Historia

Patriotyczne panny udawały mężczyzn, aby się dostać do wojska

Spodnie, bluza, maciejówka, ścięte włosy i karabin – to był cały kamuflaż. I w drogę na front Wielkiej Wojny, walczyć o niepodległość Polski.

Jak się okazuje, różnice pomiędzy płcią biologiczną a kulturową czy społeczną występowały już w czasie I wojny światowej w Legionach Piłsudskiego. Nie na masową skalę, ale i dziś nie jest to – jeżeli w ogóle – skala masowa, ku rozpaczy lewicy.

Wtedy patriotyczne panny udawały mężczyzn, aby się dostać do wojska. Współczesne feministki nie wezmą ich na sztandar, bo te ich mimowolne protoplastki w sercu miały ojczyznę i – o zgrozo – także Boga.

Panny ze szlacheckich dworów, rozczytane w trylogii Sienkiewicza, często córki lub wnuczki powstańców styczniowych i prawnuczki listopadowych, chciały na pierwszą linię frontu. Gorący patriotyzm wspomagany był często specyfiką wychowania, kiedy to panna ma starszych braci i kuzynów i z nimi jeździ konno i poluje. Inne przechodziły szkolenie wojskowe w „Strzelcu” i Polskiej Organizacji Wojskowej i gdy przyszło co do czego, nie chciały tylko na tyłach robić kawy panom oficerom, pisać na maszynie to, co dyktują, czy być pielęgniarkami w szpitalach. Te wyjątki potwierdzały regułę, że kancelaria i sanitariat to naturalne przydziały wojskowe kobiet, a i to na początku XX wieku już było wystarczająco rewolucyjne.

Zadziwiające jest, że kilku kobietom opisanym w książce Stanisława M. Jankowskiego „Dziewczęta w maciejówkach” udało się zwodzić najpierw komisje lekarskie, które sprytnie ominęły, a potem kolegów w okopach przez wiele miesięcy. Podobno nie suknia czyni człowieka, ale doświadczenie tych „żołnierzy” mówi, że może uczynić mężczyznę. Współczesnym, wychowanym w świecie ubierającym się uniseks pewnie trudno to sobie wyobrazić. Spodnie, bluza, maciejówka, ścięte włosy i karabin – to był cały kamuflaż.
Figura Matki Boskiej Akademickiej – autorstwa rzeźbiarki Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej, w czasie I wojny ułana „Zygmunt Tarło” – na dziedzińcu Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, maj 1938 roku. Fot. NAC/IKC, sygnatura: 1-N-3364
Zupełnie, jak u Szekspira czy Moliera. Kiedy w „Wieczorze trzech króli” Viola rysuje sobie wąsy przypalonym nad ogniskiem korkiem, zakłada spodnie, długie buty i przypina rapier, jest dla innych postaci ze sztuki mężczyzną. Służącej Argana w „Chorym z urojenia” wystarcza toga, peruka i okulary, by stać się doktorem dla swojego pana. Obu postaciom przydają się jeszcze zamaszyste, nieco kanciaste gesty i dziarskie tupanie nogami oraz udawany „męski” głos. Naiwna umowność – to przecież teatr. W 1914 roku i później kilka kobiet dokonało takiej transformacji w życiu. Trudno byłoby uwierzyć, ale po ich zdemaskowaniu zostały wojskowe dokumenty.

Ułana szukał mąż

Broniły Lwowa, Wilna i Warszawy. Nie mogły palić i rozmawiać z mężczyznami. Pierwsze polskie żołnierki

Przyjmowano wyłącznie ochotniczki ze „świadectwem moralności”, między 18. a 40. rokiem życia, wyznania rzymsko-katolickiego.

zobacz więcej
W październiku 1914 roku na Węgrzech do walki wchodzą, wraz z dwoma pułkami piechoty Legionów, dwa szwadrony kawalerii. W jednym z nich zaczyna służbę przyjęty na ochotnika ułan „Zygmunt Tarło”. Tak się przedstawiała Zofia z Trzcińskich Kamińska. Po kilku miesiącach odesłał ją z frontu pod eskortą austriacki oficer. Ale do tego momentu Zofia, jakby nigdy nic, jest ułanem.

Państwa Kamińskich na jakiś czas rozdzieliła wojna, więc jej mąż, Zygmunt Kamiński, zaniepokojony brakiem wiadomości zaczął rozpytywać rodzinę. Do sekretu była dopuszczona siostra pani Zofii. Indagowana, wyjawiła mu tajemnicę. Zygmuntowi Kamińskiemu najprawdopodobniej zawdzięcza Zofia Kamińska zwolnienie, a właściwie wyrzucenie z wojska.

Każdy ochotnik musiał się sam umundurować i Zofia zamówiła mundur u krawca, ale nie mogła chodzić do przymiarek ani odebrać zamówienia osobiście – wtedy też się mierzy. W końcu strój, czako ułańskie i buty załatwiła siostra. Nie wiadomo, jak było z komisją lekarską, ale na pewno przed nią nie stanęła. Całą sprawę miał pilotować oficer, znajomy rodziny.

Koledzy długo się niczego nie domyślali. Brak zarostu tłumaczyła im – dorosła kobieta, mająca już córkę – wiekiem ułana Tarły: zaledwie 16 lat. Gorzej było, kiedy na froncie znalazł się znajomy prawdziwych Tarłów i zaczął wypytywać o „ ciotki” i „kuzynów”. To już była wyższa szkoła niedomówień, ogólników i mowy ezopowej, jaką musiał przejść młody „ułan”.

Dlaczego wykształcona plastycznie w Polsce i Paryżu, dama z towarzystwa i początkująca wówczas rzeźbiarka, zostawia dziecko, męża i konspiracyjnie wstępuje do ułanów? Nieco światła na tę decyzję rzuca fakt, iż jej mąż zapowiadał, że sam wstąpi do Legionów. Ale zamiar porzucił.

Kładły się obok żołnierzy w linii tyralierskiej

Wyszkolone na kursach rekruckich Drużyn Strzeleckich Ludwika Daszkiewiczówna i Maria Wołoszyńska także chciały na pierwszą linię. Obiecywano im służbę kurierską. Zamiast przenosić meldunki i rozkazy pod ostrzałem wroga, wylądowały w Intendenturze Wojsk Polskich. Gotowanie zupy i szycie mundurów to nie było to, o czym marzyły. Postanawiają zmienić płeć i udaje im się ominąć komisję lekarską. Podając się za „Stanisława Kepisza” i „ Alfreda Wołoszyńskiego” dostają przydział jako sanitariusze piechoty Legionów Polskich.

Chrzest bojowy przechodzą w Karpatach, w grudniu 1914 roku. Po rannych trzeba chodzić w mrozie i dwumetrowym śniegu. Gdy wyciągnie się ich z pola bitwy, nie raz nie ma ich czym opatrzyć. Brakuje wszystkiego, także w przyfrontowych szpitalach. Do rannych od postrzału dołączają chorzy na tyfus i z odmrożeniami.
II Brygada Legionów podczas walk w Karpatach. Żołnierze w rowie strzeleckim, 1914 rok. Fot. NAC/ Instytut Józefa Piłsudskiego, sygnatura: 22-126-8
Wielokilometrowe marsze, często nocą, sanitariusze odbywają z wojskiem. Od ciągłego zagrożenia życia i potwornego zmęczenia, jeszcze gorsze wydają się wszechobecne insekty. Sanitariusz Kepisz kampanię karpacką kończy awansem na plutonowego.

Szmacianymi lalkami ratowały życie żołnierzy

Polski Biały Krzyż. Nie powstał w opozycji do Czerwonego, ale z niemożności.

zobacz więcej
W „Szlaku bojowym Legionów” napisano: „Sanitariusze biorą udział w każdej bitwie swojego oddziału, (...) kładą się obok żołnierzy w linii tyralierskiej, idą z nią naprzód, ostrzeliwani jak inni. Marzną na placówkach i pozycjach. W najgorętszym ogniu opatrują rannych. (…) Pod Mołotkowem zapędzają się za rannymi na odległość 100 metrów od pierwszej rosyjskiej linii tyralierskiej. W tejże bitwie grupka sanitariuszy ściąga na siebie ogień artylerii rosyjskiej. Biorą udział w placówkach, idą ze strażami przednimi, gdy trzeba, maszerują na pozycje”.

Wniosek o odznaczenie tak charakteryzuje sanitariusza Stanisława Kepisza: „Odznacza się największym poświęceniem i oddaniem wszystkich swoich sił dla Sprawy Legionowej. (…) W walkach odznacza się odwagą osobistą i niezwykłą pogardą śmierci, w największym niebezpieczeństwie opatruje rannych.”

Sanitariusz „Alfred Wołoszyński” nie zdążył się wyróżnić. W prowadzonych codziennie notatkach wspomina: „17 sierpnia 1915. Chorą na czerwonkę odesłano mnie z transportem do szpitala epidemiologicznego w Czerniowcach. Wszędzie robię sensację jako niewiasta w spodniach”. Jej choroba bowiem sprawiła, że wszystko się wydało.

Maria zginęła jako Jan

Płeć sanitariuszy mogła się ujawnić też w gorszy dla nich sposób. 4 listopada Wołoszyńska pisze: „Dowiedziałam się o śmierci sanitariusza Zaleskiego, to jest Marii Błaszczykówny, która zginęła na stanowisku opatrując rannego na przedpolu podczas walki.”

O Błaszczykównie pisał jeden z lekarzy: „Była sanitariuszem w drugim pułku. Nie sanitariuszką. Nikt w Janie Tadeuszu Zaleskim z 9 kompanii, noszącym na plecach tornister i ciężkie tłumoki żołnierza sanitarnego, przybranym w szary mundurek polowy, z bagnetem u boku – nie byłby poznał młodziutkiej, pięknej panny Błaszczykówny z Łodzi, która w lecie zaciągnęła się do Legionów. (…) Tylko kilku wtajemniczonych wiedziało, że Zaleski, to wcale nie Zaleski. A kto nie wiedział, ten po zachowaniu Zaleskiego nie mógł tego poznać. Boć tyle młodych, chłopięcych twarzyczek w Legionach...”.

Maria Wołoszyńska, po wyzdrowieniu, wróciła do służby, teraz już jako sanitariuszka. Na froncie czekał na nią rozkaz pozostania w taborach. Najbliższą pozycję frontu, jaką może sobie załatwić, to pułkowy punkt opatrunkowy. Wojsko chroni służące w nim kobiety, oczywiście, jeżeli wie, że to kobiety.

Wołoszyńska notuje z nutką zazdrości o koleżance, z którą razem uknuły przebranie, a która miała lepszą od niej frontową passę: „(...) w czasie nocnego ataku na nasze pozycje zabrakło chłopcom amunicji. Kepisz biegnie więc do łączących na lewo Niemców, bierze od nich skrzynkę z amunicją (normalnie taką skrzynkę nosiło dwóch ludzi) i wśród ognia rozdaje żołnierzom”.
Wanda Gertz była w czasie I wojny adiutantem majora Ottokara Brzozy. W I RP została instruktorką Przysposobienia Wojskowego Kobiet i urzędniczką wojskową. Podczas II wojny była komendantką Oddziału AK „Dysk” (Dywersja i Sabotaż Kobiet), w powstaniu walczyła w Zgrupowania „Radosław”. Więziona w obozach jenieckich na Zachodzie, po oswobodzeniu wstąpiła do I Korpusu Polskiego. Zmarła w 1958 r. w Londynie. Fot. Wikimedia Commons/Tomasz Strzembosz „Akcje Zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944”, Domena publiczna
Tego samego dnia „Stanisław Kepisz” trafił do niewoli. Po wymianie jeńców też już oficjalnie, jako Ludwika Daszkiewiczówna, wraca na front. Odpowiada za magazyn pociągu sanitarnego skierowanego do Lwowa. Później, podczas walk nad Berezyną, sierżant Daszkiewiczówna kieruje działalnością oświatową II Batalionu 4 Pułku Piechoty Legionów. Odznaczona Krzyżem Walecznych, a po wojnie Virtuti Militari.

Liryczna i brutalna, metafizyczna i prozaiczna, bękart i dama. Poetka zakochana w Piłsudskim

Choć jej talent był powszechnie doceniany, nie chciała brylować na salonach ani siedzieć przy stoliku Skamandrytów w Ziemiańskiej.

zobacz więcej
Co do pełnej konspiracji płci, jak jeszcze Daszkiewiczówna była „Kepiszem”, są jednak wątpliwości. Jeden z oficerów wspominał, że już w 1915 roku któryś z żołnierzy powiedział mu o Kepiszu: „Wódki nie pije. Nie namówisz go, żeby poszedł z wojskiem do łaźni. I nie przeklina”. Cóż, to zdradzało w tym żołnierzu pannę.

Kamuflaż dla biurokracji wojskowej

Kanonier i odważny obserwator artyleryjski „Kazimierz Żuchowicz” to w rzeczywistości ochotniczka z Warszawy Wanda Gertz. Dzięki znajomym podoficerom z komisji rekrutacyjnej omija badania lekarskie i zostaje adiutantem znającego prawdę majora Ottokara Brzozy. Majora nikt nie ośmieli się spytać o adiutanta, choć unikanie badań obudziło raz podejrzliwość jednego z kolegów.

„Sierżant powiedział – odezwał się jeden z nowo zwerbowanych legionistów – że jesteście przebraną kobietą i dlatego nie poszliście na oględziny. Roześmiałam się i odrzekłam, że to samo sierżant mówił o nim” – napisała Wanda w swoich wspomnieniach. Gertz jednak kończy służbę w Legionach po kilku miesiącach z powodu kłopotów ze wzrokiem.

Kłopoty zdrowotne wycofały też z pierwszej linii strzelca IV Batalionu i Brygady „Leszka Pomianowskiego”. Czyli Zofię Plewińską. Będąc pielęgniarką w szpitalu wojskowym, powiedziała w 1914 roku rannemu oficerowi, że jej ojciec był powstańcem styczniowym, dziadek listopadowym, a pradziad służył pod Napoleonem. I że jej marzeniem od 11 roku życia jest mundur wojskowy. Kapitan Sław-Zwierzyński zaprosił Plewińską do swego batalionu, gdzie zaczęła służbę jako łącznik konny w styczniu 1915 roku.

W tym przypadku trudno mówić o pełnej konspiracji płciowej, bo nie tylko dowódca, ale i koledzy z kompanii wiedzieli, że „Pomianowski” to pseudonim dla biurokracji wojskowej. Twórca Legionów Józef Piłsudski – bądź co bądź, mężczyzna z wąsami – widział kobiety w wojsku chętnie, ale na tyłach, i porządek w papierach musiał być.

Wiosną, kaszlący coraz bardziej strzelec „Pomianowski”, dostaje rozkaz stawienia się w szpitalu polowym jako sanitariuszka. Zmiana przydziału służbowego nie wystarcza dla podratowania zdrowia. Konieczny był kilkumiesięczny pobyt w górach.

Zofia Plewińska już na front nie wróciła. Służyła sprawie nadal, ale w szeregach POW. Spotkała tam Wandę Gertz i obie kobiety inspirują peowiaczki do starań o zmianę szkolenia na bardziej bojowe. Udaje się, i teraz kobiety uczą się obchodzenia z bronią i materiałami wybuchowymi. Przyda się to podczas walk o Lwów, wojny polsko – ukraińskiej i polsko – bolszewickiej. Ale to już jest historia Ochotniczego Legionu Kobiet, powstałego najpierw we Lwowie, potem w Wilnie, który opisywaliśmy już w Tygodniku TVP. Tam, jak sama nazwa wskazuje, kobiety walczyły oficjalnie, bez męskiego kamuflażu.

Pokaż stopę spod koca…

Podobnie do strzelca „Pomianowskiego”, kamuflowany tylko w dokumentach był strzelec „Ruszcyc”. Dowódca batalionu wprawdzie dowiedział się ostatni, ale pozwolił „Ruszczycowi” zostać w oddziale.
Ze służbą wojskową „Ruszczyca” były jednak pewne kłopoty. Regulamin wymagał, żeby mundur i spodnie były złożone w nocy jako poduszka, a płaszcz i koc służyły do przykrycia. Temu strzelcowi organizowano więc na kwaterach stosowny parawan. Okazało się, że niewiasta na noc nie pozbywa się spodni. Dowódca żądał przestrzegania regulaminu, a na protesty „Ruszczyca” zareagował przywołaniem lekarza, który poparł kapitana ze względów higienicznych. Co noc zastępca dowódcy miał sprawdzać, czy „Ruszczyc” stosuje się do rozkazu dowódcy i zaleceń medyka. Jak pisze Stanisław M. Jankowski w „Dziewczętach w maciejówkach”:
„Ceremonia sprawdzania wyglądała następująco:
– Strzelec Ruszczyc, pokaż nogę, czyś zdjął portki – mówi porucznik Alf-Tarczyński. Spod koca pojawia się część kończyny dolnej Ruszczyca – i wtedy można spać”.

Porucznik Tadeusz Alf-Tarczyński wspominał ten ambaras tak: „Nie wiem, jak inni odczuwali tę ceremonię, ale mnie często nachodziła w takich chwilach świadomość, że popełniam jeden z siedmiu grzechów głównych, mianowicie grzech nieczystych myśli, który grozi piekłem (…). Opatrzność czuwała jednak nad zbawieniem mojej duszy, bo w dwa dni później na rozkaz «Ruszczyc, pokaż, czyś zdjął portki» spod koca ukazała się cała noga w szerokich męskich, wełnianych kalesonach. Pokusę, jak ręką odjął. Nie ma większej trucizny na zabicie grzechu nieczystych myśli, jak widok kobiety lub jej części w męskich kalesonach wełnianych na wyrost”.

Jednak to strój kamufluje płeć, a przynajmniej czyni ją niegroźną dla płci przeciwnej. Mówi o tym wspomniana już klasyka światowej dramaturgii i nie tylko ona. W przedwojennym filmie „Czy Lucyna to dziewczyna”, gdy tytułowa bohaterka chciała uchodzić za mężczyznę, to po prostu przebrała się w garnitur. W wierszu Adama Mickiewicza „Śmierć pułkownika” płeć Emilii Plater odkrywa się dopiero na łożu śmierci. Naprawdę było inaczej. Emilia Plater dowodziła oddziałem leśnym na Litwie podczas powstania listopadowego i dla swoich podkomendnych była panną i rozkazów panny słuchali, co poświadcza w swoich pamiętnikach generał Dezydery Chłapowski. To wieszcz wymyślił bohaterskiego pułkownika, którym zresztą Plater nie była.

Czy płeć można ukryć przebywając miesiącami wśród mężczyzn tylko dobrymi chęciami i mundurem, zwłaszcza jak się nie pije wódki, nie przeklina i nie chodzi razem z innymi do łaźni? A jest jeszcze wiele innych objawów kobiecości, które mogły być zdradliwe. Chociaż kto wie? Zamieszczone w książce Jankowskiego dwie fotografie Daszkiewiczówny, już bardzo dojrzałej, bo z czasów służby u Andersa, przedstawiają kogoś podobnego do młodego, przedwojennego Tadeusza Fijewskiego na jednej i Davida Bowie z jego najlepszych lat na drugiej. W przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, nasączona łaciną w kolegiach jezuickich szlachta na takie przypadki mawiała: „hic mulier”. Dotyczyło to niekiedy tylko charakteru, ale częściej charakteru i wyglądu. Ale pomimo tego „hic” jednak „mulier” nawet u Sarmatów. Jak one to robiły i jak oni mogli nic nie widzieć?

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Panny ze szlacheckich dworów, często córki lub wnuczki powstańców styczniowych i prawnuczki listopadowych, chciały na pierwsza linię frontu. Nie chciały tylko robić kawy panom oficerom, pisać na maszynie, czy być pielęgniarkami w szpitalach. Na zdjęciu stacja Zborna Legionów w Kozienicach, lata 1914 - 1916. Widoczni m.in.: Zygmunt Kajetanowicz, Niemcuch, K. Sereda, L. Truszkowski, Stanisław Paluch. Fot. NAC/ Instytut Józefa Piłsudskiego, sygnatura: 22-180
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Czarnobylskie kłamstwo. Jak KGB preparowało informacje
Sowieckie służby specjalne nie tylko utajniły prawdę o skażeniu. Skutecznie podsuwały też zachodnim dziennikarzom fałszywe dane podmieniając próbki gleby i podstawiając swoich agentów jako zwykłych obywatelki.
Historia Najnowsze wydanie
Laskowikowi nie dali rady. Cenzorzy w Opolu
Agnieszka Osiecka musiała w swoim tekście podwyższyć kwotę zarobków polskiego obywatela. Maryla Rodowicz śpiewając „Był sobie król” rzekomo drwiła z Breżniewa, a „Wielką wodą” – z klęski żywiołowej.
Historia Najnowsze wydanie
Przystojny, uwodzicielski, wykształcony, skuteczny. Jak...
Kobiety traciły dla niego głowy, dwie całkiem dosłownie, by wreszcie go zdradzić i podobno zhańbić.
Historia Najnowsze wydanie
Żałosne indywiduum czy człowiek honoru i bohater?
Nastroje wrogości, podburzanej przez jego przeciwników, groziły linczem Skrzyneckiemu i jego żonie Amelii. Dwie twarze generała.
Historia Poprzednie wydanie
Szykowali chemiczny atak na Polskę
Wycinali marynarzom w kombinezonach otwory, sprawdzając, jak skóra będzie reagować na zabójcze substancje. Broń testowano w mieście, które dziś słynie z wynalezienia morderczej trucizny: nowiczoka.