Kultura

Od Stalina do włoskiej mafii. Strach, rozpacz, okrucieństwo oglądane z przerażająco bliska

Jest coś nużącego w stadnych zachwytach nad wydarzeniami kulturalnymi i dziełami sztuki. Takie zachowania szkodzą samej kulturze. Ale w tym roku trzeba przyznać rację licznie zgromadzonym widzom 16. Millennium Docs Against Gravity Film Festival. Uznali oni tę edycję za naprawdę udaną.

W sobotę 25 maja o godz. 13.50 na antenie TVP Kultura rozmowa Łukasza Adamskiego z gościem festiwalu – ukraińskim reżyserem Siergiejem Łoźnicą.

Bezideowi kombinatorzy niszczą Europę

Filip Memches: Łapówki, kłamstwa i ciemne interesy. Afera tytoniowa wiele nam mówi o unijnych politykach.

zobacz więcej
Festiwal, organizowany od kilkunastu lat przez firmę dystrybucji filmów Against Gravity z Arturem Liebhartem na czele, choć kilkukrotnie zmieniał nazwę, wciąż się rozwija. Rzecz nie tylko w rosnącej widowni, większej liczbie wydarzeń towarzyszących, wzrastającej renomie imprezy. Against Gravity stworzyło także kilka długofalowych projektów edukacyjnych i popularyzatorskich, zadbało również o to, by festiwal nie był jedynie wydarzeniem stołecznym, ograniczonym do opiniotwórczej stołecznej inteligencji i szerzej, warszawskiej widowni.

Dlatego na festiwalowej mapie w tym roku były Wrocław, Gdynia, Katowice, Lublin, Bydgoszcz. I stąd całe mnóstwo wydawnictw DVD z najlepszymi, najgłośniejszymi, mało komercyjnymi, a jednak dyskutowanymi dokumentalnymi produkcjami filmowymi.

A widownia na MDAG jest najróżniejsza. W warszawskiej Kinotece można było spotkać Andrzeja Horubałę, pisarza, eseistę, producenta filmowego, autora kultowego już chyba serialu dokumentalnego „System 09”, stworzonego dekadę temu dla TVP. Ofertę MDAG śledził także Jakub Majmurek, dziennikarz i publicysta „Krytyki Politycznej”.

Choć festiwalowe nurty i trendy bliższe są raczej lewicowej i liberalnej widowni, to świat przedstawiony w pokazywanych tutaj filmach znacznie wzbogaca naszą wiedzę. A słowo „świat” w tym przypadku oznacza niemal wszystko, co człowiek może dotknąć ręką i myślą.

Mówiąc publicystycznym skrótem: na Millennium Docs Against Gravity znaleźliby dla siebie coś Sokrates, Platon, Arystoteles i filozofowie przyrody. I wszyscy, którzy później robili do ich dzieł przypisy, badając naturę ludzką, sprawy polis i tajniki czterech żywiołów.

Festiwal za nami, przyznano nagrody, klaskaniem obrzękły lewice i prawice. Nie o tym jednak tu będzie. To zdecydowanie subiektywne „the best of...”, poświęcone wybranym filmom.
08.05.2019 – Paweł Ziemilski
W wyborze tym wyraźnie zaznacza się tematyka rosyjska, ale nie wynika to jedynie z zainteresowań autora niniejszego tekstu. Artur Liebhart od lat dba o to, żeby na kolejnych edycjach festiwalu nie zabrakło produkcji poświęconych sprawom Europy wschodniej. Stąd częsta, filmowa i osobista, obecność podczas imprezy choćby Siergieja Łoźnicy, który o Rosji opowiada z goryczą, choć bez nienawiści.

Szczere rozmowy z carem

„Świadkowie Putina” („Putin’s Witnesses”, Łotwa, Szwajcaria, Czechy, 2018). Witalij Manski jest jednym z najbardziej uznanych rosyjskich twórców filmów dokumentalnych. Kilka lat temu wygrał główną nagrodę Millennium Docs Against Gravity filmem „Pod opieką wiecznego słońca”, prezentującym przytłaczająco surrealistyczne oblicze Korei Północnej.

Niegdyś Manski był szefem departamentu programów dokumentalnych rosyjskiej telewizji publicznej. Zrobił wówczas film „Who is Mr Putin?”, który wyświetlała również TVP. To propagandowa produkcja. Przedstawia dobrego dla rosyjskiego ludu nowego cara, który chce walczyć ze złem, pleniącym się w dotkniętym rozpadem państwie.

Manski już dawno rozstał się z dworem nowego władcy Rosji. I ze starych materiałów, częściowo pokazanych po raz pierwszy, utkał obraz pierwszego roku władzy byłego podpułkownika KGB.

W filmie widzimy nie tylko Putina. Świetne są sceny w domu Borysa Jelcyna, z jednej strony bardzo rodzinne, z drugiej – przesiąknięte polityką na najwyższym szczeblu. Manski prezentuje też kilka nie publikowanych rozmów, jakie zrobił z Putinem; rozmów szczerych, momentami chyba bardzo szczerych, w których można zobaczyć, jak prezydent Rosji wybucha gniewem, mówiąc o rozpadzie ZSRS i „wyrzuconym na śmietnik” pokoleniu swoich rodziców.

Putin już wówczas, w nieformalnych rozmowach, przedstawił Manskiemu credo swoich rządów, wprost mówiąc choćby o potrzebie zmarginalizowania opozycji, odbudowy pozytywnego mitu Rosji Radzieckiej, odbudowy zaufania społecznego przez rządy twardej ręki.

Reżyser gra też szczegółami: w nagraniu z wieczoru wyborczego nagłaśnia idącą w tle telewizyjną wypowiedź Borysa Niemcowa, który udzielił Putinowi wówczas warunkowego wsparcia. A w roku 2015 zginął pod murami Kremla.
Witalij Manski, reżyser „Świadków Putina” (kadr z filmu na zdjęciu) utkał ze starych materiałów, częściowo pokazanych po raz pierwszy, obraz pierwszego roku władzy byłego podpułkownika KGB. Fot. Millenium Docs Against Gravity
„Świadkowie Putina” to film, który powinien obejrzeć każdy, kogo interesują kulisy Kremla. Skądinąd w Polsce warto przypominać, że sowietologia narodziła się nie w USA w latach 50. XX wieku, ale w II Rzeczypospolitej, w Wilnie, na Uniwersytecie Stefana Batorego.

Przygnębiające studium ludzkich twarzy

„Proces” („Process”, Holandia, 2018). Iście kafkowski tytuł nowego filmu dokumentalnego Siergieja Łoźnicy dobrze oddaje jego treść. Wybitny ukraiński reżyser tylko na podstawie sowieckich materiałów archiwalnych zrobił rzecz poświęconą jednemu z pokazowych procesów moskiewskich lat 30. Chodzi o tzw. proces Prompartii (wymyślonej przez NKWD Partii Przemysłowej). Dla potrzeb Stalina kilku czołowych ekonomistów i inżynierów oskarżono o zawarcie tajnego paktu z premierem Francji Raymondem Poincaré’em w celu przywrócenia kapitalizmu i spowodowania upadku sowieckiej władzy.

Kamery, które miały pracować na rzecz bolszewickiego reżimu, po dekadach świadczą przeciw niemu. Z przerażająco bliska oglądamy niewinnych ludzi, którzy nie tylko przyznają się do winy, ale także sami się oskarżają. Widzimy także ich sędziów i prokuratorów, a do tego przebitki z moskiewskich ulic, gdy w trakcie wieców i pochodów z transparentami lud pracujący domagał się dla oskarżonych kary śmierci.

To stalinizm w czystej postaci, uwyraźniony dzięki najnowszym technologiom, które przywróciły ostrość starym, czarno-białym materiałom. Film właściwie obywa się bez komentarza z offu – na koniec dowiadujemy się jednak, jakie były dalsze losy i oskarżanych, i tych, co sądzili i oskarżali.

Przygnębiające wrażenie robi studium ludzkich twarzy w trakcie procesu. Widać na nich: strach, rozpacz, okrucieństwo, politowanie, rozbawienie, znudzenie, irytacja. I wiara w to, że przecież dokonuje się sowiecka sprawiedliwość. A zarazem nadzieja, że może samemu uda się wywinąć.

Tu rządzą kłamstwo i przemoc, a politykę uprawiają kryminaliści

Pod nadzorem możnych patronów z Moskwy stworzono rezerwaty dzikiego życia.

zobacz więcej
Na marginesie: w tym roku na MDAG zrobiono wymowny wyjątek od reguły – pokazano film fabularny. To „Donbas”, także Łoźnicy, bolesny obraz wojny na terenach tzw. ludowych republik noworosyjskich.

Rosyjski stary niedźwiedź

„Herzog/Gorbaczow” („Meeting Gorbachev”, Stany Zjednoczone , 2018). Ten film musi dawać do myślenia polskiemu widzowi. Reakcje kinowej sali potwierdzały to zresztą. Werner Herzog i André Singer nakręcili film, który można nazwać próbą uzgodnienia wspólnej rosyjsko-niemieckiej polityki historycznej.

Dość to irytująca momentami laurka ku czci byłego sekretarza generalnego KPZR, pierwszego prezydenta Związku Sowieckiego. Wylewne zapewnienia Herzoga o miłości do Michaiła Gorbaczowa mają przyczynę, o której reżyser mówi wprost: zjednoczenie Niemiec. I z tej perspektywy opowiadane są lata 80. i 90.

Skutki rozpadu ZSRS dla Europy środkowo-wschodniej pokazywane są przez pryzmat niemiecki i węgierski. Polski wątek pojawia się raz: Lech Wałęsa słusznie zauważa, że nie chcieliśmy komunizmu po 1945 roku, że siłą go nam narzucono. Poza tym mówi to, co zwykle, czyli jak objaśniał innym ludziom świat – w tym przypadku ponoć Gorbaczowowi.

Trzeba jednak przyznać, że to bardzo dobry pod względem realizacyjnym film – Gorbaczow zdaje się być szczery, gdy w swoim moskiewskim biurze rozmawia z niemieckim twórcą. On również, jak Putin, ubolewa nad rozpadem ZSRS, obwinia o to i Borysa Jelcyna, i puczystów od Giennadija Janajewa. Zapewnia, że chciał dać Rosji prawdziwą demokratyzację, ale zachować integralność ZSRS.

Herzog przy okazji sprawnie połączył wątki polityczne z osobistymi – jest więc i miłość Michaiła do Raisy, są fragmenty starego filmu Manskiego „Gorbaczow. Po imperium”. Jest w Gorbaczowie wiele z sympatycznego rosyjskiego starego niedźwiedzia. Tak sympatycznego, że człowiek na wszelki wypadek cofa się o kilka kroków.
21.05.2019 – Pernille Rose Grønkjær
Dopowiedzmy rzecz nieco zabawną, parę scen zarówno ze „Świadków Putina” Manskiego, jak i z filmu „Herzog/Gorbaczow” potwierdza wzajemną zapiekłą niechęć dzielącą Borysa Jelcyna i ostatniego sekretarza generalnego KPZR.

Podziwiany przez przeciwników

„Steve Bannon. Czas przełomu” („The Brink”, Stany Zjednoczone, 2019). To kino polityczne na najwyższym poziomie; film dokumentalny, którego nie wolno przeoczyć. Reżyser Alison Klayman towarzyszy z kamerą Steve'owi Bannonowi, człowiekowi, który sam o sobie mówi, że jest nacjonalistycznym populistą i który pomógł wprowadzić Donalda Trumpa do Białego Domu.

Mamy tu do czynienia z obrazem z gatunku cinéma vérité – filmu dokumentalnego starającego się uchwycić jak najwięcej z łapanego dynamicznie „tu i teraz”. Oczywiście, czasem na życzenie Bannona i jego rozmówców ekipa filmowa musi wyjść z pokoju.

Autorka podróżuje z Bannonem przez piętnaście miesięcy, począwszy od jego głośnego odejścia z Białego Domu w 2017 roku, na 2018 roku kończąc. Towarzyszy mu w pięciogwiazdkowych hotelach (Bannon kpi sam z siebie: „ależ ze mnie populista...”), na prywatnych lotniskach, na spotkaniach z zaprzysięgłymi amerykańskimi alt-rightowcami, na kolacjach i lunchach z politykami radykalnej europejskiej prawicy.

Wątek polski pojawia się tylko raz, mocno stereotypowo: kilka przebitek z Marszu Niepodległości: „Mazurek Dąbrowskiego”, race, tłumy. Ale żadnych naszych polityków nie ma. Jest za to trochę Viktora Orbána, Nigela Farage’a, reprezentantów zwycięskiej włoskiej prawicy. Jedni potrzebują pieniędzy od Bannona, inni pytają go, co robić, a bodaj wszyscy mają nadzieję, że pokonają liberałów i lewicę, choć momentami sprawiają wrażenie mocno nieogarniętych.

W centrum oczywiście jest postać Bannona, (auto)ironicznego, zaciekłego, pracowitego, twardego. Widzimy człowieka, który potrafi wzbudzić pełen podziwu uśmiech nawet u swoich przeciwników. A równocześnie kogoś, kto niejednokrotnie kluczy, nie jest jednoznaczny, mimo swojego radykalizmu prowadzi bardzo ostrożną grę z liberalnymi mainstreamowymi mediami, szczególnie w kwestiach tak drażliwych jak antysemityzm.

Niestety, jak w przypadku wielu filmów dokumentalnych robionych z perspektywy lewicowo-liberalnej, i ten nie daje odpowiedzi na to, dlaczego biała biedota z USA zdecydowała się głosować na Donalda Trumpa.

Chce zostać Sorosem prawicy. Czy rozpali konserwatywną rewoltę w Europie?

Niech was nazywają rasistami, ksenofobami, kimkolwiek. Noście te obelgi niczym odznaczenia! – wzywa Steve Bannon, były współpracownik Donalda Trumpa.

zobacz więcej
Dopowiedzmy, że na tegorocznym MDAG swoją szansę na głębsze naświetlenie społeczno-ekonomicznych przyczyn zwrotu ku alt-rightowi w Europie i w USA zmarnował zbyt poprawny politycznie film „Demokracja: instrukcja obsługi” w reżyserii Astry Taylor. Owszem, pięknie pokazano w nim stary filozoficzny dyskurs o demokracji, sięgając do Arystotelesa i Platona, ale o egoizmie liberalnych elit wspomniano właściwie mimochodem, poprzez aluzje.

Wspólna pamięć

„Warszawa: Miasto Podzielone” (Polska, 2019). Obraz powstał we współpracy z TVP. Kanwą filmu Erica Bednarskiego, Kanadyjczyka o polskich korzeniach mieszkającego w Warszawie, są pokazane po raz pierwszy (robione w tajemnicy przed Niemcami) amatorskie materiały z warszawskiego getta. Z narażeniem życia nakręcił je na początku 1941 roku młody Polak, Alfons Ziółkowski, przed wojną zaciekły motocyklista.

Autentyczność nagrania potwierdzili eksperci Polskiej Filmoteki Narodowej, Yad Vashem, BBC, Imperial War Muzeum w Londynie. Varsavianista Zygmunt Walkowski przez lata analizował poszczególne klatki nagrania, starając się dociec, gdzie powstały sceny zarejestrowane na taśmie osiem milimetrów. Ocalałe ujęcia wpleciono we wspomnienia świadków tamtych czasów: Żydów i Polaków.

To bolesna opowieść o głębokich ranach, jakie zadał ludziom i miastu niemiecki nazizm, historia zniszczonej wspólnoty, unicestwionej społeczności – przede wszystkim żydowskiej, ale w potężnym stopniu także polskiej.

Wielkim walorem tego filmu jest jego ciepło i nadzieja, jaką emanuje – zło pokonane dobrem. Żydzi i Polacy pokazani są jako ci, którzy szukają pojednania, i którzy po dekadach odtwarzają wspólną pamięć oraz gromadzą się wspólnie przy okazji kolejnych kwietniowych rocznic wybuchu powstania w warszawskim getcie.

Widzimy też jak inna urbanistycznie jest Warszawa współczesna od tej przedwojennej: dom jednej z bohaterek, w którym się urodziła, to dziś okolice skrzyżowania jednej ze stołecznych ulic. Kobieta staje w tym miejscu, krąży wokół niego, a my lepiej rozumiemy to, co jest gwałtownym przemijaniem. I niestety dziejową stałą w takich zakątkach globu jak nasz.

Pieniądze niosą śmierć pszczołom

„Kraina miodu” („Honeyland”, Macedonia Północna, 2018) to laureat tegorocznej nagrody Grand Prix Millennium Docs Against Gravity Film Festival. Istnieją takie filmy dokumentalne, których jako własnych powieści nie powstydziliby się Gabriel García Márquez, Honoré de Balzac, Wiesław Myśliwski. Filmy, które przenikają materię życia, nie naruszając jej oglądem. Ich autentyzm, faktyczność, prozaiczność przetkana starymi radościami i bólami rodzaju ludzkiego czyni je przy tym o wiele cenniejszymi – podróżujemy dzięki nim w głąb świata i ludzkich dusz.
„Kraina miodu” (reżyseria – Ljubomir Stefanov, Tamara Kotevska) jest raportem z zakątka Europy, w którym współczesność miesza się ze starą wiejską rzeczywistością. Fot. Millenium Docs Against Gravity
„Kraina miodu” (reżyseria – Ljubomir Stefanov, Tamara Kotevska) jest raportem z zakątka Europy, w którym współczesność miesza się ze starą wiejską rzeczywistością. A ludzie, prości ludzie zderzają się ze sobą, spotykają i rozstają, zadają sobie ból i ofiarują radość starając się po prostu przetrwać, żyć szczęśliwie.

Pięćdziesięcioletnia Hatidze nigdy nie wyszła za mąż. Mieszka ze schorowaną matką w pustoszejącej macedońskiej wiosce. Nie ma tam asfaltowych dróg, nie ma prądu, brak bieżącej wody. Stare radio wyłapuje z eteru dźwięki zachodnich hitów, jakby z zupełnie innego, równoległego świata. Hatidze hoduje pszczoły i kocha pszczoły. Raz na jakiś czas jeździ do odległego miasta, sprzedaje drożej niż inni swój miód. Jest przecież, wedle naszej nomenklatury, ekologiczny. Wraca z podarkami do matki, która od lat już nie wstaje z łóżka. Karmi ją miodem. Wspominają czasy, gdy we wsi było rojno i gwarno.

Pewnego dnia nieopodal ich domu osiedla się wielodzietna rodzina. Przyniesie ze sobą troskę o pieniądze, śmierć pszczół i skomplikowane międzyludzkie relacje.

Sztuczna inteligencja, I wojna światowa i włoska przestępczość zorganizowana

Nie dziwi fakt, że Millennium Docs Against Gravity Film Festival z roku na rok przyciąga coraz większą publiczność. Festiwalowe uniwersum się rozrasta.

MDAG to także filmy dokumentalne o rozwoju sztucznej inteligencji i o tym, jak ludzie szukają w niej ukojenia samotności („A to mój przyjaciel robot”, reżyseria – Isa Willinger). To pierwsza dokumentalna super-produkcja Petera Jacksona – „I młodzi pozostaną”, film o I wojnie światowej zrobiony tylko na podstawie materiałów archiwalnych, pod względem techniki realizacji bardzo podobny do naszej „Niepodległości”. To także „Ustrzelić mafię” (reżyseria – Kim Longinotto). Bohaterka tego obrazu, włoska fotoreporterka Letizia Battaglia fotografowała ludzi Cosa Nostry i jej ofiary. W filmie bezwzględnie zostaje zdemaskowany „romantyczny mit” włoskiej przestępczości zorganizowanej.

Nie byli Państwo w tym roku na MDAG? Proszę szukać festiwalowych filmów w kinach. I znaleźć nieco czasu dla tego wydarzenia w przyszłorocznym kalendarzu.

– Krzysztof Wołodźko

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Ustrzelić mafię”, w którym zostaje zdemaskowany „romantyczny mit” włoskiej przestępczości zorganizowanej. Fot. Millenium Docs Against Gravity
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?