dobre drogi i cała pozostała infrastruktura. Tymczasem całkiem spora część kraju jest tu nieskomunikowana, bazująca na transporcie rzecznym lub na okresowych trasach przez dżunglę, nieprzejezdnych np. w porze deszczowej. Są też obszary całkowicie niedostępne, gdzie tylko drogą powietrzną dociera armia, a i to z rzadka.

Rok 1641 zaważył na peruwiańskim winiarstwie na wieki, a z jego skutkami kraj walczy do dziś. Wtedy to metropolia, czyli Hiszpania, ostatecznie zakazała importu wina z kolonii. Wolała złoto i inne dobra oraz surowce. Ta decyzja zabiła miejscowy rynek na wieki.

Oprócz wielu innych skutków był i taki, być może najważniejszy: wino przestało być zwykłym, codziennym napojem nawet wśród konkwistadorów, choć przecież to wychowani na winie Hiszpanie zaczęli go tu wyrabiać! Choćby po to, by poczuć się jak w domu. Przecież to oni starali się budować nowo podbijane kraje, wzorując się na rodzimych obyczajach. Ta sytuacja przypomina nieco polską: po tym, jak z powodów klimatycznych winiarstwo w Polszcze zaczęło zanikać na przełomie XV i XVI wieku, dziś musimy tworzyć je od podstaw, od początku uczyć się winnej kultury.

Słońce Peru świeci w Polsce, pożar gasi Matka Boska, a mężczyzna ma trzy twarze

Staliśmy się pośmiewiskiem Europy mniej więcej w tym samym czasie. Hiszpański hidalgo i polski szlachcic dogadaliby się nawet na trzeźwo. A Polak i mieszkaniec zamorskich kolonii Hiszpanii?

zobacz więcej
Jedynym krajem, wtedy peruwiańską prowincją, otwarcie kontestującą zarządzenia metropolii było Chile. Robiono tam porządne jak na owe czasy wina, blokując dostęp do swych portów tym przywożonym z Hiszpanii. Żadnej reakcji ze strony Madrytu być nie mogło, bo prowincja była zbyt trudno dostępna, a ekspedycja wojskowa, choćby z Limy, bezsensowna z powodu takiej błahostki. Nawet kiedy zawodowy bandzior i korsarz na żołdzie londyńskiej królowej Elżbiety I Francis Drake porwał statki z chilijskim winem, co stanowiło oczywisty casus belli między Anglią i Hiszpanią, Madryt zareagował powściągliwie, a prywatnie przyjął to z radością. Kiedy Drake zrobił to samo w Kadyksie, „prywatnie” zaopatrując angielską flotę w złupione Hiszpanom wino, doszło do kilkunastoletniej wojny między oboma potęgami.

Nareszcie – a może jeszcze raz – kwestia geografii. Peru w ogóle nie ma typowych, ciągnących się po horyzont regionów winiarskich. W kraju jest wiele świetnych enklaw, jednak w zasadzie cała winiarska produkcja towarowa jest skupiona na obszarze leżącym na południe od Limy, w Dolinie Ica, graniczącym z Chile. Nie jest to typowy rejon winorodny, miejscami jest dość suchy i piaszczysty, za to dobrze skomunikowany ze stolicą przez słynną Drogę Panamerykańską. Ale obszar ten musi dzielić się ziemią z przemysłem włókienniczym i cukrowniczym. Mimo tego w mieście Ica obchodzone jest szumnie i z wielkim przepychem doroczne święto wina.

I jeszcze kilka faktów, które mieszają w winiarskich statystykach peruwiańskich. Przede wszystkim pisco – narodowy winiak peruwiański, o którym usłyszymy znacznie częściej niż o winie samym. To wizytówka kraju, którą w ostatnich dwóch dekadach i w obliczu ostrej konkurencji z Chile o nazwę, wyprowadzono na światowe wyżyny prosto z przydomowych zagród. Trzeba jeszcze wspomnieć o rodzynkach i winogronach stołowych – w Peru stanowią one spory odłam produkcji towarowej i to o tendencji wzrostowej, w dodatku aż 60 procent tej produkcji trafia na eksport.

Trzeba mieć nadzieję, że wino podąży szlakiem pisco i winogron stołowych. Oby szybko!

– Wojciech Gogoliński,
redaktor magazynu „Czas Wina” i współautor książki „Wiedza o winie”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Pierwsze winogrona z Europy trafiły do Peru. Dlaczego więc jego wizytówką nie jest wino, lecz pisco – narodowy winiak? Sklep z peruwiańskim winem i pisco w Limie. Fot. Sergi Reboredo/VW PICS/Universal Images Group via Getty Images
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Narciarz, taternik, przeciwnik ustroju. Okrutnie zamordowany
Był gotów rozmawiać ze wszystkimi – z lewa, z prawa, używać argumentów. Jako łagodny polemista łatwo uzyskiwał przewagę.
Felietony Najnowsze wydanie
Diabeł
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Mecenas do spraw politycznych
Aresztowany w roku 1984 pod fałszywym zarzutem, był przetrzymywany z więźniami kryminalnymi w ciężkim więzieniu.
Felietony Najnowsze wydanie
Okupanci
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
„To ja decyduję, kto jest faszystą”
Hasło „faszyzm nie przejdzie” to okrutna drwina z pamięci ofiar formacji tak odrażającej, jak prawdziwy faszyzm. W ten sposób eliminowała przedwojenne elity, nauczycieli i urzędników, a włączała do definicji bohatera członków UB.