Cywilizacja

Chińskie firmy rabują rosyjskie lasy. Syberia w ogniu

Parę dni temu w Internecie pojawiło się nagranie, na którym można zobaczyć, jak w jednym z rosyjskich miast wysoki rangą urzędnik lokalnej administracji użył fizycznej siły wobec przepytującego go dziennikarza. Czyżby na nerwowość dygnitarza wpłynął między innymi fakt, że w tajdze znowu się zaczęły pożary?

„Czerwoni” z Moskwy przeciw „żółtym małpom” z Pekinu. Zapomniana wojna

Pół wieku temu po obu stronach granicy zmobilizowano ponad sto dywizji, pięć armii lotniczych, a w stan gotowości postawiono kilka okręgów wojskowych.

zobacz więcej
Iwan Litomin, dziennikarz rosyjskiego rządowego kanału telewizyjnego Wiesti-24 okazał się prowokatorem. Tak przynajmniej uważa, albo uważał, Siergiej Zajcew, kierujący administracją w jednym z regionów Chakasji, autonomicznego regionu położonego w środkowej Syberii.

Siedzi sobie urzędnik w biurze, pracuje, a tu przychodzi taki dziennikarz z kamerą i od progu – buch, pierwsze pytanie – jak to możliwe, aby człowiek mający kryminalną przeszłość zajmował nadal tak wysokie stanowisko – przedstawia swą wersję wydarzeń Zajcew. A potem zaraz drugie, jeszcze gorsze: aby opowiedział, jak to z publicznych pieniędzy przeznaczonych dla pogorzelców zbudował sobie dom.

Nawiasem mówiąc Zajcew ma „trudną przeszłość”, bo po wielkich pożarach lasów w których spłonęło też niemało wsi, w 2014 roku, w rejonie odpowiadał za odbudowę spalonych domów i część przeznaczonych na to środków powędrowało nie tam gdzie trzeba. Ale Zajcew został osądzony, swoje odsiedział, wyszedł na mocy amnestii i teraz jest czysty.

I znów, jak karabin maszynowy – opowiada urzędnik mediom – padło trzecie pytanie: aby powiedział, w jaki sposób sprzedał swemu adwokatowi tanio działkę komunalną, znajdująca się we władaniu administracją, którą kieruje. A przy tym ten dziennikarz tak się na niego i jego szafę pchał – kontynuuje swą opowieść urzędnik – a na szafie święte ikony, więc wiadomo, urzędnik swoje nerwy ma, więc go trochę odepchnął, a ten potknął się i upadł. I cała sprawa.

Waga piórkowa kontra waga ciężka

Na nieszczęście dla krewkiego szefa lokalnej administracji całe wydarzenie zarejestrowano, powieszono w internecie i każdy, kto chce może w Rosji obejrzeć jak wyglądała sytuacja. A wyglądała trochę inaczej, bo bardziej przypominała pojedynek zapaśniczy lub bokserski, przy czym dziennikarz to raczej waga piórkowa, a urzędnik, średnia, albo nawet półciężka.
Rosja płaci cenę za zniszczenie systemu zarządzania gospodarką leśną. Przekonuje się o tym szczególnie wiosną, kiedy zaczynają się pożary na Syberii. Na zdjęciu: akcja strażacka w obwodzie irkuckim, 29 kwietnia 2019 r. Fot. Kirill Shipitsin\TASS via Getty Images
Na nerwowość rosyjskiego urzędnika wpłynęło i to, że właśnie na całej Syberii zaczął się sezon pożarów lasów, z czym władze, jak informują rosyjskie media, po prostu sobie nie radzą. Sytuację pogarsza wysoka temperatura oraz podpalenia. W tym wypadku chodzi zarówno o wypalanie traw na polach, jak i przypadkowe zaprószenia ognia przy okazji majowych świąt, które w Rosji są początkiem sezonu grillowego.

W ubiegłym roku wiosną na całej Syberii spłonęło tylko do 10 maja 6 mln hektarów lasów. W tym roku sytuacja nie jest wiele lepsza. Tylko jednego dnia, 11 maja, jak informowały rosyjskie agencje w ogniu było 44,5 tys. hektarów syberyjskich lasów.

Pożary wywołane są suszą i nienormalnie wysoką, jak na tę porę roku, temperaturą. Sprawa jest na tyle poważna, że zajęły się nią najważniejsze w Rosji organa. Aleksander Abelin, zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa powiedział dziennikarzom na początku kwietnia, że wzrost temperatury powietrza w Rosji, w ciągu ostatnich 40 lat był 2,5 raza większy niźli średnio na świecie. Zdaniem naukowców to zjawisko w rezultacie spowodowało, że w Rosji w ostatnim dziesięcioleciu dwukrotnie zwiększyła się liczba zjawisk katastroficznych, takich jak pożary lasów na wielką skalę, związanych z anomaliami atmosferycznymi.

Według Abelina, to co się dzieje, stanowi jeden z istotnych czynników będących zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju i należy szybko podjąć energiczne działania: przede wszystkim zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych i zwiększyć zalesienie kraju.

Tylko, że z tym ostatnim jest coraz gorzej. I nie chodzi w tym wypadku o pożary, ale o rabunkową eksploatację zdawałoby się niezmierzonych zasobów leśnych syberyjskiej tajgi. Rosyjscy specjaliści uważają, że właśnie to rozprzestrzenione i zakorzenione przekonanie o nieprzebranych możliwościach samoistnego odtworzenia się lasów syberyjskich jest najgorszym z możliwych i jednym z najbardziej szkodliwych mitów.

Restrykcyjna polityka leśna Chin

Aleksander Onuczin, dyrektor Instytutu Lasu, powiedział dziennikarzom Agencji Interfaks, że „wielu nie rozumie, iż tych zasobów które mieliśmy jeszcze 50-70 lat temu już nie mamy i niedługo Rosja zderzy się z deficytem drewna”. Jego zdaniem, kontynuowanie eksploatacji tajgi na taką skalę, jak dotychczas, spowoduje, że za 15 lat drewna zacznie brakować. Już dziś, argumentuje, obszary na których wycina się na skalę przemysłową drzewa przesunęły się znacząco na północ. Tylko, że tam, jak zauważa, las ze względów klimatycznych rośnie znacznie wolniej niźli na południu, gdzie powinno wprowadzić się zalesienia, a tego się nie robi, głównie ze względów oszczędnościowych.
Intensywnej eksploatacji syberyjskich lasów przez przedsiębiorców z Chin sprzyja między innymi atmosfera „przyjaźni chińsko-rosyjskiej”. Na zdjęciu: prezydenci Rosji i Chin – Władimir Putin i Xi Jinping we Władywostoku, 12 września 2018 r. Fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images
Onuczin nie dodaje tego, o czym piszą otwarcie rosyjscy dziennikarze. Otóż pewna część pożarów tajgi wywołały i nadal wywołują firmy zajmujące się wyrębem lasu. Robią to po to, aby ukryć swą rabunkową gospodarkę, inne dlatego, że wycinają lasy, do których nie mają prawa.

A skala, na jaką trzebi się syberyjskie lasy jest trudna do wyobrażenia. Wszystko zaczęło się w roku 1998, kiedy władze sąsiednich Chin rozpoczęły realizację coraz bardziej, z upływem lat, restrykcyjnej polityki w zakresie ochrony środowiska przyrodniczego swego kraju. Zaczęto ograniczać możliwość wyrębu chińskich lasów, by wreszcie całkowicie tego zakazać, o ile przedsiębiorcy nie zalesią obszarów odpowiadających 1 do 1 temu, co wycieli.

Spowodowało to dynamiczny wzrost importu tarcicy do Chin, który w 2017 roku osiągnął wartość 23 mld dolarów. Jeśli dziś światowa prasa pisze o tym, że za dewastacje puszcz w Indonezji, Mozambiku czy Birmie odpowiadają Chińczycy, to w jeszcze większym stopniu dotyczy to syberyjskiej tajgi, bo Rosjanie w 2017 roku sprzedali Chińczykom drewna za 7 mld dolarów. Nikołaj Szmatkow dyrektor programu leśnego WWF Rosja powiedział niedawno Agencji TASS, że według szacunków ekologów, do oficjalnych statystyk trzeba dodać jeszcze od 10 do 20 proc. nielegalnego eksportu i nielegalnego wyrębu. Przy czym, jak zauważył, problem nadmiernej eksploatacji to jedno, ale równie istotnym jest właściwie brak jakichkolwiek planowych i zorganizowanych działań celem ponownego zalesienia. Według niego, od lat 30. ubiegłego stulecia, nie prowadzi się w Rosji racjonalnej gospodarki w lasach. Owszem nasadzenia są, ale co z tego, argumentuje, skoro potem młodym lasem nikt się nie zajmuje, nie ma żadnych zabiegów pielęgnacyjnych i drzewa po prostu marnieją.

Intensywnej eksploatacji syberyjskich lasów przez przedsiębiorców z Chin, którzy wywieźli do siebie tylko w 2017 roku 200 mln metrów sześciennych drewna sprzyja słabość rosyjskiej administracji i powszechna korupcja. Ale w nie mniejszym stopniu odpowiedzialny jest za ten rzeczy, jak argumentują eksperci, system koncesyjny oraz ogólna atmosfera „przyjaźni chińsko-rosyjskiej” i rozwoju wzajemnego handlu.

Rabunkowa gospodarka chińskich firm w rosyjskiej tajdze wzbudza protesty miejscowej ludności. Demonstrowano właściwie już we wszystkich miastach położonych wzdłuż liczącej ponad 6 tys. km rosyjsko-chińskiej granicy. W lutym podpisy pod skierowaną do Władimira Putina petycją, w której domagano się natychmiastowego moratorium na wycinanie syberyjskich lasów, podpisało w sieci 146 tys. ludzi, a dodatkowe 30 tys., zebrano w nadgranicznych miejscowościach.
23.03.2019
System koncesyjny sprowadza się do tego, że lokalne władze rozdysponowały licencje na komercyjną eksploatację lasów. Przy czym zrobiły to bardzo tanio. Średnio za możliwość prowadzenia wyrębu płaci się 2 dolary rocznie za hektar. I teraz te koncesje są odsprzedawane na całkowicie rynkowych warunkach, tylko że pieniądze nie trafiły do publicznej kasy. Może zresztą o to w tym wszystkim chodziło?

Lobby lafundystów

Ale zalesienia nie są prowadzone również z innego powodu. Rosyjski oddział Greenpeace sporządził właśnie zestawienie ziem na rosyjskiej Syberii, które mogłyby zostać przeznaczone pod lasy, a dziś formalnie są to tereny rolnicze. Rejestr obejmuje ponad 80 mln hektarów (w całej Polsce mamy 9,2 mln hektara lasów), co stanowi 4,5 proc. terytorium kraju. Dziś są to tereny nieuprawiane, często zarosłe już krzakami, ale formalnie nadal figurujące w rejestrze jako ziemie rolne. I w świetle obowiązującego w Rosji prawa nie mogą one, pod groźbą wcale niemałych kar pieniężnych, zostać przeznaczone pod lasy.

A gdyby w całości przeznaczyć je pod zalesienia, to – jak dowodzą eksperci – produkcja tarcicy w Rosji mogłaby zwiększyć się docelowo nawet o 35 proc. i skala dewastacji lasów tajgi z pewnością uległa by zmniejszeniu. Ale tu rosyjscy ekolodzy zderzają się z innym, niezwykle silnym lobby – wielkich latyfundystów, którzy postawili na produkcję zbóż na masową skalę, dzięki czemu Rosja w ostatnich latach stała się największym światowym eksporterem pszenicy. Politykę tę popiera Kreml, zboże staje się towarem strategicznym, a ziemie rolne równie strategicznym zasobem na przyszłość.

Degradacja rosyjskich lasów zaczęła się w 2007 roku od reformy, którą ówczesne władze wcieliły w życie. Polegała ona na tym, że rosyjski odpowiednik naszych Lasów Państwowych został zlikwidowany, jego majątek podzielony i przekazany regionom.

Jaki był tego efekt? Mówi o tym Iwan Walentik, prezes federalnej Agencji Gospodarki Leśnej, która ma przekształcić się z organu nadzorującego i niewiele mogącego zdziałać realnie w podmiot odpowiedzialny za to, co się dzieje z rosyjskimi lasami.

Otóż, jego zdaniem, skutki „reformy” są opłakane. I tak na przykład jeszcze w 2006 roku na wyposażeniu rosyjskich służb leśnych było 120 samolotów, które mogły pełnić służbę patrolową, a dziś jest ich 8. Praktycznie, jak argumentuje, całość obszarów leśnych była pod nadzorem, gromadzono wiedzę, co się w lasach dzieje, ile drzewa jest pozyskiwane, kto to robi etc., a dziś takie rejestry, i to na dodatek dziurawe, obejmują tylko 15 proc. rosyjskich lasów. Ile jeszcze trzeba zrobić?

Zagadka jadowitej ropy w rosyjskim rurociągu

Czy mamy do czynienia z bałaganem, czy z próbą ukrycia kradzieży? A może chodzi o rozgrywkę polityczną o międzynarodowym wymiarze?

zobacz więcej
Najlepszym przykładem jest obwód irkucki, w którym, jak dowodzi Walentik, przeprowadzono już inwentaryzację lasów, obrót drewnem objęto systemem nadzoru, w którym uczestniczą służby celne i rosyjskie koleje. I jaki jest tego efekt? Jeśli w 2012 roku, jak oceniano, w regionie wycięto nielegalnie około 5 do 6 mln metrów sześciennych drewna, to teraz jest to „tylko 600 tys. metrów sześciennych” (dla porównania, jeśli chodzi o legalny wyrąb, w Polsce rocznie wycina się około 36 mln metrów sześciennych, czyli niemal dokładnie tyle samo co w obwodzie irkuckim).

Jednak, jak przyznaje Walentik, w innych syberyjskich regionach sytuacja jest znacznie, znacznie gorsza. I to, zdaniem rosyjskich przyrodników, raczej destrukcja starego systemu, a nie rabunkowa gospodarka chińskich firm, jest dziś głównym problemem w Rosji. Zniszczenie starego systemu doprowadziło do sytuacji, że leśników prawie już w Rosji nie ma, a ci, którzy pozostali, opłacani są bardzo słabo.

I kto ma się zajmować pielęgnowaniem lasów, pytają, jeśli średnio na jednego pracownika przypada 9,7 tys. hektarów terenów leśnych, ale już w takich regionach jak Buriacja, jest to 180 tys. hektarów? A przy tym nie ma ani samochodów terenowych, a o śmigłowcach można tylko pomarzyć.

Zdążyć przed wycięciem wszystkich lasów

Efektem tego jest powstanie całej sieci firm trudniących się nielegalnym wyrębem. Polega to na tym, że budują one prowizoryczne tartaki, wycinają drzewa, a pozostawiają po sobie góry trocin, kory i gałęzi. Lasy wyglądają jakby przeszedł przezeń huragan, albo stały się terenem bitwy, co dodatkowo sprzyja, nawet jeśli wykluczyć celowe podpalenia, zaprószeniu ognia.

Obecnie rosyjskie władze planują „uporządkować” sytuację, co oznacza próbę podniesienia opłat za dzierżawę i eksploatację lasów. Mówi się nawet o podniesieniu stawek 5 do 6 razy, bo dzisiaj są śmiesznie niskie (96 rubli rocznie za hektar) oraz budowę jednej, wielkiej, wszechogarniającej rządowej struktury.

Jak wiadomo tworzenie od podstaw organizmów tego rodzaju nie tylko musi sporo kosztować, ale również wzbudza niemałe emocje społeczne i rywalizację rozmaitych grup interesów o wpływy i pieniądze, co nie przyspiesza procesu tworzenia od zera nowej służby. Pozostaje pytanie, czy Rosja zdąży z jej powołaniem, zanim Chińczycy wytną już tyle syberyjskich lasów, że ich odtworzenie nie będzie możliwe, przynajmniej w perspektywie tego stulecia.

– Marek Budzisz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Wolontariusze w walce z pożarem, który rozprzestrzenił się na teren obozu letniego dla dzieci. Obwód irkucki, 27 maja 2019 r. Fot. Kirill Shipitsin\TASS via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.