Cywilizacja

Polak skazany za wspieranie separatystów-chrześcijan w Indonezji

Indonezja to największy z krajów muzułmańskich, uważany nawet za jeden z najbardziej demokratycznych w świecie islamu. Z tą oceną nie zgodziłby się Polak, który spędził 8 miesięcy w indonezyjskim więzieniu oskarżony o „wspieranie papuaskiego separatyzmu”. Jakób Skrzypski (prosi o taką pisownię swego imienia) 2 maja został skazany na 5 lat pozbawienia wolności.

O 39-letnim Polaku niewiele wiadomo. Nazywa siebie „Warmiakiem”, mieszka od 10 lat w Szwajcarii, w Indonezji ma 6-letnią córkę i „grób bardzo bliskiej mu osoby”. Jak sam mówi, to po Szwajcarii najbliższy mu kraj, który odwiedza regularnie, zna indonezyjski oraz trzy lokalne dialekty i nie przyjąłby uwolnienia za cenę deportacji. „Ekstremalny turysta”, szukający kontaktów z Armią Wyzwolenia Zachodniej Papui, a może „naiwny i idealistyczny podróżnik”, czy też ofiara fałszywych oskarżeń i „machlojek władz”, którym zarzuca się prześladowanie Papuasów lub wręcz „powolne ludobójstwo” ich chrześcijańskiej mniejszości?

Jak konkwistador w meloniku stworzył najpotężniejsze miasto-państwo

To „miasto lwa” czytelnikom turystycznych blogów znane z zakazu żucia gumy, politologom – za sprawą szczególnego modelu autorytaryzmu, a inwestorom całego świata – ze względu na 67 tys. dolarów PKB na głowę rocznie.

zobacz więcej
Polakom to państwo kojarzy się głównie z rajską wyspą Bali, ewentualnie z waranem z Komodo. Większość powróciła do kraju z indonezyjskich wysp z pięknymi wspomnieniami i uroczą opalenizną. Sam mam zresztą podobne wspomnienia sprzed kilku lat, z czysto turystycznego pobytu na Jawie oraz Bali. Bezpiecznie, dobra komunikacja, brak problemów dla obcokrajowców. Leżąc na czystych plażach i sącząc kolejnego drinka, by następnie spacerować swobodnie ubranym po nadmorskiej promenadzie, trudno jest sobie wyobrazić, że w innej części tego rozległego kraju obowiązują surowe normy szariatu, a w jeszcze innej wojsko oskarżane jest o terroryzowanie miejscowej ludności.

Historia najnowsza Indonezji jest dość burzliwa. To kraj bardzo zróżnicowany etnicznie, choć większość mieszkańców posługuje się jednym z języków z rodziny malajsko-polinezyjskiej. Państwo, mające ponad 260 milionów obywateli, położone jest na ponad 17 tysiącach wysp, które przed epoką kolonialną nigdy nie tworzyły jednego organizmu państwowego.

Separatyzm chrześcijan

W zachodniej, niegdyś holenderskiej Nowej Gwinei nie wszyscy zaakceptowali przyłączenie w latach 60. zeszłego wieku do Indonezji. Mają jednak małą siłę przebicia – cała ludność tej wyspy, wielkością przekraczającej dwukrotnie powierzchnię Niemiec, to dziś ledwie ok. 9 mln, z czego mniej niż połowa mieszka w dwóch indonezyjskich prowincjach Papui i Zachodniej Papui.

Papuasi są przy tym ludem melanezyjskim, różniącym się na pierwszy rzut oka od innych obywateli Indonezji. Są ciemnoskórzy i mają australoidalne rysy, przypominają bardziej australijskich aborygenów niż mieszkańców Jawy czy Sumatry. Ponadto 78,5% mieszkańców Papui i Zachodniej Papui to chrześcijanie, napływowi muzułmanie w tej części wyspy stanowią tylko 20% populacji.
Odwrotnie niż w całej Indonezji, której skład religijny to w 87 % muzułmanie, a chrześcijanie tylko 10 %. Co więcej, choć na małym, hinduistycznym Bali można pić i bawić się do woli, to w prowincji Aceh od 1999 r. panuje szariat i urządza się publiczne chłosty, a nawet amputacje za m.in. picie alkoholu czy obcowanie niezwiązanych ze sobą małżeństwem mężczyzny i kobiety (niekoniecznie musi przy tym chodzić o kontakty seksualne). W 2009 r. w prowincji tej uchwalono nawet wprowadzenie kamienowania do kodeksu karnego, ale owo barbarzyńskie prawo zostało uchylone po 4 latach.
Separatystyczna organizacja papuaska o nazwie Organisasi Papua Merdeka (OPM), czyli Ruch Wolnej Papui, powstała już w 1963 r. Jej działalność nie przykuwa uwagi mediów, choć za czasów dyktatury generała Suharto (trwała do 1998 roku) krwawe pacyfikacje były tam normą. Od 21 lat Indonezja jest jednak demokracją i przez jakiś czas była nawet klasyfikowana w ratingach Freedom House jako kraj wolny. Później straciła ten status na rzecz „częściowo wolnego”, ze względu na wprowadzony w Acehu szariat. Od 1999 r. odbywają się jednak regularnie wybory prezydenckie i parlamentarne, które oceniane są jako uczciwe. Ostatnie odbyły się 17 kwietnia br. i jeśli nie liczyć śmierci z przemęczenia ponad 200 członków komisji, to obyły się bez incydentów.

Krytycy działań indonezyjskich władz w Papui twierdzą jednak, że nic się tam nie zmieniło i prześladowanie rdzennej ludności przez wojsko jest nadal na porządku dziennym. Niektórzy oskarżają również Indonezyjczyków o rasistowskie traktowanie Papuasów z powodu ich koloru skóry i postrzeganie ich jako „dzikusów” ze względu na pielęgnowane tradycje i stroje.

Złoto nie dla Papuasów

Zdaniem brytyjskiego działacza na rzecz praw człowieka Petera Tatchella, w indonezyjskiej części Papui dochodzi do „powolnego ludobójstwa”, w wyniku którego zginęło już pół miliona Papuasów. Ponadto zarzuca on władzom w Dżakarcie, że chcą zmienić etniczną tożsamość papuaskich prowincji. Mieszkający na Papui muzułmanie to bowiem ludność napływowa.

Tatchell oskarża zresztą władze indonezyjskie również o zmuszanie Papuasów do przechodzenia na islam i uważa, że tu właśnie tkwi sekret obojętności świata wobec dramatu Papuasów. W jednym z artykułów oskarżył on lewicę, że nie interesuje się łamaniem praw człowieka przez Indonezyjczyków, gdyż są oni muzułmanami i w kategoriach europejskich są „ciemnoskórzy”, więc nie mogą być krytykowani. Według Tatchella lewica jest zainteresowana tylko tymi sytuacjami, w których o łamanie praw człowieka można oskarżyć białych.

Konflikt na Papui skomplikowało dodatkowo otwarcie kopalni złota w Grasberg, której większościowym udziałowcem jest amerykańska spółka Freeport McMoRan. Złoża eksploatowane przez kopalnię warte są 100 miliardów dolarów. Papuasi nie są jednak z tego powodu zadowoleni, gdyż kopalnia niszczy ich naturalne środowisko i tryb życia, a także powoduje napływ muzułmańskich Indonezyjczyków. Przewiduje się, że w prowincji Zachodnia Papua populacja Papuasów w 2020 r. spadnie do 29%.
Wyrobisko kopalni Grasberg (w tle Góry Śnieżne). Fot. Wikimedia commons/Alfindra Primaldhi, CC BY 2.0
Z drugiej strony rdzenna ludność nie odczuwa żadnych korzyści ekonomicznych z istnienia owejej kopalni. Dlatego papuascy separatyści sięgnęli po akt terroru. Na przykład w grudniu 2018 r. zabili 28 robotników budujących drogę w górzystym regionie Nduga.

Szlaban dla dziennikarzy
Dziennikarzom nie jest łatwo naocznie sprawdzić wiarygodność oskarżeń o naruszanie praw człowieka w papuaskich prowincjach, gdyż Indonezja zakazuje im tam wstępu. W 2014 roku reportaż na ten temat próbowało zrealizować dwóch reporterów francuskiej telewizji Arte: Thomas Dandois i Valentine Bourrat. Szybko trafili jednak za kratki i po trzech miesiącach pobytu w areszcie indonezyjski sąd skazał ich na 2,5 miesiąca więzienia za „nielegalne dziennikarstwo” oraz nadużycie wizy turystycznej.

Odsiadkę w areszcie zaliczono im na poczet kary, więc od razu ich zwolniono i deportowano. To właśnie jeden z powodów frustracji Jakóba Skrzypskiego, który narzeka, że jest traktowany zupełnie inaczej – to znaczy gorzej.

Nieudana eskapada Skrzypskiego

Skrzypski został aresztowany 28 sierpnia zeszłego roku w stolicy indonezyjskiej Papui Dżajapurze, a następnie oskarżony o kontakty z separatystami, zdradę oraz handel bronią. Groziło mu za to 20 lat więzienia, a nawet dożywocie.

On sam twierdzi, że jest niewinny, a na Papuę pojechał jako turysta. Przy okazji jednak postanowił nawiązać kontakt z papuaskimi separatystami. We wspólnym oświadczeniu dwóch indonezyjskich organizacji obrony praw człowieka TAPOL i ETAN, Skrzypski nazywany jest „ekstremalnym turystą”, który zachowywał się nieodpowiedzialnie w strefie konfliktu, usiłując spotkać się z przedstawicielami lokalnych grup zbrojnych, takich jak Armia Wyzwolenia Zachodniej Papui.

Organizacje te zarzuciły też Skrzypskiemu, że wciągnął do swoich planów papuaskiego studenta Simona Carlosa Magala, którego następnie także aresztowano i uczyniono współoskarżonym. Magal tuż przed aresztowaniem wybierał się na studia podyplomowe do Australii. TAPOL i ETAN podkreśliły jednak w konkluzji, że Skrzypski nie jest przestępcą, lecz „naiwnym i idealistycznym podróżnikiem”.

Sam Skrzypski uważa, że Magala „na siłę połączono” z jego sprawą. Odrzuca też sugestię, że jest „ekstremalnym turystą”, choć nie jest w stanie wiarygodnie wyjaśnić w jakim celu szukał na Papui kontaktów z separatystami. Dziennikarzem z całą pewnością nie jest, gdyż trudno znaleźć jakiekolwiek teksty jego autorstwa nawet w mediach społecznościowych. Tak też zresztą zeznał w trakcie przesłuchania, choć obecnie tego żałuje, bo być może jako dziennikarz byłby lepiej traktowany.

W oświadczeniu indonezyjskich organizacji i niektórych artykułach na jego temat pojawiają się tez informacje, jakoby nie była to jego pierwsza „ekstremalna podróż”. Na przykład w czasie swojej podróży do Iraku miał jakoby odwiedzić Kandil, gdzie znajduje się kwatera główna kurdyjskiej partyzantki walczącej z Turcją – Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), przy czym w oświadczeniu użyta jest nigdy nie funkcjonująca nazwa „Kurdyjskiej Armii Wyzwoleńczej”.
Indonezyjski prezydent Suharto (z prawej) wraz z żoną ćwiczą na strzelnicy wojskowej, syn Tommy zakrywa uszy. Fot. Larry Burrows / The LIFE Picture Collection / Getty Images
Polak zaprzecza by kiedykolwiek wybierał się do Kandil i miał kontakty z PKK. Natomiast przyznaje, że pojechał na wycieczkę na linię frontu w Mosulu, a także do kurdyjskiej bazy wojskowej w Kirkuku. I trudno inaczej to traktować, niż jako tzw. turystykę wojenną, czyli szukanie mocnych wrażeń, które często przysparza później problemów niezależnym dziennikarzom.
Najpoważniejszym zarzutem pod adresem Skrzypskiego jest jednak oskarżenie o handel bronią. Według słów więzionego Polaka, ma być ono oparte na jednym zdjęciu ze szwajcarskiej strzelnicy, na którym Skrzypski pozuje z bronią sportową, oraz na zeznaniu Indonezyjki Lydii „Laly” Salmah Fakaubun, którą poznał za pośrednictwem portalu couchsurfing (podróżnicy oferują sobie wzajemnie darmowe noclegi w miejscach swego pobytu i chęć pokazania tamtejszej kultury) i nocował u niej przez pierwszy tydzień swojego pobytu w Papui. Lydia miała zeznać, że przeszukała bagaże Skrzypskiego i znalazła tam broszury wskazujące na jego współpracę z polskim rządem, mającą na celu zaopatrzenie partyzantów papuaskich w broń.

Takie podstawy oskarżenia byłyby oczywiście absurdalne. Natomiast w oświadczeniu TAPOL i ETAN znajduje się informacja, że w tym samym czasie aresztowano dwóch papuaskich separatystów, u których rzeczywiście znaleziono amunicję. Nic jednak nie wskazuje, by mieli oni cokolwiek wspólnego ze Skrzypskim i zarówno Polak, jak i indonezyjskie organizacje zarzucają władzom Indonezji, że znów na siłę próbują połączyć obie sprawy. Jeden z owych separatystów został zresztą już skazany – na 2,5 roku więzienia.

Skrzypski odcina się przy tym od sympatii do papuaskich separatystów. Twierdzi zresztą, że ruch ten jest rachityczny, a czasem wojsko wręcz współpracuje z separatystami, traktując ich jako pretekst do wyciągania od rządu funduszy i skłaniania do przymykania oczu na różne machlojki.

Warmiak ze Szwajcarii z córką w Indonezji

39-letni Polak jest dość enigmatyczną postacią. Opisuje siebie: „miłośnik historii i fotografii, kolekcjoner muzyki, filmów i banknotów”. Podkreśla też, że odwiedził 45 krajów i spośród nich jedynie Irak można zaklasyfikować jako będący „w stanie wojny”. Nazywa też siebie „Warmiakiem”, podkreślając regionalne pochodzenie swojej rodziny, jednocześnie od 10 lat mieszka w wiosce Cully, w szwajcarskim kantonie Vaud. Sądząc po jego profilu na Facebooku, w Polsce ma niewielu znajomych. Gdy został zatrzymany próbowałem znaleźć choćby jedną osobę wśród moich znajomych z różnych środowisk, w tym dziennikarzy czy podróżników, która by go znała. Bezskutecznie.

O sobie zresztą Skrzypski w ogóle mało mówi, twierdząc, że to nie jest istotne. Mogłem się więc od niego dowiedzieć jedynie tego, że studiował na Uniwersytecie Warszawskim geologię, a następnie, już w Szwajcarii, język francuski oraz kultury frankofońskie. W Cully pracował w „małej, ale prężnej firmie w regionie Jeziora Genewskiego”. Pod względem wyznawanej religii uważa się za „głos prześladowanego animizmu i pogaństwa niehinduistycznego”.
Jakóbowi Skrzypskiemu (po prawej) zarzucono, że wciągnął do swoich planów papuaskiego studenta Simona Carlosa Magala (z lewej strony), którego również aresztowano. 2 maja sąd w Wamenie skazał go na 4 lata więznienia, a Polaka na 5 lat. Fot. printscreen strony walczącej o uwolnienie obu od zarzutów: http://savejakub.blogspot.com
Nic nie wiadomo też o jego rodzinie, zarówno w Szwajcarii, jak i Polsce. Natomiast w Indonezji ma 6-letnią córkę, o której jednak również nie chce więcej mówić. Wspomina przy tym, że w Indonezji znajduje się „grób bardzo bliskiej mu osoby”. I przyznaje, że po Szwajcarii Indonezja jest najbliższym mu krajem, do którego jeździ regularnie od 2008 r. Nie ukrywa, że ma tu wielu znajomych, również wysoko postawionych, w tym mieszkających na Papui. Zna – jak twierdzi – indonezyjski, a nawet trzy lokalne dialekty.

Gangi z maczetami i rajskie klimaty w jednym. Takich „atrakcji” nie ma nigdzie indziej

Papua-Nowa Gwinea określana jest jako miejsce, gdzie kończy się świat.

zobacz więcej
Bardzo dużo Skrzypski opowiada natomiast o złych warunkach, w jakich przebywa. Jak podkreśla, w znacznie lepszych byli przetrzymywani wspomniani wcześniej dwaj francuscy dziennikarze. Nalega też, by pisać o „machlojkach władz” w trakcie procesu oraz utrudnianiu kontaktu z adwokatem i polskim konsulem. Dwukrotnie – jak dodaje – prowadził z tego powodu strajk głodowy. Z drugiej strony przyznaje, że strażnicy na wiele rzeczy przymykają oczy, a w dodatku dokarmiają go własnym jedzeniem.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odmówiło komentarza w sprawie Skrzypskiego, co jest zresztą standardową reakcją w tego typu sprawach. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że konsul RP w Dżakarcie Jakub Janas regularnie kontaktuje się ze Skrzypskim i nie skarży się na utrudnienia ze strony władz indonezyjskich. Polskie władze wielokrotnie przekazywały też stronie indonezyjskiej zapytania w sprawie uwięzionego Polaka, wyraźnie dając do zrozumienia, że interesują się procesem. Poważnym problemem z punktu widzenia pomocy konsularnej może być jednak deklaracja Skrzypskiego, że jeśli warunkiem jego uwolnienia miałaby być deportacja i zakaz wjazdu do Indonezji, to na to się nie zgadza.

2 maja sąd w Wamenie skazał Jakóba Skrzypskiego na 5 lat więzienia za zdradę i współpracę z separatystami. Zarzuty handlu bronią wycofano. Sądzonego razem ze Skrzypskim Magala skazano na 4 lata. Wyroki nie są prawomocne i Polak zamierza się odwoływać.

Nowa Gwinea – niezupełnie indonezyjski koniec świata

Historia Polaka wydaje się tak skomplikowana, jak sama Republika Indonezji. Największymi grupami etnicznymi są tu Jawajczycy (40%) i Sundajczycy (15%), mieszkający głównie na dwóch najludniejszych wyspach tego kraju, tj. liczącej 145 mln mieszkańców Jawie i 50-milionowej Sumatrze. Na trzecim miejscu jest Borneo, niemniej jest ona podzielona, podobnie zresztą jak dwie inne indonezyjskie wyspy: Timor i Nowa Gwinea. Jest to efekt podziałów kolonialnych.

W XIX wieku terytorium dzisiejszej Indonezji znalazło się pod kolonialną administracją Holandii, podczas gdy północna część Borneo należała do Imperium Brytyjskiego, a wschodnia część Timoru przypadła Portugalii. Położona daleko na wschodzie Nowa Gwinea została skolonizowana najpóźniej. W pierwszej połowie XIX w. zachodnią jej część, która dziś należy do Indonezji, zajęli Holendrzy, natomiast wschodnią dopiero pod koniec XIX w. skolonizowali Brytyjczycy i Niemcy, a po I wojnie światowej ta część wyspy znalazła się w granicach Australii.
Podczas II wojny światowej większość indonezyjskich wysp została zajęta przez Japończyków. Zaraz po klęsce państw Osi, indonezyjscy nacjonaliści pod przywództwem Sukarno, późniejszego pierwszego prezydenta tego kraju, ogłosili niepodległość Indonezji, obejmującej całe holenderskie terytorium kolonialne. W 1949 r. Holendrzy uznali nowe państwo, ale bez niderlandzkiej Nowej Gwinei w jego granicach. Dopiero w 1962 roku doszło do porozumienia między Amsterdamem a Dżakartą w sprawie przejścia zachodniej Nowej Gwinei pod tymczasową administrację ONZ, a następnie Indonezji. O przyszłości tego terytorium miało ostatecznie przesądzić referendum. Jednak zamiast niego, w 1969 r. odbyły się „konsultacje”, które zdaniem wielu ówczesnych obserwatorów, a dziś również historyków, nie odzwierciedlały woli mieszkańców.
Indonezja w tym czasie miała zresztą więcej problemów. Sukarno wprowadził dyktatorskie rządy zwane „demokracją sterowaną”. W regionie Aceh, w północnej części Sumatry, wybuchła separatystyczna rebelia, a tendencje secesjonistyczne występowały również w innych częściach kraju. W 1967 r. Sukarno został obalony przez gen. Suharto, który wprowadził jeszcze bardziej zamordystyczne rządy, trwające przez kolejnych 30 lat. Aż do 1998 roku, gdy generał musiał uciekać z kraju przed prodemokratyczną rewolucją.

W tym czasie nastąpiła dalsza dekolonizacja regionu. W 1975 r. Portugalczycy opuścili wschodnią część wyspy Timor i proklamowano tam powstanie nowego państwa, które jednak po kilku miesiącach zostało zajęte przez Indonezję. W tym samym roku niepodległość ogłosiła również Papua-Nowa Gwinea, czyli wschodnia część wyspy, kontrolowana dotąd przez Australię. Suharto urządzał krwawe masakry na Timorze Wschodnim, co zwróciło uwagę świata. W 1996 r. Pokojową Nagrodę Nobla otrzymało dwóch działaczy na rzecz niezależności Timoru Wschodniego: biskup Carlos Filipe Ximenes Belo i Jose-Ramos Horta. W 2002 roku kraj ten odzyskał niezależność.

W zachodniej Nowej Gwinei też nie wszyscy – jak widać i dziś – zaakceptowali przyłączenie do Indonezji. Jednak w tym wypadku zainteresowanie świata tak odległym i jeszcze do niedawna dzikim zakątkiem globu ziemskiego było niewielkie. I nadal takie jest.

– Witold Repetowicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Policja podczas demonstracji papuaskich studentów w Dżakarcie, którzy domagają się od rządu Indonezji, aby dał ich narodowi prawo do samostanowienia i odłączenia się od Republiki Indonezji, jako nowego państwa Zachodnia Papua. Fot. Tubagus Aditya Irawan/Pacific Press/LightRocket via Getty Images
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
„In vitro” dla par lesbijskich. Liberalizm uderza w rodzinę
Politycy z partii z Emmanuela Macrona mówią wprost: „Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Misterna gra Putina z Łukaszenką. Czy Rosja połknie Białoruś?
Moskwa chce wywołać w Mińsku wybuch niezadowolenia społecznego, trochę na wzór ukraińskiego Majdanu. W jakim celu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Tu wcześniej wojny nie było. Teraz łopaty prędko latają w...
– To jest dla mnie Trump, zwierzę! – krzyczał Dilo, odcinając najpierw jedno, a potem drugie ucho martwego zwierzęcia. Reportaż Witolda Repetowicza z kurdyjskiej Rożawy w północno-wschodniej Syrii.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
To nie jest taka prosta gra… Sędzia przestaje być „powietrzem”
Cóż to za dziwny sport? Po golu zmiana stron boiska, rzut karny z dowolnego punktu położonego 11 metrów od linii bramkowej, a bramki nie mają poprzeczek.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Pełzająca germanizacja” Kaliningradu
Biznes poważnie cierpi na kremlowskiej polityce wobec obwodu: militaryzacji („lotniskowiec Kaliningrad”) zamiast komercjalizacji („bałtycki Hongkong”). Ta druga droga jest dziś uważana za herezję.