Kultura

Mówi do niego, wabi, jest ponętna i nieśmiertelna. Francja Houellebecqa

Załamany mężczyzna zalewając się calvadosem, czeka na lepszy czas. Jest dumny. Jego postać to wcielenie francuskiego rycerza, jednego z tych, którzy w średniowieczu decydowali o losach kontynentu i gromili Maurów. Dziś nie może sobie poradzić nawet z gospodarstwem rolnym.

W najnowszej powieści Michela Houellebecqa „Serotonina” mamy epizod mówiący o fascynacji dwóch przyjaciół starym rockiem. Główny bohater książki Florent-Claude Labrouste wraz ze swoim najlepszym kumplem ze studiów, pochodzącym ze starej arystokratycznej rodziny Aymerikiem d’Harcourt-Olande, oddają się piciu, paleniu trawy i słuchaniu kapel, takich jak Deep Purple, Led Zeppelin, Pink Floyd, The Who, a nawet Van Der Graaf Generator czy Procol Harum.

Zaznaczmy, że obaj nie studiują w latach 70., kiedy ta muzyka świeciła największe triumfy, tylko dwie dekady później. Ich wybór to celowy zabieg. Słuchają starego rocka, aby odciąć się od dominującej w latach 90. popkultury oraz po prostu dlatego, że kochają poszukiwania smaków i smaczków muzycznych na starych winylowych płytach, których Aymeric ma pokaźną i wysmakowaną kolekcję. „było to dla mnie odkrycie i absolutne zauroczenie”, wyznaje bohater.

Humanizm z dziedzictwa Europy

W „Serotoninie” jest więcej motywów i działań bohaterów, które idą na wspak dominującej w Europie antykulturze użycia i spożycia. To książka o poszukiwaniu tego, co dawno zarzucone, wyśmiane, wyszydzone. Przegrane w szulerskich grach i gierkach wiodących do samozaspokajania się za wszelką cenę, wygody i zapomnienia o sprawach tak w Europie wstydliwych, jak cierpienie czy śmierć. To także przypowieść o miłości, przyjaźni i współczesnej Francji.
Michel Houellebecq. Fot. PAP/EPA/ENNIO LEANZA
Dlatego „Serotonina” jest powieścią głęboko humanistyczną, czerpie wprost z dziedzictwa Europy, ale nie tej wymyślonej przez wszelkiej maści lewaków, eurourzędników i stróżów poprawności politycznej. Co niezwykłe u tego pisarza, Houellebecq zdaje się odwoływać raczej do tej tradycji, w której jedyną rękojmią tak zwanego szczęścia w życiu jest związek dwojga ludzi na dobre i złe.

Już pierwsze rozdziały, pokazujące ogłupiałego od antydepresantów bohatera, medytującego nad różnymi rodzajami humusu w supermarkecie, pokazują całkowity upadek życia duchowego, którego miejsce zajęła obsesyjna konsumpcja. Zamiast lektury – telewizja, zamiast kobiety towarzyszki życia – luksusowa Yuzu, Japonka, spędzająca większość czasu na zabiegach upiększających, do której Florent-Claude w ogóle się nie odzywa, bo nie ma jej już nic do powiedzenia. A ona jemu.

Trwają obok siebie w dziwnym stuporze, z którego bohater – za pomocą magicznej pigułki captorixu, wyzwalającej serotoninę – postanawia uwolnić się i zyskać trochę spokoju w skołatanej gryzącymi wyrzutami sumienia i bolesnymi wspomnieniami duszy. Bo to właśnie przeszłość bohatera, o której dowiadujemy się z obszernych czasowych reminiscencji, pokazuje nam przyczyny jego obecnego stanu: „to nie przyszłość zabija człowieka, lecz przeszłość, która powraca, dręczy, niszczy, aż w końcu naprawdę zabija”.

Tylko kobiety mogą uratować ludzkość... Houellebecq dla wielbicieli erotyki i kryminałów

Autor „Serotoniny”, niestety, Nobla chyba nigdy nie dostanie. Z tych samych powodów, z których nie dostali go inni: Nabokov, Borges czy Herbert. Jest zbyt prawicowy i tego nie ukrywa.

zobacz więcej
Miłość i wierność

Brak miłości to prawdziwa przyczyna stanu duchowego, w którym Florent-Claude tkwi i nie może się wydostać. Czy pomoże mu captorix? Nie zdradzając meandrów fabuły, należy podkreślić, że bohater rzeczywiście doznał kiedyś szczęścia, doświadczył miłości, więc doskonale zdaje sobie sprawę z dojmującego braku, który go dręczy. Miłością jego życia była Camille, studentka weterynarii, z którą spędził najszczęśliwsze lata swego życia.

„Poznałem szczęście, wiem, czym ono jest, umiem o nim mówić w sposób kompetentny, znam również jego koniec i wiem, co następuje później. „Czasem brak jednej bliskiej osoby sprawia, że świat zdaje się wyludniony”, jak pisał Lamartine, choć słowo „wyludniony” zdaje się zbyt słabe, pobrzmiewając osiemnastowieczną głupotą, nie ma w nim jeszcze zdrowej mocy rodzącego się romantyzmu, prawda jest taka, że brak jednej bliskiej osoby sprawia, iż świat zdaje się martwy, a człowiek umiera lub zamienia się w ceramiczną figurkę.

A przecież, co sam wyznaje, najprostszym rozwiązaniem byłoby oświadczyć się dziewczynie, by stan szczęścia przedłużyć, a przynajmniej ochronić. Wszystko wskazywało na to, że oświadczyny zostaną przyjęte. Florent-Claude Labruste jednak wycofał się, bo – zgodnie z ideologią panującą na naszym kontynencie – uważał, że „należy szanować potrzebę kariery zawodowej kobiet, było to absolutnie niekwestionowalne, stanowiło wyjście z czasów barbarzyństwa, opuszczenie średniowiecza”.

Tyle tylko, że takie zachowanie wpędziło bohatera w jeszcze większe barbarzyństwo, polegające na koczowaniu w hotelach, zapijaniu lekarstw alkoholem i życiu z dnia na dzień bez żadnej nadziei na poprawę tego stanu.

Przyjaźń

Aymeric d’Harcourt-Olonde to bardzo ważna postać w najnowszej powieści Michela Houellebecqa. Florent-Claude i Aymeric poznali się na agronomii, gdzie obaj byli prymusami. Najlepszy przyjaciel głównego bohatera, dziedzic ogromnej fortuny ziemskiej i rodowego zamku w Bretanii, których początki sięgają czasów pierwszej krucjaty, poświęcił się hodowli bydła mlecznego. Konkurencja jednak wzrasta, wydaje się, że losy francuskich rolników są przesądzone – tanie mleko z Irlandii, Polski czy Brazylii zalewa rynek. Na domiar złego Aymerika opuszcza żona, która ucieka z poznanym przygodnie pianistą i ich dwiema córkami. Załamany mężczyzna wciąż pracuje i, zalewając się calvadosem, czeka na lepszy czas. Jest dumny. Jego postać to współczesne wcielenie francuskiego rycerza, jednego z tych, którzy w średniowieczu decydowali o losach kontynentu i gromili Maurów. Dziś nie może sobie poradzić nawet z własnym gospodarstwem rolnym.
Nasz bohater próbuje go ratować, w straceńczym monologu namawia do porzucenia hodowli, wspomnień o niewiernej żonie, zapijania się, wzywa do ratowania siebie samego w imię ich dawnej przyjaźni. Aymeric milczy. Podjęte przez niego później działania stanowią oczywiście literackie odwołanie do „Pieśni o Rolandzie”, eposu o walecznym hrabim Bretanii, osłaniającym odwrót wojsk Karola Wielkiego w wąwozie Roncevaux. Tu rolę Arabów pełnią oddziały CRS, dokonujące na protestujących rolnikach krwawej jatki.

Ojczyzna

Jest też „Serotonina” wielką pochwałą francuskiej ojczyzny pisarza. Houellebecq udowadnia jak bardzo dobrze zna swój kraj, ukształtowanie terenu, florę i faunę, a robi to w sposób po mistrzowsku dyskretny. Zimowa Bretania, plaża po odpływie i zbierający skorupiaki ludzie, mgliste brzegi rzeki Orne i ciągnące się wokół pastwiska, puste drogi departamentu Manche, miasteczka, a w nich bary z piwem Leffe i calvadosem, „z kanapami i głębokimi fotelami obitymi żółtobrązową tkaniną”, zapamiętale studiujący gazetę właściciel.
"Serotoninę " Michela Houellebecqa w polskim tłumaczeniu Beaty Geppert opublikowało wydawnictwo WAB. Fot. arch
Ale jest też Paryż, jego blokowiska i uliczki, po których można wciąż chodzić i chodzić: „następnego dnia powróciłem do dawnych zwyczajów, kursując między kafejką O’Jules a Carefour City, wędrując ulicą Abel-Hovelacque, kawałek avenue des Gobelins, do skrętu w avenue de la Soeur-Rosalie. (…) W zasadzie powinienem poczuć jakieś pożądanie, a przynajmniej pragnienie na widok młodych dziewczyn w krótkich spódniczkach lub obcisłych legginsach, które siedziały niedaleko mnie w kafejce O’Jules i piły kawę, być może wymieniając się jakimiś zwierzeniami miłosnymi, bo chyba raczej nie porównując swoje umowy ubezpieczenia na życie”.

Oto kraj, w którym Florent-Claude Labrouste nie potrafi niestety znaleźć miejsca dla siebie, a przecież Francja jest obok, mówi do niego, wabi, jest ponętna i nieśmiertelna.

„Serotonina” nie jest powieścią dekadencką, nie jest proroctwem ani pornosem. Nie skandalizuje, nie szokuje. Michel Houellebecq zdaje się raczej dyskretnie wskazywać na wartości, które zagubiliśmy we współczesnej Europie. I które wciąż możemy odnaleźć, aby ją uratować.

– Wojciech Chmielewski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Houellebecqowski Aymerik jest wcieleniem francuskiego rycerza, jednego z tych, którzy w średniowieczu gromili Maurów. Na zdjęciu fragment obrazu Charlesa de Steuben przedstawiajacego bitwę pod Poitiers z 25 października 732 rokuw której Arabowie pod wodzą Abd ar-Rahmana, ulegli wojskom frankijskim majordoma królestwa Karola Młota i księcia Akwitanii Odona. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Co wolno Polańskiemu
Czy sam talent wystarczy, żeby zrekompensować potworne skutki zbrodni?
Kultura Poprzednie wydanie
Osamotniony, staroświecki, dziwaczny. Poszedł dalej w ciemność…
Pod koniec życia był już na dobre i złe związany z prawicowymi tytułami, ale nigdy nie udawał zadzierżystego antykomunisty.
Kultura wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Żywa Kamienica. Dla ludzi, którzy potrzebują śmiechu
To złoty czas najbardziej warszawskiego z warszawskich teatrów. Trzy premiery w trzy miesiące. Nie tylko zrozumiałym językiem, ale o ważnych sprawach.
Kultura wydanie 8.11.2019 – 15.11.2019
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura wydanie 8.11.2019 – 15.11.2019
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.