Rozmowy

Amerykański prawnik: Czy śmierć przez zagłodzenie jest łagodna?

Każdy ma prawo odmówić terapii, np. chemioterapii. Poddaniu się uporczywej terapii odmówił Jan Paweł II. Ale człowiek powinien mieć również prawo do tego, by wyrazić, że chce dalej żyć; do tego, by lekarze podjęli dalszy wysiłek utrzymania go przy życiu. A już na pewno ma prawo do jedzenia i picia – mówi Wesley J. Smith, amerykański prawnik, autor książki „Kultura śmierci. Gdy medycynie wolno szkodzić”, doradca prawny rodziny Terri Schiavo.

TYGODNIK.TVP: W poniedziałek we Francji lekarze ze szpitala w Reims podjęli decyzję o odłączeniu przebywającego od 11 lat w stanie śpiączki Vincenta Lamberta od aparatury zapewniającej pożywienie. Odbyło się to za zgodą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Tego samego dnia za sprawą sądu apelacyjnego w Paryżu decyzja ta została zawieszona. Przypadek Vincenta Lamberta spowodował, że do debaty publicznej powrócił spór między przeciwnikami i zwolennikami eutanazji.

WESLEY J. SMITH:
To podobna sytuacja do tej sprzed kilkunastu lat, kiedy w Stanach Zjednoczonych opinię publiczną spolaryzował przypadek Terri Schiavo. Podzielona, tak jak w przypadku Lamberta, była również rodzina. Pamiętam to bardzo dobrze, bo byłem doradcą prawnym rodziców Terri. Obecny przypadek, podobnie jak wtedy w Stanach, może wywołać w Europie głęboką dyskusję o eutanazji.

O utrzymanie przy życiu Vincenta Lamberta apelowało 77 lekarzy specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniami mózgu. Przypominali oni, że pacjent samodzielnie oddycha, zachował zdolność przełykania i reaguje na bodźce.

Mamy tu do czynienia z dyskryminacją osoby chorej. Z pozbawieniem człowieka podstawowych praw do jedzenia i picia tylko dlatego, że ktoś uznaje życie Vincenta Lamberta za mniej wartościowe od życia innych ludzi. Nasuwa się pytanie, czy życie ludzkie ma jednakową wartość. Pańskie, moje czy kogokolwiek innego?

Chodzi o to, że tylko wtedy możemy mówić, iż życie ludzkie jest traktowane równo, kiedy najsłabsi spośród nas mają takie samo prawo do życia jak najsilniejsi. A jeżeli eliminujemy ze społeczeństwa najsłabszych, to nie możemy mówić o uniwersalnych prawach człowieka; wtedy automatycznie negujemy równość życia ludzkiego.

Gdyby ktoś chciał pozbawić prawa do jedzenia i picia np. kryminalistę, uznano by to – i słusznie – za barbarzyństwo. Dlaczego więc odmawia się prawa do jedzenia i picia Vincentowi Lambertowi?
W przypadku Vincenta Lamberta odżywianie za pomocą sondy działa – podkreśla Wesley J. Smith. 42-letni dziś Vincent w 2008 roku uległ wypadkowi motocyklowemu. Od tamtej chwili jest pod ciągłą opieką lekarzy – choć oddycha samodzielnie i czasem otwiera oczy, musi być sztucznie karmiony. Na zdjęciu z 2013 roku: Vincent z matką Viviane. Fot. PAP/EPA
Prezydent Francji Emmanuel Macron – do którego o zawieszenie decyzji o odłączeniu od aparatury apelowali rodzice Vincenta Lamberta, ale też demonstranci w obronie życia, którzy wyszli na ulice Paryża – stwierdził, że nie leży to w jego gestii. I że była to decyzja lekarzy – zgodna z prawem. Lekarze rzeczywiście mają prawo odstąpić od terapii?

Gdyby cała rodzina Lambertów była przeciwna zaprzestania karmienia przez sondę, wówczas lekarze nie mieliby nic do powiedzenia. Nie mogliby nic zrobić. Ale w tym przypadku połowa rodziny, w tym żona, popierała decyzję o przerwaniu karmienia. To doprowadziło do konfliktu prawnego.

Czy z punktu widzenia bioetyki mamy prawo decydować, kiedy ma nastąpić koniec życia?

Każdy ma prawo odmówić terapii, np. chemioterapii. Potwierdza to również katolicka nauka bioetyczna. Poddaniu się uporczywej terapii odmówił Jan Paweł II, stwierdzając, że powierza się Bogu. Ale człowiek powinien mieć również prawo do tego, by wyrazić, że chce dalej żyć; prawo do tego, aby lekarze podjęli dalszy wysiłek utrzymania go przy życiu. A już na pewno ma prawo do jedzenia i picia.

Możemy uznać, że nie chcemy być dalej poddawani uporczywemu leczeniu; możemy odmówić jakiejś terapii – ale nie jest to jednoznaczne z tym, że żona może arbitralnie powiedzieć: „On ma dosyć, weźcie go zabijcie”. Nikt nie ma prawa tak mówić. Zwłaszcza, że dostarczanie jedzenia i picia nie jest interwencją medyczną ani kuracją. Wszyscy, którzy żyją, zdrowi czy chorzy, muszą jeść i pić.

Życie drugiej jakości. Alfiemu Evansowi nie dano szansy

Dominik Zdort: Historia małego chłopca ze szpitala w Liverpoolu to symboliczna zapowiedź nadchodzącej nowej epoki.

zobacz więcej
Niektórzy twierdzą jednak, że kwestionowanie decyzji o zaprzestaniu leczenia, pozbawia pacjenta prawa do wyrażenia własnej woli – tego, że nie chce stać się przedmiotem uporczywej terapii.

Ale w tym przypadku nie mamy do czynienia z uporczywą terapią. O takiej terapii mówimy w sytuacji, kiedy jest ona stosowana, ale nie daje żadnych efektów. Chcę podkreślić, że tutaj nie chodzi o zaprzestanie kuracji medycznej.

Jak widać w przypadku Vincenta Lamberta odżywianie za pomocą sondy działa, Vincent dzięki temu żyje. Terapia jest więc skuteczna, a nie daremna. Trzeba to rozróżniać. To nie jest kwestia podłączenia kogoś do aparatury podtrzymującej życie – pacjent żyje, ale potrzebuje do życia, jak każdy człowiek, pożywienia.

Jeszcze raz powtórzę: gdybyśmy odłączyli kryminalistę od jedzenia i wody, zostałoby to uznane za akt barbarzyństwa. Tak samo w tym przypadku mamy do czynienia z pozbawieniem człowieka najbardziej elementarnego prawa – do odżywiania.

Sprawą zainteresował się Komitet ONZ ds. Praw Osób Niepełnosprawnych. Jest więc szansa, że takie działanie zostanie uznane za dyskryminację osoby chorej.
Według amerykańskiego prawnika, spór o prawo do życia Terri Schiavo nie przebiegał zgodnie z utartą w USA linią sporu: religijni konserwatyści kontra niewierzący liberałowie. Fot. Spencer Platt/Getty Images
Nawiązując do wspomnianej wcześniej sprawy Terri Schiavo, dostrzega pan jeszcze jakieś inne podobieństwa, poza podziałem w rodzinie, między tamtą i obecną sytuacją?

Podobieństw jest wiele. Ale jest też jedna istotna różnica. Otóż w przypadku Vincenta Lamberta nie mamy jednoznacznej wiedzy, że ktoś zyska finansowo na jego śmierci.

W sprawie sprzed kilkunastu lat czarnym charakterem był mąż Terri, Michael Schiavo, który w czasie, kiedy Terri była w śpiączce, związał się z inną kobietą, mieli dzieci i tak naprawdę chodziło mu o to, by mógł się z nią ożenić. Można sobie wyobrazić, jak wyglądały rozmowy między nimi: „Dlaczego się ze mną nie ożenisz? Przecież masz ze mną dzieci”. A ten nie mógł, bo miał żonę, która była w stanie śpiączki. Chodziło także o pieniądze (ok. 700 tys. dolarów), które w razie jej śmierci dziedziczył mąż.


Ostatecznie jednak przychylono się do decyzji Michaela Schiavo.

Wydaje mi się, że o wyroku sędziego zadecydowało to, że odmówił zobaczenia Terri na żywo, w szpitalu. Myślę, że wówczas zmieniłby zdanie. Ona nie była rośliną. Miała pewne reakcje, np. potrafiła się uśmiechnąć. To może drobne rzeczy, jednakże było widać, że jest to żywa osoba. Tymczasem sędzia uznał, że kompletnie nie jest warta tego, by dalej żyć. Decyzja była skandaliczna.

Jak sprawa Terri Schiavo była odbierana w USA?

Wydźwięk medialny był ogromny. Mówiły o tym największe stacje telewizyjne. Była to sprawa omawiana na najwyższym szczeblu. Natomiast społeczeństwo było podzielone. Podział był potężny, ale… nietypowy.

Wskrzesili odcięty od ciała mózg. Mózg Alfiego nie miał na to szansy

Naukowcy balansują na ostrej krawędzi tego, co jeszcze etyczne.

zobacz więcej
W jakim sensie nietypowy?

Nie przebiegał według utartej linii sporu, jak to zwykle w Stanach – po jednej stronie barykady są religijni konserwatyści, zaś po drugiej niewierzący liberałowie. Mimo że liberalne media głosiły, iż sprawa jest jednoznaczna i trzeba być fanatykiem religijnym, by domagać się utrzymania Terri przy życiu, to jednak część liberałów była po stronie Terri. Za utrzymaniem jej przy życiu byli m.in. ludzie ze środowiska zajmującego się prawami osób niepełnosprawnych, które raczej nie jest religijne, tylko liberalne.

Ale widoczny był też pewien problem. Otóż nauczono nas, by nie mówić, że coś jest słuszne albo niesłuszne, sprawiedliwe albo niesprawiedliwe. Mamy powstrzymać się od takich ocen. Dlatego gdy sąd wydał wyrok, wielu Amerykanów zmieniło zdanie. Uznali, że wyrok musi być moralnie uzasadniony.

Wracając do Europy, w Szwajcarii istnieją organizacje, takie jak Exit czy Dignitas, które oferują możliwość popełnienia samobójstwa w asyście lekarzy; w Belgii i Holandii dopuszczalne jest dokonanie eutanazji na osobach poniżej 18. roku życia. Wydaje się, że to jest kierunek, w którym zmierza Zachód.

Trudno powiedzieć, jak daleko może to zabrnąć. Natomiast wiem, że Polska i Polacy jako społeczeństwo konserwatywne mogą tu odegrać istotną rolę. Wasz kraj ma szansę zostać w Europie tym podmiotem, który będzie ten kierunek blokował i przypominał o świętości życia ludzkiego, o jego wartości.

Ale zwolennicy eutanazji przekonują, że chodzi przecież wyłącznie o skrócenie cierpienia, o to by śmierć ciężko chorych osób była „dobra, godna, łagodna”.

Czy śmierć przez zagłodzenie jest łagodna? Teraz oni chcą kogoś zagłodzić, a następnym krokiem będzie przymusowa eutanazja osób, które są stare i chore. Wówczas nikt nie będzie o niej decydował poza lekarzem, który powie: „Dobra, tego to już należy odstrzelić”. Wydaje mi się, że od godności śmierci ważniejsza jest godność życia. I powinniśmy doceniać godność życia, żeby nie podążać drogą, jaką obrały np. Belgia czy Holandia.
Zmiany w prawie zawsze mają swoje daleko idące konsekwencje – mówi Wesley J. Smith. Na zdjęciu: protesty przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie w czasie sprawy Terri Schiavo. Fot. Alex Wong/Getty Images
Pan tę drogę nazywa w swojej książce „kulturą śmierci”.

W niektórych krajach, takich jak wspomniane Szwajcaria, Belgia i Holandia, kultura śmierci jest w pełni rozwinięta. Jest też grupa krajów, jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania, które jeszcze nie przeszły na ciemną stronę, ale istnieje obawa, że niebawem to zrobią.

Pierwszy artykuł o eutanazji i jej konsekwencjach napisałem w 1993 roku dla „Newsweeka”. Odbił się on szerokim echem. Pisałem w nim, że jeżeli zalegalizujemy eutanazję, to szybko pojawią się głosy, iż należy organy ludzi, którzy jej się poddali, wykorzystać do transplantacji. Tekst został bardzo źle odebrany, zarzucono mi, że jestem histerykiem i czarnowidzem. Tymczasem dla mnie jako prawnika było jasne, że zmiany w prawie zawsze mają swoje daleko idące konsekwencje. Tak samo jest w przypadku eutanazji. Na zasadzie: otwórz furtkę, a otworzy się cała brama.

Jeżeli dalej będziemy podążać w tym kierunku, to nasze myślenie się przestawi. Zracjonalizujemy zabijanie i będziemy sobie logicznie tłumaczyć potrzebę eliminowania osób chorych, niepełnosprawnych, cierpiących ze społeczeństwa – że robimy to dla dobra społeczeństwa i eliminowanych jednostek. A jeżeli to zrobimy, to później znajdziemy naprawdę wiele powodów, by eliminować następne kategorie ludzi.

– rozmawiał Łukasz Lubański

Wesley J. Smith jest amerykańskim prawnikiem, starszym doradcą w Discovery Institute Center on Human Exceptionalism i konsultantem Patients Rights Council, organizacji non profit, koncentrującej się na problemach etycznych związanych z końcem życia. A także członkiem konserwatywnego think tanku Discovery Institute. W Polsce właśnie się ukazała – nakładem Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie – jego książka: „Kultura śmierci. Gdy medycynie wolno szkodzić”.


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Theresa Marie Schiavo (ur. 3 grudnia 1963, zm. 31 marca 2005]) znana jako Terri Schiavo piętnaście ostatnich lat swojego życia spędziła w trwałym stanie wegetatywnym (ang. persistent vegetative state – PVS). Decyzja sądu o przerwaniu jej odżywiania oraz walka o utrzymanie jej przy życiu wywołała gorący spór w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie .

25 lutego 1990 roku Terri Schiavo doznała ciężkiego uszkodzenia mózgu w wyniku zatrzymania krążenia. Prawnym opiekunem chorej został ustanowiony jej mąż Michael Schiavo. Po piętnastu latach podjął on decyzję o zaprzestaniu sztucznego podtrzymywania żony przy życiu. Na mocy wyroku sądowego z 18 marca 2005 roku sztuczne odżywianie Terri zostało wstrzymane. Po trzynastu dobach kobieta zmarła.

Michael Schiavo utrzymywał, że żona wyraziła pragnienie, aby w razie nieuleczalnej choroby nie podtrzymywać jej przy życiu. Opiekujący się nią lekarze twierdzili, że jej stan jest beznadziejny.

Rodzice Terri Schiavo, Bob i Mary Schindlerowie nie podzielali jednak tej opinii. Ich zdaniem Michael Schiavo chciał celowo doprowadzić do śmierci żony, aby wziąć ślub z kochanką. Na podstawie kontaktów z chorą córką przekonywali, że z Terri można było nawiązać jakiś rodzaj porozumienia, a dzięki rehabilitacji dałoby się przywrócić ją do sprawności.

Spór o prawo do decydowania o losie Terri Schiavo zakończył się szeregiem spraw sądowych, wywołując dyskusję o granicy między życiem i śmiercią. Spór rozstrzygnęła decyzja sądu.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Polacy mieli mózgi sprane przez telewizję rosyjską
Moja gazeta przyjęła jednoznaczną pozycję krytyczną wobec tego, co Rosjanie robili na Ukrainie – mówi redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”
Rozmowy Najnowsze wydanie
Dla Niemców początek wojny to wciąż 22 czerwca 1941
Wolfgang Templin: W NRD nastąpiło zbiorowe rozgrzeszenie z nazistowskiej przeszłości. Tyle, że rozgrzeszano tylko tych, którzy uznali komunistyczną wykładnię dziejów.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Do katastrofy elektrowni atomowej dojść już nie może
Barierą w rozwoju odnawialnych źródeł energii jest brak technologii jej magazynowania – mówi dyrektor Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Dostałem gryps z więzienia od Moczulskiego, żebym dał się złapać
Prokurator straszył, że to co robię to obalanie ustroju przemocą i grozi mi kara śmierci – Romuald Szeremietiew wspomina powstanie Konfederacji Polski Niepodległej.
Rozmowy wydanie 30.08.2019 – 6.09.2019
Nie chce mi się wierzyć, że „dobrzy chłopcy” służyli diabłu
Janosik zbójował jedynie półtora roku, raczej nigdy nie stanął na polskiej ziemi. Miał zaledwie 25 lat, jak został powieszony na haku. Nie była to jednak znacząca postać w porównaniu do harnasiów działających na naszym terenie.