Historia

Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje

Dane o skażeniu zaniżono sześciokrotnie. Pacjentów z objawami choroby popromiennej rejestrowano w szpitalach jako cierpiących na inne dolegliwości. Zachodnich dziennikarzy otoczono agentami – jednym z korespondentów „opiekowało się” aż 9 oficerów służb i 19-osobowa drużyna specjalna.

„Czarnobylskie dossier KGB. Nastroje społeczne. Czarnobylska Elektrownia Jądrowa w okresie poawaryjnym” – tak zatytułowano zaprezentowany w Kijowie zbiór dokumentów. Materiały przygotowały wspólnie archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Mowa o przeszło dwustu dokumentach, z których większość pokazano publicznie po raz pierwszy.

Oczywiście chodzi tylko o to, co znaleziono w archiwach ukraińskiego KGB. Wiele ważnych dokumentów dotyczących wydarzeń na północnej Ukrainie wiosną 1986 roku spoczywa wciąż w Moskwie, wciąż z gryfem „ściśle tajne”. Więc choć od katastrofy w Czarnobylu minęły ponad trzy dekady, wciąż nie wiemy wszystkiego, co się wydarzyło w sowieckiej elektrowni.
Elektrownia w Czarnobylu trzy dni po awarii, 29 kwietnia 1986 r. Fot. SHONE/GAMMA/Gamma-Rapho via Getty Images
Pozostaje dużo niejasności odnośnie reakcji władz, prowadzenia akcji ratunkowej, ewakuacji ludności, ograniczania skutków awarii. Sowieckie kierownictwo z pomocą KGB stawało na głowie, aby ukryć co się da. Tym bardziej, że służby były współwinne tego, co zaszło, bowiem KGB długo przed awarią ostrzegało, że w Czarnobylu nie dzieje się dobrze.

Tykająca bomba

Niewłaściwa instalacja niskiej jakości betonu i niewystarczająco trwałe spawanie zbrojenia, świadome naruszenie hydroizolacji i innych norm technicznych – o tym wszystkim KGB nie raz uprzedzało władze.

Budowa Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej ruszyła na początku lat 70. XX w. Projekt o szczególnym znaczeniu strategicznym musiał być od początku pod ścisłą obserwacją sowieckich służb specjalnych. W lipcu 1973 roku naczelnik lokalnej komórki KGB w Czarnobylu pisał w raporcie dla swojego szefa z Kijowa o naruszaniu norm technicznych: „Jest faktem, że poszczególni kierownicy robót budowlanych świadomie idą na poważne naruszenia norm technologicznych podczas budowy, myśląc tylko o tym, jak można by szybciej oddać obiekt, nie martwiąc się jego przyszłością i możliwymi tragicznymi konsekwencjami”. Kolejne bloki elektrowni włączano do sieci w latach 1977, 1978, 1981 i 1983. Już osiem lat przed katastrofą źródła KGB z kręgu budowniczych elektrowni informowały o niedostatecznej jakości prac budowlanych i montażowych, mogącej doprowadzić do „uszkodzenia obiektów budowy i radioaktywnego skażenia środowiska naturalnego”.

Na pierwszą poważną awarię nie trzeba było długo czekać. We wrześniu 1982 roku szef KGB Ukraińskiej SRS gen. Stiepan Mucha napisał notatkę informacyjną dla KC ukraińskiej partii komunistycznej, w której pisał o okolicznościach awarii w reaktorze I bloku energetycznego elektrowni 14 września 1982, w wyniku której doszło do „opadu paliwa radioaktywnego na ścianę grafitową”.

W marcu 1984 roku lokalne KGB alarmowało przełożonych w Kijowie o awaryjnej sytuacji w III i IV blokach energetycznych. W kilku miejscach doszło do naruszenia konstrukcji nośnych i otaczających: pęknięć w płytach podłogowych, poluzowania śrub i płyt podłogowych, osuwania zamontowanych płyt żelbetowych i glinianych.

W tym samym roku kagiebiści z Moskwy informowali kolegów z Ukrainy, że wśród stołecznych specjalistów od energetyki jądrowej powszechna jest opinia o konstrukcyjnych niedostatkach zbudowanych w Czarnobylu reaktorów, które „mogą stać się przyczyną poważnych awarii”. Obawy potwierdziły się już dwa lata później – choć pewnie najwięksi pesymiści nie spodziewali się aż takiej katastrofy.

II wojna skończyłaby się wcześniej, gdyby słuchali swoich szpiegów

Daremne trudy cichych bohaterów. Teorie spiskowe i fakty.

zobacz więcej
Ścisła tajemnica

Po tym, co się wydarzyło w reaktorze nr 4 w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, dla sowieckiej władzy nie mniej ważne niż akcja ratunkowa było ukrycie faktu katastrofy, a gdy to się nie udało, dezinformowanie o jej skali i następstwach. Rzecz jasna, główna rola przypadła KGB. Znany jest dokument 5. Wydziału VI Zarządu KGB ZSRS z 8 lipca 1986 roku, liczący zaledwie trzy strony, a zawierający – w 26 punktach – listę kwestii, które objęto tajemnicą państwową.

Co konkretnie zamierzało ukryć przed opinią publiczną – w kraju i za granicą – KGB? Ciekawy jest już punkt 1:

• „Informacje ujawniające prawdziwe przyczyny awarii w bloku nr 4 Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej (tajne);”.

Uwagę zwraca słowo: prawdziwe… Tajne miały pozostawać też m.in.:

• informacje o skali i składzie mieszanki, która w czasie awarii przedostała się do środowiska;
• dane o skali skażenia radioaktywnego; podsumowania informacji o skali prac dezaktywacyjnych i zakopania niebezpiecznych radiacyjnie elementów;
• dane o faktycznym stanie aktywnej strefy reaktora, ujawniające możliwość przeniknięcia fragmentów paliwa pod płytę fundamentów i skażenia wód gruntowych;
• informacje o skażeniu radioaktywnym środowiska naturalnego, produktów żywnościowych; dane o stopniu napromieniowania ludzi w elektrowni w połączeniu z danymi o charakterze ich działalności i szczegółach awarii;
• wszelkie informacje o chorobie popromiennej i jej objawach u ludzi przebywających w rejonie awarii i uczestniczących w akcji usuwania jej skutków;
• łączne dane o nazwach organizacji, ich resortowej przynależności, liczebnym składzie robotników zaangażowanych w prace likwidacji następstw awarii.

Tajemnicą miały pozostać też

• metody leczenia napromieniowanych ludzi.

Krótko mówiąc: niemal wszystko, co dotyczyło awarii i walki z jej następstwami dostało od KGB klauzulę „tajne”. Dlaczego?

Fałszowane diagnozy

„Awaria i jej następstwa są wykorzystywane przez burżuazyjną propagandę i służby specjalne przeciwnika dla rozniecania antysowieckiej kampanii, dyskredytacji ojczyźnianej energetyki atomowej, poderwania prestiżu socjalistycznej gospodarki i nauki” – pisał w rozkazie z 30 sierpnia 1986 roku przewodniczący Komitetu Państwowego Bezpieczeństwa ZSRS Wiktor Czebrikow.
Maj 1986 r. Zachodniniemieccy celnicy czyszczą samochody przyjeżdżajace z Europy Wschodniej po awarii w Czarnobylu. Fot. Patrick PIEL/Gamma-Rapho via Getty Images
Skoro fakty miały pozostać tajemnicą, należało kłamać. Jak bardzo robiły to władze, nie zważając na zdrowie i życie swych obywateli, pokazują dokumenty KGB mówiące np. o skażeniu radioaktywnym. Chyba nikt w całym państwie nie znał prawdziwego rozmiaru katastrofy tak dobrze, jak bezpieka.

Do siedziby kijowskiego KGB bez przerwy spływały takie meldunki, jak ten z 27 kwietnia 1986 roku, informujący, że poziom skażenia radioaktywnego ciężarówki, która właśnie wjechała do obwodu kijowskiego z miasta Prypeć, przekracza normę aż o 5000 razy.

Raport z 10 maja 1986 roku o sytuacji w Kijowie mówił, że „radioaktywność w powietrzu wynosi w różnych punktach od 500 do 1050 mikrorentgenów na godzinę, w pomieszczeniach do 100 mikrorentgenów na godzinę”. Dzień wcześniej na konferencji w Moskwie ogłoszono co innego. Jeśli porównać choćby tylko te dane, okazuje się, że faktyczne skażenie w Kijowie w dniach 9-10 maja było od trzech do sześciu razy większe niż to podane oficjalnie.

Inna sprawa, że z badaniem poziomu skażenia też nie było różowo. Jak donosił agent KGB o pseudonimie „Moskwiczew”, dzielnicowe sztaby kierujące usuwaniem następstw awarii w Kijowie, dostają niesprawny sprzęt, w tym tak ważny jego element, jak mierniki promieniowania radioaktywnego – często po prostu nieskalibrowane.

Dzięki dokumentom KGB poznajemy też straszliwą prawdę o próbach ukrycia skali napromieniowania ludzi. W raporcie z 11 maja 1986 roku czytamy, że w kijowskich szpitalach zalecono w historii choroby pacjentów z objawami choroby popromiennej wpisywać dystonię naczyniową. Na taki pomysł miał wpaść ktoś w Moskwie, w Ministerstwie Zdrowia.

Ale jak meldowali agenci KGB, wielu lekarzy protestowało przeciwko takiemu oszustwu. Przytoczony jest przykład głównego lekarza w jednym z większych szpitali kijowskich, który ostrzega, że fałszowanie diagnozy może w dłuższej perspektywie zagrażać zdrowiu i życiu pacjentów.

Obywatelu, nic się nie stało

Jednym z zadań KGB była walka z „defetystycznymi nastrojami ludności” i „kłamliwą antysowiecką propagandą”. Spływające meldunki mówiły bowiem, że niektórzy nie wierzą oficjalnym zapewnieniom.

Wynikało to nie tylko z wrodzonej nieufności do władzy sowieckiej, ale też nieskoordynowanej kampanii informacyjnej rządu. Najpierw próbowano przemilczeć katastrofę, a gdy w końcu prawda wypłynęła na wierzch za sprawą Szwedów, kolejne oświadczenia władz były ogólnikowe i często ze sobą sprzeczne. Dla wielu obywateli ZSRS bardziej wiarygodnym źródłem informacji były zachodnie stacje radiowe lub po prostu podawane z ust do ust plotki.

Dlaczego naprawdę zginął Gagarin

Aleksander Bondariew: Przebieg śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy, w której śmierć poniósł pierwszy człowiek w kosmosie, pokazuje, że w ZSRR honor munduru był ważniejszy niż prawda.

zobacz więcej
W raporcie KGB z 3 lipca 1986 roku cytowana jest mieszkanka Kijowa, która sarkastycznie zauważa: „w mieście poziom promieniowania w normie, choć nikt konkretnie jeszcze ani razu nie określił tej normy. Z czasem przywykną i żadne bomby atomowe wtedy nie będą straszne.”

Sowiecka machina państwowa, z walnym udziałem KGB, na każdym kroku podkreślała, że awaria nie jest poważna, że nie ma większego zagrożenia dla ludzi (stąd np. taka zwłoka w ewakuacji), że – po prostu – takie rzeczy w państwie sowieckim nie mogą się zdarzyć. Nawet wtedy, gdy już doskonale znano skalę zagrożenia dla ludności, postępowano tak, jak gdyby nic się nie stało. Wystawiając obywateli na zabójcze promieniowanie.

W raporcie 6. Wydziału Zarządu KGB w Kijowie i obwodzie kijowskim „o sytuacji operacyjnej w stolicy Ukrainy i w miejscach rozmieszczenia ewakuowanych osób” z 8 maja 1986 r. czytamy: „Na okres przygotowań demonstracji 1 Maja uczniom szkół były wydane szkoleniowe kostiumy, w których ćwiczyli program uroczystości w dniach 27, 28, 29 kwietnia. W dniach od 5 do 8 maja kostiumy te zostały zdane do szkół. Odzież ma dość wysoki poziom skażenia. Szkoły mają zdać kostiumy do pałacu pionierów. Konieczna dezaktywacja.”

Dzięki operacyjnej czujności KGB sowiecka prasa jeszcze długo pełna była takich zbrodniczych kłamstw, jak artykuł z 2 czerwca 1986 roku w ukazującym się w Armenii „Komsomolcu”. W tekście zatytułowanym „Zdrowie Czarnobyla poprawia się” autor cytował dyrektora elektrowni w Czarnobylu Michaiła Umanca: „Rzekł cicho, ze spokojnym uśmiechem: Kąpałem się w Prypeci. Basen rzeki dobrze dezaktywowany.”

Oczywiście takie podejście – nic nie mówić, a jeśli już mówić, to robić wrażenie, że wszystko jest normalne, nie wzbudzać paniki – dotyczyło nie tylko sowieckich obywateli. Przypadkowymi ofiarami awarii elektrowni w Czarnobylu stali się nie tylko mieszkańcy Kijowa, ale i turyści z USA. Ich historia pokazuje zresztą, jak czujni i sprawni byli oficerowie i agenci KGB.

Tym razem zajrzyjmy do notatki 2. Wydziału Zarządu KGB w Kijowie i obwodzie kijowskim „o sytuacji wśród cudzoziemców znajdujących się w Kijowie” z 29 kwietnia 1986 r.: „Grupa turystów z USA (31 osób), oznaczona jako I-4812, mieszkająca w hotelu Ruś, rano 29.04.86 r. próbowała pozyskać bilety lotnicze do Leningradu w celu wcześniejszego wyjazdu z Kijowa. Wywierali presję na administrację hotelu. Dzięki podjętym środkom przez ODR (oficera aktywnej rezerwy – red.) i agenturę sytuacja została znormalizowana, grupa pojechała na wycieczkę”.
Wiera Kowaliowa pracująca przy oczyszczaniu strefy skażonej podczas nabożeństwa wielkanocnego w czarnobylskiej cerkwi przed 10. rocznicą awarii w elektrowni. Fot. REUTERS/Stringer
W raportach KGB przytaczane są dziesiątki przypadków, kiedy obcokrajowcy próbowali jak najszybciej wyjechać z Kijowa. Głównie studenci z krajów tzw. Trzeciego Świata oczekiwali pomocy od dyplomatów swych państw, a agentura KGB próbowała przekonać ich do pozostania w mieście.

Dezinformacja

Sowieckie władze zdawały sobie sprawę, że zachodnie rządy i ich służby będą chciały uzyskać jak największą wiedzę i zdobyć nieoficjalne dane o katastrofie. KGB miało więc podsuwać im „prawidłowe” informacje. Jako że dziennikarze zagraniczni z dystansem podchodzili do oficjalnych informacji, postanowiono, że podczas ich wizyt w strefie awarii i jej sąsiedztwie należy stworzyć wrażenie swobody poruszania się i kontaktowania z miejscową ludnością.

Przykład takiej specjalnej operacji pojawia się w dokumencie z lutego 1988 roku: „W mieście Kijowie znajduje się 17 zagranicznych korespondentów. Zapobiegnięto próbom korespondentów z Anglii, Francji i Szwecji zebrania tendencyjnych informacji na dworcu kolejowym miasta Kijowa, uruchamiając członków specjalnej drużyny KGB, którzy z neutralnych pozycji wzięli obcokrajowców na siebie”. Agenci i pracownicy bezpieki odegrali role „prostych kijowian” lub pracowników stacji, z ochotą zgadzając się odpowiedzieć na pytania zagranicznych dziennikarzy.

Znana jest też historia pobytu w Kijowie korespondenta „Newsweeka” Stevena Strassera (2-3 czerwca 1986). Zajmowało się nim aż 9 oficerów KGB w czynnej rezerwie oraz 19-osobowa specjalna drużyna, zaś tłumaczem był agent KGB o pseudonimie „Rota”. Bezpieka skutecznie odizolowała Amerykanina.

Swobodę ruchu i kontaktowania się ograniczono tak, by wyglądało to na problemy naturalne w takiej sytuacji, jak walka z awarią, do której doszło zaledwie kilka tygodni wcześniej. Co jednak najważniejsze, właściwie wszystkie osoby, z którymi rozmawiał dziennikarz, były agentami KGB. Niemal wszystkie pozyskane informacje były produktem dezinformacji.

Inny przykład tego, jak bezpieka „opiekowała się” zagranicznymi korespondentami, poznajemy w dokumencie z 8 lipca 1988 roku. „W październiku 1987 roku korespondent francuskiej gazety L’Humanite Jean-Pierre Vaudon użył podstępu, aby pozyskać próbki gleby i wody w rejonie obiektu Ukrtytje i w mieście Prypeć, a także w drodze do rejonu wsi Priborsk (50 km od elektrowni). W trakcie realizacji środka D (niejawna rewizja – red.) pozyskane przez cudzoziemca próbki wykryto i podmieniono na radioaktywnie czyste”.

Jeden zmarł po wizycie u prezydenta, drugi miał zawał, trzeci utonął. Szychy z wojskowego wywiadu

Ciekawe czy nowy szef służb będzie miał więcej szczęścia i zdrowia niż dwaj poprzednicy i doczeka na stanowisku emerytury.

zobacz więcej
Smaczku całej historii dodaje fakt, że Vaudon był gorliwym komunistą, zaś jego gazeta oficjalnym organem Francuskiej Partii Komunistycznej, która dostawała pomoc finansową z ZSRS.

Z Moskwy przysłano też do kijowskiego KGB szczegółowe instrukcje, jak należy mówić o awarii w „prywatnych rozmowach” z obcokrajowcami i jakich argumentów używać. Na przykład powinno się mówić, że awarie w elektrowniach atomowych w takich krajach jak USA i Wielka Brytania w sumie miały gorsze następstwa niż to, co się wydarzyło w Czarnobylu. Miano przypominać awarie w elektrowni atomowej Three Mile Island (1979) czy w kompleksie atomowym Sellafield (1957).

Ważne było podkreślanie, że do awarii w Czarnobylu doprowadził błąd ludzki, a nie problemy technologiczne. Informowanie na Zachodzie o sytuacji w Czarnobylu miano zaś przedstawiać jako „propagandowy szum”, który ma „jawnie antysowiecki wydźwięk”.

Jedzenie za darmo

Kolejnym ważnym zadaniem KGB w działaniach państwa po katastrofie była inwigilacja i kontrola zarówno ewakuowanej ludności, jak też robotników, urzędników i mundurowych, których ściągano do Czarnobyla i okolic w ramach usuwania skutków awarii. Z dokumentów bezpieki dotyczących tych zagadnień wyłania się obraz typowych sowieckich bolączek – jak widać, obecnych także w tak nadzwyczajnej sytuacji.

KGB alarmował, że „mają miejsce przejawy niezadowolenia w związku z tym, że ewakuowani są zaopatrywani lepiej, niż miejscowi”. Władza postanowiła to niezadowolenie gasić… wódką. Należy pamiętać, że były to czasy „gorbaczowowskiej prohibicji”, kiedy trudno było o alkohol.

W raporcie 6. Wydziału Zarządu KGB w Kijowie i obwodzie kijowskim z maja 1986 roku czytamy: „Pracownicy KGB zapobiegli przesłankom do pojawienia się negatywnych nastrojów, 8 maja o 19.00 na centralny plac miasta przybyła ciężarówka z wódką i zaczęła się jej sprzedaż. Zebrał się tłum około 1000 ludzi, ścisk, awantury. Samochód wyprawiono poza miasto (5 km), co pozwoliło rozrzedzić tłum i znormalizować sytuację. W mieście i rejonie zebrało się wiele niepracujących ludzi, elementy chuligańskie, biorą po 10-15 butelek wódki, konieczne jest wzmożenie pracy milicji”.

Tyle że i z mundurowymi bywały problemy. „9 maja zastępca przewodniczącego obwodowego komitetu wykonawczego towarzysz Fursow zakazał sprzedaży wódki, w związku z czym 10 i 11 maja grupy żołnierzy, pracowników milicji, ewakuowanych (po 2-3 osoby) robili awantury w rejonowej bazie zaopatrzeniowej. W bazie wystawiono posterunek milicji”.
Po awarii w Czarnobylu nawet francuscy rolnicy (na zdjęciu okolice Strasburga) sprawdzali, czy ich produkty nie zostały skażone. Fot. Dominique GUTEKUNST/GAMMA/Gamma-Rapho via Getty Images
Nie brakowało też korupcji. W styczniu 1988 roku KGB dostało informację, że dowódcy jednej z jednostek wojskowych za 40 rubli sprzedają certyfikaty likwidatora (osoby usuwającej skutki awarii) – cenne, bo dające możliwość robienia różnych interesów w Czarnobylu i okolicach. W innym doniesieniu była mowa o tym, że za łapówkę można uniknąć kontroli radiacyjnej przy sprzedaży warzyw.

Gdy minęło najgorsze, mniej więcej po roku, praca w elektrowni w Czarnobylu i strefie skażenia zaczęła przyciągać różnych cwaniaków. Lekka praca, duża płaca. Na obszarze uznanym za bezpośrednio dotknięty skutkami awarii wprowadzono przelicznik płacowy powodujący, że ta sama praca, co w np. w Kijowie, w Czarnobylu była opłacana kilka razy wyżej. Zaopatrzenie w produkty pierwszej potrzeb też było bardzo dobre na tle całego ZSRS. A jedzenie w ogóle było za darmo.

Agent w każdej celi

W lipcu 1987 roku ruszył proces byłych pracowników elektrowni, których śledztwo uznawało za winnych awarii. Zarówno dochodzenie, jak i sam proces, były przez KGB ściśle kontrolowane. Oczywiście nie z powodu samych oskarżonych, bo od początku było wiadomo, że ktoś musi być ukarany za katastrofę. Śledztwo i proces były wrażliwe z racji tego, że mogło podczas nich dojść do ujawnienia faktów na temat przyczyn awarii niezgodnych z oficjalną wersją przyjętą przez sowiecką władzę („błąd ludzki”).

Posiedzenia sądu odbywały się w Domu Kultury w ewakuowanym Czarnobylu. Oskarżonych przetrzymywano w areszcie śledczym Rejonowego Oddziału Spraw Wewnętrznych w pobliskim Iwankowie.

Każdy z głównych oskarżonych (b. dyrektor elektrowni Wiktor Briuchanow, główny inżynier Nikołaj Fomin i jego zastępca Anatolij Diatłow) miał w celi „współwięźnia”, agenta KGB, który przekazywał wszystko, co mówili podsądni i namawiał do zeznań zgodnych z linią władzy.

Kreml gotów uderzyć atomem? Przeciw słabym sąsiadom, zanim zareaguje Ameryka …

Wojna nuklearna to nie apokalipsa, ale „obszar racjonalnego wyboru”, narzędzie uzyskania przewagi politycznej – przekonują rosyjscy eksperci.

zobacz więcej
Z meldunków tych „stukaczy” wynika np., że Briuchanow całą winę zrzucał na Fomina. Fomin był z tym pogodzony, za to nie zgadzał się, że Diatłow jest niewinny. Bo zdaniem Diatłowa zawiódł nie on sam, ale przestarzały sprzęt (z punktu widzenia władzy ta wersja nie była korzystna).

W rozmowach z podstawionymi agentami KGB wszyscy trzej narzekali, że zostali skazani na długo przed wydaniem oficjalnego wyroku. Diatłow mówił o „prowokacyjnych pytaniach” i eliminacji korzystnych dla nich zeznań świadków.

Fomin uważał, że rozgrywa się spektakl z rozpisanymi rolami. Wyraził też opinię, że przyczyną awarii był eksperyment, którego program słabo przygotowano, a Diatłow na dodatek nie stosował się do scenariusza programu.

29 lipca 1987 roku Kolegium Sądu Najwyższego ZSRS ds. karnych uznało za winnych katastrofy Briuchanowa, Fomina i Diatłowa i skazało ich na kary 10 lat pozbawienia wolności.

– Antoni Rybczyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


O tym, jak katastrofa w Czarnobylu odcisnęła się w kulturze i masowej wyobraźni, rozmawiać będą Marek A. Cichocki, Dariusz Gawin i Dariusz Karłowicz w programie „Trzeci punkt widzenia”. Emisja – niedziela 16 czerwca, godz. 11.55, TVP Kultura.
Zdjęcie główne: 10 lat po awarii w Czarnobylu trwaja prace porządkowe w strefie ochronnej wokól eletrowni. Fot. REUTERS/Stringer
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SLD-PSL: koalicja z wrogiem
Postkomuniści i ludowcy po 1989 roku już razem tworzyli wspólne rządy. Ale nie było to współpraca łatwa.
Historia Najnowsze wydanie
Pół wieku na Woronicza. Kultowe miejsca, pamiętne programy
Jedna z pierwszych telewizyjnych emisji zakończyła się podtruciem artystów i ekipy. Dlaczego? Bo studia szykowane w pośpiechu na 25-lecie PRL miały podłogi z klejem nie przystosowanym do wysokiej temperatury lamp.
Historia Najnowsze wydanie
Telewizyjna kronika agonii
Trudno w najnowszej historii znaleźć przykład konfliktu lepiej udokumentowanego audiowizualnie niż rozpad Jugosławii.
Historia Najnowsze wydanie
Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny
W przeciwieństwie do zachodnich rejonów kraju, na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów.
Historia Poprzednie wydanie
Tomasz Kot w roli „Władcy piorunów”. Kim był Nikola Tesla?
Syn popa i popadii, wynalazca prądu zmiennego. Bez niego nie byłoby kart zbliżeniowych, bezprzewodowych ładowarek i dronów.