Historia

Arabscy sojusznicy Hitlera i naziści, którzy przeszli na islam

Gdy Francja skapitulowała przed Niemcami, w Syrii śpiewano: „Nigdy więcej monsieur, nigdy więcej mister, Allah rządzi w niebie, a na ziemi Hitler!”. Arabowie wierzyli, że wojna pomiędzy III Rzeszą i kolonialnymi mocarstwami otworzy im drogę do stworzenia własnych niepodległych państw.

Powiązania pomiędzy bliskowschodnią społecznością i narodowymi socjalistami stanowią dziś niezwykle ciekawe studium przypadku. O ile w latach 30. i 40. XX w. ruch hitlerowski wywierał wyraźny wpływ na liderów arabskich frakcji, o tyle po wojnie część dawnych członków NSDAP znalazła oparcie dla wyznawanych przez siebie poglądów w muzułmańskiej duchowości.

Führer Arabów

Wśród tych, którzy mieli doznać takiego „religijnego nawrócenia” znalazł się jeden z głównych ideologów nazizmu – dr Johann von Leers, pomocnik i protegowany ministra Josepha Goebbelsa. W 1956 r. przybył on do Egiptu, gdzie zajmował się tym, na czym znał się najlepiej – doradzał prezydentowi Gamalowi Naserowi w sprawach propagandy. Niedługo potem przyjął islam i zmienił imię na Omar Amin.
Wiara Arabów w zwycięstwo Niemiec w Afryce Północnej narastała, a popularnym arabskim pozdrowieniem stało się „Heil Rommel!”. Na zdjęciach feldmarszałek Erwin Rommel. Fot. Wikimedia/ Bundesarchiv
W liście do znanego amerykańskiego zwolennika nazizmu Herolda K. Thompsona wyjaśniał: „Omar odnosi się do nieugiętego wroga Żydów, kalifa Omara, natomiast Amin jest na cześć mojego przyjaciela, wielkiego muftiego [Jerozolimy] Hadżdż Amina al-Husajniego”.

Wspomniany w korespondencji mufti Jerozolimy zajmował niegdyś istotne miejsce w niemieckiej propagandzie wojennej, która określała go mianem „Führera świata arabskiego”. Był to tytuł jak najbardziej zasłużony – autorytet, jakim al-Husajni cieszył się wśród współwyznawców pozwalał przyciągać muzułmańskich ochotników do dywizji SS oraz ośmielał lokalnych watażków do wzniecania antykolonialnych powstań.

Z niemieckiego punktu widzenia ważnym agitatorem był także egipski fundamentalista Husan al-Banna, założyciel Bractwa Muzułmańskiego. Jednym z celów, które przyświecały członkom jego polityczno-religijnej organizacji było przygotowanie buntu w Palestynie, dlatego Berlin chętnie finansował ich działalność.

Liczba arabskich zwolenników III Rzeszy rosła wraz z przesuwaniem się linii frontu w kierunku Bliskiego Wchodu. W pewnym momencie wiara w niemieckie zwycięstwo stała się w tamtych rejonach na tyle silna, że Adolfa Hitlera zaczęto postrzegać jako namiestnika Boga na ziemi, a popularnym arabskim pozdrowieniem stało się „Heil Rommel!”.

Syria, Syria über alles

Ideologia nazistowska była niezwykle atrakcyjna dla arabskich buntowników, którzy oparli swe życie na nieustannej walce. Zainteresowanie poglądami Hitlera nieustannie rosło, osiągając swój szczyt wraz z przejęciem przez niego władzy w Niemczech. Społecznościom chcącym zrzucić jarzmo kolonialnej niewoli niezwykle imponowała zwłaszcza jego bezkompromisowość wobec traktatu wersalskiego.

Tym, co łączyło muzułmanów z nazistami był jednak przede wszystkim antysemityzm. W latach 30. XX. wybuchały w Palestynie rozruchy wzniecane przez przeciwników żydowskiego osadnictwa na tym obszarze. Manifestanci wznosili transparenty z hasłami wzywającymi do oddania Ziemi Świętej Arabom. „Moim prawem jest wolność, celem – niepodległość, ideą – arabizm, a moim krajem, tylko moim – Palestyna” – głosił jeden ze sloganów.

Nastroje te jednak całkowicie rozmijały się z pierwotnymi interesami III Rzeszy. Zanim Niemcy postanowili wprowadzić plan „ostatecznego rozwiązania”, wspierali gorliwie wszelkie inicjatywy exodusu Żydów z Europy. Już w 1933 r. ministerstwo gospodarki Rzeszy zawarło porozumienie z angielsko-palestyńskim bankiem, umożliwiające wyjazd do Palestyny najzamożniejszym Żydom.

Hidżab na Krupówkach, burkini w aquaparku i jagnię hallal na grillu. Islam pod Giewontem

– Gdzie nie spojrzeć przyjezdni z Bliskiego Wschodu – mówią mieszkańcy Podhala.

zobacz więcej
Poparcie Arabów dla Hitlera i jego partii nie uszło jednak uwadze niemieckich agentów. Szczególnie, że muzułmanie nie tylko nazistów podziwiali, ale wręcz próbowali ich naśladować. Jeszcze przed zdobyciem przez przyszłego Führera pełni władzy, zaczęto tworzyć arabskie klony NSDAP. Niemcy stacjonujący w krajach Bliskiego Wschodu chętnie wspierali ich liderów, oferując im zaplecze finansowe i propagandowe.

W 1932 r. powstała Syryjska Partia Narodowosocjalistyczna Antouna Saadeha, której hymn zaczynał się od słów: „Syria, Syria über alles”. Rok później egipski nacjonalista Ahmed Hussein założył frakcję młodych oficerów o nazwie Misr al-Fatah (Młody Egipt). Członkowie ugrupowania urządzali okazałe marsze w Kairze, a jego oddziały szturmowe – tzw. zielone koszule – były wierną kopią bojówek SA. W szeregach Misr al-Fatah znaleźli się m.in. dwaj późniejsi prezydenci Egiptu – Anwar as-Sadat i Gamal Naser.

Wyzwolić Egipt spod jarzma Anglików

Popularność Hitlera w krajach arabskich została dodatkowo wzmocniona przez upadek znienawidzonej przez tamtejsze społeczności Francji. Największy podziw – graniczący niemal z fanatycznym kultem – wyrażano szczególnie w Syrii. Fakt ten nie powinien dziwić, zwłaszcza że Paryż pogrzebał ostatecznie narodowowyzwoleńcze nadzieje Syryjczyków, rezygnując w 1936 r. z ratyfikowania dokumentu przyznającego im niepodległość.

Gdy zatem pod koniec czerwca 1940 r. gen. Wilhelm Keitel podpisywał w Compiègne rozejm z francuskim dowódcą Charlesem Huntzigerem, na ulice Damaszku wybiegł rozentuzjazmowany tłum. Arabowie śpiewali: „Nigdy więcej monsieur, nigdy więcej mister, Allah rządzi w niebie, a na ziemi Hitler!”.

Fascynacja niemieckimi zwycięstwami udzielała się również najważniejszym postaciom świata arabskiego. W 1941 r. król Egiptu i Sudanu Faruk I wysłał Niemcom następującą notę gratulacyjną: „Przepełniony podziwem i szacunkiem dla Führera i narodu niemieckiego, życzę mu najgoręcej zwycięstwa nad Anglią. Moim życzeniem i wolą mojego narodu jest, by oddziały niemieckie jak najszybciej wyzwolił Egipt spod dokuczliwego i brutalnego jarzma Anglików".

Brytyjczycy byli w pełni świadomi tych pronazistowskich sympatii, dlatego – w obawie przed sabotażem – starali się nie angażować Arabów do działań militarnych na froncie. Zadania egipskiej armii ograniczano z reguły do obejmowania warty oraz rutynowych patroli lotniczych.
Wielki mufti z Heinrichem Himmlerem w 1943 roku. Fot. Wikimedia/ Bundesarchiv, Bild 101III-Alber-164-18A / Alber, Kurt
„Mein Kampf” czyli „Mój dżihad”

Tymczasem w gazetach wydawanych na terenie Bliskiego Wchodu i Afryki Północnej zaczęto publikować fragmenty utworu „Baladay al-jihad” („Mój dżihad”), będącego arabskim tłumaczeniem „Mein Kampf”.

Pojawienie się księgi nazizmu na gruncie arabskim wymagało jednak pewnych modyfikacji dzieła, na co Hitler nie chciał się początkowo zgodzić. Do zmiany stanowiska przekonały go dopiero argumenty niemieckiego ambasadora w Iraku Fritza Grobby. Dyplomata, który mocno naciskał na przekład „Mein Kampf”, argumentował, że Arabom nie spodoba się jej rasistowski charakter, gdyż antysemickie fragmenty mogą być odebrane jako skierowane także przeciwko nim.

Ostatecznie poszczególne frazy zostały zmienione w taki sposób, aby uderzały wyraźnie tylko w Żydów. Wygładzono też główny przekaz ideologiczny, mówiący o supremacji rasy aryjskiej.

W 1939 r. brat Nasera, Nassiri, wydał pierwszą egipską wersję „Mein Kampf”, nazywając jej autora „najsilniejszym człowiekiem Europy”. Ale już wcześniej powstawały – bez zgody władz niemieckich – nieoficjalne tłumaczenia w Kairze i Damaszku.

Należy tutaj wspomnieć, że nie wszyscy muzułmanie poparli ochoczo te projekty, stwierdzając, iż w przekładach celowo pomija się negatywny stosunek Hitlera do Arabów. W maju 1937 r. egipski adwokat Hamid Maliji opublikował liczący 67 stron pamflet zatytułowany „Objawienie teorii supremacji niektórych ras i umiejscowienie w niej północnych Afrykanów”. Prawnik pisał w nim:

„Arabskie kopie «Mein Kampf» rozpowszechniane w świecie arabskim nie są zgodne z oryginalnym niemieckim wydaniem (...). Ponadto fragmenty te nie ujawniają jego [Hitlera] prawdziwej opinii o nas. Hitler uważa, że Arabowie są rasą niższą, że arabskie dziedzictwo zostało zbudowane na splądrowaniu innych cywilizacji. I że Arabowie nie mają ani kultury, ani sztuki”.

O tym jak świat powiedział Hitlerowi: Z Żydami rób, co chcesz

W roku 1938 i w roku 1943 świat określił swój stosunek do sytuacji Żydów, którzy znajdowali się w zasięgu władzy Hitlera.

zobacz więcej
Podobnego zdania był tunezyjski arystokrata i właściciel ziemski Khaled Abdul-Wahab. Po tym, gdy w listopadzie 1942 r. jego kraj znalazł się pod niemiecką kontrolą, udzielił on schronienia 24 Żydom – członkom rodzin Boukhris i Uzzan.

Spiskowcy i wichrzyciele

Głosy rozsądku wyrażane przez osoby pokroju Malijiego i Abdula-Wahaba nie były jednak w stanie dotrzeć do tłumów wychodzących na spotkanie żołnierzom gen. Erwina Rommla. Gdy oddziały Afrika Korps zbliżały się do Aleksandrii, as-Sadat i Naser rozpoczęli wspólnie z Bractwem Muzułmańskim przygotowywania do wzniecenia antybrytyjskiego powstania w Kairze. W korespondencji z Niemcami as-Sadat zapewniał, że żaden Brytyjczyk nie wyjdzie żywy z egipskiej stolicy.

Rommel poniósł jednak porażkę pod El Alamein, przez co spisek nie doszedł do skutku. Resztę wojny as-Sadat spędził w brytyjskim więzieniu, co bynajmniej nie osłabiło jego wiary w ostateczny triumf III Rzeszy.

Swoją szansę na wywalczenie niepodległości ujrzał również premier Królestwa Iraku Raszid Ali al-Kilani, który w nocy z 1 na 2 kwietnia 1941 r. rozpoczął wymierzony w Londyn zamach stanu. Rebelianci zostali wsparci przez jednostkę Luftwaffe, jednak trudne warunki klimatyczne utrudniły Niemcom przeprowadzenie skutecznych ataków. Zryw upadł już 30 maja, a al-Kilani musiał ratować się ucieczką do Iranu.

Tylko dla Arabów

Kilka miesięcy później – 6 listopada 1941 r. – przybył do Berlina wielki mufti, aby omówić warunki arabsko-niemieckiej współpracy. Po dwóch tygodniach pobytu w stolicy III Rzeszy spotkał się z Joachimem von Ribbentropem, a kilka dni później – z samym Adolfem Hitlerem. Audiencja u niemieckiego przywódcy zaczęła się jednak od dość niezręcznej sytuacji. Hitler, który nienawidził używek, odmówił wypicia kawy ze swoim gościem, zabraniając też podania napoju muftiemu. Al-Husajni pominął to milczeniem, przedstawiając od razu swoje postulaty.

Wbrew jego oczekiwaniom Führer nie zgodził się jednak poprzeć publicznie arabskiej walki o niepodległość, w obawie, że Brytyjczycy wystąpią wtedy przeciwko rządom Francji Vichy. Obiecał za to, że Niemcy będą dążyć do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej zarówno w Europie, jak i w krajach Bliskiego Wchodu oraz Afryki Północnej.

Naziści posłużyli się muftim w późniejszym czasie, prosząc go, aby przeprowadził akcje agitacyjne wśród muzułmańskich Bośniaków, dla których powołano specjalną formację – 13 Dywizję Górską SS „Handschar”.
Żołnierz „Handschara” wiesza portret wielkiego muftiego Jerozolimy Mohammada Amina al-Husajniego. Fot. NAC/Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa/Mielke
Przy okazji utworzenia owej jednostki doszło do małego konfliktu pomiędzy Heinrichem Himmlerem i innym sojusznikiem III Rzeszy – przywódcą Niezależnego Państwa Chorwackiego (NDH) Ante Paveliciem. W maju 1943 r. wódz Chorwatów rzucił w stronę szefa SS oskarżenie, że dąży on do zniszczenia jego narodu, doprowadzając do dominacji muzułmanów nad katolikami.

Pavelić zaproponował, aby zamiast „Handscharu” sformować ustaszowską dywizję chorwacką SS, która zostałaby włączona do sił zbrojnych NDH. Niemcy nie zamierzali jednak iść na jakiekolwiek ustępstwa wobec przywódcy marionetkowego państwa.

Porażki Hitlera na kolejnych frontach nie ostudziły zapału Arabów, którzy do końca łudzili się, że uda im się wywalczyć upragnioną wolność. Jeszcze w grudniu 1944 r. al-Husajni przekonywał w przemówieniu radiowym:

„Nie zadowolimy się byle czym, (…) pragniemy wywalczyć niepodległość, taką niepodległość, w której nie będzie dostępu dla żadnych obcokrajowców ani miejsca dla Żydów. To będzie arabska ojczyzna i tylko dla Arabów”.

Mała Rzesza pod palmami

Chociaż Niemcy nie spełnili marzeń liderów świata arabskiego, Bliski Wschód i Afryka Północna stały się po upadku III Rzeszy jednym z najważniejszych kierunków ucieczki zbrodniarzy wojennych. Wielu z nich zmieniło w nowych krajach nazwiska, a niektórzy – jak wspomniany na samym początku Johann von Leers – postanowili nawet przejść na islam.

Arabscy dyktatorzy chętnie przyjmowali do siebie oficerów SS i Wehrmachtu, wykorzystując ich wiedzę przy tworzeniu swoich służb specjalnych i porządkowych. Na schronienie mogli też liczyć niemieccy uczeni, dla których przygotowano intratne stanowiska w zakładach zbrojeniowych.

W Egipcie ukrywali się m.in. ludzie zwerbowani przez osławionego komandosa Hitlera, Ottona Skorzeny’ego. Jednym z nich był Ali al-Nahar, czyli Leopold Gleim, dawny szef departamentu żydowskiego Gestapo na terenach okupowanej Polski.

Inny agent Skorzeny’ego odpowiadał za ochronę naukowców zatrudnionych w tajnej fabryce „333”. Pracujący w niej specjaliści zbudowali w 1962 r. na polecenie Nasera rakiety al-Kahir (co oznacza po arabsku „zwycięzcę”), wzorowane na produkowanych wcześniej dla Hitlera V-2. Broń miała być wycelowana w Izrael, co przywódca Egiptu wielokrotnie dawał do zrozumienia w swoich publicznych wystąpieniach.

Nie podają ręki nauczycielom, dziennikarzom, politykom. Nakaz religijny czy pogarda dla niewiernych

Spór o uścisk ręki to nowe pole konfliktu czy może nawet wojny religijnej i kulturowej.

zobacz więcej
Tymczasem w egipskim wydziale propagandy antysyjonistycznej von Leers kompletował swój zespół specjalistów. W codziennej pracy pomagali mu m.in. dawni pracownicy ministerstwa propagandy Rzeszy Saleh Shafar (Hans Apler) i Mahmoud Saleh (Alfred Zingler) oraz El Hussein (Franz Bartel) – w czasie wojny prominentny oficer Gestapo w Katowicach. Na pomoc protegowanego Goebbelsa mógł także liczyć esesman Albert Thiemann, ścigany za zbrodnie popełnione w Czechosłowacji.

W Damaszku ukrywał się natomiast austriacki Hauptsturmführer Alois Brunner – podwładny Adolfa Eichmanna i jeden z czołowych architektów Holokaustu. W latach 1943-1944 odpowiadał on osobiście za wywózki Żydów do Auschwitz z terenów Grecji, Francji Vichy, Bułgarii i Słowacji. W Syrii zmienił nazwisko na George Fischer i doradzał tamtejszym władzom w sprawach stosowania technik represji i tortur. Pomimo licznych prób aresztowania nigdy nie spotkała go zasłużona kara.

List do Hitlera z 1953 r.

Spośród arabskich nacjonalistów, którzy w czasie wojny współpracowali z nazistami, najbardziej nieprzewidywalny okazał się as-Sadat. Zdaniem Gideona Hausnera – głównego prokuratora w procesie Eichmanna – egipski oficer wierzył, że Hitlerowi udało się przeżyć wojnę i wyjechać do Ameryki Południowej. Z jego ustaleń wynikało, że as-Sadat miał napisać we wrześniu 1953 r. list o następującej treści:

„Drogi Hitlerze, gratuluję ci z głębi mojego serca. Chociaż najwidoczniej przegrałeś swoją wojnę, w rzeczywistości jesteś zwycięzcą. Udało ci się bowiem doprowadzić do niezgody pomiędzy Churchillem i jego sojusznikami, synami szatana. Popełniłeś kilka błędów, walcząc na zbyt wielu frontach, zostałeś jednak wiecznym przywódcą Niemiec. Nikt nie powinien być zatem zaskoczony, jeśli znów dojdziesz do władzy lub jeśli na świecie pojawi się inny, dorównujący ci wielkością Hitler”.

Hausner upublicznił powyższy list w 1971 r., niedługo po wyborze as-Sadata na trzeciego prezydenta Egiptu. W tym kontekście ogromnym zaskoczeniem był późniejszy zwrot as-Sadata w relacjach z Żydami. Jako reprezentant Egiptu – kraju, który uchodził dotąd za jednego z najbardziej zagorzałych przeciwników Izraela – zawarł w Camp David porozumienie z izraelskim premierem Menechem Beginem.
Anwar As-Sadat (z lewej) i Menachem Begin w 1977 roku podczas wizyty egipskiego przywódcy w Jerozlimie. Fot. PAP/EPA/YAACOV SAAR
As-Sadat i Begin otrzymali za to Pokojową Nagrodę Nobla, przyczyniając się przy okazji do pogorszenia stosunków pomiędzy Kairem i innymi państwami arabskimi. Jak się potem okazało, cena za próbę pojednania z Izraelem miała być dla as-Sadata dużo wyższa – w 1981 r. został zastrzelony na paradzie wojskowej przez fundamentalistów z organizacji Egipski Dżihad.

Arafat, siostrzeniec arabskiego Führera

Bezprecedensowa wolta egipskiego prezydenta kontrastowała z postawą innych arabskich współpracowników III Rzeszy, którzy do końca trwali przy swojej antyżydowskiej retoryce, kształcąc w jej duchu kolejne pokolenia. Z rodzin bliskowschodnich agitatorów z lat 40. wywodzili się późniejsi buntownicy, jak również organizatorzy głośnych zamachów terrorystycznych.

Dość wspomnieć, że powszechnie znany lider organizacji Al-Fatah Jasir Arafat nazywał się naprawdę Muhammad al-Kudwa al-Husajni i był siostrzeńcem „Führera świata arabskiego”. Z kolei obalony w 2003 r. dyktator Iraku, Saddam Husajn, był bratankiem jednego z przywódców spisku zorganizowanego przez al-Kilaniego.

Powiązania rodzinne z dawnym arabskim socjalistą miał także Ali Hassan Salameh, lider palestyńskiej organizacji terrorystycznej Czarny Wrzesień. Jego ojciec, Hassan Salameh, był bliskim współpracownikiem al-Husajniego i komandosem szkolonym pod okiem niemieckich specjalistów.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Z biegiem lat wpływy nazistów na Bliskim Wschodzie stopniowo słabły. Na ten stan rzeczy złożyły się w dużej mierze przyczyny naturalne – przedstawiciele starej gwardii III Rzeszy odchodzili kolejno z tego świata. O tym, że posiadali spore możliwości jeszcze wiele lat po wojnie świadczy jednakże fakt, iż odegrali oni niebagatelną rolę w obaleniu w 1969 r. libijskiego monarchy Idrisa I. W wyniku tzw. „rewolucji 1 września” władzę w kraju przejął wówczas młody oficer Muammar Kaddafi.

– Adam Gaafar
Zdjęcie główne: Do Berlina przybył wielki mufti, aby omówić warunki arabsko-niemieckiej współpracy. 28 listopada 1941 spotkał się z Adolfem Hitlerem. Fot. Wikimedia/Bundesarchiv, Bild 146-1987-004-09A / Heinrich Hoffmann
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.