Cywilizacja

Co Japończycy wiedzą o Polsce? Ranking Tygodnika TVP

Powiedzieć, że w Japonii kocha się Chopina to truizm równy niemal stwierdzeniu, że stamtąd wywodzi się sushi. Niejedna Japonka wie, że za wyjazdem Marii Skłodowskiej na studia do Paryża stała nieszczęśliwa miłość do Kazimierza Żorawskiego. Z filmów najważniejszy pozostaje „Popiół i diament”. W 2014 roku do japońskich kin trafił „Wałęsa. Człowiek z nadziei” i zebrał dobre recenzje. Profesor Masayuki Iwata zalecał jednak przed projekcją lekturę „Anny Solidarność” Sławomira Cenckiewicza, przetłumaczonej dwa lata wcześniej na japoński.

Od Japonki, która wiele lat mieszka w Polsce, usłyszałem kiedyś pół żartem, że 95 procent Japończyków nie ma pojęcia o naszym kraju, a reszta wie o nim wszystko. Coś w tym jest. Spotykałem w Japonii istnych maniaków polskości, jednak przeciętny mieszkaniec Tokio zapytany o Polskę, podrapie się po głowie zanim przypomni sobie Marię Curie-Skłodowską czy Solidarność i Lecha Wałęsę.

Nie znaczy to, że elementy polskości, również w nieuświadomiony dla większości sposób, nie znalazły trwałego miejsca w Japonii. Intuicja podpowiada mi wręcz, że to, co oryginalne w polskiej kulturze, umiejętnie wprowadzone do Japonii, miałoby szansę zaistnieć tam dużo mocniej niż dotąd. Refleks tego widać w naturalnym wchłonięciu przez Japończyków muzyki Chopina, niektórych filmów Andrzeja Wajdy czy nawet w popularności tam porcelany z Bolesławca. Skoro zaś Japończykom smakuje nasze jedzenie w Polsce, to fakt, że w Tokio nie potrafiła utrzymać się ani jedna polska restauracja, wynikać musi przede wszystkim z braku odpowiedniej promocji.

Poniższy ranking ma subiektywny charakter. Dla niektórych w Japonii Krzysztof Kieślowski jest ważniejszy od Wajdy i przy całej popularności Chopina, są tam melomani, którzy na pierwszym miejscu wymienią Krzysztofa Pendereckiego i jego utwór poświęcony ofiarom Hiroszimy. Trudno jednak, świętując stulecie oficjalnych stosunków między Polską a Japonią, które uświetnia przyjazd następcy japońskiego tronu księcia Akishino z żoną księżną Kiko (podróżują po Polsce i Finlandii od 27 czerwca do 6 lipca), któryś z wymienionych tu punktów pominąć.

1. Fryderyk Chopin

Powiedzieć, że w Japonii kocha się Chopina to truizm równy niemal stwierdzeniu, że stamtąd wywodzi się sushi. Oprócz rozlicznych koncertów w całym kraju, muzykę polskiego kompozytora usłyszeć można w poczekalni u dentysty, w windzie czy jako podkład muzyczny reklamy najnowszego modelu samochodu. Prestiżowe czasopismo muzyczne nazywa się „Szopan”, a „Eternal sonata” to popularna gra komputerowa, w której występuje młody Fryderyk.
Pomimo licznego uczestnictwa, żaden Japończyk nie wygrał jeszcze konkursu chopinowskiego. W 2015 roku japońska pianistka Aimi Kobayashi na XVII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina zdobyła wyróżnienie. Fot. PAP/Paweł Supernak
Gorzej z wyjaśnieniem przyczyn tej popularności. Zagadnięci zwykli Japończycy powiedzą, że trafia do nich delikatna, nostalgiczna barwa muzyki Chopina albo że po prostu dobrze się czują, słuchając jej. Są też jednak ambitniejsze próby wyjaśnienia tego fenomenu. Na przykład, że struktura muzyki Chopina i jej frazowanie przypomina japońską formę wysławiania, a nawet myślenia. Albo że jej wykonywanie pozwala Japończykom odblokować tłumione na co dzień emocje. Jadwiga Rodowicz, była ambasador RP w Tokio, zwraca uwagę na specyficzny rodzaj przyswajania tej muzyki w Japonii: intuicyjny, czysty, jak u dziecka.


Być może tak jest, wielu Japończyków studiuje jednak partytury Chopina bardzo metodycznie. Janusz Olejniczak, który często koncertuje z Chopinem w Japonii i ma tam wielu fanów, mówi jak z początku irytowała go japońska widownia – z głowami zanurzonymi w nutach utworu. Jego zdaniem pianiści tego kraju są świetni technicznie, gorzej przychodzi im oddanie treści muzyki Chopina i umiejętne powiązanie jednej części utworu z drugą. Być może właśnie dlatego, pomimo licznego uczestnictwa, żaden Japończyk nie wygrał jeszcze Konkursu Chopinowskiego.

Tak czy inaczej, muzyka Chopina pozostaje dla wielu Japończyków głównym, a czasem jedynym powodem odwiedzenia Polski. Dla niektórych stanowi też furtkę do głębszego zainteresowania się naszym krajem. Zwłaszcza po zapoznaniu się z biografią Chopina Jerzego Broszkiewicza, której tłumaczenie stało się lekturą szkolną. Losy życiowe Fryderyka, opuszczenie ojczyzny i tęsknota za nią ułatwiają zwerbalizowanie odczuwanej nostalgii w jego muzyce.

2. Maria Skłodowska-Curie

Biografia Marii Skłodowskiej-Curie, pióra jej córki Ewy, również trafiła w Japonii do zbioru lektur szkolnych. Znana w tym kraju jako „Curie fujin” (franc. Madame Curie), pełni jednak inną rolę od, kochanego głównie za muzykę, Chopina. Podziwiana jest nie tyle za odkrycia naukowe i nagrody Nobla, ile za cechy charakteru, dzięki którym te sukcesy stały się możliwe: pasja, pracowitość, upór, chęć wniesienia czegoś pozytywnego do społeczeństwa.
W japońskich podręcznikach szkolnych Maria Skłodowska-Curie występuje jako tzw. ikona moralności. Na zdjęciu stoją od lewej: siostra noblistki dr Bronisława Dłuska, ambasador Francji w Polsce Jules Laroche, Maria Skłodowska-Curie, dr Franciszek Łukaszczyk, prof. Claude Regaud, dyrektor Instytutu Radowego w Paryżu. Rok 1932, Warszawa. Fot. NAC
W latach 50. wymieniana była przez japońskich uczniów jako postać najbardziej godna naśladowania. Dziś w podręcznikach szkolnych występuje jako tzw. ikona moralności, obok takich postaci jak Matka Teresa czy Ichiro Suzuki, najsłynniejszy japoński bejsbolista. O sile tego wizerunku świadczy fakt, że postać jej została zaanektowana jako świecki wzorzec osobowy również przez Sokka Gakkai, jedną z najważniejszych organizacji buddyjskich w Japonii.

Starsza siostra noblistki. W Paryżu biegała między muzeami a prosektorium

Z rąk Marii przyjęła ołowianą szkatułkę wartą, według dzisiejszych cen, ponad 15 mln dolarów

zobacz więcej
Ale „Curie fujin” odegrała po wojnie w Japonii również inną ważną rolę. „Jej osiągnięcia miały trudny do przecenienia wpływ na wyostrzenie kwestii równouprawnienia płci” –pisze wybitny znawca tego kraju John Dower. Jej życie znalazło akceptację konserwatywnego establishmentu Japonii także dlatego, że potrafiła pogodzić wielką karierę naukową ze szczęśliwym życiem rodzinnym.

Nawet jeśli dziś postać jej funkcjonuje w Japonii tylko pod nazwiskiem męża i nie budzi odruchowych skojarzeń z polskością, to wielu Japończyków pamięta z dzieciństwa losy Marii opierającej się jako uczennica rusyfikacji w Warszawie czy o jej pomocy dla wolnej Polski po 1918 roku. Niejedna Japonka wie też na pewno, że za jej wyjazdem na studia do Paryża stała nieszczęśliwa miłość do Kazimierza Żorawskiego.

3. „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy

Znajomy Japończyk, rocznik 1948, po obejrzeniu w młodości „Popiołu i diamentu” stał się innym człowiekiem. Nie tylko zafascynował się Polską, ale zaczął do niej regularnie jeździć i sprowadzać na własny koszt polskie filmy dokumentalne, których pokazy organizował w całym kraju. Im więcej czasu i pieniędzy poświęcał swojemu hobby, tym bardziej napięte stawały się jego relacje z rodziną. Kaneoka-san od dwudziestu lat jest po rozwodzie, ale, jak sam potwierdza, symptomy jego „polskiej choroby” nie ustępują.
Maciek Chełmicki (w tej roli Zbigniew Cybulski) stał się dla Japończyków uosobieniem młodzieńczej szlachetności i nonszalancji, która gnie się pod naporem fali dziejów. Na zdjęciu: w scenie nieudanego zamachu na Szczukę z Adamem Pawlikowskim (Andrzejem). Fot. Reprodukcja fotosu autorstwa Wiesława Zdorta/ PAP
To wyjątkowy przypadek, ale prawdą jest, że „Popiół i diament” wywarł w Japonii duże poruszenie, zwłaszcza wśród młodej inteligencji lat 60., z Wajdy uczynił zaś tam jednego z najważniejszych zagranicznych reżyserów.

Fenomen „Popiołu i diamentu” zatoczył wtedy oczywiście dużo szersze kręgi. Słynni reżyserzy, jak Francis Ford Coppola czy Martin Scorsese też wymieniają go wśród swoich ulubionych filmów. Zapewne dla zagranicznego odbiorcy, który nie zna zapętleń polskiej historii oraz przekłamań prozy Andrzejewskiego, wagę zyskał przede wszystkim artystyczny i uniwersalny wymiar dzieła.

Mało kto pamięta dziś, że w latach 60. Japonia targana była niepokojami społecznymi, demonstracje, nierzadko krwawe, były na porządku dziennym. Młodzi ludzie buntowali się przeciw podporządkowaniu kraju Ameryce i technokratycznym konserwatywnym elitom. Większość z nich szybko odnajdzie się w mainstreamie społecznym i zacznie czerpać korzyści z japońskiego cudu gospodarczego. Jednak Maciek Chełmicki grany przez Zbigniewa Cybulskiego stał się jednym z bohaterów tej generacji, uosobieniem młodzieńczej szlachetności i nonszalancji, która gnie się pod naporem fali dziejów. W przypadku Japonii oznaczało to po prostu konformizm, wejście w rygory dorosłego, korporacyjnego i dostatniego życia.

Polska ginie, my żyjemy. Nadwiślańskie egzorcyzmy

Dwaj pisarze, którzy wsiedli do czerwonego tramwaju, zostawiając za sobą przystanek Niepodległość. 60 lat temu miały premierę ważne dla Polaków filmy, zrealizowane na podstawie ich książek.

zobacz więcej
Twórczość Wajdy musiała jednak dotknąć też głębszych pokładów japońskiej kultury. Znam Japończyków poruszonych słynną sceną z „Lotnej”, tak krytykowaną w Polsce: ułanów szarżujących z szablami na niemieckie czołgi. Sam Wajda, po spotkaniach z japońską publicznością, mówił o łączącym obie kultury specyficznym kulcie bohaterstwa, o czystości motywu, wierności honorowi, o „geście wyniesienia tych, którzy przegrywają”. „To jest piękne w Japonii, że nie musisz wygrać, żeby zwyciężyć” – dodawał.

„Kyosho Wajda” (jap. mistrz) przyjeżdżał do Japonii wielokrotnie. Wystawiał tam Dostojewskiego, odbierał prestiżowe nagrody, także z rąk cesarza; w Krakowie wybudował japońskie muzeum. Większość jego filmów szybko trafiała na japoński rynek, aż do ostatnich „Powidoków”. Najważniejszy pozostaje jednak „Popiół i diament”.

Kiedy na początku lat 80. państwowa telewizja NHK zrobiła ankietę wśród telewidzów, jaki film zagraniczny chcieliby obejrzeć, wygrało właśnie to dzieło Wajdy. Zapewne także pod wpływem świeżych informacji z Polski o zdławieniu Solidarności i wprowadzeniu stanu wojennego.

4. Lech Wałęsa i Solidarność

„W swoim życiu spotkałem różnych światowych przywódców i tak zwanych wielkich ludzi, ale Wałęsa ma tu miejsce osobne. Można powiedzieć: bohater ludowy. W świecie uporządkowanym przez ideologie, organizacje i systemy, ten człowiek wyłamuje się konwencjom. Chce żyć wolny, po swojemu, i znalazł siłę by przekonać do tego wielu ludzi” – pisał we wspomnieniach Tetsuya Chikushi, jeden z bardziej poważanych japońskich dziennikarzy.
Odkąd w 2016 roku żona Czesława Kiszczaka ujawniła teczkę agenta „Bolka”, informacje o Lechu Wałęsie pojawiają się już dużo rzadziej. Na zdjęciu Lech Wałęsa jeszcze jako bohater, w czasie swej wizyty w Japonii w 1981 roku, odbiera bukiet od japońskiej aktorki Yoko Asaji. Fot. Getty Images
Wałęsa przyleciał do Japonii w maju 1981 roku zaproszony przez lokalne związki zawodowe i zrobił tam furorę. Także dlatego, że każdy mógł wybrać dla siebie inny element utożsamiany Solidarnością. Dla konserwatywnego elektoratu i establishmentu Wałęsa uosabiał sprzeciw wobec komunistycznej władzy, a pośrednio i Związku Radzieckiego. Dla lewicy i japońskich komunistów Solidarność była przede wszystkim ruchem walczącym o godność ludzi pracy.

Zwykli Japończycy pokochali też jednak Wałęsę za styl: za wąsy, dżinsy, spontaniczność, dowcipy. Wszystko to było dokładnym przeciwieństwem sztywnego wizerunku przypisanego do osób sprawujących funkcje publiczne w ich kraju.

Apogeum popularności Wałęsy i Solidarności w Japonii przypadło na lata 1980-81. Symbolem przemian demokratycznych 1989 roku stał się już dla Japończyków upadek Muru Berlińskiego. Wałęsa wciąż jednak był obecny w Japonii: przyjeżdżał z odczytami, promował polskie wędliny, stary sentyment do niego wciąż pozostał.

W 2014 roku trafił do japońskich kin „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Wajdy i zebrał raczej pozytywne recenzje. Dla wielu młodych Japończyków było to pierwsze zetknięcie z najnowszą historią Polski. Jednak echa dyskusji, jaką dzieło to wzbudziło w naszym kraju, dotarły też tam.
Tuż przed wejściem filmu na ekrany ukazał się tekst profesora Masayuki Iwaty z Chiba University. Rzetelnie opisał on istotę polskiego sporu, poczynając od obrad Okrągłego Stołu oraz niejasności w życiorysie Wałęsy. Przed projekcją, dla pełniejszego obrazu, zalecał Japończykom lekturę „Anny Solidarność” Sławomira Cenckiewicza, przetłumaczonej dwa lata wcześniej na japoński. Swój tekst kończył tak: „Anna Walentynowicz jest zatem matką Solidarności. Czy Lech Wałęsa to ojciec tego ruchu? Tutaj przebiega linia polskiego podziału.”

Nadszedł wreszcie luty 2016 roku, gdy żona Czesława Kiszczaka ujawniła teczkę agenta „Bolka”. Wszystkie ważne media w Japonii opisały to wydarzenie. Odtąd informacje o Lechu Wałęsie pojawiają się tam dużo rzadziej.

5. Brat Zeno i św. Maksymilian Kolbe

Kiedy w 1979 roku, w stulecie swojego powstania, wielki dziennik „Asahi” wydał książkę o ważnych dla Japonii cudzoziemcach, znalazł się w niej tylko jeden Polak: brat Zeno, czyli franciszkanin Zenon Żebrowski, który przybył do Japonii wraz ze św. Maksymilianem Kolbe w 1930 roku.
Brat Zeno został w Japonii do śmierci w 1982 roku. Na zdjęciu w 1935 roku wśród dzieci japońskich. Fot. NAC
Ich współpracownik ojciec Roman Kwiecień mówił, że Japończycy określali obydwu jako „wariatów”, którzy dokonują rzeczy niemożliwych. Kolbe spędził w Nagasaki 5 lat. Zdążył w tym czasie zbudować japoński Niepokalanów: klasztor i szkołę; dziś kompleks obejmuje także hospicjum i muzeum. Ledwie kilka tygodni po przyjeździe, zaczął po japońsku wydawać „Rycerza Niepokalanej”, którego nakład rozrósł się stopniowo do 200 tysięcy egzemplarzy. Wszystko to działo się w okresie rosnącego militaryzmu Japonii, kiedy oficjalną religią było Państwowe Shinto, a na chrześcijan patrzono tam co najmniej z podejrzliwością.

Brat Zeno został w Japonii do śmierci w 1982 roku. Sławę zyskał pomagając ofiarom eksplozji atomowej w Nagasaki, zwłaszcza osieroconym dzieciom. Działalność rozszerzył potem na cały kraj, zakładając przytułki, wspierając bezdomnych i ofiary klęsk żywiołowych. Zwrócił na siebie uwagę mediów, z czasem zaczęto pisać o nim książki, jeszcze za życia doczekał się pomnika u stóp góry Fuji z napisem „Wszyscy ludzie są tacy sami”.

W powszechnej świadomości utrwalił się obraz brodatego mnicha z torbą wypełnioną datkami dla potrzebujących, wędrującego po Japonii w przetartym habicie i znoszonych butach, które dziś są na wystawie muzeum w Nagasaki.

Katolickie kina, katolickie radio, a na niebie samoloty Milicji Niepokalanej. Marzenia ojca Kolbego

Jak polski święty stworzył medialne imperium. Alleluja i do przodu?

zobacz więcej
Zeno nie był człowiekiem wykształconym, nigdy nie opanował też dobrze japońskiego. Swoje słabości potrafił jednak przekuć w atuty – odnalazł się w niszy zarezerwowanej w Japonii dla (białych) obcokrajowców. Takim ludziom wolno tam więcej, bo traktowani są trochę jak dzieci. Brak rozeznania kulturowych subtelności, nieporadność językowa, otwierają drzwi zamknięte dla zwykłych Japończyków. W Japonii nie ma zwyczaju, by mnich buddyjski zapukał do domu bogatego człowieka albo do korporacji i poprosił o wspomożenie biednych. A Zeno i Kolbe to robili i mieli w tym duże sukcesy.

Japończycy potrafią być bardzo skuteczni w działaniu, zwłaszcza w grupie, ale gdy jest ono szczegółowo zaplanowane. Gubią się w sytuacjach niespodziewanych. I tutaj wyniesiona zapewne z Polski fantazja oraz nieszablonowe podejście, pomagały w działalności obu zakonników. W słynnej skórzanej torbie brat Zeno miał też zawsze album z wycinkami prasowymi o sobie i swoimi zdjęciami w towarzystwie znanych osób. Intuicyjnie rozumiał znaczenie PR: Japończycy dużo chętniej wspierali dobroczynne pomysły mnicha, o którym piszą gazety i który osobiście zna cesarza.

Brat Zenon Żebrowski leży na cmentarzu w zachodniej części Tokio. Krótko przed śmiercią zdążył jeszcze spotkać się z polskim papieżem w Nagasaki.

„Ni mniej, ni więcej chciałbym zdobyć dla Niepokalanej całą Japonię, wszystkie dusze, każdą z osobna, które są i będą” – pisał ojciec Kolbe z Nagasaki. W tym sensie trudno uznać działalność polskich misjonarzy w Japonii za sukces. Chrześcijanie stanowią tam około jednego procenta w społeczeństwie, z tego katolików jest mniej niż połowa. Nawet pamięć o bracie Zeno mocno osłabła w ostatnich latach. Jednak w wymiarze humanitarnym jego japońska działalność zostawiła trwały ślad. Przyczynił się do zmiany postrzegania ludzi z marginesu: z lekceważącego czy wręcz pogardliwego, na bardziej współczujący. Pisze o tym ciekawie Iwona Merklajn, autorka książki o bracie Zeno, która prześledziła percepcję jego działalności w japońskich mediach.

Gdy Japonia popadła ostatnio w gospodarcze tarapaty i liczba biednych zaczęła tam rosnąć, to rozkwit wolontariatu i pomocna polityka państwa, stanowią również pokłosie działalności prostego franciszkanina z mazowieckiej wsi.

6. Bronisław Piłsudski

Pomnika w Japonii doczekał się również inny Polak: Bronisław Piłsudski, starszy o rok brat Naczelnika polskiego państwa. Trudno przykładać jedną miarę do osiągnięć politycznych i naukowych, nie ma jednak wątpliwości, że etnograficzny dorobek Bronisława jest na najwyższym światowym poziomie.
Zdjęcie Bronisława (drugi z lewej) i Józefa (trzeci z lewej) Piłsudskich zostało zrobione w Wilnie w 1885 roku. Za dwa lata obaj bracia zostaną zesłani na Syberię. Bronisław na zsyłce spędzi 18 lat. Fot. NAC
Zasłynął jako badacz kultury Ajnu, ludu zamieszkującego pierwotnie archipelag wysp japońskich i Sachalin, stopniowo wypieranego stamtąd przez Japończyków i Rosjan. Dziś Ajnusi zostali niemal całkowicie wchłonięci przez kulturę japońską, co nadaje tylko wyjątkowości badaniom Polaka.

Bronisław Piłsudski został zesłany na Daleki Wschód po nieudanej próbie zamachu na cara Aleksandra III w 1887 roku. Spędził tam 18 lat. Badania prowadził na Sachalinie i na japońskiej wyspie Hokkaido. Stworzył słownik języka Ajnu, opisał zwyczaje i wierzenia tego ludu. Najbardziej niezwykłym elementem jego dorobku jest fonetyczny zapis głosu tubylców na wałkach woskowych.

„Nazywano go królem Ajnów”. Tragiczne losy brata marszałka Piłsudskiego

Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.

zobacz więcej
Ożenił się z autochtonką, miał z nią syna i córkę, porzucił jednak rodzinę, wracając do Polski. W dalszym życiu nie potrafił się już odnaleźć: nie miał pieniędzy, borykał się z brakiem uznania dla swojego dorobku wśród polskiej akademii, niechętnie spoglądano też na jego związek z zamężną kobietą. Zmarł, najpewniej samobójczą śmiercią, w Paryżu w 1918 roku.

W Japonii żyje wnuk Bronisława, biznesmen Kazuyasu Kimura. O tym, że wywodzi się ze słynnej polskiej rodziny, dowiedział się od japońskich badaczy. Jego ojciec, bojąc się dyskryminacji ze strony Japończyków, nigdy nie wspomniał rodzinie, że jest dzieckiem Ajnuski i białego człowieka. Na zdjęciach widać jednak, że posturą i rysami twarzy wyraźnie różni się od Japończyków.

Od kilkudziesięciu lat Japończycy na nowo odkrywają kulturę Ajnu. Zapewne też i z poczucia winy, że doprowadzili wcześniej do jej zaniku, tworzą poświęcone Ajnusom ośrodki badawcze, skanseny i upamiętniają Bronisława Piłsudskiego. Jego dzieła wydają najbardziej prestiżowe wydawnictwa naukowe na świecie, jest znany i ceniony w Rosji, a relatywnie mniej we własnym kraju. Zaległości te Polska powinna nadrobić jak najszybciej. Sam fascynujący los tego człowieka, pełen zakrętów i tajemnic, wciąż czeka na swoją wielką opowieść.

– Piotr Bernardyn

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Orzeł i chryzantema
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.