Kultura

Był gwiazdą, umarł jako wrak, zabójcza okazała się emigracja

Celebrycki i efekciarski sposób istnienia w literaturze, do którego dziś najbliżej chyba Szczepanowi Twardochowi, skazywał Marka Hłaskę na klęskę za granicą.

Jerzy Urban – tak, tak, ten sam, który mógłby uchodzić za żywy synonim słowa kanalia – wspominał kiedyś swoją znajomość z Markiem Hłaską. Otóż, wedle słów osławionego rzecznika rządu, pisarz był człowiekiem trudnym do zniesienia. Zmanierowanym mitomanem i megalomanem, który zawsze musiał być w centrum uwagi.

W związku z tym, Urban starał się jego towarzystwa unikać. Dlaczego właściwie o tym wspominam? Bo coś podobnego, równie gówniarskiego, wybaczcie państwo to słowo, po latach odnajduję w jego literaturze.

Chyba nie pomylę się mówiąc, że wielka sława Marka Hłaski skończyła się wraz z komunizmem. Owszem jeszcze w latach 90. i dwutysięcznych ukazywały się książki biograficzne (z których najgłośniejszą – „Miłosne gry Marka Hłaski” - napisał gość programu „Koło pióra” Barbara Stanisławczyk), ale wielkie nakłady i masowa popularność należały już wtedy do przeszłości.
Styczeń 1958 r., Marek Hłasko odbiera Nagrodę Wydawców. Fot. PAP
Apogeum zainteresowania autorem „Pierwszego kroku w chmurach” przypadło zaś na drugą połowę lat 80., kiedy czterotomowa edycja „Dzieł wybranych” z Czytelnika osiągnęła kilkusettysięczny nakład, a pierwsze krajowe wydanie „Pięknych dwudziestoletnich” stało się prawdziwym objawieniem. To wtedy, po niemal trzydziestu latach nieobecności, Hłasko na dobre wrócił do Polski i stał się jeszcze większą legendą niż za życia.

A przecież i wcześniej był otoczony sławą jako największa literacka gwiazda Października 56, polityczny emigrant i tragicznie zmarły „kaskader literatury”. Choć od 1958 roku nie wolno było w Polsce wydawać jego książek, Hłasko bywał bohaterem literackim, choćby w głośnym reportażu Krzysztofa Kąkolewskiego „Jak umierają nieśmiertelni” (gdzie znajdziemy też opowieść o losach Komedy).

Pisarska kariera Hłaski trwała raptem 15 lat, jak na prozaika nie jest to długo. „Sonatę marymoncką” zaczął publikować w roku 1954 w odcinkach, a równo pół wieku temu, 14 czerwca 1969, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, umiera w Wiesbaden.

Bikiniarz konserwatysta i polski James Dean – dwie odpowiedzi na kryzys męskości

Leopold Tyrmand i Marek Hłasko to pisarze, których potrzebuje popkultura. Biografie bikiniarza o konserwatywnych poglądach oraz polskiego Jamesa Deana stanowią atrakcyjny materiał dla twórców filmowych.

zobacz więcej
Jest już wtedy zdrowotnym wrakiem, w niczym nie przypomina pięknego chłopca nazywanego polskim Jamesem Deanem. Jest też wrakiem pisarskim. To co napisał od wyjazdu z Polski, czyli od roku 1958, nie da się porównać z jego wcześniejszymi dokonaniami. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest „łże-biografia” „Piękni dwudziestoletni” oparta na „prawdziwych zmyśleniach”. Powieści izraelskie dziś sprawiają wrażenie nieświadomej parodii stylu Hemingwaya czy samego Hłaski.

Emigracja okazała się dla jego twórczości zabójcza. I kiedy się zastanawiam dziś nad przyczyną takiego stanu rzeczy przychodzi mi do głowy nie tylko wyjaśnienie najbardziej oczywiste. Bo, oczywiście, pisarzowi żyjącemu poza krajem swojego urodzenia, czyli poza ojczystym językiem, jest bardzo trudno.

Ale chyba nie tylko w tym problem. Książki Hłaski, które najlepiej przetrwały próbę czasu opowiadania „Pierwszy krok w chmurach” i „Ósmy dzień tygodnia” czy powieści „Cmentarze” oraz „Następny do raju” są wciąż żywe, bo powstawały w żywym kontakcie z czytelnikiem.

I tu wracamy do opinii Urbana. Mitomania i megalomania Marka Hłaski, na której opierało się nie tylko jego życie, ale też literatura, rozkwitać mogły tylko w Polsce. A może nawet tylko w Warszawie? W swoim rodzinnym mieście, w ulubionych knajpach, pisarz znajdował słuchaczy i czytelników, których obchodziło co ma do powiedzenia o kierowcach ciężarówek czy partyjnych działaczach. Jego najlepsze teksty są efekciarskie w warstwie fabularnej i językowej, ale ten efekt działał tylko w specyficznym kontekście.

Znał ludzi prostych. Wstępował do szynków, żeby wysłuchać, co sobie opowiadają

Kłopoty Marka Hłaski ze snem skłoniły go do używania środków nasennych, które przedawkował.

zobacz więcej
Marek Hłasko był celebrytą swojej epoki. Wyobraźmy sobie, że któryś ze współczesnych celebrytów jakiś Borys Szyc czy inny Michał Wiśniewski nagle udaje się na emigrację bez możliwości utrzymywania kontaktu z polską publicznością. Kogo tam obchodzą jego romanse, żarty czy prowokacje? Kto chce słuchać jego opinii, podziwiać role czy piosenki?

Taki właśnie celebrycki i efekciarski sposób istnienia w literaturze, do którego dziś najbliżej chyba Szczepanowi Twardochowi, skazywał Hłaskę na klęskę na emigracji. A dojrzeć pod względem pisarskim już nie zdążył.

– Mariusz Cieślik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Z Barbarą Stanisławczyk, autorką książki „Miłosne gry Marka Hłaski”, Mariusz Cieślik będzie rozmawiał w audycji „Koło pióra” w czwartek 6 czerwca 2019 r. o godz. 21.55 w TVP Kultura. Gościem programu będzie także Cezary Harasimowicz, który opowie o swojej nowej powieści „Była sobie miłość”.
Zobacz wyemitowane odcinki programu „Koło pióra”:
Zdjęcie główne: Popiersie Marka Hłaski na Skwerze Szarych Szeregów w parku miejskim w Kielcach. Fot. PAP/Piotr Polak
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?
Kultura Poprzednie wydanie
Nie walczyli o Polskę tęczową
Zmarłemu przed 75 laty Tadeuszowi Gajcemu i jego towarzyszom marzyło się wielkie chrześcijańskie imperium.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Jedna „przepowiedziała” śmierć Pollocka, druga wynalazła mini
Miały porządne wykształcenie, temperament i dobrze ustawionych mężów, ale sukces zawdzięczają sobie.
Kultura wydanie 2.08.2019 – 9.08.2019
Przez dziurkę od klucza. Metafizyka samurajów
Polski twórca zdawał sobie sprawę z nieprzezwyciężalnej różnicy, która mentalnie dzieli go z Azjatami.
Kultura wydanie 26.07.2019 – 2.08.2019
Krzykliwa „Mowa ptaków”. Ten film mógł wywrócić festiwal w Gdyni
Krzysztof Kłopotowski: Próbę usunięcia go z konkursu przez urzędników uważam za małostkową i niemądrą.