Rozmowy

Niebawem Płock będzie leżał nad morzem. Zmiany klimatyczne przyspieszyły

Paradoksalnie mamy szczęście, że byliśmy na innym etapie rozwoju ekonomicznego niż Europa Zachodnia i dziś jeszcze sporo odcinków polskich rzek nie jest wybetonowana. Także naturalne tereny zalewowe lepiej zabezpieczają przeciw skutkom powodzi. Ale gdy mówimy o zagrożeniu powodziowym, to pamiętajmy, że najczęściej domy i osiedla w miejscach późniejszych kataklizmów w ogóle nie powinny być wybudowane – mówi Paweł Rowiński, profesor nauk o Ziemi.

TYGODNIK.TVP.PL: Naukowcy straszą nas ostatnio wizjami podnoszącego się poziomu oceanów i zalewania lądów. Ma to być skutek zmian klimatu. To realna groźba?

PROF. PAWEŁ ROWIŃSKI: Całkiem możliwe, że za życia naszych wnuków linia brzegowa Morza Bałtyckiego będzie przebiegała w okolicach Płocka. Tempo zmian klimatycznych, jakich jesteśmy świadkami w ostatnich latach, nie ma precedensu w dziejach ludzkości.

Rozumiem, że chce pan przemówić do naszej wyobraźni, gdyż wciąż za mało poważnie podchodzimy do informacji o globalnym ociepleniu i jego skutkach?

Linia brzegowa Bałtyku na wysokości północnego Mazowsza to oczywiście przykład dość ekstremalny i wykraczający poza horyzont naszego życia, ale już z pewnością nie życia naszych wnuków, w ciągu najbliższych 100 lat. Powtórzę, procesy klimatyczne w ostatnich dekadach znacznie przyspieszyły.

Czy przypadkiem te procesy nie są naturalne? Jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu zatoka morska znajdowała się w dolinie Dolnej Wisły.

Ma pan rację, zlodowacenie północnopolskie miało miejsce raptem kilkanaście tysięcy lat temu i towarzyszyły mu zmiany klimatu. Nigdy jednak nie zachodziły one z taką prędkością. Podobnie nigdy w historii życia człowieka na Ziemi do atmosfery nie dostawała się tak duża ilość dwutlenku węgla, która nieodwracalnie zmienia klimat. Wystarczy spojrzeć na liczby dotyczące Polski. Mamy pewną prawidłowość: w naszym kraju jest coraz cieplej, a każde lato przynosi nowe rekordy dni z temperaturą ponad 30 stopni. Ich liczba w ciągu roku jest znacznie wyższa od liczby takich dni w latach 80. czy 90.
Za największe niepokoje społeczne i falę migracji odpowiada susza – przekonuje prof. Rowiński. Na zdjęciu: Lubelski Zalew Zemborzycki, gdzie z powodu tegorocznej suszy oraz prac remontowych przepompowni i zapory znacznie opadł poziom wody. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Ale przecież Jan Długosz pod koniec XIV wieku też pisał o klęsce żywiołowej wywołanej upałami. „Od Krakowa do Torunia płonęły lasy, Wisła miała wyjątkowo niski stan, a susza przepalała zasiewy”. Zatem nic nowego pod słońcem...

Oczywiście ekstremalne zjawiska pogodowe występowały w historii. Nigdy jednak nie było tak gwałtownego wzrostu średniej temperatury i korelacji tego wzrostu ze wzrostem objętości gazów cieplarnianych w atmosferze. Jeszcze niedawno toczył się na ten temat spór między naukowcami. Niektórzy uznawali te procesy za naturalne, inni sygnalizowali wpływ człowieka i spalania paliw kopalnych. Dziś, pierwsza grupa utraciła jakiekolwiek argumenty naukowe i może być traktowana jak płaskoziemcy czy antyszczepionkowcy. Polska Akademia Nauk opublikowała opracowanie z okazji katowickiego szczytu klimatycznego COP24. Można tam znaleźć wywiad z laureatem Nagrody Nobla, prof. Mario Moliną, który odkrył, jak freony zniszczyły warstwę ozonową, ale także artykuły elity świata naukowego. Refleksja jest następująca – żyjemy w antropocenie, czyli epoce, w której działalność człowieka znacząco wpływa na klimat planety.

Tylko czy człowiek zawsze w jakiś sposób nie wpływał? Może po prostu, cytując klasyka: „Sorry, taki mamy klimat”?

Wracając do przykładów z polskich kronik, zgadzam się – w poprzednich wiekach były ekstremalne zjawiska. Nazywaliśmy je suszami czy też powodziami „stulecia”. W ostatnim czasie straciły one jednak swój wyjątkowy status, gdyż obecnie praktycznie co dekadę mamy anomalie, przekraczające wcześniej obserwowane poziomy. Dodatkowo w Polsce zaczynamy mieć dwie pory roku. Pierwszą – suchą i ciepłą oraz drugą – zimniejszą, deszczową, niekoniecznie z opadami śniegu i ujemnymi temperaturami. Obydwie będą cieplejsze niż obecnie.

Rok największych od 100 lat huraganów, powodzi, susz...

Ekstremalne zjawiska pogodowe nie rozpieszczały mieszkańców Ziemi w minionym roku. A 2019 nie zapowiada się lepiej.

zobacz więcej
Jak więc możemy określić czas, w którym nastąpią znaczące zmiany klimatu oraz ich realną skalę?

Język równań matematycznych, które dotąd pozwalały określać prawidłowości może być niewystarczający w dokładnym przewidywaniu przyszłych zmian: wzrostu temperatury Ziemi i w efekcie podnoszenia globalnego poziomu wód. Dynamiki zjawisk, które badamy w nauce o Ziemi nie da się ustalić w prosty liniowy sposób i diagnozować: np. jeżeli średnia temperatura zwiększy się o jeden stopień w ciągu kilku dekad, to wystąpią konkretne zmiany lub jeżeli ocean podniesie się o ileś centymetrów, zagrożenie huraganami obejmie nowe obszary świata. Niestety te prawidłowości mogą być zupełnie nieprzewidywalne, a skala zmian bardzo negatywna dla ludzkości.

Dotyka nas susza, wcześniej powodzie i nawałnice… Wody w atmosferze jest więc za mało czy za dużo?

Susza wcale nie oznacza braku ekstremalnych zjawisk pogodowych, wręcz przeciwnie. Wzrost temperatury powoduje zwiększenie ilości pary wodnej w atmosferze. Im więcej pary wodnej cyrkuluje w jej górnych warstwach, tym gwałtowniejsze są późniejsze klęski żywiołowe. Na naszą wyobraźnię najbardziej działają sceny trzęsień ziemi, to jednak powodzie w skali globalnej wywołują największe straty ekonomiczne. Za największe niepokoje społeczne i falę migracji odpowiada z kolei głównie susza w krajach Trzeciego Świata.

Mówił pan o złagodzeniu zimnej pory roku. Czy znaczy to, że susza w naszej szerokości geograficznej bierze swój początek w… zimie?

Zasadniczo tak. Zimy mamy także coraz cieplejsze, zatem zbiera się mniej pokrywy śnieżnej – to także dość widoczny trend zmian naszego klimatu. Średni wzrost temperatury w Polsce naturalnie musi wpływać na ilość wody zmagazynowanej jako śnieg do okresu wiosennego, a także odparowywanie wody, gdy jest ciepło. Przykład powiązania opadów śniegu zimą z tym, co dotyka nas latem to tylko jeden z wielu ciągów przyczynowo-skutkowych, które skomplikowanymi równaniami matematycznymi bada nauka o Ziemi. Podobnym ciągiem przyczynowo-skutkowym jest wpływ topniejących lodowców na klimat świata, w tym Polski.
Topniejące lodowce zatrważają mieszkańców Holandii, Singapuru czy Vanuatu. Ale dlaczego miałyby przerazić Kowalskiego?

Powinny! Dobrze, że mamy swoich naukowców na Spitsbergenie. Pokrywa lodowa biegunów dużo nam mówi o prawdziwej kondycji planety, dodatkowo dochodzi zjawisko nazywane „wzmocnieniem arktycznym”. Gdy u nas średnia temperatura w ciągu dekady rośnie o 0,3 stopnia Celsjusza, w kręgach polarnych zmiana może wynosić aż 1 stopień. Gdy rozpada się pokrywa lodowa, generuje to zjawiska wpływające pośrednio na klimat innych kontynentów. Dlatego nie możemy jako społeczeństwo ignorować występowania takich procesów. Jeżeli w wyniku wzrostu temperatury stopnieje lodowiec oddzielający Morze Arktyczne od Morza Barentsa, nie tylko podniesie się poziom oceanu, ale zupełnie zmieni to prądy morskie oblewające Europę. Zmieni się całkowita cyrkulacja wody. Już obserwuje się znaczne nasilenie sztormów, nie trzeba tłumaczyć, iż wywiera to wpływ także na kolejne zmiany klimatu Polski.


Pomijając apokaliptyczne wizje przyszłości, jakie są bardziej namacalne skutki tych zmian obecnie?

Problemy rolnictwa i cen żywności już odczuwamy. Niewykluczone, że przy nowych warunkach klimatycznych zmienić się będzie musiała cała formuła upraw w Polsce. Gwałtownie rośnie liczba zgonów wywołanych przez falę upałów. Coraz groźniejsze w ostatnich latach są pożary. Podnoszenie się poziomu oceanów wcale nie oznacza, że nie będziemy mieli problemu z dostępem do wody słodkiej. To kolejny ważny temat będący dużym ekologicznym problemem naszego kraju: nie tylko ilość wody, ale jej jakość. Mamy znacznie zanieczyszczone rzeki, zbiorniki naturalne, ale i wody gruntowe. Dodatkowo nie dysponujemy potrzebną liczbą zbiorników małej retencji, a jednocześnie betonujemy miasta, powodując krótkotrwałe zjawiska miejskich powodzi.

Wody gruntowe są coraz bardziej zanieczyszczone. Ale to nie efekt zmian klimatu tylko bezmyślności człowieka.

W Polsce jest ogromny problem nieszczelnych szamb, a do rzek i wody gruntowej przedostają się środki ochrony roślin, ale także antybiotyki na coraz większą skalę stosowane w hodowli bydła i trzody chlewnej. Fakt, że w naszych rzekach płynie tablica Mendelejewa staje się problemem i pośrednio wpływa na nasze obecne problemy zdrowotne. Niestety z wielu czynników nie zdajemy sobie sprawy, choćby z soli, która w południowej Polsce z zakładów przemysłowych dostaje się do rzek. Oczyszczanie wody będzie coraz bardziej kosztownym wyzwaniem.

Może zniszczyć naszą cywilizację, jak Majów i Rzym. Nadchodzi poważna zmiana klimatu. Już ją widać i czuć

Zmiana klimatu zwiększy problemy odczuwane już dziś: ubóstwo (mniejsze plony, zniszczenia), choroby i przedwczesne zgony (upały, kataklizmy), napływ uchodźców oraz przemoc (poszukiwanie lepszego życia za wszelką cenę). Tak samo było przed setkami lat.

zobacz więcej
Zwraca pan uwagę na problemy ekologiczne, które powodują sztuczne zbiorniki wodne.

Problem zbiorników wodnych jest bardzo złożony. Znajdujący się nieopodal Puszczy Białowieskiej zbiornik Siemianówka ze względu na to, że jest zbyt płytki, przy wyższej temperaturze kwitnie, powodując katastrofalne przyduszenia ryb w części górnej Narwi. Zbiornik szybko też przestał pełnić funkcje, które były przyczyną jego budowy.

Mówimy o malowniczej Narwi. Czy nieuregulowane rzeki to nasze największe ekologiczne dobro, czy raczej problem w kontekście zagrożenia powodziowego?

Paradoksalnie mamy szczęście, że byliśmy na innym etapie rozwoju ekonomicznego niż Europa Zachodnia i dziś jeszcze sporo odcinków polskich rzek nie jest wybetonowana. Okazuje się, że także w kontekście profilaktyki przeciwpowodziowej naturalne tereny zalewowe działają znacznie lepiej w czasie powodzi. Gdy już jednak mówimy o zagrożeniu powodziowym, to pamiętajmy, że najczęściej domy i osiedla w miejscach późniejszych kataklizmów w ogóle nie powinny być wybudowane. Najbardziej dotkliwa powódź z roku 1997 zalała tereny Wrocławia, na których nikt nie powinien mieszkać.

– rozmawiał Cezary Korycki

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Prof. Paweł Rowiński z wykształcenia jest matematykiem. Specjalizuje się w hydrodynamice i hydrologii, interesuje go w szczególności modelowanie matematyczne oraz badanie eksperymentalne procesów hydrologicznych oraz hydrofizycznych. Stopień doktora nauk o Ziemi uzyskał w zakresie geofizyki w 1995 roku, doktora habilitowanego nauk o Ziemi w zakresie geofizyki – w 2003 roku, a profesora – w 2009 roku. Wiceprezes Polskiej Akademii Nauk.
Raport z zatopionego miejsca
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską
Moja gazeta przyjęła jednoznaczną pozycję krytyczną wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie – mówi redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941
Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Do katastrofy elektrowni atomowej dojść już nie może
Barierą w rozwoju odnawialnych źródeł energii jest brak technologii jej magazynowania – mówi dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Dostałem gryps z więzienia od Moczulskiego, żebym dał się złapać
Prokurator straszył, że to co robię to obalanie ustroju przemocą i grozi mi kara śmierci – Romuald Szeremietiew wspomina powstanie Konfederacji Polski Niepodległej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu
Janosik zbójował jedynie półtora roku, raczej nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na naszym terenie.