Cywilizacja

Elity III RP są w defensywie. Utraciły kontrolę nad rzeczywistością

Dobry specjalista obsługujący skrawarkę może dziś zarobić więcej – w Polsce lub za granicą – niż teoretycznie należący do elit nauczyciel, bibliotekarz czy urzędnik państwowy.

Wojna między ludem i elitami jest jedną z najważniejszych osi podziałów w naszej polityce ostatnich 30 lat. Publicystyka przedstawia ten spór w bardzo jaskrawych barwach.

Porzucony etos inteligencji

Elity należą do tej części społeczeństwa, która najbardziej wygrała na transformacji. Ochoczo poparły przemiany wolnorynkowe, bo ich kapitał kulturowy – lepsze rozumienie zachodniego świat, elastyczność pozwalająca odnaleźć się w zmieniającej się rzeczywistości czy znajomość języków obcych – miał zapewnić im „miękkie lądowanie” w nowej rzeczywistości. To ich łupem miały paść te najlepsze, wysokopłatne miejsca pracy oraz rola liderów politycznych.

W ten sposób elity porzuciły dawny etos inteligencji. Miejsce „niepokornych”, którzy opierali swoją misję dziejową na pomocy słabszym i wykluczonym, zajęły „białe kołnierzyki” skupione na brutalnej walce o własną przyszłość. To na tym najgłębszym poziomie miała dokonać się osławiona „zdrada elit”.
Elity III RP przedstawiały lud jako „człowieka sowieckiego”, który sam jest sobie winien swojej złej sytuacji. Zaś klasa ludowa rysowała obraz „łże elit”, mówiąc, że jeśli ktoś zarobił pierwszy milion, to na pewno musiał go ukraść. Na zdjęciu wicepremier Leszek Balcerowicz z wiceprezesem Polskiej Rady Biznesu Witoldem Zaraską i prezesem Business Centre Club Markiem Goliszewskim w styczniu 1998 roku. Fot. PAP/CAF Piotr Walczak
W PRL-u inteligencja tworzyła Komitet Obrony Robotników. W III RP ochoczo poparła model drapieżnego kapitalizmu, który tych robotników wyrzucił na bruk.

W równie jaskrawym świetle nasza publicystyka rysuje lud czy – jak raczej dziś byśmy powiedzieli – klasę ludową. Tą część społeczeństwa utożsamiono jednoznacznie z „ofiarami transformacji”. Pozbawiona odpowiedniego kapitału kulturowego, mająca wielkie trudności w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, została skazana na wykluczenie. Z zazdrością mogła tylko obserwować, jak beneficjentami nowej Polski zostawali nie tylko inteligenci zasłużeni w walce z komunizmem, co można było z trudem jeszcze zaakceptować.

Gorzej, że w rzeczywistości kapitalistycznej świetnie radziła sobie również dawna nomenklatura komunistyczna. Także ona dysponowała przecież odpowiednim kapitałem wiedzy i kontaktów, które pozwoliły jej tworzyć dobrze prosperujące biznesy. A że często polegały one na przejmowaniu i sprzedawaniu z zyskiem dawnego majątku państwowego, to już zupełnie inna sprawa.

Frustracja klasy ludowej i rewanż

To musiało rodzić ogromną frustrację i poczucie niesprawiedliwości dziejowej. Kiedyś stoczniowców wyrzucano na bruk za rozrzucanie „bibuły”; w III RP te same osoby przebrane już w menadżerskie garnitury wyrzucały ich pod pretekstem „restrukturyzacji”, która często okazywała się po prostu rozkradaniem majątku państwowego.

Przez lata klasa ludowa karmiła się tymi negatywnymi uczuciami, by wreszcie wziąć polityczny rewanż na znienawidzonej elicie. „Jeden tylko, jeden cud: z Szlachtą polską – polski Lud”, mówiono w okresie Solidarności. Cud, jak to cud – nie mógł trwać wiecznie. Po 4 czerwca nikt już w cuda nie wierzył.

W tej walce obydwie strony nie szczędziły sobie fauli i zagrań nie fair. Elity przedstawiały klasę ludową jako „sieroty po transformacji”, „człowieka sowieckiego”, który sam jest sobie winien swojej złej sytuacji. Ich realne trudności z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości uznano wyłącznie za przejaw lenistwa i przyzwyczajenia do PRL-owskiej zasady „czy się stoi, czy się leży, 2000 się należy”.

Wszystkie chwyty dozwolone. Jak się broni elita

Cały establishment zorganizował się przeciwko Marine Le Pen, do czego publicznie wzywali nawet psycholodzy!

zobacz więcej
Do znudzenia powtarzano, że trzeba im dawać wędkę, a nie rybę, bo socjal rozleniwia. Tak jakby miasta uzależnione od jednego dużego zakładu pracy, po jego upadku, mogły nagle stać się Dolinami Krzemowymi kipiącymi oddolną przedsiębiorczością. Elity lansując opowieść o homo sovieticus, wykazywały się wyjątkową społeczną znieczulicą.

W czarnych barwach i białych skarpetkach

I klasa ludowa ma jednak swoje grzechy na sumieniu. Rysowała obraz „łże elit” w wyjątkowo czarnych barwach. W społecznej opowieści patologia uwłaszczenia nomenklatury stawała się normą. Jeśli ktoś zarobił pierwszy milion, to na pewno musiał go ukraść.

Elita pieniądza była również obśmiewana na poziomie estetycznym. W filmach, kabaretowych skeczach czy popularnych karykaturach przedsiębiorca zawsze był pokazywany jako nowobogacki „bysnesmen” w białych skarpetkach, który na każdym kroku musiał epatować swoim sukcesem finansowym oraz angielskimi makaronizmami.

Doradzający Solidarności nobliwi profesorowie w wytartych swetrach zasługiwali na szacunek. Nie mógł już na niego liczyć przedsiębiorca tworzący zręby naszego kapitalizmu.

Ten posttransformacyjny podział dożywa jednak swoich dni. Coraz mniej opisuje realne napięcia społeczne. Jaki jest tego powód?

Dowartościować na poziomie portfela

❶ Po pierwsze, Polska w wymiarze gospodarczym jest krajem półperyferyjnym, co oznacza dla elit realną barierę rozwojową. W naszym modelu rozwoju, bezpośrednio związanym z inwestycjami zagranicznymi oraz powiązaniem lokalnej gospodarki z cyklami gospodarczymi państw Zachodu, polscy menadżerowie natrafiają na naturalny szklany sufit.

Do pewnego stopnia mogli awansować w lokalnych przedstawicielstwach globalnych koncernów, ale po latach odkryli, że pewne stanowiska są zarezerwowane wyłącznie dla menadżerów „z centrali”. W ten sposób dzieci „beneficjentów transformacji” odkrywają ze zdumieniem, że w globalnym porządku współczesnego kapitalizmu sami należą raczej do taniej siły roboczej niż do globalnych elit.
To bohaterowie „dołów” tacy jak rotmistrz Witold Pilecki, są dziś bohaterami wyobraźni społecznej. Na zdjęciu Marsz Pileckiego 25 maja 2019 w Warszawie. Fot. PAP/Radek Pietruszka
❷ Po drugie, otwarcie rynków krajów zachodniej Europy dla bardzo wielu osób z klasy ludowej oznaczało nieprawdopodobny skok finansowy. W łatwy sposób wyprowadzając się do Wielkiej Brytanii czy Niemiec, rodzimi eksperci od budowlanki, hydrauliki czy fryzjerstwa nagle dziesięciokrotnie pomnożyli swoją miesięczną pensję.

Oczywiście, wygenerowało to bardzo wiele innych napięć, choćby związanych z rozpadem więzi społecznych, rozwodami czy wysokimi kosztami życia za granicą. Faktem jest jednak, że dobry specjalista obsługujący skrawarkę może dziś zarobić więcej – w Polsce lub za granicą – niż teoretycznie należący do elit nauczyciel, bibliotekarz czy urzędnik państwowy.

❸ Po trzecie wreszcie, ostatnie cztery lata to okres symbolicznego i realnego wzięcia odwetu przez klasę ludową nad elitami. To estetyka klasy ludowej dominuje dziś w mediach publicznych. To bohaterowie „dołów”, jak choćby Żołnierze Wyklęci czy rotmistrz Witold Pilecki, są dziś bohaterami wyobraźni społecznej. Kolejne transfery socjalne mają dowartościować lud nie tylko na poziomie symboli, ale również portfela. Politycznie i symbolicznie w defensywie

Elity III RP są dziś politycznie oraz symbolicznie w ogromnej defensywie i chyba trwale utraciły kontrolę nad rzeczywistością. Ugryziony w tyłek żubr, jak napisał swego czasu Jarosław Marek Rymkiewicz, przebudził się i pędzi w niewiadomym kierunku.

Co to oznacza dla polskiej polityki? Trudno dziś powiedzieć. Pewnie jeszcze jakiś czas z przyzwyczajenia będziemy posługiwali się dawnymi schematami. Aż któregoś dnia zauważymy, że przed Sejmem nie protestują już rolnicy, górnicy czy hydraulicy, ale nauczyciele oraz sędziowie. Że inteligent czuje się dziś jak przegrany, a budowlaniec jak zwycięzca transformacji. I co wtedy?

– Krzysztof Mazur

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest politologiem i filozofem, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP, prezesem Klubu Jagiellońskiego, członkiem redakcji kwartalnika „Pressje”. W przeszłości był m.in. koordynatorem projektów w Instytucie Tertio Millennio i współpracował z Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.
Zdjęcie główne: W klasie ludowej przez wiele lat narastała ogromna frustracja i poczucie niesprawiedliwości dziejowej. Na zdjęciu robotnicy z zakładów Cegielskiego w Poznaniu pala opony przed wymarszem na manifestację w październiku 2009. Fot. PAP/Adam Ciereszko
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Prowokator w habicie
Terlikowski: Jako duszpasterz jest świetny. Empatyczny, czasem choleryczny i wcale nie tak postępowy, jak może się wydawać. Niestety, gdy staje przed kamerami, wstępuje w niego polityk. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Milcząca większość dostała głos
Fox News czuje presję konkurencji. Nie CNN jednak, lecz MSNBC, która stała się medium tożsamościowym Amerykanów o lewicowych poglądach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rzeczpospolita harcerska
Dzieci często pierwszy raz w życiu dostają tu do ręki kuchenny nóż i kroją pomidora. A dają im też piłę i młotek, by zbudowali obóz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Buty, wojenna flaga, psy i świnie. Co obraża muzułmanów?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć pozornie postępowcy wspierają duchowo wyznawców islamu, jest to tylko pretekst do walki z tradycjami i chrześcijańskim charakterem Europy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta-pająk z Lublina
Sprinterka wspinaczki 17 sierpnia w japońskim mieście Hachioji obroniła tytuł mistrzyni świata.