Historia

Jak wpisywano „sojusze” do konstytucji?

Po drodze nie zabrakło kilku aresztowań prewencyjnych, nękania osób gromadzących podpisy, rejtanowskiego gestu posła koła „Znak” Stanisława Stommy, który podnosząc jako jedyny rękę przy rytualnym pytaniu: „Kto się wstrzymał”, przeszedł do narodowej ikonografii.

Zwycięstwa, jak wiadomo, mają wielu ojców, porażki są sierotami. Ponieważ więc inicjatywa wprowadzenia poprawek do Konstytucji PRL nie skończyła się dla komunistów tak jakby sobie życzyli, do dziś nie wiadomo nawet, z czyjej inicjatywy podjęto próbę wpisania do stalinowskiej ustawy zasadniczej formuły o „trwałym i nienaruszalnym sojuszu ze Związkiem Radzieckim”.

Być może coś uda się jeszcze odkryć Sławomirowi Cenckiewiczowi, na razie jednak – pomysł pozostaje anonimowy, tak, jak anonimowe były „Tezy na VII Zjazd PZPR”, cyrkulowane w nomenklaturowych kręgach, które „przeciekły” do rozplotkowanej Warszawy jesienią 1975 roku. To w nich po raz pierwszy pojawiła się zapowiedź zmian w ustawie zasadniczej PRL.

„Niewczesny pomysł!”

„Co za niewczesny pomysł!” – zżyma się na „Tezy..” w swoich „Dziennikach politycznych” ówczesny dyżurny liberał w PZPR Mieczysław F. Rakowski.
W czasie swej wizyty w Polsce w 1974 roku I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew otrzymał od Edwarda Gierka Krzyż Wielki Orderu Virtuti Militari. Fot. PAP/Edmund Uchymiak
Inicjatywa wydaje się tym bardziej niedorzeczna, że Edward Gierek, przy wszystkich swoich słabościach i serwilizmach, był bodaj najmniej związany z ZSRR (przynajmniej na poziomie emocjonalnym) z kręgu pierwszych sekretarzy. Żadnej zsyłki na Syberię i catharsis nad lodową mogiłą ojca, żadnych związków z wywiadem NKWD (o czym mówiono w przypadku Bolesława Bieruta), żadnych radzieckich doradców Gwardii Ludowej, żadnych studiów w Moskwie: ot, czysty nomenklaturowy życiorys, którego mógłby mu pozazdrościć sam Aleksander Kwaśniewski.

Podobnie zresztą z Leonidem Breżniewem. Owszem, na jego dossier ciążyła trochę ta nieszczęsna interwencja w Czechosłowacji, ale między śmiercią jaskółki tamtej wiosny a wkroczeniem do Afganistanu rozciąga się złota dekada détente i konwergencji systemów, podczas której nikomu prócz może Józefa Mackiewicza nie przeszłyby przez usta takie zarzuty jak „sowiecki imperializm”.

Abwehra w Polsce Ludowej

Enerdowska bezpieka po sierpniu 1980 roku zdobyła w PRL agentów we wszystkich najważniejszych pionach MSW, w strukturach Kościoła i organizacji katolickich, wśród nauczycieli, przewodników turystycznych i bankowców.

zobacz więcej
Może chodziło właśnie o to, by ekipę Gierka trochę utemperować? Obserwatorów moskiewskich mogła niepokoić jego – siermiężna, lecz zawsze – francuzczyzna, otwieranie się na kredyty zachodnich banków i stypendia Fundacji Forda, cały ten prozachodni sznyt.

Dobrze poinformowani wiedzieli, że prawa ręka Edwarda, Franciszek Szlachcic na kilku spotkaniach (nie tylko w gronie zaufanych towarzyszy, lecz nawet z twórcami kultury!) postulował „zredefiniowanie sojuszu polsko-radzieckiego” w sposób, który w większym stopniu uwzględniałby rachunek zysków i strat.

Szlachcic został na wszelki wypadek odsunięty od steru rządów już w 1974, kiedy to przesunięto go z funkcji sekretarza KC i na stanowisko wicepremiera; wkrótce potem mógł się już kontentować jedynie prezesurą Polskiego Komitetu Normalizacji i Miar.

Ale może obawiano się głębiej sięgającej herezji? Może ktoś dopatrzył się, że wśród państw-członków Układu Warszawskiego jedynie w polskiej ustawie zasadniczej brak odwołania się do sojuszu i przyjaźni z ZSRR? Kto zaręczy, że przypadkowa była sekwencja wydarzeń w XXV Zjazdu KPZR w lutym 1976, kiedy to bezpośrednio po Edwardzie Gierku dość zaskakująco podkreślającym przywiązanie Polaków do niepodległości, na trybunę wszedł Teodor Żiwkow, reprezentant bratniej Bułgarii, odwołujący się do „marzeń Lenina o integracji ludów”?

Pojedyncze wystąpienia

W tym samym czasie można mówić o dokonującej się w tych latach istotnej zmianie postaw w kwestii dotkliwych ograniczeń suwerenności Polski. Niezwykle trudno jest z perspektywy blisko półwiecza ocenić, na ile świadomość tych ograniczeń była rozpowszechniona i na ile zmieniała się w czasie.
1974 rok. Warszawa. Uczestnicy 1-majowego pochodu niosą tabliczki z nazwami partii komunistycznych PRL i ZSRR. Fot. PAP/Zbigniew Wdowiński
Nawet unikatowy typ źródeł, jakimi są materiały Służby Bezpieczeństwa, pozwala nam jedynie odnotować pojedyncze desperackie wystąpienia – od anonimowych listów słanych do władz po napis: „Katyń pamiętamy”, odnotowany na murze dworca czy szkoły. Nie sposób na tej podstawie orzekać o zrozumieniu ograniczeń suwerenności ani gotowości do poszukiwania rozwiązań tego stanu rzeczy.

Tyle, że w pierwszej połowie lat 70. znacząco zwiększa się wola poruszania tej kwestii przez osoby obdarzone autorytetem, gotowe po podejmowania różnych inicjatyw i manifestowania swoich poglądów na forum publicznym.

To „duch czasu”, Zeitgeist, na który składa się relatywnie mniejsza represyjność systemu za Gierka, większa łatwość przepływu informacji, pojawianie się w życiu społecznym osób, które nie doświadczyły traumy stalinowskiego terroru sprawia, że możliwe są tak różne inicjatywy, jak organizowanie się w Krakowie, z cichym błogosławieństwem biskupa Karola Wojtyły, grona wysokich oficerów przedwojennego Wojska Polskiego i AK, którzy w sierpniu 1974 reaktywowali nieformalnie Związek Legionistów Polskich z legendarnym gen. Mieczysławem Borutą-Spiechowiczem na czele.

Miesiąc później miała miejsce podjęta przez działacza opozycji Jana Józefa Lipskiego i jego przyjaciół akcja upamiętnienia 35. rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej do Polski, polegająca m.in. na paleniu zniczy w dniu 17 września.

W tym samym czasie 14 intelektualistów – wśród nich Zbigniew Herbert, Antoni Słonimski, Andrzej Kijowski, Tadeusz Konwicki, Marek Nowakowski i ks. Jan Zieja – wystosowało doniosły, odważny list do ministra kultury Józefa Tejchmy, w którym apelowali o zatroszczenie się o losy Polaków żyjących w ZSRR i umożliwienie im kontaktów z krajem.

Za zwieńczenie uznać można zawiązanie w rok później z inicjatywy historyka literatury i opozycjonisty Zdzisława Najdera Polskiego Porozumienia Niepodległościowego.

Zagubione podpisy

W świetle tych wydarzeń niewczesną inicjatywę PZPR wpisania do ustawy zasadniczej „trwałego i nienaruszalnego sojuszu z ZSRR” można uznać zarówno za próbę uspokojenia Moskwy i zademonstrowania lojalności, jak i skontrowania ewentualnych niepokojów społecznych i faktycznego umocnienia władzy na poziomie jej legitymizacji.

Gaz na ulicach, ZOMO w akcji, granaty hukowe i sztachety w rękach. Bitwa o Dom Katolicki w Zielonej Górze

Bitwa o Dom Katolicki w Zielonej Górze z 30 maja 1960 roku była największym protestem w PRL między Czerwcem ‘56 a Marcem ‘68.

zobacz więcej
Jest to tym bardziej prawdopodobne, że wśród sugerowanych zmian konstytucyjnych znalazło się również podkreślenie przewodniej roli partii w państwie oraz ścisłe powiązanie „respektowania przez władze PRL praw obywateli od wykonywania przez nich obowiązków wobec państwa”. To ostatnie rozwiązanie umożliwiłoby w świetle prawa uznawanie całych grup osób (przestępców, ludzi uchylających się od pracy, ale też sympatyków opozycji) za obywateli „drugiej kategorii”.

Inicjatywa tak anachroniczna i groźna zarazem zgalwanizowała środowiska krytyczne wobec praktyk i założeń ideowych PRL.

Dekada lat 70. generalnie uważana jest za czas wyjątkowego spotkania różnych nurtów polskiej tradycji i różnych obozów politycznych – ale za kulminację tego czasu można uznać właśnie jesień roku 1975 i akcję gromadzenia podpisów przeciwko zmianom w konstytucji PRL.

Jak u Mickiewicza: „Wszystko się uścisnęło: chłop z tatarskim hrabią…”. Dość spojrzeć na nazwiska sygnatariuszy „Listu 59”. Stanisław Barańczak – i Ludwik Muzyczka (działacz Związku Strzeleckiego, legionista, pułkownik WP i AK, współzałożyciel WiN, więzień epoki stalinowskiej). Antoni Słonimski i ojciec Jacek Salij. Stefan Kisielewski i Ludwik Cohn z przedwojennego PPS. Władysław Siła-Nowicki i Jacek Kuroń, Wisława Szymborska i ks. Jan Zieja. I dawni pryszczaci: Konwicki i Woroszylski.

List w kancelarii Sejmu PRL złożył 5 grudnia 1975 Edward Lipiński, lewicowy ekonomista, wcześniej w PPS, następnie w PZPR, w latach 1956-62 doradca premiera Józefa Cyrankiewicza, w latach 70. już w opozycji.
Rok 1967. „Wieczór przyjaźni Warszawy z Moskwą”. Fot. PAP/CAF
Z tymi podpisami był jeden kłopot: w większości opracowań naukowych list wymieniany jest pod podwójną, kłopotliwą nazwą „List 59 (66)”: w głęboko konspiracyjnej atmosferze, w jakiej zbierano podpisy część z nich zaginęła, część (jak Mirona Białoszewskiego, „wielkiego nieobecnego” polskiej opozycji) pozostała ostatecznie niewykorzystana, kilka dołączono w redakcji ze stycznia 1976, przekazanej źródłom na Zachodzie.

Białoszewski zniósł jakoś fakt, że nie znalazł się ostatecznie w gronie sygnatariuszy, choć sam akt odwagi, jak wynika z jego zapisów w opublikowanym dopiero niedawno „Tajnym dzienniku”, przeżywał głęboko, podobnie jak walczący o ten podpis Jan Józef Lipski („To tak, jakbym upolował słonia” – miał skomentować sygnaturę Mirona).


Znacznie gorzej przeżył fakt zagubienia jego sygnatury działacz katolicki i opozycyjny Wojciech Ziembiński, który uznał to za element wymierzonej weń intrygi; drobny incydent okazał się w dwa lata później zaczynem rozejścia się środowisk KSS KOR i ROPCiO.

Z podpisem Ziembińskiego czy bez niego – list pozostał bez echa: nie pomogło nawet nagłośnienie go przez RWE i Głos Ameryki. Miesiąc później głos zabrał Episkopat. W tydzień po Episkopacie – prezesi Klubów Inteligencji Katolickiej i redaktorzy naczelni „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, dotąd milczący w trosce o zapisy cenzury i nakłady papieru.

Wreszcie, 31 stycznia 1976 r., do rąk władz trafił kolejny list przedstawicieli świata kultury, tym razem od liczby sygnatariuszy (polska numerologia..) znany jako Memoriał 101.

Rejtanowski gest posła Stommy

Czy akcja udała się na sto dwa? Bezpośrednich dowodów brak: Muzeum Historii Polski ma w swoich zbiorach pierwszą wersję „Konstytucji PRL” z 1952 roku z odręcznymi poprawkami Józefa Stalina, brak jednak podobnego dokumentu redakcyjnego w przypadku nowelizacji z 10 lutego 1976 (nota bene – dziesiątej od 1952 roku).

Dzwonki do drzwi. Domokrążcy czasów PRL

Chłoporobotnicy zbierali suchy chleb dla konia. Cyganki wróżyły, Cyganie sprzedawali patelnie. Kominiarze składali życzenia. Kobiety ze wsi przywoziły nabiał i mięso. Sąsiedzi pożyczali maszynkę do mielenia kawy.

zobacz więcej
Możemy jedynie porównywać niesławne „Tezy…” z ostatecznym brzmieniem zmian: w miejsce „trwałego i nienaruszalnego sojuszu” pojawiło się sentymentalne, lecz znacznie mniej wiążące prawnie „umacnianie przyjaźni i współpracy z ZSRR i innymi państwami socjalistycznymi”. Przewodnia rola PZPR pojawiła się wprawdzie (w artykule 2a i 2b), za to rozróżnienie obywateli na obowiązkowych i nieobowiązkowych szczęśliwie wyparowało.

Po drodze nie zabrakło kilku aresztowań prewencyjnych, nękania osób gromadzących podpisy (co przyznał po latach sam Edward Gierek w wywiadzie-rzece „Przerwana dekada”), rejtanowskiego gestu posła koła „Znak”, Stanisława Stommy. Już samo koło posłów katolickich, związanych z krakowskim wydawnictwem „Znak” było w parlamencie kraju demokracji ludowej curiosum, pamiątką po październikowej odwilży, coraz bardziej otaczaną i limitowaną; posłowie Znaku nie posiadali realnej władzy ustawodawczej, mogli jedynie, od czasu do czasu, podnieść jakąś niewygodną kwestię z trybuny sejmowej lub zgłosić bezsilny protest.

Czymś takim okazał się właśnie głos Stanisława Stommy: w napompowanej patosem chwili, gdy jednomyślność posłów uchwalających nowelizację socjalistycznej konstytucji wydawała się czymś oczywistym, wstrzymał się od głosu jako jedyny, psując pięknie wyreżyserowany spektakl – i takim został zapamiętany.

„Czas pisania listów się skończył”

Poczucia zwycięstwa początkowo nie było. „Partia i jej mocodawcy zaledwie ustąpili z bezwzględności poglądów, a zostawili i tak to, co chcieli wprowadzić” – podsumowywał w swoim sekretnym diariuszu historyk sztuki Karol Estreicher.

„Dlaczego opieczętowanie »sytuacji realnej« podziałało nagle jak wstrząs?” – zastanawiał się Gustaw Herling-Grudziński w „Dzienniku pisanym nocą”.
Paleta kolorów według Goethego. Fot. Wikimedia
Podziałało. Pół roku po przeforsowaniu zmian działał już Komitet Obrony Robotników, pieśniarz Jan Krzysztof Kelus i dziesiątki innych jeździły do Radomia szosą E7, PPN drukował opracowania o braku suwerenności gospodarczej, w Krakowie zawiązywał się Instytut Katyński. „Czas pisania listów się skończył” – posumował to po latach Jacek Kuroń.

W „Małej apokalipsie” Tadeusza Konwickiego, wydanej w roku 1979 jako jedna z pierwszych książek Niezależnej Oficyny Wydawniczej manifestanci, popierający decyzję Partii o uczynieniu z PRL kolejnej republiki Związku Radzieckiego skandują wprawdzie „Pols-ka-Pol-sza!!”, a w dekoracjach na 22 lipca brudna czerwień przeważa nad połączeniem bieli i czerwieni – ale jest to już tylko odreagowywanie zgrozy sprzed czterech lat.

A zarazem – mocny dowód na to, że mało pomysłów potrafi tak wytrącić Polaków z równowagi, jak inicjatywa konstytucyjnego zawarowania sympatii do umieszczania na drzewcach flag jednej z – jak określał to w swym traktacie o kolorach Goethe – barw podstawowych.

– Wojciech Stanisławski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W pracy nad tekstem wykorzystałem m.in. szereg ustaleń Łukasza Garbala z jego pracy „Jan Józef Lipski. Biografia źródłowa” (IPN, 2018).
Złote lata Gierka?
Zdjęcie główne: Studenci UJ z hasłami popierającymi projekt Konstytucji PRL 1-Majowego w 1952 roku. Fot. PAP/CAF
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Żywym ludziom obcinali dłonie i stopy. Potem je wędzili
Urzędnicy pracujący w najważniejszych instytucjach Unii Europejskiej codziennie mijają pomnik zbrodniarza.
Historia Najnowsze wydanie
II wojna skończyłaby się wcześniej, gdyby słuchali swych szpiegów
Daremne trudy cichych bohaterów. Teorie spiskowe i fakty.
Historia Poprzednie wydanie
„Niech się nikt nie dziwi, że piszę «niemiec» z małej litery”
Wzorem dla tego, co po wojnie działo się z Niemcami w Polsce i Czechosłowacji były Włochy, które po I wojnie przeprowadziły degermanizację Tyrolu.
Historia Poprzednie wydanie
Patriotyczne panny udawały mężczyzn, aby się dostać do wojska
Spodnie, bluza, maciejówka, ścięte włosy i karabin – to był cały kamuflaż. I w drogę na front Wielkiej Wojny, walczyć o niepodległość Polski.
Historia Poprzednie wydanie
Żelbet Rzeczypospolitej
Znacznie łatwiej o rekonstrukcje historyczne z budowy barykady, niż Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach.