Kultura

Przedślubne popisy bogatych panien i olśniewające sukienki. Historia Rzeczypospolitej zapisana w klejnotach

Trudno uwierzyć, ile kilogramów złota i drogich kamieni potrafili unieść na sobie nasi przodkowie, byle tylko wywrzeć na bliźnich stosowne wrażenie. Zwłaszcza panie wykazywały się wielkim samozaparciem, by bez względu na wagę ozdób trzymać fason i prostą postawę.

Pępek świata epoki pudrowanych peruk: szulernia, rozpusta i wielka sztuka

To Francuzi przyczynili się do powstania czarnej legendy republiki: zmurszałej, egoistycznej i wrogiej postępowym ideom „ladacznicy Adriatyku”.

zobacz więcej
W dwóch warszawskich zamkach, połączonych historią i Osią Stanisławowską – dwie wystawy, które są wobec siebie w całkowitym kontraście. Ta pierwsza, w Zamku Królewskim, prezentuje nasze – i w ogóle europejskie – osiągnięcia kultury materialnej z minionych stuleci; druga, w Zamku Ujazdowskim, czyli Centrum Sztuki Współczesnej, jest futurystyczną wizją tego, czym za jakiś czas może być Ziemia, jeśli nie zostanie powstrzymany proces jej dewastacji.

Korona na miarę

Ta pierwsza ekspozycja nosi tytuł „Rządzić i olśniewać” – i rzeczywiście olśniewa! Jeszcze nigdy w jednym miejscu nie zgromadzono takich skarbów. Co więcej, w zapierające dech w piersiach kosztowności wpisana została historia Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Podtytuł prezentacji brzmi „Klejnoty i jubilerstwo w Polsce w XVI i XVII wieku”. Oglądamy więc ponad 500 arcydzieł złotnictwa z 80 kolekcji na całym świecie. Dopełnieniem są portrety, których bohaterowie prezentują na sobie jubilerskie cuda.

Chodziło nie tylko o potrzebę strojenia się, choć niektórzy portretowani wyraźnie są dumni z posiadanych cacek. Przez wieki biżuteria, jak i cały strój, pełniły funkcje informacyjne. Warte majątek ozdoby nade wszystko świadczyły o zasobności kabzy, o stanowisku i zasługach. Dla panien były to popisy przedmałżeńskie zapowiadające, co dziewczyna może wnieść w posagu. Niektóre ozdoby przeznaczone były tylko dla konkretnych osób ze społecznego świecznika.
Oczywiście, na pierwszym miejscu stał król. Dla niego przeznaczona była korona, „uszyta” na wymiar głowy i zaprojektowana tak, żeby nikt nie podrobił unikatu. Monarcha musiał być kimś wyjątkowym, co potwierdzała jedyna taka na świecie korona.

Przyznajmy: mało który monarcha uchodziłby obecnie za ideał urody. Choćby Władysław IV Waza, którego w talii nie objęłoby i trzech chłopa trzymających się za ręce. Lecz w eleganckiej czerni, na której świetnie prezentowały się złote łańcuchy, wyglądał imponująco.


Mniejsza jednak o wygląd właścicieli wszystkich eksponowanych na zamku obiektów. Najważniejsze są one same. To dowody najwyższego kunsztu jubilerskiego, zarazem świadectwa panującej w owych czasach mody. O ile renesans lubował się w pysznych, wielobarwnych złotogłowiach, aksamitach i adamaszkach, o tyle barok nosił się w czerni, skontrastowanej ze śnieżnobiałymi koronkowymi kołnierzami bądź kryzami. Wzory elegancji płynęły z dworów habsburskich i włoskich, a polscy królowie i patrycjusze szli w ślady arbitrów.

Trudno uwierzyć, ile kilogramów złota i drogich kamieni potrafili unieść na sobie nasi przodkowie, byle tylko wywrzeć na bliźnich stosowne wrażenie. Zwłaszcza panie wykazywały się wielkim samozaparciem, by bez względu na wagę ozdób trzymać fason i prostą postawę.

Proszę sobie wyobrazić (pokazywane na wystawie) tzw. zawieszki ze złota o rozmiarach sporego talerzyka. Owe zawieszki dopinano do łańcuchów, które też nie były lekkie. Podobnie kute z żółtego czy białego kruszcu pasy. Jeśli obwód w talii powiększał się, trzeba było wzywać złotnika i zamawiać kolejne ogniwa…

Sukienki Matki Boskiej

Ciekawe, że Order Złotego Runa, jeden z najstarszych i najbardziej liczących się w Europie, prezentował się przy tym przepychu nader skromnie. Ot, malutki złoty baranek, uchwycony w połowie postaci, zwisający trochę żałośnie jak zdarta skóra. Kto nie wie, może ten detal na zamkowej wystawie przeoczyć.
Nie tylko osoby świeckie świeciły blaskiem klejnotów. Wyjątkowym kunsztem wyróżniają się przedmioty powstałe na potrzeby religijnego kultu. Najbogatszymi zbiorami może poszczycić się klasztor na Jasnej Górze. Stamtąd ojcowie paulini zgodzili się wypożyczyć do Warszawy (tylko na dwa miesiące!) arcydzieła o wielkie historycznej i emocjonalnej wadze.

Do takich należy gigantyczna złota monstrancja ozdobiona kilkoma tysiącami diamentów, ufundowana w 1672 roku dla upamiętnienia ocalenia sanktuarium przed szwedzkim potopem.

Jednak największe wrażenie wywierają dwie sukienki, w które na specjalne okazje ubierany jest cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Obecnie jest ich dziesięć; dwie najstarsze (one właśnie trafiły do Zamku) pochodzą z XVII stulecia. Jedna lśni rubinami, druga jarzy się blaskiem brylantów. Na te wspaniałe płaszcze składają tysiące drobnych przedmiotów wotywnych ofiarowanych Czarnej Madonnie w podzięce za czynione cuda.

Te eksponaty nie tylko zachwycają, także wzruszają. Kiedy oko już zaczyna rozróżniać poszczególne elementy, trudno pozbyć się myśli, że w tych klejnotach zawarte są wyznania wiary. Te sukienki niezwykle rzadko opuszczają jasnogórski klasztor. Jeśli ktoś chce przyjrzeć im się z bliska – jest wyjątkowa okazja. Ale proszę się spieszyć – „Rządzić i olśniewać” można oglądać tylko do 4 sierpnia.

Po nas choćby… grzyby

Z kolei w Zamku Ujazdowskim jest wystawa (czynna przez całe lato, do 22 września) o tytule brzmiącym złowrogo dla gatunku Homo sapiens: „Bezludzka ziemia”. Składa się na nią trzynaście projektów międzynarodowego zespołu artystów, którzy uświadamiają, jak przyroda reaguje na ciosy, które zadaje jej chciwy dwunożny wykorzystywacz.

Obrońcy tradycji przegrali z postępem czy inną cywilizacją

Jeśli świat „staje się” na ulicy – to wśród krzyku, zgiełku, przemocy, protestów. To nie jest świat dla ludzi, których wciąż nie zastąpiły nieczułe humanoidy.

zobacz więcej
I uwaga! Dewastacja i degradacja naturalnego środowiska może odwrócić się przeciwko niszczycielom. Bo natura ma ogromne możliwości adaptacyjne. O wiele większe, my, ludzie.

Niekiedy w porzuconych przez nas śmieciach może zagnieździć się żywa tkanka, może nawet wręcz strawić odpady cywilizacji. Przykładem są prace Diany Lelonek – wielkie szklane gabloty, niejako laboratoria doświadczalne. Artystka prowadzi eksperyment na wycinkach poszycia leśnego. Jej doświadczenie dotyczy terenów obrzydliwie zaśmieconych: tu stary polar, tam zużyty chodnik, ówdzie opona, trochę dalej stara tablica rejestracyjna. Jednak mchy i inne roślinki, choć mikre, dają radę temu po-cywilizacyjnemu paskudztwu. Pracowicie wspinają się, pokrywają, wchłaniają. Powstają plastikowo-roślinne hybrydy.

Także wirusy są silniejsze niż nasz gatunek, o czym przekonują quasi-naukowe tablice wykonane przez Aleksandrę Ska.

Obok tablic – gabloty z wirusami wykonanymi z… plastikowej przezroczystej folii. Rzeczywiście, nadmuchane obłe formy przywołują na myśl laboratoria badawcze i mikroskopowe powiększenia wycinków tkanek. A choć to mistyfikacja, łatwo poddać się sugestii. I przerazić witalnością tych organizmów, na które (jeszcze) nie mamy lekarstwa.

W ogóle, wygląda na to, że nasza planeta już wkrótce przestanie być nasza. Zawładną nią przedstawiciele gatunków, których nie uważamy za przeciwnika godnego człowieka.Tymczasem mamy wrogów potężnych i lepiej od nas przystosowanych do trwania w najróżniejszych warunkach: fungi.

Kobiecy duet (Anne de Boer i Eloise Bonneviot) przedstawiający się jako The Mycological Twist przedstawia kapitalny film zatytułowany „Odrodzenie”. Zapewniam, warto poświęcić nań pół godziny.
To historia świata z punktu widzenia… grzybów. Okazuje się, że to istoty myślące i utalentowane – niektóre osobniki potrafią nawet śpiewać. Czasem fungi toczą bezpardonowe wojny międzygatunkowe, lecz potrafią się zjednoczyć, by wygrać batalię z istotami, które im zagrażają – a na ich czele znajduje się dwunożny potwór. Uprzedzam – finał tej opowieści nie jest dla człowieka optymistyczny. Zostaje pokonany własną pazernością.

Monika Zawadzki najkrócej zdefiniowała wizualnie postępowanie współczesnego człowieka: stworzyła gigantyczną rzeźbę z toksycznych materiałów przedstawiającą bezgłowego człowieka taszczącego plastikową reklamówką z… własną głową w środku. Doskonały symbol: zachłanna konsumpcja zjadła nam rozum.

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy należy mądrzej i ostrożniej postępować z naturalnym środowiskiem, polecam wystawę „Bezludzka ziemia”. Ku przestrodze.

– Monika Małkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Wystawa „Rządzić i olśniewać” na Zamku Królewskim w Warszawie czynna jest do 4 sierpnia 2019 roku.

Ekspozycja „Bezludzka ziemia” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie otwarta do 22 września 2019 roku.
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?
Kultura Poprzednie wydanie
Nie walczyli o Polskę tęczową
Zmarłemu przed 75 laty Tadeuszowi Gajcemu i jego towarzyszom marzyło się wielkie chrześcijańskie imperium.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini
Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Przez dziurkę od klucza. Metafizyka samurajów
Polski twórca zdawał sobie sprawę z nieprzezwyciężalnej różnicy, która mentalnie dzieli go z Azjatami.
Kultura wydanie 26.07.2019 – 2.08.2019
Krzykliwa „Mowa ptaków”. Ten film mógł wywrócić festiwal w Gdyni
Krzysztof Kłopotowski: Próbę usunięcia go z konkursu przez urzędników uważam za małostkową i niemądrą.