Felietony

Terlikowski: Uporczywa terapia jest niemoralna

11- miesięczny Szymon, który umarł w warszawskim szpitalu, nie został – wbrew histerycznym wypowiedziom części komentatorów – przez nikogo zabity, a jego śmierć nie jest dowodem na to, że do Polski wdziera się „cywilizacja śmierci”. Jeśli wrzawa wokół tej smutnej historii czegoś dowodzi to raczej tego, jak sprawnie udaje się manipulować częścią katolików i konserwatystów.

Zacznijmy od ustalenia faktów, a nie jest wcale to takie proste, jeśli weźmie się pod uwagę zalew newsów, dezinformacji, emocjonalnych wpisów w mediach społecznościowych.

Niespełna roczny Szymon został odłączony od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe organizmu 12 czerwca w warszawskim szpitalu przy ulicy Niekłańskiej. Chłopiec od wielu dni miał głęboko uszkodzony mózg, a od kilku – choć był podłączony do respiratora, który wykonywał za niego działania organizmu – znajdował się w stanie śmierci pnia mózgu.

Diagnozę tę potwierdziło kilka niezależnych konsyliów lekarskich, a to oznacza – także z perspektywy polskiego prawa – że chłopiec był martwy. Odłączenie go od aparatury oznaczało więc zgodę na to, by jego organy przestały pracować. To nie była zgoda na jego śmierć. Ta bowiem nastąpiła wcześniej.

Dziecko nie było też – co ustalili lekarze, a potwierdzili w kilku wpisach w mediach społecznościowych także rodzice – ofiarą szczepionki na pneumokoki. Wiązanie go z tym jest zwyczajną próbą wykorzystania straszliwej tragedii do promowania ideologicznej wrogości wobec szczepień.
Gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem zrezygnować z zabiegów, które spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia – wskazywał św. Jan Paweł II w „Evangelium vitae”. Fot. Franco Origlia/Getty Images
Moralna histeria, jaka wybuchła w sprawie chłopca, nie ma wiele wspólnego z obroną życia. Dowodzi za to głównie nieznajomości zagadnień bioetycznych, a nawet katolickiego podejścia do tej sprawy.

Prawdziwy moment śmierci

To prawda, że sama definicja śmierci mózgowej budzi kontrowersje etyczne i filozoficzne – sam pisałem o tym wielokrotnie. Jej źródeł trzeba bowiem szukać w etyce utylitarystycznej, w pragnieniu wykorzystania narządów do transplantacji, a także w tym, że utożsamia ona człowieczeństwo z mózgiem i próbuje umiejscowić (z przyczyn utylitarnych) pewien proces (umieranie jest procesem) w jednym punkcie. Wybranym tak, dodajmy, by umożliwić pewne procedury medyczne.

Wszystkie te zastrzeżenia nie zmieniają faktu, że kryterium „śmierci mózgowej” nie tylko zostało zaakceptowane przez ogromną większość systemów prawnych, lecz też – ostrożnie, ale jednak – przyjęte przez Kościół katolicki.

Już Pius XII podkreślił, że Kościół nie ma żadnej szczególnej kompetencji w ustaleniu momentu śmierci oraz że jest to zadanie biologii i medycyny.

Opinię tę podtrzymał św. Jan Paweł II, jednocześnie akceptując „definicję śmierci mózgowej”.

Życie drugiej jakości. Alfiemu Evansowi nie dano szansy

Dominik Zdort: Historia małego chłopca ze szpitala w Liverpoolu to symboliczna zapowiedź nadchodzącej nowej epoki.

zobacz więcej
W odniesieniu do stosowanych dzisiaj wskaźników, które pozwalają stwierdzić, że nastąpiła śmierć – czy to związanych ze zjawiskami mózgowymi, czy też bardziej tradycyjnie – z czynnikami krążeniowo-oddechowymi – Kościół nie formułuje opinii technicznych. Ogranicza się do ewangelicznej powinności zestawienia informacji z chrześcijańską wizją jedności osoby, wskazując na zbieżności oraz na ewentualne sprzeczności, mogące zagrażać szacunkowi należnemu ludzkiej godności. W tym miejscu można orzec, że przyjęte w ostatnim okresie kryterium, na podstawie którego stwierdza się śmierć, a mianowicie całkowite i nieodwracalne ustanie wszelkiej aktywności mózgowej, jeśli jest rygorystycznie stosowane, nie wydaje się pozostawać w sprzeczności z istotowymi założeniami rzetelnej antropologii – mówił św. Jan Paweł II do uczestników Kongresu Światowego Towarzystwa Transplantologów w 2000 roku.
Identyczne stanowisko przyjęła Papieska Akademia Nauk w „Deklaracji o sztucznym przedłużaniu życia i dokładnym ustaleniu momentu śmierci”. „… śmierć mózgu jest prawdziwym momentem śmierci” – oznajmili eksperci, zastrzegając, że konieczne są restrykcyjne badania tego stanu.

I takie badania są prowadzone. Nie ma wątpliwości, że poprawnie zdiagnozowana śmierć pnia mózgu jest kryterium ostatecznym.


W Japonii na przykład diagnozowane są oba rodzaje śmierci (sercowo-krążeniowa lub mózgowa) – człowiek samodzielnie może wybrać, który z nich ma być orzeczony w jego przypadku. I jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś u kogo zdiagnozowano śmierć mózgu, „cudownie” ożył. Owszem jego ciało mogło funkcjonować, ale nie zdarzyło się, by powrócił do żywych. Śmierć mózgowa jest nieodwracalna.

Prawo do umierania w spokoju

Czy oznacza to koniec dyskusji na temat śmierci mózgowej? Niewątpliwie nie. Można i trzeba zadawać pytania o fenomen śmierci, ale trudno dyskutować z faktem, że obecnie panuje pewien konsensus w kwestii śmierci mózgowej, i że lekarze posługujący się tą definicją mają do tego pełne prawo moralne, a nawet – jeśli pozostać na płaszczyźnie prawnej – mają taki obowiązek.

Przyjęcie tej definicji oznacza także (o czym nie wolno w tej dyskusji zapominać), że… odłączenie od aparatury medycznej osoby w stanie śmierci mózgowej nie jest jej uśmierceniem, a jedynie pozwoleniem na jej odejście, zaprzestaniem uporczywej terapii, która jest w swojej istocie niemoralna.

Amerykański prawnik: Czy śmierć przez zagłodzenie jest łagodna?

Ktoś uznał życie Vincenta Lamberta za mniej wartościowe od życia innych ludzi.

zobacz więcej
Od eutanazji należy odróżnić decyzję o rezygnacji z tak zwanej uporczywej terapii, to znaczy z pewnych zabiegów medycznych, które przestały być adekwatne do realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już współmierne do rezultatów, jakich można by oczekiwać lub też są zbyt uciążliwe dla samego chorego i dla jego rodziny. W takich sytuacjach, gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem zrezygnować z zabiegów, które spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia, nie należy jednak przerywać normalnych terapii, jakich wymaga chory w takich przypadkach. Istnieje oczywiście powinność moralna leczenia się i poddania się leczeniu, ale taką powinność trzeba określać w konkretnych sytuacjach: należy mianowicie ocenić, czy stosowane środki lecznicze są obiektywnie proporcjonalne do przewidywanej poprawy zdrowia. Rezygnacja ze środków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna z samobójstwem lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji w obliczu śmierci – wskazywał św. Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”.

A w watykańskiej Karcie Pracowników Służby Zdrowia możemy także przeczytać: Prawo do życia ukonkretnia się u śmiertelnie chorego jako prawo do umierania w spokoju, z zachowaniem godności ludzkiej i chrześcijańskiej. Nie może ono oznaczać prawa do zadania sobie śmierci, ale do przeżywania śmierci po ludzku i po chrześcijańsku oraz nieuciekania przed nią za wszelką cenę .

Prowadzenie zabiegów medycznych, sztuczne podtrzymywanie funkcji życiowych, gdy człowiek już umarł jest taką właśnie uporczywą terapią. Jej zaprzestanie jest obowiązkiem moralnym.

Przesadne odwlekanie zaprzestania uporczywej terapii, nawet jeśli dzieje się to na wniosek rodziny, jest działaniem nieetycznym. Z dwóch zasadniczych powodów.

Po pierwsze dlatego, że odbiera się człowiekowi możliwość śmierci z godnością.
Szpital Dziecięcy przy ulicy Niekłańskiej w Warszawie. Fot. PAP/Marcin Obara
Po drugie – to argument mniej istotny filozoficznie, ale nie mniej ważny w praktyce – dlatego, że odbiera się środki i moce techniczne niezbędne do ratowania kolejnych istot ludzkich. Na każdy dzień uporczywej terapii przeznaczane są ogromne środki, które można wykorzystać do ratowania żywych, a nie do podtrzymywanie funkcji życiowych osób, które już umarły.

Szymon nie został „zabity przez lekarzy”

Nie, nie twierdzę, że w sprawie małego Szymona nie popełniono błędów – szczególnie komunikacyjnych – w kontakcie z rodzicami. Być może pewne kwestie można było rozwiązać inaczej. Będzie to pewnie oceniać sąd, jeśli rodzice rzeczywiście zgłoszą sprawę.

Ale w niczym nie zmienia to faktu, że mówienie, iż Szymon został „zabity przez lekarzy” jest zwyczajnym kłamstwem, nie ma nic wspólnego z katolicką postawą obrony życia i kompromituje osoby, które się w taki sposób wypowiadają.

Szkoda, że tak wiele konserwatywnych mediów dało się na to złapać.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Ziemianka z miasta, która miała wiedzę przepastną
Wiedziała wszystko, dzień po dniu: gdzie poeta był, co jadł, co pił, co czytał, co napisał, kogo spotkał, co o nim mówiono, od kogo dostał listy…
Felietony Najnowsze wydanie
Debata
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zakupy
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Fotografował wschodnią Europę, dając świadectwo ruin imperium
Był człowiekiem wielkich kontrastów. Wesołym, żartobliwym, trudno było przypuścić, że jest autorem własnych zdjęć.
Felietony Poprzednie wydanie
KINKEA™ przeciw uzurpacjom kleropatriarchatu
Nowy katalog znanej firmy meblarskiej: Szafa z podwójnymi przesuwanymi drzwiami z hartowanego szkła została wyposażona w urządzenie, które tnie na strzępy wszelkie powieszone w niej nieopatrznie spodnie, czytelny symbol męskiej dominacji….