Cywilizacja

Od lewicy przejęli wiarę w parytety, przywileje dla gejów i cenzurę myśli. Konserwatyzm sparaliżowany

Gdy tylko David Cameron został premierem w czerwcu 2010 roku, wydał na Downing Street 10 pierwsze garden party dla działaczy LGBT. Od tego czasu coroczne „LGBT party” stało się tradycją, z której Theresa May się nie wyłamała. Publicysta Peter Hitchens dziwił się kiedyś, jak może ona podkreślać, że jest córką pastora, a jednocześnie rozmijać się z tradycją i wartościami religijnymi.

Czy brytyjska Partia Konserwatywna, która istnieje od blisko dwustu lat, może po prostu się rozpaść? William Hague, jej eks-lider uważa, że tak. „Istnieje takie niebezpieczeństwo – pisał na łamach dziennika „The Daily Telegraph” w swej stałej rubryce. – Deputowani mają wybór: czy, wbrew sobie, chcą być narzędziem w rękach swych przeciwników, czy też powinni zewrzeć szeregi. (...) Już wkrótce będą musieli zdecydować, czy naprawdę chcą, by ich partia nadal była wielka”.

Hague pisał te słowa pod koniec ubiegłego roku, gdy jeszcze można było ufać, że w sprawie umowy brexitowej i parlament, i sami konserwatyści dojdą do jakiegoś porozumienia. Po pół roku wiadomo, że były to nadzieje płonne.

Anglik, który kochał Polskę i ostrzegał przed fałszywymi kapłanami

Chesterton dostrzegł narzędzie rewolucji, która dziś może unicestwić Europę.

zobacz więcej
W Izbie Gmin rząd ponosił porażkę za porażkę, umowy nie zaakceptowano, za to termin wyjścia z Unii Europejskiej został przesunięty do końca października. Partia jest coraz bardziej podzielona. Na to nałożył się już nie fatalny, a wręcz tragiczny wynik w eurowyborach. Torysi, z niespełna 9 proc. głosów, zajęli dopiero piąte miejsce, za Partią Brexitu, Liberalnymi Demokratami, Zielonymi i Partią Pracy.

Hague nie jest w swej opinii odosobniony. Podobnie jak on sprawy widzi inny polityk konserwatystów Dominic Grieve: – Jest takie ryzyko, że partia nie będzie już w stanie istnieć w formie takiej jak teraz – powiedział w telewizji Sky News. I sprecyzował, że brexit to kwestia tak fundamentalna, iż może zwiastować koniec partii, która jest sparaliżowana we wszystkich innych sprawach.

Ta zgodność poglądów jest tym bardziej znamienna, że w sprawie brexitu dwaj torysi są po przeciwnych stronach: Hague jest za opuszczeniem Unii, natomiast Grieve to tzw. Remainer, czyli zwolennik w niej pozostania.

Niepożądany Roger Scruton

Ale nie tylko spory wewnętrzne i wynik wyborów pokazują, że konserwatyści zmierzają w nienajlepszym czy wręcz niebezpiecznym kierunku.

Na początku kwietnia podziękowano za współpracę Rogerowi Scrutonowi, który doradzał ministrowi ds. społeczności lokalnych w sprawach dotyczących urbanistyki i estetyki budownictwa. Jeżeli najwybitniejszy brytyjski filozof-konserwatysta nie jest mile widziany w partii, która nosi nazwę konserwatywnej, to znaczy, że zeszła ona na złą drogę.
Scrutonowi zarzucono największe możliwe grzechy, zwłaszcza zły stosunek do islamu i krytykowanie George’a Sorosa. 5 czerwca filozof był gościem specjalnym IV szczytu przewodniczących parlamentów państw Europy Środkowej i Wschodniej, jaki odbył się w Warszawie. Fot. PAP/Leszek Szymański
Scrutonowi zarzucono największe możliwe grzechy, zwłaszcza zły stosunek do islamu i krytykowanie George’a Sorosa. Miało to wynikać z wywiadu, jakiego udzielił magazynowi „New Statesman”. Ale nie to jest najistotniejsze, bo zarzuty tego rodzaju niezwykle łatwo jest dziś formułować. Znamienny jest raczej fakt, że pożegnano się z nim pośpiesznie, tak jakby sama obecność kogoś, kto wygłosił poglądy uznane za niepoprawne, mogła narazić na szwank dobre imię partii. Nie słuchano jego wyjaśnień i nie bardzo nawet wiadomo, czy ktokolwiek próbował bronić filozofa.

To zaś uzmysławia, jak bardzo konserwatyści zabrnęli w cenzurowanie poglądów i jak bardzo poprawność zagościła tam, gdzie z założenia nie powinna.

Lewicowi intruzi

Konserwatyści bowiem dostosowali się do nowych czasów. Najbardziej widomym tego przejawem było wprowadzenie w 2013 roku ustawy zezwalającej na małżeństwa osób tej samej płci. Z inicjatywy konserwatystów!

Przepisy ustawy zezwalały nie tylko na zawieranie homomałżeństw, ale dawały też takim związkom prawo adoptowania dzieci. W dodatku wszystkie ośrodki adopcyjne, również kościelne, musiały się temu podporządkować, co sprawiło, że wiele z nich po prostu zakończyło działalność.

Bóg stworzył Francuzów i Anglików, bo bawiło go, jak działają sobie na nerwy

O szacunku do „konsumentki seksu i mężczyzn”, uwielbieniu do jej twórcy – mnicha, tchórzostwie jako formie odwagi oraz Francuzach i samych Anglikach pogardzających intelektem Wyspiarzy opowiada wybitny brytyjski pisarz Julian Barnes.

zobacz więcej
Ustawa została przyjęta dzięki głosom deputowanych Partii Pracy, Liberalnych Demokratów i pomniejszych partii. Torysi byli rozdarci. Większość sprzeciwiała się projektowi, a ostateczne głosowanie poprzedziły burzliwe spory i zażarte dyskusje, i był to pierwszy poważny wypadek, gdy partia konserwatywna tak bardzo się podzieliła. Przeciwko ustawie głosowało 134 deputowanych PK, w tym czterech ministrów; za było 126.

W partii Winstona Churchilla i Margaret Thatcher najwyraźniej zapomniano, że słowo „konserwatywny”nie jest pustym słowem, którym można dowolnie żonglować. Za to przeobrażenia partii uświadamiają, że proces zapożyczania idei nie przebiega tylko w jedną stronę, jak można by sądzić po tym, co w ostatniej dekadzie XX wieku nastąpiło wśród zachodnioeuropejskich socjalistów i socjaldemokratów. Zerwali oni – acz nie bez oporów i konfliktów wewnętrznych – z ideą własności państwowej w gospodarce i przyjęli koncepcje wolnorynkowe. Prawdziwym wzorcem nowego podejścia stała się Partia Pracy pod wodzą Tony’ego Blaira i jej „trzecia droga” między kapitalizmem i socjalizmem.

Inspiracje są jednak wzajemne i kilkanaście lat później nastąpił rewanż. Przepływ w odwrotnym kierunku dotyczył jednak nie gospodarki, lecz spraw obyczajowych i społecznych. Konserwatyści przejęli od lewicy wiarę w parytety dla kobiet, zasadność przywilejów gejowskich, cenzurę myśli i słowa, przyodzianą w strój „mowy nienawiści”. I pozwolili, by intruzi ideowi rozpanoszyli się w ich własnych szeregach.


Przykład? Ostatnio LGBT+Conservatives – afiliowana przy PK grupa, której nazwa mówi sama za siebie – najdosłowniej zaatakowała Davida Daviesa, deputowanego z Walii. Nie wykazał on bowiem należytej wiary w transformację płci. – Kobiety trans – zauważył w jednym z wywiadów – to mężczyźni. Nie uważam, by ktoś, kto ma męskie genitalia, mógł nazywać siebie kobietą. Tu chodzi o fakt biologiczny, a nie przedmiot debaty politycznej.

W LGBT+Conservatives zawrzało, bo, zdaniem jego działaczy, Davies popełnił czyn straszny, dając wyraz swym, jak to określono, „odrażającym poglądom, nie pasującym do polityki partii konserwatywnej”.

Grupa przeprosiła i wycofała swe oświadczenie dopiero wtedy, gdy okazało sie, że Davies nie zamierza puścić tego płazem i skieruje skargę do przewodniczącego partii. Grupa skrytykowała także zawiązanie przez partię koalicji z Demokratyczną Partią Unionistyczną, ponieważ DUP odrzuca homomałżeństwa i utrąciła przyjęcie analogicznej ustawy w Irlandii Północnej.

David Cameron: „To wszystko przeze mnie”

Partia Konserwatywna zatem lata świetności ma raczej za sobą. A przecież całkiem niedawno sprawowała rządy nieprzerwanie przez 18 lat (1979-1997), przez ten czas cztery razy wygrała wybory, a labourzyści nie byli w stanie jej zagrozić..
W 2013 roku z inicjatywy konserwatystów wprowadzono ustawę zezwalającą na małżeństwa osób tej samej płci. Działacze LGBT nie posiadali się z radości. Fot. In Pictures Ltd./Corbis via Getty Images
Tę doskonałą passę partia zawdzięcza przede wszystkim Margaret Thatcher i jej reformom, które gospodarczo postawiły Brytanię na nogi. Tylko w Szkocji pani premier i jej polityki nienawidzono tak bardzo, że jeszcze przez wiele lat konserwatyści nie mieli tu czego szukać.

Już w 2013 roku, po uchwaleniu ustawy o homomałżeństwach, lokalni działacze sygnalizowali władzom partii, że jej członkowie tego nie akceptują. Apelowali, by rząd, zamiast tracić czas na sprawy nieistotne, takie jak związki gejowskie czy reforma Izby Lordów, zechciał skoncentrować się na tym, co jest ważne dla wszystkich, zwłaszcza na gospodarce.

Premier David Cameron przyznał im później rację. O tym, że przyjęcie ustawy uznał za błąd, pisze Matthew d’Ancona, autor jego biografii, która ukazała się w tym samym 2013 roku. Cameron, według niego, jest świadomy, że legalizacja homomałżeństw niedobrze wpłynęła na partię, a także na jego własny wizerunek i pozycję. Nie mówił o tym publicznie, ale prywatnie tak. „To wszystko przeze mnie. Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądać, nigdy bym tego nie zrobił” – miał wyznać jednemu ze swych współpracowników.

Wstaje po to tylko, by znaleźć się w piekle. Wśród naostrzonych noży

Fakt, że Theresa May poparła zrównanie związków homoseksualnych z małżeństwami stanowi wyraźną skazę na obrazie konserwatystki.

zobacz więcej
Ale przecież już wcześniej Cameron, z bliżej niewiadomych powodów (jego deklaracje, jak bardzo jest rad, że może coś zrobić dla społeczności LGBT, to zbiór obowiązkowych w takich wypadkach komunałów), robił rzeczy, jakich wyznawcy konserwatyzmu raczej unikają. W czerwcu 2010 roku, gdy tylko został premierem, wydał na Downing Street 10 pierwsze garden party dla działaczy LGBT. Od tego czasu coroczne „LGBT party” stało się tradycją, z której Theresa May się nie wyłamała.

Publicysta Peter Hitchens, człowiek wierzący i zdeklarowany konserwatysta (a zarazem brat Christophera Hitchensa, wojującego ateisty) dziwił się kiedyś, jak Theresa May może podkreślać, że jest córką pastora, a jednocześnie rozmijać się z tradycją i wartościami religijnymi. Okazję do takich rozważań stanowił projekt wprowadzenia związków partnerskich dla par heteroseksualnych, ale pytanie, jakie przy tej okazji postawił publicysta, dotyczy całokształtu działań PK. „Czy ktoś może jeszcze sądzić, że partia torysów jest partią konserwatywną?” – pytał na łamach „Mail on Sunday”.

Topniejąca partia

Prawdopodobnie nie, skoro liczebność PK, zwłaszcza w ostatnich latach, tak szybko topnieje. Partia największa była w latach 50. – należało do niej wówczas ponad 300 tys. osób. Gdy w 2005 roku David Cameron został jej liderem, miała 258 tys. członków. Siedem lat później, gdy jego rząd przystępował do pracy nad projektem ustawy o homomałżeństwach, ich liczba spadła do 177 tys. Dziś do partii należy już tylko 124 tys. osób i wielu obawia się, że będzie ich coraz mniej. Bo mają nowy powód, by odchodzić.
Nastroje eurosceptyczne są najsilniejsze wśród konserwatystów. Przed budynkiem parlamentu w Londynie demonstracje zwolenników brexitu i jego przeciwników trwają niemal non stop. Fot. PAP/Newscom
Tym powodem są niespełnione oczekiwania dotyczące brexitu. Chociaż to partia konserwatywna wprowadziła Wielką Brytanię do Wspólnoty Europejskiej (w 1973 roku, za rządów Edwarda Heatha), nie od dzisiaj wiadomo, że nastroje eurosceptyczne są najsilniejsze właśnie wśród jej członków i jej zwolenników – jeśli oczywiście pominiemy Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, czyli UKIP, i powstałą przed eurowyborami Partię Brexitu. I właśnie te dwa ugrupowania mogą działać jak magnes na tych probrexitowo nastawionych konserwatystów, którzy są najbardziej rozczarowani niewielkim postępem w procesie rozstawania się z Unią. To do obu tych partii odpływają konserwatyści.

Czy coś się w tej sprawie zmieni, gdy partia będzie mieć nowego lidera? Od 7 czerwca, czyli od dnia zapowiedzianego ustąpienia z funkcji lidera partii i szefa gabinetu, Theresa May będzie kierować rządem już tylko tymczasowo. Nazwisko nowego lidera poznamy zapewne nie wcześniej niż pod koniec lipca, bo procedura wyborów jest długa i wielostopniowa. Na kandydatów głosuje frakcja parlamentarna partii, a w kolejnych głosowaniach odpadają ci, którzy otrzymają najmniej głosów. Gdy na placu boju pozostaną już tylko dwie osoby, do głosowania włączają się wszyscy członkowie partii.

Zamęt i nieoczekiwane zwroty akcji. Z Unii Europejskiej najtrudniej jest wyjść

Dla przeciwników brexitu, których pieniędzmi szczodrze zasila George Soros, nowe referendum to ostatnia nadzieja.

zobacz więcej
Nie trwałoby to tak długo, gdyby nie zaskakująca liczba kandydatów: aż jedenaścioro. To rekord. Nigdy dotąd nie zdarzyło się, by funkcji lidera PK zapragnęło tak wiele osób. To tym dziwniejsze, że również nigdy dotąd sytuacja – i w samej partii, i w kraju – nie była tak trudna i zawiła, a przyszłość tak pełna niewiadomych. Ale może to właśnie stanowi wyzwanie dla polityków tyleż ambitnych, co odważnych?

Ostre skały Izby Gmin

Wśród kandydatów największe szanse mają podobno dwaj ministrowie spraw zagranicznych: były – Boris Johnson i obecny – Jeremy Hunt. Spośród pozostałych odnotujmy obecność ministra środowiska Michaela Gove’a, spraw wewnętrznych Sajida Javida, eks-ministra ds brexitu Dominica Raaba i eks-minister pracy Esther McVey. Są brexitowcy i zwolennicy pozostania w Unii, a wśród brexitowców – umiarkowani i radykałowie, którzy uważają, że z Unii po prostu trzeba się rozstać, nawet bez umowy.

Kandydaci różnią się oczywiście pod wieloma względami, ale w obecnej sytuacji tak naprawdę jedynym istotnym wyznacznikiem stało się podejście do brexitu. Dlatego wspomniany na początku William Hague, który kierował partią w latach 1997-2001, ma dla swych potencjalnych następców dobrą radę: powinni podejmować jasne zobowiązania i dotrzymywać obietnic. W przeciwnym razie – stwierdził – „wzbierająca fala Partii Brexitu zmiecie ich i rozbije o ostre skały Izby Gmin”.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Prowokator w habicie
Terlikowski: Jako duszpasterz jest świetny. Empatyczny, czasem choleryczny i wcale nie tak postępowy, jak może się wydawać. Niestety, gdy staje przed kamerami, wstępuje w niego polityk. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Milcząca większość dostała głos
Fox News czuje presję konkurencji. Nie CNN jednak, lecz MSNBC, która stała się medium tożsamościowym Amerykanów o lewicowych poglądach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Rzeczpospolita harcerska
Dzieci często pierwszy raz w życiu dostają tu do ręki kuchenny nóż i kroją pomidora. A dają im też piłę i młotek, by zbudowali obóz.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Buty, wojenna flaga, psy i świnie. Co obraża muzułmanów?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że choć pozornie postępowcy wspierają duchowo wyznawców islamu, jest to tylko pretekst do walki z tradycjami i chrześcijańskim charakterem Europy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Kobieta-pająk z Lublina
Sprinterka wspinaczki 17 sierpnia w japońskim mieście Hachioji obroniła tytuł mistrzyni świata.