Kultura

Dziś klasyka jest potrzebna, żeby robić z Kordiana kobietę

Współcześni reżyserzy czują się mądrzejsi od Szekspira. Dają do zrozumienia, że teatr nie potrzebuje nowych dramatów.

Cenzorzy byli inteligentni

To popkultura, jako nośnik treści, jest najbardziej niebezpieczna. Właśnie dlatego tak groźne są antypolskie filmy czy seriale.

zobacz więcej
Polski teatr to dramat. To nie kalambur, to prawda. I nie wierzcie państwo, w to, co czytacie w niektórych gazetach i tygodnikach, a już zwłaszcza w prasie branżowej. To jest obieg wewnętrzny.

Krytycy czy recenzenci są częścią gildii (sitwy, mafii – jeśli ktoś woli), a nade wszystko – częścią pewnej umowy, czy też układu. Umawiają się, że coś jest dobre, wybitne, artystyczne, a coś pozbawione wartości. Kryteria ustalają między sobą, ponieważ publiczność jest tu mało ważna, a w dużych miastach zawsze znajdą się jacyś zainteresowani. Nawet jak im się coś nie podoba, to będą twierdzić inaczej (bo przecież jak recenzenci mówią, że wybitne, to musi być wybitne).

Czy to znaczy, że nie ma dziś dobrych przedstawień? Oczywiście, że są. Nie wszyscy dyrektorzy, aktorzy, reżyserzy w tym uczestniczą. Wzorcem tego jak należy prowadzić ważną scenę jest np. Teatr Narodowy, są też dobre teatry poza Warszawą, choćby Śląski. Jest kilka cenionych scen prywatnych i musicalowych. Wreszcie należy wymienić Teatr Polskiego Radia i Teatr Telewizji.

Ale wszędzie problem jest podobny. Teksty. Brak nowych polskich dramatów. Bez nich rozwój teatru jest po prostu niemożliwy. Kto tego nie rozumie jest albo idiotą albo doktrynerem. Niestety, tak się składa, że na polskich scenach nie brakuje ani jednych, ani drugich. I dlatego dominuje u nas, zabarwiony ideologicznie (lewicowo, rzecz jasna), teatr postdramatyczny.

Jeśli nie znają państwo tego określenia, to już spieszę z wyjaśnieniem. W drugiej połowie XX wieku wielcy artyści tacy, jak Peter Brook, Robert Wilson czy nasz Jerzy Grotowski stworzyli nowy język teatru, w którym tekst stał się tylko jednym ze środków wyrazu, nie zawsze najważniejszym. Z pewnością było to niezbędne, by teatr odnalazł się w świecie nowych mediów. Ale jak każdy eksperyment i ten ma swoje ograniczenia, czego znaczna część polskich twórców teatralnych zdaje się nie rozumieć.
Dziś klasyka, w tym „Kordian” Juliusza Słowackiego (na zdjęciu fragment próby spektaklu w Teatrze Polskim w reżyserii Pawła Passiniego z roku 2006), potrzebna jest tylko po to, by poddawać ją dekonstrukcji. Fot. PAP / Andrzej Rybczyński
Forma jest oczywiście bardzo ważna, jeśli jednak za formą nie kryje się treść, nic dobrego z tego nie wynika. I dlatego w polskich teatrach odczytywane są manifesty polityczne i poruszane problemy społeczne. Tyle że nie tędy droga, co rozumieją Anglosasi. W USA i Wielkiej Brytanii wciąż to literatura dramatyczna jest w centrum uwagi twórców (i nawiasem mówiąc, dlatego mają tam tak dobre kino). Niestety do Polski inspiracja płynie z Niemiec, a tam nie ceni się tekstów.

A przecież największe sukcesy polskiego teatru powojennego to wystawienia klasyki (zwłaszcza rodzimej) albo inscenizacje nowych dramatów naszych autorów. Dziś klasyka jest potrzebna tylko po to, aby poddawać ją dekonstrukcji, dopisując np. monologi Hamletowi albo robiąc z Kordiana kobietę (a było nawet przedstawienie, gdzie Kordianów było siedmiu!!!). Nikt już nie chce pamiętać, że ważne inscenizacje wiążą się z nazwiskami takich autorów jak Sławomir Mrożek, Tadeusz Różewicz czy Janusz Głowacki. Dla teatru pisali wszyscy od Zbigniewa Herberta poczynając na Dorocie Masłowskiej kończąc, a teraz nie pisze już prawie nikt. Reżyserzy tekstów nie potrzebują, bo są mądrzejsi od Szekspira, w związku z tym powstaje coraz mniej dramatów i są one coraz słabsze. Typowe błędne koło.

Nie znaczy to, że nie ma dobrych autorów. Wojciech Tomczyk, Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Marek Kochan, Rafał Wojasiński, Tadeusz Słobodzianek – każdy z nich ma swoje sukcesy. A dołączają też młodsze roczniki, np. Weronika Murek, która pojawiła się w programie „Koło pióra” w związku z wydaniem książki „Feinweinblein”, zawierającej trzy dramaty. Ale to zdecydowanie za mało.

Do środowiska teatralnego nie dociera prawda, którą rozumieją twórcy kinowi. Największą wartość dla odbiorcy i dla kultury ma zapis współczesności. Ludzie chcą oglądać samych siebie, a dla przyszłych pokoleń będzie to ważny dokument. Niestety, z biegiem lat mam coraz mniej nadziei, że dramat z polskim teatrem, kiedyś się skończy.

– Mariusz Cieślik
Mariusz Cieślik w rozmowie z Weroniką Murek o jej najnowszych dramatach z książki „Feinweinblein”. Fot. TVP
W programie „Koło pióra” Mariusz Cieślik 9 maja o godz. 22.10 na antenie TVP Kultura rozmawia z Weroniką Murek o jej najnowszych dramatach z książki „Feinweinblein” oraz Marcelem Woźniakiem o życiu Leopolda Tyrmanda.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz wyemitowane odcinki programu „Koło pióra”:
Zdjęcie główne: Peter Brook (po prawej), Robert Wilson czy nasz Jerzy Grotowski (po lewej) stworzyli nowy język teatru, w którym tekst stał się tylko jednym ze środków wyrazu. Fot. PAP / Adam Hawałej
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Kronikarz epok Gomułki i Gierka. Jerzy Gruza i jego telewizja
Wydawał mi się wieczny. A powinienem mieć świadomość, że w tych fantazyjnych szalikach, kapeluszach, nonszalanckich strojach, wiecznym być nie może.
Kultura Poprzednie wydanie
„Parasite”: dyskomfort dla liberalnych elit
Korea Południowa jawi się jako kraj Trzeciego Świata. Możliwości awansu społecznego są zablokowane.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Policjantka z „Blondynki”, żona policjanta w „Ojcu Mateuszu”,...
Opowieść o kobiecie porzuconej przy ołtarzu, a potem bujającej się pomiędzy nadzieją, wyznaniami spóźnionych miłości, buntem przeciw miałkości facetów, pogodzeniem się z własnym losem.
Kultura wydanie 7.02.2020 – 14.02.2020
Żył w zmysłowym oczadzeniu. Nienasycony
W jego obrazach odnajduję nieustającą potrzebę krzesania twórczego ognia – pisze Monika Małkowska.
Kultura wydanie 31.01.2020 – 7.02.2020
Szybki Łukasz z miasta trucizny i sztyletu
W tej okrutnej epoce Kain zabijający Abla był tematem jak najbardziej naturalnym, podobnie jak Tarkwiniusz gwałcący Lukrecję.