Kultura

Od psychodelii po patriotycznego rocka. Samotność górala

W latach 70. i 80. był artystą offowym. Jeśli porównywać jego ówczesną sytuację z emigracyjnym okresem w życiorysie Cypriana Kamila Norwida, to oczywiście XX-wieczny muzyk w odróżnieniu od XIX-wiecznego poety, nie wegetował w przytułku. Niemniej – tak jak, toutes proportions gardées, czwarty wieszcz – Andrzej Dziubek robił rzeczy pionierskie.

Zespół De Press jest dziś w głównym nurcie polskiego rocka. Znany jest przede wszystkim z patriotycznych utworów, w których między innymi opiewa bohaterstwo podziemia antykomunistycznego po drugiej wojnie światowej.

Ta tematyka w twórczości grupy zaczęła dominować 10 lat temu. W roku 2009 ukazał się bowiem album „Myśmy rebelianci”, zawierający rockowe wersje piosenek Żołnierzy Wyklętych. Potem w wykonaniu De Press można było usłyszeć „Suplikacje, Święty Boże” oraz „Pieśń Konfederatów” z dramatu „Ksiądz Marek” Juliusza Słowackiego. Koncerty zespołu uświetniały imprezy organizowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego i „Gazetę Polską”.

Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego

Do masowego odbioru w Polsce De Press trafił już jednak w latach 90. Zasłynął wpadającymi w ucho przebojami – takimi, jak „Bo jo cię kocham” (skądinąd utwór ten miał swoją premierę na początku lat 80.) – w których ostre rockowe riffy przeplatały się z folkowymi melodiami. Takie połączenie można poniekąd traktować jako wyraz tożsamości lidera grupy. A jest nim góral z Orawy, wokalista i basista Andrzej Dziubek (obchodzący 14 czerwca swoje 65. urodziny).

Niepowtarzalne zawodzenie

W roku 1970 będąc 16-latkiem, wraz z dwoma kolegami, zdecydował się on na brawurową i dramatyczną eskapadę. Przedostał się nielegalnie przez Czechosłowację do Austrii, gdzie udało mu się uzyskać azyl polityczny.

Co robi Rammstein w pasiakach?

Skandaliści od nekrofilii, makdonaldyzacji i nazizmu. Ich film może oburzać nie tylko środowiska żydowskie, które z Holokaustu uczyniły temat tabu, ale i tytułowe Niemcy.

zobacz więcej
W obozie dla uchodźców, w trakcie wykonywania prac stolarskich, stracił trzy palce lewej ręki (wbrew krążącej niegdyś legendzie o odstrzeleniu ich przez funkcjonariuszy czechosłowackiej straży granicznej). Nie przeszkodziło mu to jednak potem grać na gitarze basowej, przyciskając struny dłonią.

Ostatecznym celem emigracji Dziubka okazała się Norwegia. Tam ukończył szkołę rzemiosła artystycznego. Studiował też na Akademii Sztuk Pięknych w Oslo.

Znamienne, że ten bądź co bądź antykomunista z Polski założył pierwszą norweską kapelę punkową – Pull Out. Później przyszedł czas na De Press, który markę wśród fanów alternatywnego rocka wyrobił sobie płytą „Block to Block” z roku 1981.

W Norwegii Dziubek zajmował się nie tylko działalnością muzyczną, ale i performerską. Jednym z performance'ów był „Fortepian Szopena” – zainspirowany wierszem Cypriana Kamila Norwida o tym samym tytule. Z dźwigu zrzucony został na rozgrzany asfalt fortepian, z czego... miała się wyłonić rzeźba. Tym samym ziściły się słowa czwartego wieszcza: „Ideał sięgnął bruku”.
I właśnie twórczość Norwida okazała się dla Dziubka bardzo istotnym źródłem inspiracji, szczególnie w kontekście jego kolejnego muzycznego projektu, który zrealizował w Norwegii. Chodzi o powstały w latach 80. zespół Holy Toy.


Obok takich niesamowitych utworów jak „Marmur”, „Dwa portrety”, „Plan for the land”, „Telegram I”, „Wojtek”, „Last Dinner” w repertuarze grupy znalazły się wywołujące ciarki po plecach interpretacje poezji Norwida: „Buntowniki, czyli Stronnictwo-wywrotu”, „Siła ich. Fraszka”, „Sariusz”, „Czemu nie w chórze?”. Niszowa, mroczna, psychodeliczna, eksperymentalna muzyka znakomicie oddawała charakter tych tekstów – uważanych przez wielu rodaków poety – zarówno w epoce zaborów, jak i w PRL – za mętne, niezrozumiałe, pretensjonalne.

Do twórczości autora „Promethidiona” Dziubek wrócił w roku 2010. Chodzi o album De Press „Norwid Gromy i pyłki”. Ale na tej płycie nie słychać już wydobywanych z instrumentów klawiszowych ciężkich dysonansów, które są charakterystyczne dla Holy Toy. Natomiast dużo jest zimnofalowej melancholii i innych alternatywnych klimatów. Nie brakuje także brzmień metalowych.
„Naszą tradycją jest tysiąc lat chrześcijaństwa i o tym musimy pamiętać” – twierdzi muzyk. Na zdjęciu: Andrzej Dziubek na koncercie z okazji Dnia Papieskiego w 2011 roku. Fot. TVP/ Jan Bogacz
Pierwszoplanowe jest natomiast niepowtarzalne góralskie zawodzenie Dziubka. W sumie tego rodzaju muzyka znana jest z wcześniejszych płyt De Press i łatwiej przyswajalna dla przeciętnego słuchacza niż twórczość Holy Toy.

Nie podzielił losu Norwida

Warto się więc zastanowić nad ewolucją, którą w swojej twórczości przeszedł Dziubek. W latach 70. i 80. był on artystą offowym. Jeśli porównywać jego ówczesną sytuację z emigracyjnym okresem w życiorysie Norwida, to oczywiście XX-wieczny muzyk w odróżnieniu od XIX-wiecznego poety, nie wegetował w przytułku. Niemniej – tak jak, toutes proportions gardées, czwarty wieszcz – robił rzeczy pionierskie. A to dla każdego artysty oznacza ryzyko, że zostanie przez odbiorców odrzucony i skazany na samotność.

Tymczasem kiedy skończył się PRL, Dziubek ponownie zamieszkał w rodzinnych stronach. Z pewnością nie stał się establishmentowym artystą III RP. W rozmowie z Robertem Mazurkiem, opublikowanej w roku 2009 na łamach „Plusa Minusa” powiedział: „Jestem Polakiem i nie jest mi obojętne, kto rządzi moją ojczyzną. Mam swoje poglądy, nie ukrywałem nigdy poparcia dla prawicy, jestem konserwatystą, ale nie angażuję się w bezpośrednie spory partyjne, nikogo do niczego nie nawołuję, nie gram na partyjnych imprezach”.

Od „Psycho Killera” do stojaków rowerowych

Grzegorz Brzozowicz: Dawny lider zespołu Talking Heads, David Byrne, na swojej nowej płycie solowej diagnozuje stan chaosu i tworzy alternatywną wizję USA.

zobacz więcej
Potem dodał: „Muszę znać swą przeszłość, interesować się tym, co się dzieje. Ja się interesuję i uważam, że z Rosją trzeba twardo, bo to nie ma co. (…) Zresztą na Europę nie można w żadnej sprawie liczyć, ona sama przeżywa kryzys tożsamości, nie wie, czym jest i czym chce być. Wolałbym, byśmy tego od nich nie ściągali. Naszą tradycją jest tysiąc lat chrześcijaństwa i o tym musimy pamiętać”.

Taka deklaracja w ustach muzyka rockowego świadczy w jakimś stopniu o jego odwadze. Nie przysparza ona mu bowiem środowiskowych sympatii. W kręgach rockowych przeważa myślenie o świecie rodem z kontrkultury lat 60., czyli wrogość wobec Kościoła katolickiego i tradycyjnych wartości.

Dziubek nie podzielił jednak losu Norwida. O ile poeta nie dożył niepodległości Polski, o tyle lider De Press i Holy Toy miał znacznie więcej szczęścia. Poza tym o jakości dzieła nie decydują poglądy polityczne (skądinąd jeśli chodzi o Dziubka nabrały one cech mainstreamowych). Znacznie ważniejsza jest artystyczna bezkompromisowość. A ta znamionuje twórczość Norwida.

To również atut płyt Holy Toy z lat 80. Nie można więc pominąć faktu, że grupa ta została reaktywowana – w latach 2013-2014 wyszły jej dwa albumy: „Psychic Overdrive” oraz „Mental Castration”. Tyle że po ponad trzech dekadach od powstania zespołu nie robią one już takiego wrażenia, jakie robiły jego pierwsze płyty.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?