Felietony

Liberalizm jest nijaki. Prowadzi Europejczyków na manowce

Dla niego kluczowa była konfrontacja katolicyzmu z ateizmem, która znajdowała odzwierciedlenie również w polityce. Chodziło o zderzenie opcji strzegącej takich filarów porządku społecznego, jak Kościół i rodzina z obozem dążącym do ich unicestwienia. Za głównego wroga Donoso Cortes uważał bezbożną lewicę, która odrzuca chrześcijaństwo.

Wojna o władzę, czyli jak samo dobro walczy ze złem

W nowoczesnej polityce uczestnik starcia o władzę samego siebie deifikuje, a przeciwnika – diabolizuje.

zobacz więcej
Jednym z najważniejszych marzeń nowożytności jest świat bez konfliktów. Starotestamentowa obietnica przekucia mieczy na lemiesze w wyobraźni liberalnego mieszczaństwa nabrała jak najbardziej świeckich treści. I choć wojny nie opuszczają ludzkości, to przez pokolenia Europejczyków nie pamiętające koszmaru lat 1939-1945 postrzegane są jako relikt czasów minionych, który pozostaje środkiem rozstrzygania sporów tylko wśród barbarzyńców.

Marzenie o bezkonfliktowym świecie dotyczy jednak nie tylko stosunków między narodami. Odnosi się ono również do sposobu sprawowania władzy. Swoje urzeczywistnienie znalazło w liberalnej demokracji – ustroju, w którym celebrowana jest dyskusja polityczna i prawo każdego obywatela do wyrażania swoich racji. Czy jednak rozwiązanie to nie ma mankamentów?

Człowiek kontra instytucje

Nad tym pytaniem głowią się od kilku wieków myśliciele polityczni. Do nich należy Juan Donoso Cortes markiz de Valdegamas – postać warta wspomnienia, ponieważ 6 maja minie 210. rocznica jego urodzin.
Juan Donoso Cortes markiz de Valdegamas (1809 – 1853 ), pisarz i dyplomata na portrecie Federico Madrazo. Fot. Wikimedia
Dwa lata temu nakładem krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej ukazał się wreszcie polski wybór pism tego XIX-wiecznego hiszpańskiego dyplomaty. Książkę otwiera chyba najważniejsze dzieło Donoso Cortesa – „Esej o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie, rozważanych w ich fundamentalnych zasadach” (w przekładzie Marty Wójtowicz-Wcisło).

Lekturę tej rozprawy rekomendował Zygmunt Krasiński Augustowi Cieszkowskiemu w liście do niego następującymi słowami: „Pełno sofistyczności, ale też pełno genialnych błyskawic i gromów. To specyficzna osobowość. Duch jak u de Maistre’a [Joseph de Maistre, filozof i urzędnik z Sabaudii, znany z radykalnej krytyki rewolucji francuskiej], styl daleko dziarższy, puginałowy, namiętny. Hiszpan gębą całą. Okiem tylko dotąd rzuciłem, a jużem kilka razy podskoczył na krześle i sam rzekł do siebie: Tęgo”.

Kiedy Notre-Dame stała się „świątynią Rozumu”

Filip Memches: Prezydentowi Macronowi jest dziś łatwo grać przyjaciela Kościoła. Jego ideowi poprzednicy zdążyli już rozprawić się z katolicyzmem.

zobacz więcej
Po co nam właściwie dziś dorobek Donoso Cortesa, arystokraty przywiązanego do tradycjonalistycznej wizji świata? Hiszpański myśliciel był świadkiem Wiosny Ludów i innych burzliwych wydarzeń XIX stulecia, w którym ginął stary, feudalny porządek, a głównymi aktorami na arenie dziejów stawali się broniący kapitalistycznych przemian liberałowie i chcący wywrócić rzeczywistość do góry nogami socjaliści.

Katolicyzm kontra ateizm

Donoso Cortes twardo stąpał po ziemi. Nie liczył na powrót przedrewolucyjnego ładu. Zdawał sobie sprawę, że potrzebne są nowe siły, zdecydowane przede wszystkim bronić autorytetu Kościoła katolickiego. Za głównego wroga uważał bezbożną lewicę, która odrzuca chrześcijaństwo i wyrastającą z niego antropologię.

Kościół bowiem – wyjaśniał – uczy, że człowiek jest z natury zły, bo obciążony grzechem pierworodnym, a instytucje są dobre, gdyż poskramiają ludzkie żądze. Natomiast ateistyczny socjalizm – twierdził – stoi na przeciwległym stanowisku: człowiek jest z natury dobry, a instytucje są złe, ponieważ ograniczają jego wolność oraz wikłają go w struktury niesprawiedliwości społecznej i ekonomicznego wyzysku.

Dla Donoso Cortesa kluczowa była konfrontacja katolicyzmu z ateizmem, która znajdowała swoje odzwierciedlenie również w polityce. Hiszpańskiemu filozofowi chodziło o zderzenie opcji strzegącej takich filarów porządku społecznego, jak Kościół i rodzina (monarchii nie dało się już ocalić) z obozem dążącym do ich unicestwienia.

Na tle tych dwóch wyrazistych stron politycznego konfliktu mieszczański liberalizm jest nijaki. Odrzuca wszelką światopoglądową jednoznaczność, obstając przy pewnym politycznym minimum, na które składają się swobody indywidualne i pokój społeczny.
W przeszłości ludzie oddawali życie za wiarę w Boga. Ilustracja: „Męczeństwo św. Urszuli” pędzla Caravaggia. Fot. Getty Images
Długo wydawało się, że historia XX wieku przyznała rację właśnie liberalizmowi. Jego letniość – wyrażająca się choćby w słynnym haśle „Liczy się gospodarka, głupcze!” z prezydenckiej kampanii wyborczej Billa Clintona w roku 1992 – miała być u progu XXI stulecia bezalternatywnym rozwiązaniem dla świata zmęczonego epoką gorących krwawych ideologii.

Tak się jednak nie stało. Druga dekada XXI wieku to okres globalnego antyliberalnego buntu.

Napięć nie da się zagadać

Teksty Donoso Cortesa są aktualne, ponieważ demaskują złudzenia liberalizmu, które także i w naszych czasach prowadzą Europejczyków na manowce. Hiszpański myśliciel wskazywał, że politycznych napięć nie da się zneutralizować, czyli de facto zagadać debatami parlamentarnymi i wolnością prasy.

W „Eseju o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie...” czytamy: „lud, który nieustannie słyszy z ust sofistów słowa za i przeciw wszystkiemu, nie wie w końcu, czego się trzymać i zapytuje sam siebie, czy prawda i błąd, niesprawiedliwość i sprawiedliwość, niegodziwość i uczciwość są przeciwieństwami, czy też są tą samą rzeczą oglądaną z innych perspektyw”.


W przeszłości ludzie oddawali życie za wiarę w Boga czy za różne idee, dlatego, że widzieli, iż przekładają się one na rzeczywistość społeczną i nie można ich zamykać w getcie prywatnych opinii. Dziś również spory światopoglądowe nie są wyłącznie dyskusjami, ale stanowią przejaw walki o sprawy, które odnoszą się do konkretów. Przykładem może być choćby kwestia ochrony życia ludzkiego od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.

Tak więc żadna władza polityczna nie może trwać w liberalno-demokratycznym rozkroku między rozmaitymi wzajemnie wykluczającymi się wartościami. A jeśli podejmuje takie próby, prędzej czy później ustępuje obozowi, który forsuje swoje jak najbardziej zaangażowane jednostronnie projekty, tyle że ukryte za fasadą światopoglądowej neutralności.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Jacek Bartyzel
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Nawalny to żaden liberał
Polak, który powiedziałby to co on, byłby uznany za „ruskiego agenta”.
Felietony Najnowsze wydanie
Umiał się wczuć w emocje złodziei. Hojnie go za to obdarowali
Był skłopotany i wtedy panowie powiedzieli: – Prosimy, niech się pan nie przeraża. Te rzeczy są kradzione, ale w Berlinie.
Felietony Najnowsze wydanie
Celebrował trzy czynności: rozmowę, rysowanie i parzenie herbaty
Mieszał gatunki, zieloną i czarną, wyparzał czajniczki. Znał niesłychaną liczbę języków. A pół pokoju poza rysunkami to były książki.
Felietony Najnowsze wydanie
Pytania
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Do wytępienia
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.